Powrót do oazy spokoju.

Dzień podróży to chyba dzień najbardziej męczący i taki, który zda się ciagnąć w nieskończoność. Dzisiaj moja kolej na lot do domu. Stany zostały zaliczone. Spotkaliśmy wszystkich naszych najbliższych znajomych a dodatkowo mieliśmy okazje spotkać się z kuzyna córka, która wraz z mężem przyleciała za wielką wodę w odwiedziny. Spędziliśmy sympatyczne prawie dwa tygodnie. Wszystko co jest miłe i fajne na ogół nie trwa  długo, tak więc Luśki wakacje dobiegły końca w niedziele a od poniedziałku przejęła stery polskiego okrętu. Ja obejmę nadzór nad naszym ekwadorskim statkiem z konkretnym zadaniem aby nie doprowadzić do zniszczenia tego co z takim uporem sadziła Luśka w przydomowym ogródku. Mam do tego talent bo prace działkowe napewno nie należą do moich silnych punktów. W tym roku postanowiliśmy zatem powierzyć grządki ogrodowe okolicznej znawczyni roślin wszelkich. Już pierwszy dzień jej pracy, jeszcze w trakcie obecności mojej ogrodniczki w domu, przekroczył nasze oczekiwania. Jej wiedza na temat roślinek jest niewątpliwie lepsza od mojej, problem jednak, że ogranicza się do okolicznej zieleniny. To co posadziliśmy a raczej co posadziła Alicja a co ma korzenie polskie okazało się dla naszej pomocy chwastem, który należało usunąć. Dostało się zatem poziomkom, które nie zrobiły na niej żadnego wrażenia. Efekt jej pracy był ogólnie jednak na tyle zadowalający, że dostała angaż do pielęgnacji przydomowej gleby. Niby mam to nadzorować. Obawiam się, że z moją wiedzą z jej niechęcią do wszystkiego co nie jest ekwadorskie możemy stanąć przed konkretnym problemem po powrocie ogrodowego szefa. Życie bez ryzyka byłoby nudne zatem nie będę przed nim uciekał. Zanim jednak do tego dojdzie muszę przeżyć ten dzień podróży, który powinien trwać w porywach do szesnastu godzin od wyjścia z domu syna do otwarcia drzwi w mojej twierdzy. Do Stanów przylecieliśmy przez Miami, wracać będę przez Panamę. Lotnisko tam jest mniejsze co z punktu widzenia przesiadki każdemu pewnie bardziej odpowiada. Tam, po półtorametrową godzinie  oczekiwania kolejny samolot. Lat z Panamy to juz tylko niecałe dwie godziny. Jak wszystko dobrze pójdzie nad ranem w środę będę w domu, w mojej oazie spokoju.