Honor i odwaga

W ostatniej swojej blogowej notce pisałem na temat kamieni w butach prezesa. Staram się nie wracać do tematów raz już poruszanych chociaż nie zawsze mi się to udaje bo z pamięcią różnie bywa. Tym razem jednak muszę wrócić do tematu, o którym właśnie pisałem w swoim ostatnim artykule z uwagi na pewne wydarzenia, które miały miejsce po jego opublikowaniu. Muszę w tym miejscu zacząć od cierpiącej na paranoje rzeczniczki rządzącej partii Beaty „Zakalec” Mazurek. Z racji zajmowanego stanowiska oczywiście wie ona wszystko i na każde zagadnienie ma coś do powiedzenia. Podpadła nawet strażnikowi żyrandola, nie mylić z konstytucją, Andrzejowi Dudzie, który zaoferował jej powrót do szkoły. Rzadko zdarza mi się popierać pana prezydenta, tym razem jednak nie mam watpliwości, że miał racje. Jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że wywodzi się on z tego samego środowiska co pani Beata to z jego wypowiedzi musi wynikać, że zapewne wie o niej więcej niż przeciętny wyborca. Partyjna rzecznika w swojej wypowiedzi zarzuca Donaldowi Tuskowi i Ewie Kopacz, w związku z ich działaniami zaraz po katastrofie smoleńskiej, brak honoru i odwagi nazywając ich oszustami, którzy powinni siedzieć w kryminale. Jak to się mówi „poszła ostro po bandzie”. Smoleńsk już dawno podzielił ludzi i nie zanosi się na to aby ten podział uległ zatarciu. Dbają o to rządzący co wynika z wypowiedzi pani rzeczniczki, która sądzi, że obaj przez nią oskarżeni powinni stanąć przed Trybunałem Stanu. Pani Mazurek zdaje się być jedną z wielu poddanych prezesa, do której nie docierają kompromitujące wyniki komisji prowadzonej przez jej równie nawiedzonego kolegę pana Antoniego. Głosił on już, że kilka osób przeżyło wypadek, że sfabrykowano mgłę, że był wybuch na pokładzie i jeszcze pare innych zmyślnych teorii, na które nijak nie może znaleźć dowodów. Czepili się teraz ciał ofiar katastrofy, zarzucając ówczesnej władzy brak ostrożności i staranności przy ich identyfikacji. Może i nawet mają racje tylko, że to nie ma nic wspólnego z samym wypadkiem. Nie potrafią nic na jego temat udowodnić, coś jednak muszą sprzedać pogrubionym ludziom by ci pamiętali gdzie leży i chowa się zło. Honor i odwaga to pojęcia obce niemal wszystkim politykom. Wypowiadanie się na ten temat przez kogoś kto nic na ten temat nie rozumie to już nawet nie hipokryzja to prostackie chamstwo. Nie inaczej należy ocenić wypowiedź innej gwiazdy spod znaku PiS niejakiej pani Gosiewskiej. Określiła ona w swojej wypowiedzi protestujących w trakcie obchodów miesięcznicy smoleńskiej bydłem, swołoczą i zwyrodnialcami. Te swoje uczone przemyślenia wydukała podczas wywiadu w, a jakże, TV Republika. Temat agresji i nienawiści to zagadnienie, z którym mamy do czynienia każdego dnia. Ludzie stają się coraz mniej tolerancyjni bez respektu dla opinii tych, którzy myślą inaczej. Tak niestety dzieje się po obu stronach konfliktu politycznego naszych wybrańców. Ryba śmierdzi od głowy a szczególnie takich głów jak pani Gosiewska. To przez takie właśnie osoby i jej podobne wszyscy potracili zdrowy rozsądek. Bezkrytyczne chamstwo zdające się mieć poparcie najwyższych władz partii coraz bardziej zezwierzęca i tak już nienawidzących siebie chyba do grobowej deski przeciwników tego konfliktu. To ogląda młodzież i to staje się ich pożywką na postrzeganie świata. Nie pomogą żadne reformy jeśli ten bezkompromisowy język będzie dominującym wsród polityków. Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie. Żeby to zrozumieć trzeba mieć zapewne właśnie honor i odwagę aby zerknąć w lustro i choć na chwile zapomnieć o ideologii. Nie mam watpliwości, że to co w nimi zobaczycie będzie odrażające. Wspólnym mianownikiem tego i poprzedniego artykułu jest prokuratura. I tu stosuje się podwójne standardy. Z zapałem zabrali się do ścigania i nękania Tuska I Kopacz, nie widzą jednak powodów aby wszcząć postępowanie przeciwko posłance Gosiewskiej. Zabrakło im zapewne……

Kamienie w butach prezesa

Jakoś nie bardzo wychodzą sprawującym władze próby zdyskredytowania swoich przeciwników. Robią co mogą w tym temacie od pisania książek na temat powiązania Wałęsy ze służbami bezpieczeństwa PRL-u po powoływanie rożnego rodzaju komisji mających dowieść, że Tusk to zdrajca i wszystko co najgorsze i co mogło się przydarzyć naszemu krajowi. Tymczasem świat niewiele sobie z tego robi traktując nasz rząd jak objazdowych komediantów czyli z przymrużeniem oka. Jak się skończyła próba zablokowania wyboru Donalda Tuska na przewodniczego wszyscy wiemy. Nie pomogły wrzaski, że skoro jest Polakiem to powinien mieć poparcie naszego rządu a skoro go nie ma to znaczy, że nie może kandydować. Być może jest to nawet zasadny punkt tylko, źe zgłoszony przez stronę, z którą mało kto się liczy i mało kto chce rozmawiać, może poza Wiktorem Orbamem, który nawiasem mówiąc też się na nas wypiął. To się niestety nie zmieni bo działania naszego rządu nie przysparzają naszemu krajowi sojuszników a wręcz odwrotnie coraz bardziej jesteśmy traktowani jak piąte koło u wozu. Ja bym bardzo chciał aby afera Amber Gold czy reprywatyzacji wskazała winnych i postawiła im konkretne zarzuty. Życzyłbym sobie aby kara była surowa i ku przestrodze innym oszustom. Czy jednak można uwierzyć w bezstronność dochodzenia w jakiekolwiek sprawie i że nie ma ona podtekstu politycznego? Naczelny wódz partii nie potrafi w żadnej swojej wypowiedzi na temat Donalda Tuska zdystansować się od nienawiści jaką doń odczuwa. Odwet i chęć poniżenia jakie przez niego przemawiają nie pozwalają na wiarę w uczciwe i bezstronne prace jakiekolwiek komisji, na której czele stoi członkini jego partii. Zatem nawet jeśli coś mu udowodnią i nawet jeśli będzie to poparte dokumentami to kto w to uwierzy? Prezes chciałby aby sprawdziło się powiedzenie o kłamstwie, które staje się prawdą jeśli powtarza się je wystarczajaco często i długo. Niestety tym razem zdaje się działać inne prawo o tym, że wmawianie i wymuszanie czegokolwiek na ludziach przynosi na ogół odwrotny efekt. Coraz mniej ludzi wierzy w zamach w Smoleńsku bo żadnych dowodów na to nie przedstawiono. Na nic zdało się wmawianie rożnego rodzaju teorii spiskowych, które jedna za drugą okazywały się bredniami wyssanymi z palca przewodniczącego komisji. Czy w tym kontekście można ufać, że śledztwa przeciwko Donaldowi Tuskowi będą pozbawione prezesowych nacisków? Obawiam się, że jest to marzenie ściętej głowy. Równie tragicznie kończy się próba ośmieszenia Lecha Wałęsy. Jak bardzo świat przejął się jego domniemaną współpracą ze służbami bezpieczeństwa dał nam odpowiedź festiwal filmowy w Cannes, którego przywódca Solidarności był gościem. Jakoś nikomu nie przyszło do głowy zaprosić Jarosława Kaczyńskiego człowieka z podrobionego marmuru albo z zardzewiałego żelaza. No cóż panie prezesie, być może nawet Lech Wałęsa miał jakieś kontakty z SB, nie zmieni to faktu, ze to obok Reagana i Jana Pawła II juz na zawsze właśnie jemu przypisywany będzie udział w zniszczeniu poprzedniego systemu. I może pan Cenckiewicz czy jak go tam zwał napisać jeszcze pare książek na temat Wałęsy i tak nic nie zmieni powyższego faktu.  

Prawo i stróże prawa

Czy pamiętacie jeszcze samochody marki Warszawa z nadrukiem MO? Taki skrót od Milicja Obywatelska, który wraz z pojawieniem się Fiatów zlikwidowano i zastąpiono go prostszym i łatwiejszym do zapamiętania napisem Milicja. Nazwa tej jednostki utrzymała się do odzyskania tak zwanej niepodległości by wraz z upadającym systemem zastąpić ją o wiele dumniejszym i poważniejszym określeniem Policja. Milicja bowiem była zła bo reprezentowała złe prawo, narzucone nam przez sprawujących w owym czasie komunistów. Po transformacji wycięto w pień milicjantów i zaczęto budować nową, lepszą i dobrą Policję. Już sama nazwa zbliżała nas do cywilizowanego zachodu i napawała do dumy, oto mamy wreszcie funkcjonariuszy , którzy będą gwarantem przestrzegania demokratycznego prawa. Gdzieś w tym zachłyśnięciu się wiarą w potęgę demokracji i jej sprawiedliwość uciekło nam pare ponadsystemowych prawd, które powoli zaczynają do nas docierać. Jaka jest bowiem różnica, poza nazwą oczywiście, miedzy Milicją a Policją? Otóż żadna bo wymuszanie przestrzegania prawa narzuconego nam przez sprawujących władze wymagało od jednostek milicji i wymaga od policjantów podporządkowania się tej władzy. Fałszem było i jest, że obie siły porządkowe zostały powołane dla naszego bezpieczeństwa. Czy ktoś może sobie wyobrazić, że obecna Policja w przypadku zamieszek antyrządowych stanęłaby po stronie demonstrantów? Trzeba być naiwnym żeby móc w to uwierzyć. Nie po to władza rozdaje im przywileje pracownicze. Absurd tej sytuacji polega na tym, że to my naszymi podatkami utrzymujemy stróżów prawa, pracodawcą jest jednak władza i to jej mają oni być podporządkowani. Nie oszukujmy się zatem, bez względu na nazwę, Milicja, Policja, Żandarmeria czy inni Karabinierzy, ich zadaniem jest ochrona sprawujących władze. Ludziom może się nie podobać kiedysiejsza Milicja, prawda jest jednak taka, że wymuszanie obowiązującego prawa nie zawsze jest popularne szczególnie przez prześladowaną opozycje. Nawet jeśli prawo było lub jest złe, to nikt nie oczekiwał od dawnego milicjanta i nikt nie oczekuje od dzisiejszego policjanta jego krytyki a wręcz przeciwnie ślepego jego wykonywania. Do aparatu wymuszania prawa trafiają różni ludzi. Niektórzy naoglądali się amerykańskich produkcji i wydaje im się, że będą gonić przestępców, przy okazji zaspokajać swoje potrzeby bycia kimś ważnym. Niestety to bajka. Dzisiejszy świat przestępczy często jest lepiej uzbrojony niż nasi stróże prawa. Giną zatem niepotrzebnie bo coraz więcej polityków i ich zwierzchników jest z tym światem powiązanych. Jak wyglada zatem przestrzeganie prawa przez władze? Oto marszałek Senatu odsunął wicemarszałka izby pochodzącego z opozycji od prawa prowadzenia posiedzeń bo ten podjął decyzje niezgodną z jego oczekiwaniami. Na pytania czy tak było wolno, odpowiedział beztrosko, żeby pokazano przepis, że tak nie wolno. Krótko mówiąc ja stanowię prawo i ja decyduje co wolno a czego zabraniam. Marszałek Sejmu zdecydował się przenieść obrady nad budżetem do innego pomieszczenia gdzie wraz z większością pochodząca z jego partii przyjął rzeczona ustawę bez posłów opozycji. Jemu tez tak wolno bo on jest ponad prawem. Szefowa rządu określiła działania opozycji jako próbę zamachu stanu i nie dopatrzyła się zamachu na demokracje. Narzekamy na brutalność policji i słusznie. Zdominowała ona jednak wszystkie aspekty naszego życia. Agresja i brutalność to dzisiaj chleb powszedni. Nie da się ukryć, że policja często nadużywa swoich uprawnień, w wielu przypadkach bronią też swojego zdrowia i życia. Czyż można się dziwić, że w takich sytuacjach niektórzy się zapominają. Fala skądinąd słusznej krytyki i oburzenia spadła ostatnio na wrocławskich stróżów prawa. Spowodowanie śmierci kogokolwiek w okolicznościach, które nie wymuszały aż takiego użycia przymusu bezpośredniego zasługuje na zdecydowane potępienie. Dochodzenie w tej sprawie trwało ponad rok i gdyby nie nagranie z paralizatora, które przedostało się do mediów to pewnie trwało by dalej. Teraz dopiero przystąpiono do wyciągania konsekwencji wobec winnych i posypały się głowy. Ucierpi na tym zapewne wizerunek policji chociaż winni zostaną zapewne surowo ukarani. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć  że mniej więcej w tym samym czasie córka gdańskiej radnej o jedynie słusznej przynależności partyjnej, dała się mocno we znaki jednostce policji z tego miasta. Została potraktowana tak jak sobie na to zasłużyła. Oburzył się na to jednak sam pan minister wytykając policjantom nadgorliwość w pracy. Nikt nie miał złudzeń, że agresywnej dziewczynie nic takiego się nie stało i dostało minimum tego co jej się należało, gdyby mamuśka nie reprezentowała wiadomej opcji. Osobiste zaangażowanie ministra w obronę córki partyjnej koleżanki z jednoczesnym zlekceważenie sytuacji na wrocławskim posterunku dobitnie pokazują gdzie leżą priorytety władzy. Żeby nie być posadzonym o skrajny antyPiSizm śmiem twierdzić, że istnieje duże prawdopodobieństwo identycznego zachowania ministra z innej opcji politycznej gdyby to jego koledze lub koleżance stróże prawa zrobili krzywdę. Stąd moja teza, o służebności organów wymuszania prawa wobec każdego rządu. We Wrocławiu poleciały głowy a pan minister nie ma sobie nic do zarzucenia. I słusznie przecież zakatowany nie był członkiem ugrupowania, do którego on należy.  Na koniec jeszcze jedno pytanie. Po co sprawującym władze wybrańcom narodu potrzebny jest immunitet? Ano po to by bez konsekwencji mogli świadomie łamać prawo i jeśli ich na tym złapie jakiś nadgorliwy policjant to z uśmiechem na ustach mogą mu pokazać środkowy palec. I nie ma w tym nic brutalnego ot taki nowoczesny gest Kozakiewicza. Z góry przepraszam naszego świetnego sportowca jeżeli go obraziłem. 

Celebryta czy prezydent?

IMG_0344

Nasz aktualny pierwszy obywatel kraju to w moim przekonaniu najbardziej komiczny prezydent od czasu przywrócenia tej funkcji. Mój stosunek do niego łatwo dostrzec z poprzednich wpisów. Osobiście nie pojmuje potrzeby istnienia prezydentury w polskiej polityce biorąc pod uwagę fakt o praktycznie żadnym jego znaczeniu. Ktoś zapytał panią Mazurek co sądzi o aktualnym mieszkańcu Belwederu. Odpowiedziała, że przecież on wywodzi się z ich środowiska i reprezentuje te same poglądy. Mając to na uwadze jego ocena musi być bezdyskusyjnie pozytywna. Nikt chyba nie ma złudzeń co do jego niezależności przy podejmowaniu decyzji o podpisaniu czy zawetowaniu danej ustawy. Faktem nie odebrania przysięgi od trzech sędziów wybranych przez poprzedni Sejm jasno określił w jaki sposób będzie sprawował swoją funkcje. I w tym temacie nic się nie zmieniło. To jest niestety przerażająco smutne i nie ma w tym przesady. Kompletna jego pogarda dla wszystkiego i wszystkich,  którzy myślą inaczej niż jedynie słuszna linia rządzącej partii w konsekwencji zdeterminuje sposób postrzegania sprawowania przez niego funkcji prezydenta kraju. Nie mam co do tego żadnych watpliwości. Czytając jego wypowiedzi często mam wrażenie, że Andrzej Duda ani nie wie o czym mówi, ani nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swojego zachowania i tego co chce przekazać. Potwierdzać zdają się to zdjęcia z jego spotkań z możnymi tego świata, których nie brakuje w sieci. Kiedyś śmiano się z Bronisława Komorowskiego za jego pokaz braku podstawowej kultury politycznej w parlamencie japońskim. I zresztą słusznie bo głowie państwa takie zachowania nie dodają powagi a wręcz ośmieszają jego i państwo, które reprezentuje. Andrzej Duda wziął właśnie udział w szczycie NATO gdzie spotkał się z nowym prezydentem Francji i kanclerzem Niemiec. Opublikowane z tego spotkania zdjęcie pokazuje dobitnie, że pierwszy obywatel naszego kraju w charakterystyczny dla siebie sposób, z miną daleką od poważnej, sprawia wrażenie człowieka, który na owej fotce znalazł się przez pomyłkę. Dwa kciuki podniesione do góry niby mają sugerować, że to dzięki niemu osiągnięto jakiś kompromis? Celebrytki uśmiech i wyraz twarzy wywołał zdziwienie polityka, którego nie znam, stojącego po prawej stronie. W kontekście powagi pani kanclerz Niemiec i prezydenta Francji nasz wielki polityk sprawia wrażenie pewnej śmiesznej postaci cyrkowej zwanej arlekinem żeby nie powiedzieć dosadniej błaznem. Niestety nie jest to pierwsza fotografia z jego udziałem, która każe sądzić, że prezydent nie dorósł ani do sprawowania tej funkcji, ani nie rozumie jej znaczenia i powagi. Kurs jaki obrał nasz rząd nie przysparza nam aliantów w Europie. Gdy do tego dołożymy celebrytę z Belwederu to nie dziwi mnie sposób postrzegania naszego kraju.

Pomieszanie z poplątaniem

Czy nasza premierowa potrafi sklecić chociaż jedno zdanie, w którym nie zawarta byłaby krytyka poprzednich rządów? Obawiam się, że jest wręcz niemożliwe. Przeglądałem pare jej ostatnich wypowiedzi i nie udało  mi się znaleźć ani jednej takiej, w której odnosi się do jakiekolwiek zagadnienia bez przywołania poprzedników do tablicy. Nie mogło być inaczej podczas ostatniej debaty na temat odwołania hetmana koronnego czyli pierwszego specjalisty od obronności kraju. Nie cieszy się on się żadnym zaufaniem wsród naszych sojuszników a na arenie krajowej uważany jest za najgorszego ministra w rządzie pani Beaty tfu pana Jarosława. Zakup limuzyn, stłuczka w drodze do spowiedzi, doradcy bez kwalifikacji i przygotowania w wieku przedszkolnym, nadęty rzecznik, medale, nagrody i premie za zasługi dla tegoż, nalot na komórkę NATO w nocy, dymisje i odejścia generałów to tylko pare wpadek pana Antoniego z okresu ostatnich paru miesięcy. Nie będę tutaj już wspominał o jego bzdurnych teoriach spiskowo-zamachowych w Smoleńsku i wpływie jednego z członków komisji na śmigłowcowy kontrakt. Hetman ma się dobrze bo drugiego takiego znawcy w obronności jeszcze nie mieliśmy. Naszej premier łatwo zaimponować wiedzą na temat wojskowości bo jeśli jest ktoś w tym rządzie kto się zna na tym gorzej niż pan minister to to zapewnię będzie to właśnie ona we własnej osobie. Niejaki Andrzej Duda, bliżej nieznany nieco ponad dwa lata temu, ubiegając się o prezydenturę uczynił panią Beatę szefem swojej kampanii wyborczej. Dzięki jego wygranej i jej nazwisku przewijającym się w trakcie tych wyborów została mianowana przez prezesa na stanowisko szefowej rządu. Prezydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych rownież dostaje bólu głowy z powodu swoich relacji z hetmanem, który wyraźnie go lekceważy. Nie przeszkodziło to premierowej zasłaniać piersią niechcianego ministra, przy okazji wylewając potok żółci na poprzedni rząd. To przecież niewątpliwa jego wina, źe nie było w ministerstwie limuzyn, że nie wprowadził obowiązku miesięcznej spowiedzi wszystkich pracowników, że nie dał szans przedszkolakom w podnoszeniu gotowości bojowej armii, że powoływał generałów na dowódcze stanowiska bez uzgodnienia z kimkolwiek. Teraz to wszystko zdeterminowany minister musi naprawiać. Idzie mu jak po grudzie bo z wykształcenia będąc historykiem bardziej mu odpowiada grzebanie w pewnych teczkach z przeszłości. Najpewniej dzięki jednej takiej właśnie teczuszce z aktami jest dzisiaj nietykalny. Z drugiej strony może to i lepiej bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby go odwołali to nowym szogunem mogłaby zostać na przykład kolejna Beata chociażby Kempa i to już zapewne byłby koniec naszej armii. Żeby jednak nie być jednostronnym muszę koniecznie stwierdzić, że wnioski opozycji dotyczące wotum zaufania dla kogokolwiek w tym rządzie uważam za przejaw kompletnego braku wyobraźni i wyjątkowej głupoty. Wiedząc z góry, że każdy taki wniosek zostanie przegłosowany zgodnie z wolą prezesa, marnotrawią tylko czas i pieniądze podatników. Ich to jednak nic nie kosztuje. Dodatkowo tak się zachłysnęli zajechaniem Misiewicza, że teraz wydaje się im, że mogą doprowadzić do usunięcia każdego. Portal Oko.press odlicza czas do następnych wyborów. Pozostało nieco ponad osiemset dziewięćdziesiąt dni. Z taką tępą opozycją obawiam się, że w kolejnych wyborach niewiele się zmieni.

Jak uratować festiwal.

Fala rezygnacji artystów z występów na KFPP w Opolu postawiła całe przedsięwzięcie pod znakiem zapytania. Prezydent miasta wstrzymał budowę sceny zarzekając się, że na żaden kicz się nie zgodzi. Wszyscy się głowią jak uratować doroczne święto polskiej piosenki ale pomysłów jakoś brakuje. Najważniejszym zdaje się być pytanie jak zadbać o wysoki poziom festiwalu skoro uznani artyści nie chcą z nim mieć nic wspólnego. Otóż wpadłem na pomysł co należy zrobić jak wyjść obronną ręką z tej patowej sytuacji i jednocześnie wznieść się na wyżyny artystyczno-patriotyczne. Proponuje zatem aby przeprowadzić w jego miejsce nadzwyczajne posiedzenie przewodniej siły narodu czyli partii prezesa, na którym zaprezentować by można niewątpliwe sukcesy dobrej zmiany. W obrady można byłoby wkomponować parę patriotycznych utworów tak aby festiwal mógł pozostać konkursem piosenkarskim. Ponieważ czasu pozostaje coraz mniej, pozwoliłem sobie przygotować pare idei, które zdecydowanie powinny zainteresować wypełnioną po brzegi sale amfiteatru. Festiwal koniecznie powinna otworzyć uroczysta msza koncelebrowana przez ojca dyrektora, który byłby rownież odpowiedzialny za wybór pieśni tak aby idea festiwalu była żywa. Zaraz po tym wstępie minister od obronności wyśpiewać powinien apel smoleński. Już w tym momencie przewiduje olbrzymie patriotyczne podniecenie wsród publiczności. Po tym uroczystym wstępie czas na występ pierwszego obywatela, który w swoim przemówieniu otwierającym konkurs mógłby się odnieść do wagi konstytucji w społeczeństwie demokratycznym. Wszyscy wiemy jak bardzo leży mu to na sercu. W tym dniu obowiązki konferansjerskie spadły by oczywiście na panią premier, która ma talent do opowiadania anegdot co powinno wprowadzić element rozrywkowy. Krótki skecz w jej wykonaniu zatytułowany „Jak przekuć klęske w zwycięstwo czyli od 1:27 do 27:1” powinien być godnym rozważenia. O zakulisowych działaniach antypolskich w tym dniu mogliby słowo rzec specjalista od zachowań stadnych profesor Legutko i największy zwycięzca owej komedii pan Wolski. Na zakończenie pierwszego dnia recital chłopca radarowca i atmosfera balangi niemal pewna. Jak wypełnić pozostałe dni? Nie sądzę aby nam zabrakło tematów, należałoby je tylko posegregować tematycznie wplatając w nie umiejętnie elementy rozrywkowo-satyryczne. Każdego dnia postuluje jednak jego rozpoczęcie od mszy i apelu smoleńskiego tak aby nie zapomnieć ducha patriotycznego. W kolejnych dniach widziałbym wspólny występ prezydenta i hetmana na temat stanu armii zaciężnej. Obeszłoby się wreszcie bez listów z kancelarii do ministerstwa i może nawet doszło do jakiegoś wspólnego stanowiska. Można by rownież zorganizować jakieś przesłuchanko przewodniczącego z unii, niech się tłumaczy przed kamerami i społeczeństwem. Minister od środowiska mógłby powiedzieć pare słów na temat zagrożenia lasów przez korniki bo ludzie wciąż go podejrzewają o jakieś bezeceństwa i prywatę. Pierwszy rolnik mógłby nam pokazać film pod znamiennym tytulem „Czyż nie dobija się koni”, który pokazałby dobrą zmianę w stadninach. Minister od zagranicy mógłby wreszcie przedstawić mapę świata, na której ewidentnie widoczny byłby San Escobar, który łatwo pomylić z San Cristobal co mnie się parokrotnie udało. Tą cześć programu powinno właśnie ono sfinansować dla celów turystyczno-reklamowych. Sądzę, że wskazane byłoby jawne posiedzenie komisji smoleńskiej aby naród był na bieżąco z postępami śledztwa. Syn ziemi opolskiej powinien mieć możliwość przeprowadzenia posiedzenia swojej komisji do spraw reprywatyzacji co dałoby poczucie ważności mieszkańcom Opolszczyzny. To tylko pare pomysłów sam scenariusz powinien opracować jednak prezes, w którego kompetencje nikt nie powinien się mieszać. Do prowadzenia kolejnych dni pozwolę sobie jednak zaproponować posłankę Krystynę na przemian z paniami Beatami z kancelarii pani premier. Z ich poczuciem humoru zabawa jest gwarantowana. Z panami mam trochę problemu z uwagi na wyrównany i bardzo wysoki poziom inteligencji. Z racji jednak pełnionych funkcji prowadzenie należy się obu marszałkom sejmu i senatu to powinno zdecydowanie podnieść wagę przedsięwzięcia. Zakończenie festiwalu to powinien być dzień prezesa. Zamiast jednak jego słownego przemówienia proponuje aby chór złożony z posłów i senatorów przewodniej siły odśpiewał je na głosy. W tym czasie na wielkim ekranie nad sceną powinien zostać wyświetlony film o życiu i twórczości króla nad królami, którego narratorem powinien być z racji wieku i powagi oraz tonu głosu pan Ryszard. Nad przekazem telewizyjnym czuwałby oczywiście pan Jacek i aby wyeliminować konkurencje proponuje zagłuszanie wszystkich stacji radiowych i telewizyjnych. Mam wrażenie, ze otrzymalibyśmy wreszcie rozrywkę na najwyższym poziome. Jeśli jeszcze pomógłby w tym prześmiewca komuny i specjalista od „aby Polska była Polską” pan Jan – no po prostu słów brakuje, rozrywka palce lizać. 

Omal nie zapomniałem. Nad bezpieczeństwem całości przed nienawistnym elementami naszego społeczeństwa czuwać by mogła policja z okolicznego Wrocławia. Paralizatory w ich rękach powinny odstraszyć jakieś czarne protesty czy tym podobne.

W Ekwadorze czas Lenina

W nadchodzącym tygodniu odbędzie się w Ekwadorze zaprzysiężenie nowego prezydenta. Zgodnie z oczekiwaniami, chociaż nie bez kontrowersji, władze obejmie Lenin Moreno. Kontrkandydat na to stanowisko Guilerme Lasso długo nie dawał za wygraną i nie chciał pogodzić się z porażką. Przeliczenia głosów, którego się domagał w niektórych kantonach na niewiele się zdały a wręcz odwrotnie powiększyły tylko przewagę Moreno. Taka postawa nie przypadła do gustu nawet jego wyborcom tak więc z bólem serca musiał uznać swoją porażkę. Nowowybranym prezydent reprezentuje tą samą partie, z której pochodzi urzędujący aktualnie Rafael Corea. Sprawował on władze w Ekwadorze dwie kadencje. O ile jego pierwszy wybór był wynikiem olbrzymiego poparcia całego społeczeństwa o tyle reelekcja nie była już tak łatwa. Corea otworzył Ekwador na świat i to właśnie za jego czasów do tego małego państewka zaczęło napływać wiele emigrujących ze swoich krajów przybyszów, którzy upatrzyli sobie tutaj przystań na swoją emeryturę. Zainteresowanie Ekwadorem w okresie jego prezydentury poparte wieloma pochlebnymi recenzjami na portalach internetowych przyniosło konkretne efekty. Skorzystała na tym rownież i Cuenca, której populacja obcokrajowcow z roku na rok powiększała się co przełożyło się na napływ coraz większych środków finansowych. Dzięki temu stare miasta Cuenki zaczęto powoli odnawiać co zresztą trwa do dzisiaj. Władze Ekwadoru niewątpliwie swoim międzynarodowym sukcesem z początku prezydentury Rafaela Corei trochę się zachłysnęły upatrując szczególnie w amerykańskich przybyszach źródło zwiększenia dochodów państwa. Tak więc zaczęto podnosić koszty wszystkich spraw związanych z pobytem na terytorium Ekwadoru od zwykłego przedłużenia wizy do formalności związanych ze stałym pobytem. Początkowo były one bardzo proste i łatwe do załatwienia. Obecnie procedury zaczynają być coraz droższe co jest dla mnie zrozumiałe, gorsze jest to, że są coraz bardziej skomplikowane i wymagają coraz więcej czasu. Dla przykładu jednym z dokumentów potrzebnych do przedłużenia wizy jest zaświadczenie o ilości pobytów w Ekwadorze od pierwszego do niego wjazdu. Dokument ten wydaje urząd imigracyjny, który znajduje się w każdym większym mieście. Jeszcze w ubiegłym roku potrzebujący go imigrant otrzymywał go na miejscu to znaczy dosłownie w ciagu pięciu minut. Urzędnik po sprawdzeniu personaliów wpisywał je do komputera. Na ekranie pojawiał się natychmiastowo raport, który po wydrukowaniu stawał się potrzebnym dokumentem. Po uiszczeniu pięciu dolarów owo zaświadczenie stawało się nasza własnością. Trzeba było to jednak skomplikować. Cena pozostała bez zmian ale proces trwa teraz cztery dni. Co jest w tym najśmieszniejsze to fakt, że przy pierwszej wizycie urzędnik udaje, że zbiera o nas informacje po czym ustala termin odbioru dokumentu. Gdy jednak przychodzimy po czterech dniach po jego odbiór nic nie zostało zrobione tylko ponownie nasze informacje zostają wpisane do komputera, który wyświetla szczegółowe informacje dotyczące naszych przyjazdów do Ekwadoru. Teraz najprawdopodobniej guzik oznaczający zezwolenie na użycie drukarki zostaje zwolniony i upragniony dokument może zostać przesłany na to urządzenie. Kompletny debilizm i brak wyobraźni. Żal mi tych urzędników bo jakiś nawiedzony idiota to wymyśli ale to ich twarz staje się być ośmieszana. Zmianie uległo w ostatnim czasie całe prawo imigracyjne, które już obecnie nie bardzo zachęca do osiedlania się w tym państwie. Nowy prezydent zdeklarował od samego początku, ze pragnie trzymać otwarte drzwi dla wszystkich, którzy chcą tu przyjechać. Moi sąsiedzi, z którymi ostatnio na temat nowego prezydenta rozmawiałem uważają jednak, że będzie on marionetką w rękach odchodzącego Corei. Zgodnie z tym co mi powiedzieli, a o czym coraz więcej się mówi w Ekwadorze, Lenin Moreno ma być tylko twarzą władzy a za kulisami ma rządzić dalej Rafael Corea, który w tej chwili nawet w środowiskach jemu przychylnych wywołuje niechęć. Jak będzie? Juz wkrótce się okaże. 

Maryla, Maryla i po Maryli

To cud, że festiwal w Opolu, jako pozostałość po wstrętnym PRL-u, wciąż istnieje. Mogę tylko przypuszczać, że gdyby po odzyskaniu niepodległości obecna ekipa objęła władze to pewnie dawno byśmy go nie mieli. Być może jednak istniałby pod warunkiem, że występujący na jego estradzie szansoniści mogliby się pochwalić ukończeniem jednej ze szkół ojca dyrektora a wykonywane przez nich piosenki pochodziłyby wyłącznie spod jego pióra. Taka formuła odpowiadałaby zapewne pół-terierowi z telewizji narodowej i osobom, które go na to stanowisko powołały. Niestety tak się nie stało i teraz trzeba się handryczyć z całym tym środowiskiem pełnym wykolejonych artystów nierozumiejących dobrej zmiany. Ikona i chodząca historia polskiej piosenki i festiwalów w Opolu Maryla Rodowicz obchodzi w tym roku złoty jubileusz swojej działalności estradowej. Miał być specjalny koncert z tej okazji z ciagle pełną energii jubilatką w roli głównej. Niestety nie będzie bo jedna z uczestniczek owego koncertu niejaka Kayah odrzuciła polityczna poprawność i powiedziała co myśli o dobrej zmianie. Jej przemyślenia nie przypadły do gustu szefowi telewizorni i niepatriotyczną piosenkarkę przekwalifikował do drugiego sortu kładąc szlaban na jej występ. Myśląc po chłopsku sądził, źe jak pogrozi niesfornej i niefrasobliwej kobitce to reszta ze strachu pobrudzi spodnie w kroku i będzie po problemie. A tu masz babo placek, nie tylko się nie przestraszyli ale całą bandą stanęli okoniem i z koncertu wyszły nici. Festiwal w Opolu to jedna z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych imprez rozrywkowych w Polsce. Występowali tu wszyscy najwięksi artyści powojenni zaczynajac od Mieczysława Fogga. Nie sposób wymienić wszystkich bo zabrakłoby miejsca na skromny artykuł. Socjalistyczna cenzura też starała się go kontrolować. W którymś jednak momencie i ona zrozumiała, źe system nakazowy w tym środowisku działa bardzo słabo i wywiera odwrotne skutki. Stąd na estradzie w Opolu znalazł się Zenon Laskowik, którego skecze niewiele miały wspólnego z gloryfikacją rządzących. Pycha jednak rozsadza aktualną władze, które chce decydować co nam wolno a co jest zabronione. Ja rozumiem, że pojęcie systemu nakazowego może być obce Jackowi Kurskiemu, dziwi mnie jednak, że tak wyrafinowany gracz polityczny jak Jarosław Kaczyński, któremu na pluciu na ten system niemal wypadły zęby, rownież tego nie rozumie. Dużo w tym ugrupowaniu mówi się o wolności i o tym jak cieżko było nam ją odzyskać. Kneblowanie ust to forma zamachu na nią właśnie. Czym jest wolność? Proponuje posłuchać doskonałego utworu Marka Grechuty pod tytułem….”Wolność”. Szczególnie polecam ostatnią zwrotkę tego utworu, która jako żywo odnosi się do miłościwie nam panujących. Jeśli ktoś jednak nie lubi twórczości pana Marka oto słowa wspomnianej zwrotki:

Wolność to także i odporność serc 
By na złą drogę nie próbować zejść 
Bo są i tacy, którzy w wolności cud 
Potrafią wmieszać swoich sprawek bród
Polecam naszym elitom słuchanie tego utworu każdego dnia. Może po miesiącu coś do nich dotrze. Dobre i to.  

Edukacyjne przemyślenia

Jak bardzo chęć zniszczenia wszystkiego co ma w sobie posmak PRL-u owładnęła elity III RP widzimy na codzień. Bez względu na sens czy jego brak co się wiązało z tamtym okresem należało usunąć poczynając od zmian ulic a kończąc na konstytucji. O ile zmiana tej ostatnie była uzasadnione to już na przykład zmiana systemu edukacji skończyła się kompletnym fiaskiem. System ośmioklasowej podstawówki z czteroletnimi szkołami średnimi powodował konieczność zmiany otoczenia jedynie raz.  Mial tylko te jedna wadę, że był komunistyczny. Na siłę wprowadzono gimnazja, które miały szkolnictwo zmienić oczywiście na lepsze. Jakie są tego efekty, widzimy doskonale dzisiaj. Sfrustrowane dzieciaki, przemoc i agresja w szkołach gimnazjalnych to niemal standard. Na domiar złego szereg reform, które dają wiele praw uczniom spowodował, że dzisiejsza szkoła i pozycja nauczyciela staczają się po równi pochyłej. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem znęcania się na dziećmi czy kimkolwiek lub czymkolwiek. Mam jednak wrażenie, że w dzisiejszych czasach zwykła dyscyplina jest traktowana jak zła metoda wychowawcza. Brak tejże w dzisiejszych szkołach i niemożliwość jej wyegzekwowania to w moim odczuciu jeden z głównych powodów uczniowskiej agresji. W moich czasach też nie byliśmy złoci i dawaliśmy zdrowo nauczycielom w kość. Znaliśmy jednak granice, których nie można było przekroczyć. Nauczyciele też byli różni, jednak to ich słowo w końcowym rozliczeniu było najważniejsze, zwłaszcza jeśli każdy z nich miał problem z tym samym uczniem. Pisząc to, nie kieruje się żadną nostalgią za czasami minionymi lecz bardziej niepokojem o kierunek, w którym zmierzamy. Brak współpracy na linii nauczyciel – rodzice, ci ostatni pracujący często do późnych godzin, otaczające nas zakłamanie i hipokryzja w każdej dziedzinie życia a szczególnie w polityce, cwaniacy, którym powodzi się lepiej niż tym co uczciwie pracują przy nadmiarze praw chroniących młodego obywatela to wszystko spowodowało kryzys wartości edukacji jako czegoś ważnego samego w sobie. Dzieciaki to doskonali obserwatorzy. Świat jaki ich otacza nie zachęca do specjalnego dbania o edukacje. Wszechobecna agresja w środkach masowego przekazu i w życiu  codziennym nie może i nie pozostaje bez wpływu na sposób w jaki go postrzegają. Normy współżycia społecznego oparte na wykorzystywaniu wpływów, znajomosci to tylko utwierdza w nich przekonanie, źe szkoła to tylko mało ważny przystanek. Wyścig szczurów to znak dzisiejszych czasów. W nim wygrywa ten mocniejszy, cwańszy rzadko ten co ma wiedzę i przygotowanie. Czy można się dziwić uczennicom odkładającym koleżanki skoro ze wszystkich stron udowadnia im się, że władza to wynik posiadania muskułów a nie wykształcenia? W ramach dobrej zmiany chcą wrócić do ośmioklasowej podstawówki i czteroletniej szkoły średniej. Nie ma na to zgody środowisk nauczycielskich bo ta zmiana spowoduje zmniejszenie ilości stanowisk w ich zawodzie. Nie mnie zabierać głos w tej sprawie. Obawiam się jednak, że reforma niewiele zmieni w podejściu młodzieży do nauki jeśli świat ich otaczający dalej do niej będzie zniechęcał. 

O prezydentach i sportowcu

Zanim zwykle wylezę z najcieplejszego miejsca o poranku, czyli łóżka, wcześniej koniecznie rzut oka na rocka czyli chwila z moim iPadem i przegląd tego co się stało gdy spałem. Dawno temu trzeba by było walić do kiosku po gazetę, potem pojawiły się komputery z internetem tyle, że z taką wieżą w łóżku to byłoby trochę niewygodnie, dzisiaj mamy takie nośniki informacji, z którymi na dobrą sprawę można nawet spać. Tak bardzo jeszcze mi nie odbiło ale iPada ma pod ręką. Zatem z rana sprawdzam co jest grane na świecie. Nie inaczej było oczywiście dzisiaj. Dostarczanie informacji scedowałem  na Onet. Chociaż wcale nie uważam go za najlepszy to tak już mam z przyzwyczajenia. W dzisiejszych doniesieniach dominują prezydenci. Ten zza wielkiej wody wciąż ma wrażenie, że jego funkcja jest podobna do prowadzenia programu „Apprentice”, w którym zasłynął swoim „you are fired” czyli „jesteś zwolniony” albo jakby to powiedzieli starzy Rosjanie „won”. Zwolnił zatem szefa FBI bo ten grzebał tam gdzie nie powinien. Osobiście też bym gada zwolnił bo to ten sam człowiek, który mówił o polskich obozach koncentracyjnych niewiedząc w tym niczego złego. Zwalniając takiego gościa trzeba się jednak upewnić, że nie ma on na nas jakiegoś haka. W Stanach szef FBI to nie jakiś Rzeplinski, który może sobie ujadać do woli a władza ma go i tak w poważaniu. No i miał on coś na sprawującego władze Donalda, jakieś tam notatki ze spotkania z nim, podczas którego prezydent miał mu dać coś tam do zrozumienia. Tak czy inaczej nagle owe zapiski wypłynęły do prasy i znając amerykańskie realia będą konsumować uwagę wszystkich komentatorów. Sprawozdawca Onetu myśli, że może dojść nawet do procesu odwołania prezydenta. Nie wyciągał bym tak daleko idących wniosków bo na razie kongres jest w rękach republikanów i nie bardzo widzę aby poszli na takie widowisko. Napewno jednak takie doniesienia musza zmiękczyć sztywny kark Trumpa. Stan amerykańskiej polityki doskonale oddaje serial „House of Cards”, który pokazuje bardzo realistycznie jak wypracowuje się „kompromisy”. Powiązanie biznesu z polityką i wpływy lobbystów na kształt ustaw i prawa to właśnie pomysł zza wielkiego stawu. W ich kieszeniach siedzą przez nich finansowani w czasie wyborów kongresmeni i senatorowie. Trump będzie się musiał nauczyć, że aby dostać to czego chce trzeba iść na pozorne ustępstwa z tymi, którzy mogą mu zaszkodzić. To właśnie tak rządzi w serialu prezydent Underwood, który najpierw wyciąga rękę do swoich przeciwników by po osiągnięciu celu stracić ich w otchłań niebytu. Aktualny prezydent USA ma wszystkie te cechy i nie sądzę aby zamachał się chociaż minutę czy warto sprzedać dusze diabłu jeśli to mu da czego chce. Nie widzę zatem na razie możliwości wszczęcia procesu jego odwołania. Tyle, że na polityce słabo się znam w niej bowiem wszystko jest możliwe.

W przeciwieństwie do amerykańca nasz prezydent cieszy się niesłabnącym zaufaniem. To dla mnie też niespodzianka ale to tylko świadczy o nijakości naszej klasy politycznej. Jarosław Gowin mam wrażenie przespał wszystkie miesiące od wprowadzenia dobrej zmiany. Jedna z jej zasad jest to, że prezydent nie wetuje pisowskich ustaw i pomysłów. Na jakiej podstawie minister od szkolnictwa wyższego sądził, że będzie inaczej w przypadku ustawy apteki dla aptekarzy doprowadza mnie do bólu głowy.  Szanowny panie ministrze prędzej pan kopniesz w kalendarz niż usłyszysz takie weto, zwłaszcza że głowa państwa cieszy się większym zaufaniem niż pan. Koniec, kropka. Pierwszy obywatel naszego kraju wpadł rownież na pomysł referendum w sprawie poprawek do konstytucji. On sam chodzi po krawędzi łamania obowiązującej aktualnie konstytucji zatem możemy się domyślać skąd się wziął ten jego pomysł. Nie tylko on ją łamie ale jeszcze pare innych wpływowych polityków co może doprowadzić do np Trybunału Stanu po utracie władzy. Nowa konstytucja zapewne do tego nie dopuści. Poparła jego inicjatywę partia rządząca bo tak na dobrą sprawę to jej szefowie od dawna o tym już mówili. Nie śmiali jednak wyjsć z taką inicjatywą biorąc pod uwagę stopień zaufania do prezesa, który juz wkrótce może być nawet jednocyfrowy.  Co innego obywatel z poparciem 53%, jego inicjatywę należy a nawet trzeba poprzeć. Nie mam watpliwości, że będą przeć do tych poprawek oczywiście nie dla dobra kraju ale dla własnego bezpieczeństwa. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że naród to referendum oleje czyniąc go nieważnym. 
Na koniec słowo o sporcie. Gdzie bym nie spojrzał nie może ta rubryka istnieć bez doniesień co się stało w życiu Roberta Lewandowskiego. Oszczędź mnie najlepszy piłkarzu w historii Niemiec i Polski, bardzo proszę. Mam wiele szacunku do osiągnięć pana Roberta i zero do jego parcia na szkło. Ja rozumiem, że rodzina królewska nie ma zbyt wielkiego wyjścia i musi udostępnić swój przychówek głodnym reporterom ale tak nie musi a nawet nie powinno być w przypadku naszego piłkarza. Ile zarobią Lewandowscy na narodzinach córki –  obrzydliwość. Można być sławnym, bogatym i jednocześnie skromnym broniąc swojego prywatnego życia. Zda to się być obce panu Robertowi.