Znowu w podróży

Kontynentalne przemieszczanie stało się ostatnio częścią naszego życia. Dobrze, że mamy punkt zaczepienia w Stanach i nie musimy lecieć z Ekwadoru do Polski non stop. Taka podróż trwa dość długo i niewątpliwie byłaby bardziej uciążliwa. Nadszedł właśnie czas wyprawy do rodzinnego kraju. Zgodnie z naszym harmonogramem postanowiliśmy, że spędzimy parę dni z dzieciakami zanim nasze drogi rozdzielą się na parę miesięcy. Luśka wiedząc, że przez chwile będzie nieobecna musiała doprowadzić i zostawić dom w stanie, który uważała za satysfakcjonujący. Na tym punkcie różnimy się trochę w opiniach podejrzewam jednak, że nie tylko my. Nasza podróż do New Jersey ma w sobie zawsze przesiadkę. Najlepszą drogą jest lot do Panamy gdzie zmieniamy samolot do Newarku. Tym razem z uwagi na fakt, że Luśka leciała na bilecie powrotnym musieliśmy się przesiać w Miami. Tuż przed wylotem American Airlines wysłał mi wiadomość, że z uwagi na przewidywane złe warunki atmosferyczne panujące na wschodnim wybrzeżu Stanów powinnismy się spodziewać opóźnień w locie. Z naturą nie wygra. Licząc się zatem z konsekwencjami rozpoczęliśmy podróż z Guayaquil do Miami zgodnie z planem. Jedyną przygodą była konieczność pokazania ekwadorskim pogranicznikom co wywozimy bo prześwietlenie naszych bagaży im się nie spodobało. W takich wypadkach wywołują pasażera przez lotniskowy system nagłaśniający. Nigdy nie otwierają bowiem bagażu bez obecności jego właściciela w przeciwieństwie do procedur w Stanach gdzie bagaż otwierają mając w poważaniu jego późniejsze w miarę przyzwoite spakowanie. Amerykańscy celnicy mają karteczkę, która pozostawiają na pamiątkę w bagażu, na której powołują się na jakieś bzdury o bezpieczeństwie wymyślone przez tropiciela diabłów niejakiego Busha Juniora. W Ekwadorze robi się przegląd w sposób bardziej cywilizowany. Najpierw drą się przez megafony, że taki a taki terrorysta ma się skontaktować z obsługą bramki. Biorą potem takiego bandziora, w tym przypadku mnie, do miejsca z bagażami gdzie spisują personalia osobnika a potem każą mu otworzyć bagaż. Widać na ich twarzach, że lubią to grzebanie bo to prawie jak striptease pasażera. No ale taka ich praca. Rzadko coś znajdują, przynajmniej jednak pomagają się ponownie spakować. Nic oczywiście przy nas nie znaleziono a my przy okazji mieliśmy choć odrobine czasu wypełnianą w oczekiwaniu na samolot zamiast siedzieć bezczynnie. Do Miami dolecieliśmy zgodnie z planem. Tu rownież wyglądało wszystko w porządku do momentu rozpoczęcia wpuszczania pasażerów na pokład samolotu. Oops, nie dolecimy na czas bo w Newarku warunki atmosferyczne mogą nie pozwolić na lądowanie. Pomyślałem więc, że wyślę wiadomość tekstową do naszego synala aby go uprzedzić o naszym opóźnieniu. Miami daje półgodzinny darmowy dostęp do internetu. Dorwałem zatem mojego kompa i wysłałem wiadomość. Mając to za sobą pomyślałem, że jeszcze trochę poserfuje sobie po internecie. Moje pół godziny prawie dobiegało końca gdy nagle przez skype nasz syn zaczął się do nas dobijać. Połączyliśmy się bez problemów ale jego pierwsze pytanie niemal zwaliło nas z nóg. „Kiedy wy przyjeżdżacie”? Jak to kiedy, jesteśmy już w Miami i za chwilę odlatujemy i do New Jersey. „A ja byłem przekonany, że to jutro”. Nieoczekiwane opóźnienie okazało się zatem zbawienne, bez niego pewnie po przylocie czekałaby nas nieprzewidywana „niespodzianka”. Skończyło się bez niej bo wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny. W Newarku warunki atmosferyczne wcale niebyły takie tragiczne. Opóźnienie samolotu było zaplanowane abym wykonał to połączenie, którego nie planowałem. Przeznaczenie i tyle.  

.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s