Smoleńsk po amerykańsku

Nasza premierowa po spektakularnej klęsce w Brukseli, którą razem z prezesem próbowała sprzedać narodowi jako sukces zauważyła, że słupki zaufania do niej zaczęły dołować. Przyjęła zatem w ostatnim okresie taktykę pierwszego obywatela czyli najlepiej się nie odzywać. Zabierając rzadko głos w ważnych sprawach okazuje się, że prowadzi on w rankingach zaufania. Ta taktyka sprawdza się nawet wtedy gdy pan prezydent rozsierdzony ignorancją ministra od obrony smaruje do niego pisma, które jakoś przedostają się do mediów. Hetmana Wielkiego Koronnego można besztać bo on w kategorii zaufania znajduje się na samym dnie i chociaż nie powinno się kopać leżącego to w tym wypadku ludziskom się to nawet podoba. Specjalnym zaufaniem nie cieszy się również znawca spraw zagranicznych, który wije się jak piskorz starając się udowodnić swoją przydatność z czego niewiele mu wychodzi,  no może poza nawiązaniem stosunków dyplomatycznych z San Cristobal. Mnie najbardziej rozśmiesza jego naiwność w relacjach z wielkim bratem zza wielkiej wody. Kiedy na prezydenta, dawno temu, wybrano niejakiego juniora od tamtego momentu stopień inteligencji tamtejszych polityków budzi zastrzeżenia wielu obserwatorów amerykańskiej polityki. Miał okazję przekonać się o tym nasz znawca spraw zagranicznych, który oczekiwał, prawdę mówiąc nie wiem za bardzo czego, pomocy od wielkiego brata w zakończeniu kryminału smoleńskiego. Ustami swojego ambasadora w Polsce nasz największy sojusznik stwierdził, że zrobili już wszystko w tej sprawie co mogli. Urzędnik zza wielkiej wody znowu nic nie załapał. Nam nie chodzi o żadną pomoc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Nasi specjaliści z komisji smoleńskiej już dawno je ustalili. Wprowadzają od czasu do czasu tylko drobne poprawki do swoich koncepcji jednak fakt, że to był zamach stanu nie podlega żadnej dyskusji. My oczekujemy w związku z tym inwazji Amerykańców na sprawców tego zamachu czyli na putinowską Rosję. Ileż można o to prosić? Juz nawet nie zależy nam na zniesieniu wiz, byle tylko dzielna armia zza wielkiej wody przyjechała do nas i z naszego kraju uderzyła i zniszczyła to czerwone zło ze wschodu. Nie łapał tego Obama i widać nie łapie tego Trump. Hm, może to jednak nasi rządzący nie rozumieją że Ameryka to przede wszystkim business i pieniądze. Kierując się zatem mocno podejrzaną polską racją stanu mogliby na tym więcej stracić niż zarobić. Warto aby nasi rządzący, poddani amerykańcom, o tym pamiętali. Brat zza wielkiej wody już raz postawił na nas krzyżyk, jak trzeba będzie to zrobi to ponownie. 

Dwie sprawności

Dawno już nie pisałem na temat mojego ulubionego ministra w w naszym rządzie  wszechczasów. Szogunowi od obrony pali się ostatnio coraz mocniej grunt pod nogami. On jak widać jednak niewiele sobie z tego robi. Odwołał kogo się dało a na zwolnione  stanowiska powołał tych co zdali pozytywnie musztrę z parasolkami. Bronił tak długo jak mógł balast wizerunkowy PiS-u aż wreszcie sam król Wszechpolski musiał pogonić z partii śmiesznego rzecznika. Teraz się okazuje, że specjalista od lotnictwa w komisji smoleńskiej maczał łapy tam gdzie ich maczać nie powinien. Zdawać by się mogło, ze dni Hetmana są policzone. Stoi jednak on na czele armii, w której wymienił już wszystkich nieposłusznych. Jak się będą go dalej czepiać zawsze może wyprowadzić wojsko na ulice i wprowadzić stan wojenny, tfu na psa urok, stan wyjątkowy dla oczywiście dobra ojczyzny. Niby zwierzchnikiem sił zbrojnych jest pewien facet co to mieszka w Belwederze. Zaczął on nawet domagać się odpowiedzi od ministra na temat wojska i jego stanu. Szogun to jednak olał i nie zamierza się tłumaczyć nikomu na temat swoich decyzji zwłaszcza komuś kogo nie bardzo zna. Prawdę mówiąc po tym jak prezes przegonił zaufanego pracownika on sam niewiele może powiedzieć co się dzieje w armii. Nigdy zbytnio nie interesował się ministerstwem od obrony będąc pochłoniętym spiskiem w Smoleńsku. Siedem lat z górą już tropi domniemanych zamachowców, zna nawet ich nazwiska tyle, że nie idzie ich postawić w stan oskarżenia bo jeden jest prezydentem Rosji a drugi mimo, że pełni jakieś mało odpowiedzialne stanowisko w parlamencie unijnym to ktoś dał mu immunitet i nie ma jak się do niego dobrać. Ma rownież nasz pan minister zobowiązania wobec swoich wyborców z miasta Piotrków Trybunalski i tak na dobrą sprawę nie ma zbyt wiele czasu na ministerstwo od obrony. Ma jednak na kierowniczych stanowiskach w armii swoich ołowianych żołnierzy, którzy pójdą za nim w ogień. Nie będzie zatem łatwo pozbyć się Hetmana zwłaszcza, że sam nie ma ochoty zrezygnować z zajmowanego stanowiska bo zbyt na sercu mu leży dobro kraju i jego obywateli. Przyzwyczaił się poza tym do pewnych przywilejów i cieżko byłoby mu z nich zrezygnować. Okazuje się, że jest on wielkim miłośnikiem pływania tylko, źe znowu z jego czasem nie bardzo ma kiedy pływać. Korzysta zatem z basenu żandarmerii w środku nocy. Na jej czele też postawił swojego człowieka bo poprzednik nie miał ochoty sterczeć po nocach w oczekiwaniu na szacownego bojownika o prawdę smoleńską. Uprawia teraz więc tę swoją ulubioną dyscyplinę sportu pod ochroną nowego generała od żandarmerii i niech mu ktoś sprubuje podskoczyć. Pan minister przygotowuje się do walki wręcz o swoje stanowisko dbając o swoją kondycję fizyczną. 

Jak sam stwierdził w jednej ze swoich swoich wypowiedzi „sprawność fizyczna jest najważniejsza”. I wyszło mi na to, źe znowu przez całe życie byłem w błędzie sądząc, że to jednak sprawność umysłowa powinna być priorytetem. Cóż człowiek uczy się całe życie by głupim umrzeć.