To miejsce jest nie dla kazdego

Nasza okolica pomimo wielu niewątpliwych walorów nie jest napewno dla każdego. Znam pare osób pełnych frazesów o byciu zmęczonym cywilizacją a potem gdy są sami ze sobą nie potrafią wytrzymać bez kontaktu z tymi, których na codzień krytykują. Coraz więcej jednak ludzi potrzebuje uciec i schować się gdzieś, gdzie codzienność nie dociera lub, jeśli już, to jest mało odczuwalna. Napewno nie jest tak, że nie tęskni się za ludźmi kompletnie bo człowiek to jednak zwierze socjalne. Wiem jednak, że bezsensowne spotkania połączone z rozmowami o niczym to już nie dla mnie. Jestem uzależniony od mojego wewnętrznego zegara, który decyduje, że robię to na co mam ochotę i kiedy chcę. Ne czuje się źle ze sobą. Nie wiem czy do do tego trzeba dorosnąć, czy może mieć predyspozycje. Dość powiedzieć, że nasz sąsiad ze Słowacji, który jak twierdzi uwielbia to miejsce to jednak nie może poradzić sobie z samotnością. Podjął zatem decyzje, że wkrótce wyjeżdża na bliżej nieokreślony czas w swoje rodzinne strony by się poczuć częścią życia socjalnego. Nie zaskoczyło nas to zbytnio bo już od jakiegoś czasu narzekał na problemy depresyjne wynikające z bycia samotnym. O ile może się to zdawać dziwnie jeśli się weźmie pod uwagę jego łatwość nawiązywania kontaktów o tyle staje się uzasadniane znając jego dość przyciężkawy styl myślenia i bycia. Nie powiem, że łatwo jest zjednać sobie ludzi o innej kulturze jednak to wiele zależy od nas samych. Mamy wrodzoną łatwość wydawania opinii na temat wszystkich i wszystkiego co nas otacza, nie potrafiąc jednocześnie krytycznie spojrzeć na siebie. Lubimy jak wszystko nagina się do naszego sposobu postrzegania i tłumaczenia zjawisk nie akceptując jednocześnie sposobu widzenia świata przez innych często uważając ich za ograniczonych czy nawet śmiesznych. Nasz słowacki sąsiad właśnie na tym tle dużo traci co może i zapewne powoduje w nim zjawisko alienacji i samotności. Nie jestem psychologiem ani innym znawcą ludzkiej duszy, znając siebie wiem jednak, że wiele naszych problemów zaczyna się w nas i jeśli ich nie potrafimy rozwiązać to obecność czy nieobecność ludzi wokół nas niewiele pomoże. Niechęć do zmienienia siebie samego i oczekiwanie, że otoczenie się nagnie do niego w moim odczuciu to główny problem naszego sąsiada. Rozmawialiśmy na ten temat jednak zagnieżdżona w nim idea o depresji wynikającej z samotności przysłania lub raczej całkowicie zasłoniła mu obraz jego samego i własnych ułomności. Wyjeżdża zatem w poszukiwaniu czegoś innego a nam nie pozostało nic innego jak życzyć mu powodzenia i oby nie musiał być samotnym wsród ludzi.