Amerykański styl bycia

Kilka dni temu mój serdeczny znajomy wrócił ze swojej drugiej wyprawy po Stanach Zjednoczonych. Pięć lat temu razem objechaliśmy Kalifornię, Nevadę, Arizonę i Utah. Była to trasa, która miała na celu odwiedzenie i zobaczenie jak największej ilości cudów natury a jej kulminacyjnym punktem był oczywiście Grand Canyon. Tym razem marzeniem Leszka było dotarcie do korzeni bluesa, jego ulubionej muzyki. Kilka dni po powrocie via Skype mieliśmy możliwość porozmawiać. USA to napewno kraj wart zobaczenia i godny do naśladowania pod względem propagowania swoich walorów turystyczno-krajoznawczych. Nasza rozmowa zeszła rownież na tematy ludzkie a szczególnie stylu bycia, który mojemu znajomemu przypadł w Stanach do gustu.  Wyjechałem ze Stanów przede wszystkim z uwagi na rosnące koszty utrzymania. Ekwador zdawał się i jest dobrym miejscem jeśli chodzi o ekonomie czyli w naszym przypadku co możemy otrzymać za jednego dolara. Pod tym względem życie tutaj jest nieporównywalnie tańsze. Ludzie generalnie są życzliwi i mili. Jest jednak różnica w ich sposobie bycia w porównaniu z Amerykanami. Stany Zjednoczone to zlepek ludzi z całego świata, to mnóstwo różnorodnych kultur, które nauczyły się przez te wszystkie lat żyć koło siebie i tolerować się nawzajem. Ludzie tu są o wiele bardziej otwarci i chętni do nawiązywania kontaktów. „How are you doing” przy kasie w sklepie czasami połączone z krótką rozmową to standard. Niewątpliwe patrząc z tej perspektywy Ekwador podobnie jak i Polska mają jeszcze sporo do zrobienia. Oboje z żoną uważamy rownież, że posiadanie czegoś lepszego w Stanach nie robi na nikim specjalnego wrażenia i nie jest powodem do jakiekolwiek zazdrości. W tym względzie zarówno Polska jak Ekwador mają sporo do zrobienia. W kontekście jednak ostatnich wydarzeń politycznych zarówno tutaj jak i w naszym kraju uderzyła mnie jeszcze jedna różnica. Obecny prezydent USA próbuje zmienić politykę imigracyjną i wprowadzić szereg utrudnień szczególnie dla krajów podejrzanych o współpracę z terrorystami. Cały świat się oburzył, piętnując jego nacjonalizm czy nastawienie antyimigracyjne włącznie z Polską i Ekwadorem, że nie wspomnę o środowiskach związanych z partią demokratyczną w Stanach. Nie mnie krytykować takie posunięcia bo prawdę mówiąc sam nie jestem pewien czy polityka otwartych drzwi nie powinna być w jakimś stopniu zrewidowana. W trakcie ostatnich wyborów w Ekwadorze obaj kandydaci szafowali hasłem Ekwador dla Ekwadorczyków i to w ich pojęciu różni się od Ameryka dla Amerykanów. Nie inaczej jest w naszym kraju. Męczy mnie ta hipokryzja polityków i męczy mnie krótkowzroczność mieszkańców popierających tego typu hasła u siebie będąc jednocześnie oburzonym jeśli w innym kraju stosuje się podobne. Spotkaliśmy na naszej drodze sporo rożnych ludzi tutaj, w Stanach i w Polsce. Nie wgłębiając się w temat Polak czy Ekwadorczyk w Stanach jest obojętny przeciętnemu Amerykaninowi. Odwrotnie jest jednak trochę inaczej. Owszem lubią tutaj przyjeżdżających i osiedlających się ze Stanów,  kochają jednak amerykańską walutę. Ostatnio czytałem na ten temat na jednej ze stron internetowych prowadzonej przez Amerykaninia zamieszkałego tutaj. Podatek od bycia gringo czyli wyższe ceny na niemal wszystkie usługi i towary w sektorze prywatnym to standard. Z jednej strony przy tych niskich cenach nie ma w tym niby nic złego, z drugiej jednak im bardziej się ulega tym bardziej da się zauważyć ich chciwość, która zapewne wynika w tym wypadku z zazdrości posiadania. Tego nie czułem nigdy w Stanach i tego właśnie życzyłbym sobie tutaj i w Polsce, chociaż prawdę mówiąc nie wiem na ile ten problem rownież tam istnieje.