Niekonwencjonalne metody leczenia – bioenergioterapia

Czy ktoś jeszcze pamięta Stanisława Nardellego? W swoich rozważaniach nad zdrowiem, dbaniem o niego i leczeniem nie sposób pominąć człowieka, którego pewnie należy uznać za ojca polskiej bioenergoterapii. W swoim krótkim bo tylko piecdziesieciosiedmioletnim życiu zapisał się złotymi zgłoskami w dziedzinie popularyzacji tej metody leczenia. W dobie coraz to większej ilości wynalazków w dziedzinie medycyny konwencjonalnej oraz coraz większej ilości niekonwencjonalnych metod leczenia, bioenergoterapia została niemal zapomniana. Wynika to do pewnego stopnia z tempa i czasów w jakich żyjemy. Ponieważ żyjemy coraz szybciej mając coraz mniej czasu dla siebie więc to co oferuje konwencjonalna medycyna wkomponowywuje się w ten styl życia najlepiej. Proszek od bólu głowy, tabletka na przeziębienie czy inny środek przeciwbólowy to synonimy naszych czasów. Szybko, szybko połknąć, przepić i do przodu. Tymczasem to tylko chwilowo uśmierza ból a nasza ignorancja w dziedzinie ochrony własnego zdrowia dopada nas ze zdwojoną mocą trochę pózniej. Kiedy nie ma już wyjścia i trzeba zająć się swoim zdrowiem zaczynaja się poszukiwania i nagle niespodziewanie jakbyśmy mieli więcej czasu. Zaniedbane zdrowie aby je odzyskać wymaga czasu nawet w medycynie tradycyjnej. Mnie już od dawna przekonują alternatywne metody leczenia i pewnie dlatego przypomniałem sobie o bioenergoterapii. Innym jednak powodem przywołującym tą metodę był fakt jak wielu niekonwencjonalnych lekarzy uświadomiło mi znaczenie energii i jej przepływu przez nasz organizm. Zakłócenia w tym przepływie doprowadzają do chorób i do innych zaburzeń w naszym funkcjonowaniu. Bioenergoterapia to metoda z zakresu tzw. medycyny niekonwencjonalnej, której pomimo braku dowodów przypisywane jest działanie lecznicze mające wynikać z właściwości energetycznych bioenergoterapeuty. Bioenergoterapia polega na odblokowywaniu u osoby chorej kanałów energetycznych (w medycynie chińskiej owe kanały nazwane są „meridianami”), co umożliwia organizmowi powrót do homeostazy i samozwalczania choroby. Istotą bioenergoterapii jest badanie oraz korygowanie zaburzeń energetycznych w polu bioplazmatycznym człowieka – zwanym aurą – za pomocą strumienia energii. Zgodnie z niepotwierdzoną badaniami teorią, ludzka aura zawiera 7 warstw. Warstwy te są odpowiedzialne za stan zdrowia fizycznego i emocjonalnego, a co za tym idzie – psychicznego. Wszelkie choroby somatyczne i psychiczne są według teorii odzwierciedlone i widoczne w ludzkiej aurze. Zadaniem bioenergoterapeuty jest zlokalizowanie owych zaburzeń i dokonanie korekty, mające na celu usunięcie blokad energetycznych, co ma być równoznaczne z odzyskaniem przez pacjenta zdrowia. Tyle na temat tej metody wyczytałem w niezastąpionej Wikipedii. Stanisław Nardelli zgodnie z wieloma danymi podczas swojego krótkiego życia w rożny sposób podzielił się swoją energią z trzema milionami ludzi. Jego stadionowe sensie, jednego z nich sam byłem uczestnikiem, gromadziły tysiące ludzi. Jak podaje jeden z przekazów w trakcie jednego dnia w 1981 roku w Tarnowie oddziaływał swoją energia na ponad sto tysięcy osób. Jego książka „W kręgu biopola” to kanon bioenergoterapii a sam autor tak oto wypowiadał sie na temat tej niekonwencjonalnej metody: Pragnę, aby bioenergoterapii przestała towarzyszyć ignorancja, główna przyczyna sensacji, aby każdy, kto przeczyta tę książkę pojął, że bioenergoterapia nie jest panaceum, lecz tylko jedną z metod ubiegających się o swoje miejsce w medycynie, że bioenergoterapeuta nigdy nie zastąpi lekarza, który decydował i decydował będzie o naszym zdrowiu, że wreszcie poprzez zrozumienie bioenergoterapii można znaleźć odpowiedź na wiele pytań, z których najważniejsze jest pytanie nurtujące człowieka od wieków – jak żyć? Potrafił zatem przyznać jak ważna role odgrywa tradycyjna medycyna, niestety ta nie odpłaca się tym samym uważając bioenergoterapię jako coś z pogranicza magii. Szkoda bo zdrowie człowieka zasługuje napewno na to aby odnosić się do innych metod jego leczenia z większym szacunkiem. 

http://uzdrowiciele.blogspot.com

Lecznicze przepychanki

Jerzy Zięba to nazwisko, które niespodziewanie wkradło się w ciszę i spokój mojego gospodarstwa domowego. Oboje z Alicją jesteśmy zwolennikami wyboru metod i sposobu leczenia przez chorego. Nie kwestionujemy dokonań współczesnej medycyny ale ona jak wszystko w życiu ma swoje blaski i cienie. Pan Zięba otwarcie mówi o sprawach, które powodują niechęć do niego środowiska lekarskiego. Nie dziwi mnie zbytnio bo owe środowisko to poligon doświadczalny wielkich firm farmaceutycznych. Dzisiejszy lekarz to bardziej farmakolog niż wszechstronnie przygotowany do wykonywania zawodu doktor Judym. Liczą się pieniądze a tych przemysł farmaceutyczny ma pod dostatkiem. Połykamy więc te tabletki bez zastanowienia i mało kto czyta zadrukowane małymi literkami ulotki mówiące o efektach ubocznych. Lekarz przecież wie co nam przepisuje. Jasne, że wie, wie rownież, który wytwórca leków płaci najlepiej. Daleki jestem od posądzania wszystkich lekarzy o kierowanie się przede wszystkim przesłankami finansowymi, nie ulega jednak watpliwości, że takie praktyki mają miejsce. Coraz cześciej mówi się na temat szczepionek, które zamiast przynosić korzyść mają bardzo negatywny wpływ na nasze zdrowie. Jednak niektóre szczepionki zgodnie z prawem obowiązującym w kraju mają być podane w odpowiednim czasie bez względu na wolę rodziców. Jerzy Zięba zwraca na to uwagę. Wiele mówi o ich efektach ubocznych i nawołuje do zastanowienia. Nie podoba się to przede wszystkim w środowisku pseudo lekarzy uzależnionych od wpływów ze sprzedaży tabelek i szczepionek. W tym momencie przychodzi mi na myśl specyfik, który po kilku latach rozprowadzania w Stanach Zjednoczonych uznano za szkodliwy dla zdrowia. Wniesiono sprawę do sądu. Ten się przychylił do opinii specjalistów i przyznał miliardowe odszkodowanie dotkniętym jego użytkowaniem. Zarobili oczywiście też adwokaci i wszystko jak narazie wygląda sensownie. Okazało się jednak, że zasądzona firma na owym specyfiku zarobiła dwa razy więcej niż musiała zapłacić tytułem odszkodowania. Mnożą się zatem te specyfiki magicznie uzdrawiające ludzi choć każdy wie, że prawdziwą wartość tego preparatu będzie można poznać dopiero po kilku latach jego używania na populacji ludzi. Jak się nie sprawdzi i znajdzie się firma prawnicza, która pójdzie do sądu to najwyżej odpali się odszkodowanie będące tylko jakimś procentem zysku. Ten chory system krytykuje nie tylko Jerzy Zięba ale rownież coraz większe rzesze lekarzy, którym na sercu leży zdrowie pacjenta. Spotyka się to z coraz bardziej agresywnym atakiem farmakologów a mając za sobą wpływy, poparcie i zasoby finansowe firm farmaceutycznych mogą sobie pozwolić na taką propagandową walkę. Na naszych oczach toczy się pojedynek dotyczący medycznej marihuany. Minister zdrowia w naszym rządzie wszem i wobec ogłosił, że nie ma naukowych badań potwierdzających jej skuteczność. Ktoś z internautów pod tą wypowiedzią napisał, że nie ma też naukowych dowodów na to, że nasz pan minister jest homo sapiens. Bardzo mi się to spodobało. Domyślać się tylko mogę, że nasz pan minister zadufany w swojej farmakologicznej wiedzy ogranicza się pewnie tylko do literatury producentów tabelek. Gdyby jednak poszukał chociaż trochę na internecie to pewnie poczerwieniałby ze wstydu jak bardzo jest do tylu w zakresie znajomosci badań naukowych. Ja sprawdziłem tylko Wikipedię i oto co znalazłem na temat leczniczej marihuany w akapicie „zastosowania w medycynie” – Tetrahydrokannabinol hamuje czynnik wzrostu śródbłonka naczyniowego. Wykorzystanie THC pozwala na zredukowanie wzrostu guza oraz ogranicza liczbę komórek nowotworowych. Przeprowadzone badania dotyczą m.in. glejaka mózgu, raka piersiraka jelita grubego,  raka skóry. Na wszelki wypadek sprawdziłem co to jest ten tetrahydrokannabinol oczywiście na Wikipedii. Oto jego definicja: Tetrahydrokannabinol (THC) – organiczny związek chemiczny z grupy kannabinoidówizomer kannabidiolu i główna substancja psychoaktywna zawarta w konopiach.

Są zatem badania potwierdzone wynikami na konkretnych schorzeniach tylko, że nasz tabletkowy minister nie uważa jej za naukowe. To właśnie tacy ludzie walczą z Jerzym Ziębą i do niego podobnymi zwolennikami medycyny bardziej otwartej na inne metody leczenia niż tylko te, które wygodne są przemysłowi farmaceutycznemu. Swoim bezsensownie głupim uporem szkodzą niestety nie tylko samym sobie ale rownież nam pacjentom.

„Sully” a sprawa Lecha Wałęsy

Mój zbiór filmów rozrasta się w tempie przyspieszonym. W dobie cyfryzacji tworzenie filmów zdaje się byś mniej skomplikowane toteż każdego tygodnia na rynku pojawia się kilka nowych tytułów. Przy zakupie zwykle kieruje się obsadą i jeśli gra jeden z, według mnie, uznanych aktorów to  na ogół taki film staje się moja własnością. Lubię Toma Hanksa zatem nie miałem problemu z podjęciem decyzji z zakupem „Sully” jednego z ostatnich jego filmów. Wyreżyserował go Clinton Eastwood co jeszcze bardziej przemawiało za nabyciem filmu. Historia dotyczy pilota, który wylądował na rzece Hudson. Zaraz po starcie w silniki samolotu wpadła gromada ptaków uszkadzając je oba. Nie było możliwości powrotu i dzięki przytomności umysłu kapitana samolot bezpiecznie wylądował na rzece. Nikt nie zginął a dowódca samolotu stał się z dnia na dzień bohaterem. Niestety tylko dla pasażerów bo właściciel linii lotniczych wraz z federalną agencją do spraw lotnictwa uznali, że istniała bezpieczna możliwość powrotu na lotnisko co oczywiście nie skutkowałoby kompletnym zniszczeniem samolotu i kosztami jego wydobycia. Film pokazuje jakimi przesłankami kierowali się pracownicy agencji i jak długo pilot był podejrzany o popełnienie błędu. Przy podejmowaniu decyzji nie wzięto pod uwagę czynnika ludzkiego i realiów konkretnej sytuacji. Wrzucono do komputera dane z czarnych skrzynek i użyto je przy symulacji lotu. Komputer to bezduszna maszyna, która niewiele ma wspólnego z byciem człowiekiem. Realia czyli sytuacja, w której dana osoba się znajduje wymuszają określone działania czasami mniej, czasami bardziej racjonalne co kompletnie pominięto przy symulacji. Sytuacja ta skojarzyła mi się z zamieszaniem wokół Lecha Wałęsy. Mało mnie interesuje czy współpracował on czy nie współpracował ze służbami. Nie wierzę też, że autor niechcianego życiorysu Wałęsy napisał te swoje wypociny sam od siebie. Nie mam złudzeń, że zapotrzebowanie wyszło z góry a informacje, wielkiemu historykowi, podano na tacy. Nie mam zamiaru bronić szefa Solidarności z lat osiemdziesiątych. Dla świata był on i pozostanie jej liderem chociaż sam nie zdziałałby wiele. Lechowi Wałęsie przydałoby się napewno trochę więcej pokory i samokrytycyzmu. Swoim pędem na świecznik po stanowisko, do którego się nie nadawał przyczynił się do zniszczenia mitu Solidarności a sam jako prezydent więcej narobił sobie szkody niż przyniósł pożytku. Bez względu jednak na jego plusy i minusy mam wrażenie, że coraz więcej ludzi zapomina, że to właśnie na jego plecach i robotników zrzeszonych w Solidarności wyjechała z nicości do władzy ta cała dzisiejsza elita. Jakoś żaden z nich nie umiał poderwać ludzi do walki chociaż przykleili się do tego ruchu jak misie do miodu. Nie jestem zwolennikiem Lecha Wałęsy chociażby ze względu na jego egoistyczne mniemanie, że to on samodzielnie wszystkiego dokonał i szkoda, że nie potrafi dostrzec milionów ludzi, którzy tak naprawdę doprowadzili do upadku minionego systemu, a których on był tylko twarzą. To jednak jest juz inne zagadnienie. W tamtych czasach ludzie nagminnie byli wzywani gdzieś tam bez specjalnego powodu. Coś tam podpisywali dla świetego spokoju. Nie wiem co podpisał Wałęsa i jeszcze raz powtarzam nie chce wiedzieć. Osądzając jednak ludzi dobrze byłoby wziąć pod uwagę realia i czasy w jakich wtedy żyliśmy. I tego w tej całej nagonce na Lecha Wałęsę mi brakuje. Ta banda nieudaczników raczej kieruje się w swoim postępowaniu filozofią Czerepacha z Rancza; przykleić komuś łatkę i niech się z tego tłumaczy. Szkoda tylko, że pan Lech tak łatwo połknął haczyk. Gwoli przypomnienia ministrem od spraw wewnętrznych w latach 1991-1992 był sam dzisiejszy Wielki Shogun od obrony i donoszenia, który w obronie swojego śmiesznego rzecznika właśnie znowu doniósł do prokuratury. Weryfikował on wtedy wszystkich i wszystko co się tylko ruszało. Czyż nie mógł przy okazji „zweryfikować” swojej teczki i teczki szeryfa z Żoliborza? To tłumaczyłoby dlaczego tak mocno się razem trzymają. Że co, że to jakieś pomówienie? A niech się tłumaczą.

Porażka na własne życzenie

Czy można przegrać wygrany mecz? Jak najbardziej. Wczorajszy mecz i finał sezonu amerykańskiego futbolu udowodnił, że w sporcie wszystko jest możliwe. Czwarta kwadra tego spotkania rozpoczynała się z dziewiętnastopunktowym prowadzeniem Atlanty. Trzy posiadania piłki były potrzebne New England aby doprowadzić do remisu. Było to oczywiście możliwe pod warunkiem, źe Falcons nie zdobędą już żadnych punktów przy swoim posiadaniu i New England po zdobyciu sześciu punktów z przyłożenia uda się zdobyć dwa ekstra punkty z akcji a nie z kopnięcia nad bramką, za co przyznaje się tylko jeden punkt. To dawało Patriots szesnaście punktów potrzebne były jeszcze trzy, które otrzymuje się za kopnięcie piłki pomiędzy słupkami i nad poprzeczką jeśli jest się wystarczająco blisko bramki przeciwnika a posiadanie piłki nie może się już skończyć przyłożeniem. Razem dziewiętnaście punktów i piętnaście minut do zakończenia spotkania. Po przebiegu dotychczasowych czterdziestu pięciu minut w poprzednich trzech częściach nic nie wskazywało, ż Patriots mają jakiekolwiek szanse. Atlanta dominowała i pewnie przed rozpoczęcie ostatnich piętnastu minut już powoli zaczynała świętować zwycięstwo. Trzy punkty zdobyte przez New England na początku czwartej kwadry niczego złego jeszcze nie wróżyły. Różnica nadal pozostawała olbrzymia i dodatkowo teraz Atlanta miała piłkę. Po paru udanych akcjach kiedy wydawało się, że kolejne punkty dla Falcons to tylko kwestia czasu stało się to co stać się musiało aby Patriots mogli marzyć o zbyciu Super Bowl. Linia zawodników broniących quarterbacka Atlanty nie wytrzymała nacisków i jeden z zawodników New England dopadł go powalając go na ziemie. To nie było najgorsze ale fakt, że stracił on kontrole nad piłką, która stała się łupem przeciwników. Dwie minuty pózniej doszło do przyłożenia i udanego podwyższenia wyniku o dwa punkty. W tym momencie prowadzenie Atlanty wynosiło już tylko osiem punktów. Chociaż to Atlanta teraz miała piłkę to widać było gołym okiem, że drużyna straciła koncentrację i wkrada się w jej szeregi coraz większa nerwowość. W przeciwieństwie do nich ostatnie punkty zdobyte prezes zawodników New England napompowały ich wiarę w zwycięstwo. Na około pięć minut przed końcem spotkania Atlanta wreszcie dotarła w tą strefę boiska, z której mogła zdobyć trzy punkty z kopnięcia. Nie wolno było jedynie pozwolić na ujemne rezultaty kolejnych zagrań, które polegałyby na powaleniu quarterbacka albo na karze za niedozwoloną grę. W takich sytuacjach zwykle trenerzy nakazują bardzo konserwatywne granie polegające przede wszystkim na ochronie piłki. Z jakiś powodów Atlanta zdecydowała się na agresywne zagranie polegające na rzucie piłki do przodu przez quarterbacka do jednego z napastników. Niestety do rzutu nie doszło bo został on właśnie powalony przez obrońców New England i w konsekwencji to zagranie spowodowało cofnięcie się drużyny z Atlanty do granicy, z której kopnięcie za trzy punkty było jeszcze możliwe tyle, że już dalej cofać się nie można było. W kolejnym zagraniu niestety zawodnicy Atlanty popełnili faul, który kosztował ich drużynę kolejne cofnięcie do tyłu i to już było poza zasięgiem na kopnięcie za trzy punkty. Jeszcze było jedna próba rzutu aby odzyskać utracony teren i zdobyć upragnione trzy punkty, niestety coraz większa nerwowość spowodowała, że akcja się nie powiodła i trzeba było oddać piłkę zawodnikom New England. Niecałe cztery minuty do końca, emocje rzeczywiście sięgały zenitu. To wystarczyło aby Patriots doprowadzili do kolejnego przyłożenia i udanego zagrania za dwa punkty. Na pięćdziesiąt siedem sekund przed zakończeniem spotkania był już remis. Powietrze z zawodników Atlanty kompletnie zeszło i trudno im było ponownie wznieść się na ten sam poziom emocjonalny, na którym byli zawodnicy New England. Dogrywka tylko to potwierdziła i niemożliwe stało się faktem. Czytam dzisiaj nagłówki z Yahoo i wszyscy są pod wrażeniem niesamowitego powrotu i zwycięstwa Patriots. Mam z tym problem bo Atlanta przegrała na własne życzenie. Nie kwestionuje faktu, że zawodnicy z New England zagrali doskonałe ostatnie piętnaście minut gdyby jednak Atlanta a szczególnie jej quarterback zagrali tą cześć równie skoncentrowani jak pierwsze trzy części to oni byliby zwycięzcami. Nie da się ukryć, że granie w Super Bowl po raz ósmy nie robiło na quertebacku New England większego wrażenia. W przeciwieństwie do niego, Matta Ryana zeżarły nerwy w ostatniej części i to on w moim przekonaniu jest głównym winowajcą tej porażki. I wszystko dobrze nic wielkiego się nie stało, niech mi tylko nie wypisują tych bredni o wielkości Toma Brady. Mam nadzieje, że w przyszłym sezonie Patriots przegrają wszystkie mecze. Amen. 

Weterani obronności

Czy ktoś jeszcze pamięta Edmunda Jannigera? Mam nadzieje, że niewiele osób kojarzy sobie to nazwisko. Sam o nim zapomniałem i gdyby nie kolejny genialny doradca naszego specjalisty od obronności nijaki Bartłomiej Misiewicz to pewnie po weteranie Jannigerze w mojej pamięci nic by nie pozostało. Minister Antoni z wykształcenia historyk ale z wiedzy ekspert w dziedzinie spraw wewnętrznych, kontrwywiadu i obronności nie ma ostatnio najlepszej prasy. „Wiekowi” weteranie, których mój ulubiony minister zatrudnił na chyba dość odpowiedzialnych stanowiskach dość dobitnie w moim przekonaniu świadczą o wiedzy na temat obronności i wojska samego pana szefa resortu. Ja doskonale rozumiem, że czas jakim dysponuje pan minister jest bardzo ograniczony z uwagi na przewodnictwo w komisji do spraw rozwiązania priorytetowej zagadki smoleńskiej, która co raz to przynosi jakieś niespodziewane odkrycia, może jednak trzeba było młokosów najpierw wysłać na misje do Afganistanu lub Iraku niechby chociaż powąchali trochę prochu. Tylko kto by wtedy doradzał panu Antoniemu przecież zawodowi żołnierze się do tego nie nadają. No i wyszło jak wyszło. Zaufani, oddani sprawie polskiej obronności okazali się bardziej znawcami dyskotek niż spraw, do których zostali powołani. O ile jeszcze pan Edmund zdał sobie szybko z tego sprawę i zrezygnował z zajmowanego stanowiska dochodząc do wniosku, że dobrze byłoby najpierw stracić dziewictwo, za co należy mu się odrobina respektu o tyle pan Bartłomiej uwierzył, że on własnymi „ręcami” owo wojsko może zreformować. Na początek nauka noszenia parasola nad głową młodego i gniewnego przez oficerów, chociaż niewyklętych to jednak już nowego wojska, po dobrej zmianie bardziej patriotycznego. I pewnie ta reforma wojskowa by wyszła gdyby nie rozgniewało to jakiegoś niereformowalnego generała. Ten śmiał zauważyć, że takie musztrowanie nie ma nic wspólnego z ćwiczeniem dyscypliny wojskowej a bardziej przypomina ośmieszanie munduru żołnierza. Może i to rozeszłoby się po kościach gdyby nie wypadek marszałka Antoniego w drodze do spowiedzi i wypad hardego rzecznika do dyskoteki resortową limuzyną. I dostały się chłopy od obrony na języki paskudnych mediów i teraz trzeba coś z tym fantem zrobić. Ministra odwołać się nie da bo ten zajmując się sprawami wewnętrznymi ma teczkę na prezesa, dzięki czemu jest nietykalny, padło zatem na weterana dyskotek, który już wcześniej miał niezbyt czyste papiery. Póki co odpoczywa na urlopie a Shogun zachodzi w głowę jak tu teraz poradzić sobie z wojskiem i komisja smoleńską bo i tu efekty jego pracy raczej go ośmieszają niż przynoszą splendor. Nie mam złudzeń co do charakteru naszego wodza od obrony i śmiem twierdzić, że seppuku nam nie grozi.

Finał mistrzostw świata w futbolu amerykańskim

Wielki dzień dzisiaj w Stanach Zjednoczonych. Kolejna odsłona mistrzostw świata w futbolu amerykańskim to jeden z najważniejszych dni w roku. Mecz rozpocznie się w granicach szóstej po południu czasu nowojorskiego, jednak kanał transmitujący spotkanie rozpocznie swoje przedstawienie znacznie wcześnie. Będą powoli budować emocje przeprowadzając niezliczone ilości wywiadów, rozmów z analitykami, porównań zawodników na każdej pozycji w obu drużynach. Mało tego, paru zawodników doczeka się laurek w postaci wyciskającego łzy ich życiorysu. Nie jeden z nich otarł się o smierć w swoim podejrzanym sąsiedztwie i tylko ciężka praca i wiara przywróciły mu człowieczeństwo. Nie jeden z nich został gdzieś „zmajstrowany” przez podejrzanego ojca, który unikał całe życie płacenia alimentów, teraz jednak rozpoznaje w nim swoje dziecko. Wielu z nich matki też nie były święte, posiadając gromadkę dzieci z wieloma partnerami. Wszystkich tych historii nasłuchałem się przez te wszystkie lata co niemiara i przestało to robić już na mnie wrażenie. Gdyby nie sport to rzeczywiście wielu z tych chłopców nie miało by zbyt wielkich alternatyw. Sport dał im nadzieje i szanse na lepsze życie. Wszyscy bohaterowie dzisiejszego meczu o mistrzostwo mają wyższe wykształcenie chociaż podejrzewam, że paru z nich nie ma pojęcia co skończyli. W Stanach nie ma drugiej ligi, zapleczem profesjonalnych drużyn w każdej dyscyplinie sportu są przede wszystkim uniwersytety, z których największe gwiazdy są ściągane do ligowych klubów. Proces ten jest bardzo ważnym elementem całego systemu i ma gwarantować napływ najlepszych akademickich sportowców do drużyn, które w kończącym się sezonie uzyskały słabsze wyniki. Futbol amerykański to zdecydowanie najpopularniejsza dyscyplina. Sezon rozpoczyna się we wrześniu i kończy grą o mistrzostwo, zwaną Super Bowl, zwykle na początku lutego. Najważniejszą pozycją w drużynie futbolowej jest oczywiście quarterback. To on prowadzi grę ofensywną swojej drużyny i jego dobra gra jest najważniejszym elementem strategii meczowej. W tym roku na przeciwko siebie staną wielka gwiazda NFL Tom Brady i uznany już quarterback Matt Ryan. Ten pierwszy reprezentuje New England Patriots a drużyną drugiego jest Atlanta Falcons. Dla Toma i Patriots jest to już któryś z kolej udział w tej najważniejszej grze podczas gdy dla Atlanty jest to wielki sukces. Odkąd Brady został quarterbackiem swojej drużyny odtąd nastąpiło nieprzerwane pasmo sukcesów tego zespołu. Niestety miały też miejsce afery, które przedstawiają i zespół i Toma w niezbyt korzystnym świetle. Tak czy inaczej ostatnia dekada futbolu to dekada New England. W tym czasie w dwóch odsłonach Super Bowl ta drużyna uległa moim ulubieńców czyli New York Giants. Jako ktoś kto mieszkał w okolicach Nowego Jorku nie mogę wręcz kibicować Brady’emu i jego bandzie i będę trzymał kciuki za Atlantę chociaż wygrać będzie bardzo cieżko. W ubiegłym roku mieliśmy podobną sytuacje. W meczu pomiędzy Denver Broncos i Carolina Panthers wystąpili wielka gwiazda Payton Manning jako quarterback z Denver i rozpoczynający swoją karierę Cam Newton z Panthers. Mistrz nie miał litości i drużyna z Denver rozbiła zespół z Karoliny. Obie drużyny w tym roku nie zagrały nawet w fazie play off. Zwykle po takim sukcesie nie ma sposobu aby utrzymać drużynę razem bo każdy chce więcej pieniędzy i nie brakuje nikomu ofert z innych drużyn. Toteż odchodzą do innych zespołów zmuszając swoją drużynę do przebudowy a to potrzebuje czasu. Nie czas jednak na wspomnienia. Pięćdziesiąta pierwsza odsłona Super Bowl już za parę godzin. Kto będzie lepszy gwiazdor czy debiutant w tej imprezie? Stawiam na Atlantę. Let’s go Falcons. 

Boiskowi herosi

Południowa Ameryka to kontynent zdominowany przez piłkę nożną. Dodatkowo językiem urzędowym w większości państw jest hiszpański. Dzięki temu kanały sportowe są ponadnarodowe co pewnie pomniejsza koszty transmisji dla każdego kraju. Transmitują zatem niemal wszystko z najważniejszych lig europejskich. Mam w związku z tym duże możliwości oglądania prawie wszystkich naszych zawodników grających w Niemczech, Anglii, Włoszech i we Francji. Nie ma naszych w Hiszpanii a ta liga jest tutaj najważniejsza ze względu na powiązania kulturowe. Mnie ona oczywiście mało interesuje bo wolę oglądać drużyny z naszymi piłkarzami. Często mam zagadkę co wybrać bo w tym czasie gra kilka drużyn z naszymi w składzie. Decydują wtedy doniesienia prasowe o formie naszych zawodników i wybieram mecz tego, który jest w najlepszej dyspozycji. Rzadko jednak to co donosi prasa pokrywa się z tym co na boisku. Ostatnie dwa tygodnie postanowiłem spędzić z Bayernem bo praktycznie nie ma dnia na portalach internetowych bez doniesień na temat Roberta Lewandowskiego. Nagłówki, w których dominowały określenia: znakomity, fantastyczny, genialny itp kazały mi sądzić, że nasz gracz znajduje na innej planecie w porównaniu z innymi piłkarzami. Nic z tych rzeczy a powiedziałbym nawet wręcz odwrotnie. Ostatnie dwa mecze to bardzo słaba gra całej drużyny z naszym reprezentantem na czele. W ostatniej kolejce przeciwnikiem przereklamowanych i przepłaconych Bawarczyków było Schalke 04. Pan Robert strzelił gola i znowu kierując się doniesieniami to powinien być  jakiś majstersztyk a tymczasem nic z takiego. Takich bramek pada tysiące i nikt z nich nie robi gola tygodnia. Ja rozumiem lokalny patriotyzm i zgadzam się ze stwierdzeniem, że Robert Lewandowski jest w tej chwili naszym najlepszym piłkarzem ale aktualnie nic nadzwyczajnego nie pokazuje. Zwracam honor, tydzień temu w meczu z Werderem Brema nasz gracz po każdym ostrzejszym wejściu leżał na boisku jakby właśnie doznał kontuzji, która skończy jego karierę. W zwolnionym tempie nic brutalnego nie miało miejsca jednak pan Robert definitywnie umierał śmiercią pełną męk i cierpień. Nie bardzo lubię tego typu sztuczek teatralnych na boisku zwłaszcza, że piłka jest sportem kontaktowym i gdyby po każdym starciu wszyscy padali jak rażeni gromem to urok tego sportu wiele by na tym stracił. Po obejrzeniu dwóch meczów w  wykonaniu naszego piłkarza, mam bardzo mieszane uczucia co do jego dyspozycji jeśli jednak chodzi o umiejętności teatralne to osiągnął mistrzostwo. Niemcy pod tym względem są chyba najlepsi na świecie zwłaszcza w polu karnym padają jak ścięci jakąś niewidzialną mocą wymuszając często nienależne im rzuty karne. W tej materii uczeń chyba nawet jest lepszy od mistrzów. Mam wiele szacunku i respektu dla Roberta Lewandowskiego wolałbym jednak widzieć go strzelającego rzeczywiście niesamowite gole niż leżącego na boisku po urojonych faulach, z których komentatorzy hiszpańscy po prostu się śmieją. Dobrze by też było trochę więcej obiektywizmu w mediach. Osobiście obawiam się tej całej uwagi jaką dziennikarze jemu poświęcają. Prezesowi rządzącej partii może się ta popularność nie spodobać i podrzuci jakieś papiery w IPN. I nic nie szkodzi, że pana Roberta w tych „zbrodniczych” czasach jeszcze nie było na świecie. Skoro dzisiaj gra dla niemieckiego klubu to znaczy, że dziadek mógł być w Wermachcie a może nawet w PZPR. 

Pieniądze, podatki, urzędnicy.

Staliśmy się wszyscy niewolnikami pieniędzy. Niektórzy z nas z uwagi na swoje potrzeby, inni bo zadłużeni, jeszcze inni bo wierzą, że pieniądze przynoszą szczęście. Są wsród nas i tacy, którzy uważają, ze można za nie kupić wszystko toteż nie przebierając w środkach chcą ich mieć jak najwiecej. Niewolnikami pieniądza stały się rownież całe państwa, niektóre z nich zadłużone w międzynarodowych funduszach na całe pokolenia. Banki kontrolują już nie tylko nasze życie ale i gospodarki wielu narodów. Stały się one państwem w państwie, poza wszelka kontrolą dyktując rządom swoje warunki. Wszyscy zatem jesteśmy na łasce i nie łasce tych krwiożerczych instytucji. Podobno bankom też zdarza się bankrutować, co znam z amerykańskiej rzeczywiści tyle, że jeśli szanowny prezesunio wyciąga ze swojej instutucji milionowe wynagrodzenia to wcale mnie nie dziwił taki stan rzeczy. Nie inaczej ma się sytuacja w polityce. Pchają się do niej najgorsze kanalie, które nie wiele osiągnęły w życiu za to teraz mogą pokazać swoją wielkość. Gdyby tak wszystkie stanowiska państwowe były funkcjami społecznymi ilu z tych pseudo patriotów wciąż chciałoby by je piastować? Obawiam się, że jeśli jeden procent by się zdecydował to i tak byłbym bardzo zaskoczony. Pieniądze, wpływy i chore ambicje to główne powody, dla których ten najgorszy motłoch pcha się na świeczniki, użalając się potem nad sobą jak to oni ciężko pracują. Pieniądze niestety na drzewach nie rosną i trzeba je w jakiś sposób wygospodarować nie tylko na swoje potrzeby ale i na potrzeby ludu bo ten inaczej może o rządzących zapomnieć w następnych wyborach. Najlepsza metodą zdobywania kasy przez rządy są oczywiście podatki. Wszystko co tylko możliwe należy obłożyć nimi a jak pieniędzy wciąż brakuje to wymyślić co i kogo jeszcze ukarać za to, że żyje. Kiedyś widziałem listę podatków naliczanych w Stanach i tego było kilka stron. Ja rozumiem, że aby państwo funkcjonowało potrzebne są wpływy do budżetu tylko, że odpływy z niego nie zawsze mają swoje uzasadnienie. Koszt utrzymania rządu, prezydenta i dwóch izb parlamentu to w moim przekonaniu brak wyobraźni sprawujących władze. Czy jednak ktoś myśli, że oni zgodzą się na likwidacje jednej z tych bezsensownych instytucji? Mowy nie ma bo przecież gdzie by poupychani swoich bliższych i dalszych znajomych. I tu mam problem z podatkami,  i choć rozumiem ich potrzebę to tylko wtedy gdy pieniądze są wydawane w racjonalny sposób. Jeżeli jednak są trwonione na nierobów i zwykłych pyskaczy to i ja takich podatków nie chce płacić. Nie inaczej jest i w Ekwadorze . Mało te rzeczy mnie interesowały ostatnio jednak dotknęły i mnie. Nowa ustawa imigracyjna to nic innego jak tylko próba wyłudzenia pieniędzy od tych, którzy chcieliby się tutaj osiedlić. Bezsensowne procedury, kompletnie głupie wymagania papierkowe połączone z wciąż wyrastającymi opłatami każą mi sądzić, że w tym wszystkim chodzi bardziej o pieniądze niż o pomoc i ułatwianie procedur dla tych, którzy chcą się tutaj osiedlić. Niestety wiem z doświadczenia, że urzędy imigracyjne to droga przez mękę. Pracują tam najgłupsi z najgłupszych dla, których litera prawa znaczy więcej niż zdrowy rozsądek. Dano im władzę i zamierzają ją wykorzystać aby udowodnić, że są kimś będąc jednocześnie nikim. Rozumiem, że z obcokrajowca lepiej się wyciąga pieniądze i prawdę mówiąc nie w tym cały problem. Gdyby bowiem podwyższono opłaty i jednocześnie uproszczono procedury byłbym to w stanie zaakceptować. Niestety politycy lubią komplikować prawo i pewnie dlatego dziesięciu sędziów w określonej sprawie wyda dziesięć kompletnie rożnych opinii. W końcowym efekcie wszystko i tak sprowadza się do pieniędzy i jak ich wyciągnąć najwiecej. Tylko czy trzeba to robić za wszelka cenę?

Skąd się biorą Kaczory Donaldy

I nie mam tu na myśli uroczego kaczora z bajek Walta Disneya. Nic na to nie poradzę, że fala Donaldów i Kaczyńskich zalewających bieżące doniesienia medialne kojarzą mi się z przemiłym bohaterem kreskówek z mojego dzieciństwa. Niestety ci naprawiacze świata nie są ani śmieszni, ani mili, ani też uroczy. Wręcz przeciwnie wzbudzają we mnie wszystkie przymiotniki, które można określić antonimami powyższych. Żyjemy w czasach ani ciekawych, ani interesujących. Władza stała się narzędziem w rękach ludzi kierujących się najniższymi pobudkami. System uważany za najlepszy a zwany demokracją przechodzi niewątpliwie kryzys, z którego cieżko będzie wyjsć. A zaczęło się to od miejsca, które powinno stać na straży uniwersalnych wartości oferowanych przez demokrację. Politycy powołani do pełnienia funkcji publicznych zapomnieli o znaczeniu tego słowa reprezentując coraz cześciej nie społeczeństwo jako całość lecz tylko wybrane jego grupy. Coraz silniejsze powiązania naszych wybrańców z kapitałem nie mogły pozostać bez wpływu na codzienne życie zwykłych zjadaczy chleba. Oderwani od tych realiów politycy, zadufani w sobie i w swojej wielkości, doprowadzili do pogłębiających się dysproporcji i różnic klasowych. Na to właśnie czekali ci, którzy do tej pory byli tylko marginesem naszego życia publicznego. Z hasłami równości, patriotyzmu i sprawiedliwości przystąpili do ataku. Oczywiście ich hasła to gruszki na wierzbie tyle, że trafiły na podatny grunt. Ich poprzednicy zapomnieli bowiem, że w wyborach każdy głos jest równy i nie ma w tym momencie znaczenia stan posiadania. Człowiek niespełniony, żyjący z dnia na dzień, w wielkiej grupie to potężna siła wyborcza. A gdy mówi się do niego językiem i używa słów, które chce on usłyszeć to takiego człowieka, którego stan emocjonalny jest przytępiony chęcią rewanżu czy zemsty, łatwo jest zmanipulować. Na tych emocjach wypłynęła władza u nas i za wielką wodą. Lud w swojej sile stracił cierpliwość oddając swój los w ręce manipulantów, dla których władza sama w sobie jest najwyższą wartością a lud tylko celem do jej zdobycia. Widzimy to u nas w kraju a wkrótce i Amerykanie się o tym przekonają. Czy można było tego uniknąć? Osobiście nie sądzę. Rozpasanie wielkiego kapitału i jego potęgująca chciwość wraz z kompletnym brakiem wyobraźni musiały do tego doprowadzić. Lud, być może tępy, wykorzystał jedyne narzędzie jakie oferuje mu demokracja i wybrał zmianę w jego pojęciu na lepsze. Zaufał Kaczorom Donaldom. Z tego zaufania wszyscy wyjdziemy mocno poobijani i jedyna nadzieja, że zrozumie to lud i ci co się zowią funkcjonariuszami publicznymi.