Konstrukcje, budowy, specjaliści

Odkąd wróciliśmy do Ekwadoru, z przerwą na wycieczkę do Peru, cały czas coś robimy wokół domy. Zaczęło się tradycyjnie niewinnie od zbudowania muru, który ma za zadanie trochę uprządkować nasza sytuacje przed domem. Mur ten jeszcze zakontraktowałem z okolicznym robotnikiem przed wyjazdem do Polski dając mu wolna rękę jeśli chodzi o termin jego wykonania. Miał go zrobić w trakcie naszej nieobecności sądzę jednak, że wolał być opłacany na bieżąco toteż po naszym przyjeździe okazało się, źe tylko wykopał pod niego rów. I tak się zaczęło. Chcąc trochę przyspieszyć całą tą konstrukcje zdecydowałem się na role pomocnika. Cztery ciężarówki okolicznego kamienia o rożnej wielkości to praca prawie jak na siłowni, która chociaż fizycznie wyczerpująca daje sporo mentalnego odpoczynku. Mój brygadzista był człowiekiem o bardzo rozwiniętym poczuciu estetyki co często doprowadzało mnie do skrajnej rozpaczy zwłaszcza gdy kamień, który mu podałem nie pasował do jego wizji. Napracowaliśmy się przy tym murze setnie ale efekt był zgodny z oczekiwaniem. Okoliczny kamień ma coś w sobie szczególnego i jakąś specyficzną energię i prawdę mówiąc wykorzystywałbym go do wszystkiego co możliwe. Nasz dom rownież jest z niego zbudowany. Przesada oczywiście nie jest wskazana. Z jednej strony nasz dom graniczy z zarośniętym dziką trawą dość wysokim pagórkiem. Powstał on na skutek robót przy konstrukcji domu. Niestety owo wzniesienie sztucznie stworzone przy opadach powoduje osuwanie się ziemi w dół. Alicja już od dawna myślała o wzmocnieniu tego miejsca belkami ale w taki sposób aby utworzyły one swego rodzaju stopnie umożliwiając na nich plantacje kwiatów czy innego zielska charakterystycznego dla tego terenu. Przymierzaliśmy się do tego projektu od kilku lat, ceny jednak były zaporowe i musieliśmy go na trochę odłożyć. W tym roku udało nam się wreszcie wygospodarować trochę funduszy i zdecydowaliśmy się nasz plan zrealizować. Do tego wynajęliśmy okolicznych specjalistów bo to zdecydowanie przekraczało moje kwalifikacje i wiedzę okolicznych majsterkowiczów. Konstrukcja tego cacka pochłonęła ponad pięć tygodni udręki z brudem, kurzem, transportami i innymi „przyjemnościami” wynikającymi z budowy. Nasz front domu wyglądał jak pole bitwy, na którym ja z moim brygadzistą walczyłem z murem z jednej strony zaś naprzeciwko specjaliści od wzornictwa ogrodowego próbowali nam odebrać miejsce do składowania materiałów. Obeszło się bez ran postrzałowych i większych kłótni i jakoś oba przedsięwzięcia dotarły do celu w mniej więcej tym samym czasie. Jeszcze w trakcie budowy kamiennej ściany Alicja zdecydowała się oprzeć na niej namiot. Moja zapalona ogrodniczka nie mogąc sobie poradzić z uprawą niektórych warzyw z uwagi na niesprzyjającą pogodę postanowiła spróbować jeszcze raz tyle, że pod namiotem. I tak ruszyliśmy z następnym projektem, do którego przyszli nowi specjaliści. W tym samym czasie, z uwagi na sporą ilość kamienia, który pozostał po konstrukcji muru zdecydowałem się na budowę balustrady, która miała oddzielić nasz dom od przyszłego miejsca na parking. Około dwadzieścia pięć metrów specjalnego nadproża zbudowanego z kamienia z kolumnami, a jakże oczywiście ze skał, a w to wkomponowana metalowa balustrada, którą na zamówienie wykonał lokalny rzemieślnik. To zdecydowałem się wykonać razem z moim specjalistą od murów. Spore braki w kamieniu wykończeniowym spowodowały, że każda kolumna to inna konstrukcja ale wszystko razem dało całkiem fajny efekt. Dobiliśmy z tym wszystkim do końca i juz widzimy potrzebę kolejnych usprawnień bo tak z tym wszystkim zwykle bywa, źe jak się zacznie jedno to w trakcie jego konstrukcji coś nowego przychodzi do głowy. Musimy jednak z kolejnymi pomysłami poczekać bo w niewiadomy dla mnie sposób ktoś zainstalował drenaż w mojej kieszeni i pochłonięty jestem szukaniem winowajcy.