Lecznicze przepychanki

Jerzy Zięba to nazwisko, które niespodziewanie wkradło się w ciszę i spokój mojego gospodarstwa domowego. Oboje z Alicją jesteśmy zwolennikami wyboru metod i sposobu leczenia przez chorego. Nie kwestionujemy dokonań współczesnej medycyny ale ona jak wszystko w życiu ma swoje blaski i cienie. Pan Zięba otwarcie mówi o sprawach, które powodują niechęć do niego środowiska lekarskiego. Nie dziwi mnie zbytnio bo owe środowisko to poligon doświadczalny wielkich firm farmaceutycznych. Dzisiejszy lekarz to bardziej farmakolog niż wszechstronnie przygotowany do wykonywania zawodu doktor Judym. Liczą się pieniądze a tych przemysł farmaceutyczny ma pod dostatkiem. Połykamy więc te tabletki bez zastanowienia i mało kto czyta zadrukowane małymi literkami ulotki mówiące o efektach ubocznych. Lekarz przecież wie co nam przepisuje. Jasne, że wie, wie rownież, który wytwórca leków płaci najlepiej. Daleki jestem od posądzania wszystkich lekarzy o kierowanie się przede wszystkim przesłankami finansowymi, nie ulega jednak watpliwości, że takie praktyki mają miejsce. Coraz cześciej mówi się na temat szczepionek, które zamiast przynosić korzyść mają bardzo negatywny wpływ na nasze zdrowie. Jednak niektóre szczepionki zgodnie z prawem obowiązującym w kraju mają być podane w odpowiednim czasie bez względu na wolę rodziców. Jerzy Zięba zwraca na to uwagę. Wiele mówi o ich efektach ubocznych i nawołuje do zastanowienia. Nie podoba się to przede wszystkim w środowisku pseudo lekarzy uzależnionych od wpływów ze sprzedaży tabelek i szczepionek. W tym momencie przychodzi mi na myśl specyfik, który po kilku latach rozprowadzania w Stanach Zjednoczonych uznano za szkodliwy dla zdrowia. Wniesiono sprawę do sądu. Ten się przychylił do opinii specjalistów i przyznał miliardowe odszkodowanie dotkniętym jego użytkowaniem. Zarobili oczywiście też adwokaci i wszystko jak narazie wygląda sensownie. Okazało się jednak, że zasądzona firma na owym specyfiku zarobiła dwa razy więcej niż musiała zapłacić tytułem odszkodowania. Mnożą się zatem te specyfiki magicznie uzdrawiające ludzi choć każdy wie, że prawdziwą wartość tego preparatu będzie można poznać dopiero po kilku latach jego używania na populacji ludzi. Jak się nie sprawdzi i znajdzie się firma prawnicza, która pójdzie do sądu to najwyżej odpali się odszkodowanie będące tylko jakimś procentem zysku. Ten chory system krytykuje nie tylko Jerzy Zięba ale rownież coraz większe rzesze lekarzy, którym na sercu leży zdrowie pacjenta. Spotyka się to z coraz bardziej agresywnym atakiem farmakologów a mając za sobą wpływy, poparcie i zasoby finansowe firm farmaceutycznych mogą sobie pozwolić na taką propagandową walkę. Na naszych oczach toczy się pojedynek dotyczący medycznej marihuany. Minister zdrowia w naszym rządzie wszem i wobec ogłosił, że nie ma naukowych badań potwierdzających jej skuteczność. Ktoś z internautów pod tą wypowiedzią napisał, że nie ma też naukowych dowodów na to, że nasz pan minister jest homo sapiens. Bardzo mi się to spodobało. Domyślać się tylko mogę, że nasz pan minister zadufany w swojej farmakologicznej wiedzy ogranicza się pewnie tylko do literatury producentów tabelek. Gdyby jednak poszukał chociaż trochę na internecie to pewnie poczerwieniałby ze wstydu jak bardzo jest do tylu w zakresie znajomosci badań naukowych. Ja sprawdziłem tylko Wikipedię i oto co znalazłem na temat leczniczej marihuany w akapicie „zastosowania w medycynie” – Tetrahydrokannabinol hamuje czynnik wzrostu śródbłonka naczyniowego. Wykorzystanie THC pozwala na zredukowanie wzrostu guza oraz ogranicza liczbę komórek nowotworowych. Przeprowadzone badania dotyczą m.in. glejaka mózgu, raka piersiraka jelita grubego,  raka skóry. Na wszelki wypadek sprawdziłem co to jest ten tetrahydrokannabinol oczywiście na Wikipedii. Oto jego definicja: Tetrahydrokannabinol (THC) – organiczny związek chemiczny z grupy kannabinoidówizomer kannabidiolu i główna substancja psychoaktywna zawarta w konopiach.

Są zatem badania potwierdzone wynikami na konkretnych schorzeniach tylko, że nasz tabletkowy minister nie uważa jej za naukowe. To właśnie tacy ludzie walczą z Jerzym Ziębą i do niego podobnymi zwolennikami medycyny bardziej otwartej na inne metody leczenia niż tylko te, które wygodne są przemysłowi farmaceutycznemu. Swoim bezsensownie głupim uporem szkodzą niestety nie tylko samym sobie ale rownież nam pacjentom.