Ekspresem przez zycie

Życie jest jak pociąg ekspresowy

Jeszcześ doń nie wsiadł a on już gotowy
By ruszyć i zabrać nas w drogę
Relacje z której zdamy przed Bogiem
Wszyscy ruszamy ze stacji Poczęcie
Już koła się kręcą, lecz pociąg jakby zawzięcie
Wciąż nie mógł nabrać prędkości
A nam tak spieszno jest do Młodości
Och jak rzesz przeklęcie wolno kręcą się koła
Przed nami jeszcze Żłobek, Przedszkole i Szkoła,
Koledzy i Koleżanki oraz Podwórko
Wspólne Zabawy i Szałas pod Chmurką
To wszystko fajnie, lecz nam w głowie kino
I film od lat szesnastu, który nam minął
Bo maszynista jakiś dziwnie złośliwy
Nie chce przyspieszyć i ciągle się dziwi
Dokąd tak bardzo my się spieszymy
Przecież dojechać i tak zdążymy.
Gdy wreszcie dotarliśmy do Młodości
Ogarnął nas wszystkich wybuch radości.
Już tempo pociągu nam nie przeszkadza
Jak jeden mąż każdy się zgadza
Na krótki postój by się rozglądnąć
A może nawet „cygarem” zaciągnąć
Bo stacja Młodość to doświadczenia
Bez, których nie ma naszego istnienia.
Lecz co to, pociąg zatrzymać się nie zamierza 
I już do stacji Matura zmierza
To ważny przystanek na naszej drodze
Pomyłka na nim kosztować może nas srodze
I choć kontakt z podróżującymi wciąż utrzymamy
Na chwilę się jednak porozsiadamy
Od stacji Matura juz dwa biegną tory
Nie pojedynczy jak do tej pory
Do stacji Studia zmierzają jedni
Dla innych, ich chleb powszedni
W miasteczku Praca się ulokował
By tam jego smaku mogli skosztować
Wkrótce na stacji Praca też się zjawili
Ci co przystanek Studia zwiedzili
I znowu wszyscy po jednym torze
Przez góry, doliny, pustynie i morze
W kierunku kolejnych stacji zmierzamy
A gdy znajdziemy Miłość się zatrzymamy
I chociaż przystanek to dla nas ważny
Nasz pociąg jak ktoś niepoważny
Wciąż kręci do przodu kołami
Przystanek Rodzina już jest przed nami
A zaraz za nią to stacja Dzieci
I coraz szybciej życie nam leci
Bo maszynista wszystko na opak robić się zdaje
Miast ująć gazu to go dodaje
Szybko minęły postoje Wakacje, Awanse, Przyjaźnie
I coraz bardziej i bardziej wyraźnie
Pociąg rozpędza się wbrew naszej woli
Emerytura, Wnuki, Choroby i Wszystko mnie Boli
Jak wszystkie przystanki ostatnie
I te minęliśmy szybko oraz bezwładnie
Jakbyśmy nad życiem tracili kontrolę
Dostając się w czyjąś niewolę
I pędzi ten ekspres na kark złamany
Już nie ma taty juz nie ma mamy
I juz w wagonach jakby mniej ludzi
To ktoś zasypia, to ktoś się zbudzi
By swój testament spisać ostatni
Bo juz do końca życiowej matni
Przystanków nam pozostało niewiele
Wciąż otaczają nas dzieci i przyjaciele
Jeszcze przystanki Zaduma i Bez Odpowiedzi Pytania
Jak choćby, czy wykonaliśmy swoje zadania?
Czasu na odpowiedzi nie mamy zbyt wiele
Bo oto stacja, która podróży naszej jest celem
Przez maszynistę została zapowiedziana
Dobiegły końca ziemskie wieczory i rana
Na stację Wieczność pociąg się wtacza
I widok przed nami inny się roztacza.
Ale o tym napiszę innym razem
Do rychłego zobaczenia. Tymczasem.

Cusco, Pachamama i Pachacutec

Po dwóch wypadach do Machu Picchu nasza wizyta na tym terenie dobiegła końca. Powrotna podróż do Ollantaytambo oczywiście pociągiem bo innej możliwości po prostu nie ma. Stąd już pojazdem na czterech kołach powrót do Cusco. To tu zaczynała się nasza przygoda. Po przylocie do Peru spędziliśmy w Cusco noc by następnego dnia ruszyć na szlak Inków. Teraz spędzimy kolejne dwie noce i cały dzień na zwiedzaniu miasta i okolic. Cusco to centrum kultury inkańskiej, tu byli grzebani kolejni władcy i stąd rozpoczyna się każda wycieczka śladami Inków. Miasto liczy ponad pół miliona ludzi, z których niemal wszyscy posługują językiem Quechua, którym posługiwali się ich przodkowie. Nie wiem czy przywiązanie do Inków wynika z chęci zaimponowania turystom czy to jest częścią ich filozofii życiowej. Czuć jednak było, że nasi przewodniczy odnosili się do zaginionej kultury z wielkim szacunkiem a powiedziałbym, że nawet z dużą dozą zachwytu i żalu, że powoli ten świat ginie. Wiem rownież z ich opowiadań, że wciąż wiele tradycji jest kultywowanych nie dla gawiedzi lecz z potrzeby ducha. Oprowadzający nas po Cusco pochodził z rodziny, w której matka utożsamiała się z wiarą Indian i musiała mieć na tyle silną osobowość, że nasz przewodnik zdawał się być bardziej zdominowany tą kultura niż tym co oferowała chrześcijańska kultura  Hiszpanów. Ślady obu tych wiar są widoczne na każdym kroku. W głównej bazylice Cusco na ścianie znajduje się obraz ukazujący ostatnia wieczerzę tyle, że potrawy to świnka morska, która jest tutejszym specjałem, popijana herbatą z liści koki, bez których byłoby Indianom cieżko żyć na tej wysokości. Tego typu wymieszania obu światopoglądów jest bardzo wiele i można je zobaczyć na każdym kroku. Podobnie jak dla Inków tak i dla obecnych mieszkańców Peru największa świętością jest jednak Pachamama czyli matka ziemia. To ona bowiem daje im to co jest potrzebne do życia bo z niej właśnie rodzą się warzywa, owoce i inne produkty potrzebne na codzień. Pachamama to słowo, które przewijało się w każdym opowiadaniu i szczerze mówiąc ci co o tym opowiadali sami zdawali się być mocno przekonani o wielkości tego słowa. Matka Ziemia i dla mnie brzmi jak coś wielkiego i wcale mnie nie dziwi stosunek tych ludzi do jej bycia czymś najważniejszym w ich życiu. Cusco leży w dolinie i jest otoczone górami z każdej strony toteż lądowanie tutaj jest trochę bardziej ekscytujące niż na innych lotniskach. Dopiero widok z jednego z okolicznych szczyt uświadomił mi, że miejscowe lotnisko i siadanie na jego płycie to trochę wyższa szkoła jazdy. Nikt jednak na to nie zwracał uwagi bo jest przecież tyle ważniejszych rzeczy dookoła. Miasto ma kształt pumy bo to było święte zwierze Inków. Patrząc z góry może i było coś w jego kształcie z pumy lecz prawdę mówiąc ja zawsze miałem kiepska wyobraźnie. W okolicach miasta znajduje się wiele wykopalisk obrazujących świetność Inków. Nie sposób było to wszystko zobaczyć a to co zobaczyliśmy to było bardziej po łebkach. Na zwiedzanie miasta trzeba więcej czasu, którego my nie mieliśmy. Z innych ciekawostek najważniejsze informacje dotyczyły najsłynniejszego władcy Inków. Pachacutec, bo o nim mowa, sprawując swoją władzę ograniczył ofiary z ludzi i wprowadził wiele praw, które zdecydowały o wielkości tych Indian. Za jego czasów imperium Inków składało się z dzisiejszych Boliwii, Peru, Ekwadoru, części Kolumbii i części Argentyny i juz nigdy nie osiągnęło podobnej wielkości. Peruwianie czują się mocno związani z minioną kulturą czego nie widać w takim stopniu w Ekwadorze pomimo faktu, że i ten kraj należał kiedyś do tego mocarstwa. Nikt tutaj nie potrafił mi powiedzieć dlaczego. Będę pytał dalej.