Podróż z przygodami

Po sześciu tygodniach pobytu w Polsce, dwóch w Stanach wróciliśmy wreszcie do domu. Aby wrócić do domu potrzebujemy czterech lotów: dwóch z Polski do Stanów i dwóch ze Stanów do Ekwadoru. W tym roku dodatkową atrakcją pobytu w USA był ślub starszego syna. Dzięki temu spotkaliśmy się całą rodziną bo i córka zjechała na tę uroczystość z Meksyku. Mieszkamy w tylu zakątkach świata, że takie spotkania należą do rzadkości toteż tym większa była z tego faktu frajda. Oczywiście najważniejszym akcentem tego pobytu był ślub, który pomimo relatywnie krótkiego czasu, jeśli chodzi o jego przygotowanie, wypadł znakomicie. Pobyt w Stanach umożliwia nam zawsze łagodniejsze przestawienie się na inna strefę czasową. Podróż przez Atlantyk zabiera nam dziewic godzin a gdybyśmy chcieli lecieć bezpośrednio to lot trwałby około czternastu godzin. Korzystniej dla nas jest zatem podzielenie powrotu na dwa etapy zwłaszcza, że dobrze jest spotkać się z oboma synami i naocznie stwierdzić jakie zmiany zaszły od naszego ostatniego pobytu. Ponieważ wszystko synom układa się zgodnie z ich planami toteż opuszczaliśmy Stany bardzo zadowoleni i wypoczęci po pierwszym etapie. Drugi etap miał być o wiele łatwiejszy bo przecież lecieliśmy w ramach tej samej strefy czasowej z przesiadką w Miami. Nic nie zapowiadało zatem, że będzie jednak o wiele gorzej niż z lotem z Polski. Po wylądowaniu na Florydzie mieliśmy nieco ponad godzinę na przesiadkę. Okazała się ona wystarczającym czasem na zmianę samolotów. Siedząc już w samolocie do Ekwadoru czuliśmy niemal zapach naszego domu. Jeszcze jeden lot i już za parę godzin nareszcie u siebie. Odlot się jednak opóźniał bo jak poinformował nas kapitan cargo w samolocie było nierównomiernie rozłożone. „Proszę się jednak nie martwić za maksymalnie piętnaście do dwudziestu minut problem zostanie usunięty i będziemy w drodze”. Nie ma sprawy to przecież drobne opóźnienie. Kiedy jednak upłynęło pół godziny a my dalej staliśmy przed bramą zaczęliśmy się lekko denerwować, zresztą nie tylko my. Zauważyła to obsługa i po chwili kolejny komunikat. „Z przykrością zawiadamiamy, że załoga samolotu przekroczyła dozwolony czas pracy i nie może wykonać tego lotu. Proszę się jednak nie martwić jesteśmy w kontakcie z alternatywną załogą i już wkrótce lot będzie kontynuowany. Okey tylko co to znaczy wkrótce? Przekonaliśmy się o tym po następnej pół godzinie. Nie udało się jednak skompletować załogi i lot został przełożony na rano następnego dnia. Opuszczamy zatem samolot i udajemy sie do stanowiska linii lotniczych po kupony na jedzenie i hotel. Docieramy do niego o pierwszej nad ranem. Szybka toaleta i buch do łóżka bo za cztery godziny pobudka. Na lotnisku mamy być z powrotem o szóstej a samolot odleci o ósmej. Jak tu zasnąć i jeszcze się do tego wyspać? Mowy nie ma. To bała raczej drzemka niż sen ale nic to jeszcze parę godzin i będziemy przecież w domu. Podekscytowani zjawiliśmy się na lotniku zgodnie z czasem. Jeszcze tylko odprawa bagażowa, bo przecież opuściliśmy poprzedniego dnia lotnisko, i hop do samolotu. Tyle, że samolot nie odleci o ósmej tylko o trzynastej trzydzieści. Ponad sześć godzin do odlotu a my niewyspani, z oczami przypominającymi zombich staraliśmy się panować nad emocjami. Oto podróż, która miała trwać około dziesięciu godzin razem z przesiadką i dojazdem do domu wydłużyła się o czternaście godzin. Otrzymaliśmy dodatkowe kupony na jedzenie ale ileż można szwędać się po lotnisku? Nie bardzo wiem jak to przetrzymaliśmy ale wreszcie zaczęto nas wpuszczać na samolot. Jeszcze cztery godziny lotu, taksówka i dom. Kiedy tak sobie marzyliśmy z zamkniętymi oczami nagle zdaliśmy sobie sprawę, że godzina odlotu minęła a samolot wciąż przed bramą. Po około dwudziestu minutach nowy kapitan oznajmił nam, że w trosce o nasze bezpieczeństwo muszą dokonać poprawek w przedziale cargo bo bagaż nie jest rozłożony równo. WHAAAAAAAAAT? W powietrzu dało się poczuć tykającą emocjonalną bombę. Mi do głowy przyszły wszystkie niecenzuralne słowa jakie znam we wszystkich językach, z których fuck, biorąc pod uwagę jego akceptację w Stanach, wydaje mi się jedynym możliwym do przytoczenia. Bezsensowna pobudka o piątej rano po trzech godzinach drzemki jeszcze bardziej kumulowała negatywne emocje. Poczucie bezsilności w takich sytuacjach nie wpływa pozytywnie na ogólny nastrój. Upływały kolejne minuty wpływające niewątpliwie destrukcyjne na poziom mojego ciśnienia, które mało co nie przekształciło się w tak popularną parę z uszu. I pewnie ten moment wkrótce by nastąpił gdyby nie kapitańska wiadomość, że oto wszystkie problemy zostały usunięty i przystępujemy do odholowania samolotu od bramy. I rzeczywiście po paru minutach poczuliśmy drgniecie kolosa oznajmiające jego ruch. Okey jeszcze cztery godziny lotu, taksówka i dom. Tym razem się spełniło. Po ponad trzydziestu godzinach w podróży otwarliśmy drzwi naszego domu…….i wszystko poszło w zapomnienie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Der Amateur Photograph

Ein Blog über Optik und Photographie - A blog about optics and photography

Co mi tam....

Poza facebookiem istnieje życie.

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera

w poszukiwaniu perspektyw

moje bzdury, radości i frustracje

NIEZAPOWIEDZIANA

trochę na wesoło, trochę na smutno

Słowiki nie płaczą

If you were ever in doubt, don't sell yourself short, you might be bulletproof ~~

Melanż

Mam zakaz chlania, cale szczęście jebie zakazania

heygoodway

blog podróżniczo-lifestylowy

seashelllove

Z miłości do muszelek i niebanalnej biżuterii

RomanticSugar94

„Styl to sposób na zamanifestowanie tego, kim jesteś, bez konieczności mówienia”. – Rachel Zoe

%d blogerów lubi to: