Kolejna wizyta

Właśnie dobiegł końca mój pobyt w ojczyźnie. Jak każdego roku spędziłem tutaj trochę czasu poruszając się między domami rodziców i teściowej. Rownież i w tym roku nie zabrakło spotkań ze znajomymi, których kwintesencją były okrągłe urodziny bardzo bliskiego kolegi. Dzięki temu udało nam się spotkać większą paczką a, że przy okazji odbył się mecz Polaków z Duńczykami to i emocje zdecydowanie były większe. Wszyscy znamy się długo albo jeszcze dłużej nie musimy więc niczego udawać, ot jesteśmy tacy jacy jesteśmy ze wszystkimi naszymi plusami i minusami. Chociaż kalendarz pracuje nad nami to jednak kolejne jego kartki traktujemy bardziej jako cyfry, które są bez wpływu na nasze samopoczucie. Większość z naszej grupy mieszka w kraju, to jednak nie ma większego znaczenia bo świat się dzisiaj bardzo zmienił a przede wszystkim skurczył. Jerzy, którego urodziny właśnie świętowaliśmy podpadli nam niemiłosiernie bo przewidywał zwycięstwo Danii. Potem się jednak okazało, że zrobił to wiedząc, że gdy typuje pesymistycznie to Polska na ogół wygrywa a gdy jest optymistą to mecz zamienia się w wizytę u dentysty. To rownież znalazło swoje potwierdzenie w meczu z Armenią. Będę więc namawiał kolegę Jurka do bycia pesymistą w zbliżającym się meczu z Rumunią.

Dobrze jest spotkać się z ludźmi, którzy w jakiś tam sposób zapisali się w naszej pamięci po jej pozytywnej stronie. Wcale nie ograniczaliśmy się do wspomnień a powiedziałbym wręcz przeciwnie celebrowaliśmy dzień dzisiejszy, on też może być kolorowy. Wcześniej spotkaliśmy się na rzeszowskim rynku przy kuflu piwa podczas dni bluesa. Pogoda była paskudna ale gdy na scenę wyszła Małgorzata Ostrowska i przeniosła nas w czasy szklanej pogody jakby niespodziewanie zrobiło się cieplej a może nawet gorąco. Zrobiło nam się niebiesko i to wcale nie od telewizorów. Och Małgocha śpiewaj, śpiewaj byle długo.                             

Dobrze było też odwiedzić rodziców. Im nie bardzo podobają się moje wybory w szczególności związane z moim aktualnym adresem, patrzą na to jednak ze zrozumieniem. Jeszcze parę lat temu każdy mój wyjazd był małą traumą dla nas wszystkich. To rownież się zmieniło bo przecież wrócę tu za rok. I tak już musi zostać bo każdy z nas ma prawo do swoich wyborów.                                      

Jestem fanatykiem kina i na obczyźnie brakuje mi naszej rodzimej produkcji. Moja siostra zna tą moją słabość. Miałem zatem możliwość dzięki niej obejrzenia Wołynia, Ostaniej rodziny i Krótkiej historii o morderstwie. Wołyń definitywnie zrobił na mnie największe wrażenie. Pewnie jednak nie dlatego, że wreszcie ktoś odważył się coś powiedzieć na ten temat ale dlatego, że rodzicielka mojej żony przeżyła to na własnej skórze. Inaczej jednak słyszeć a inaczej widzieć. Obraz to wielka siła. Opowieści teściowej nabrały zatem jak rzesz okropnego wizualnego kształtu. Ona sama żyje dzisiaj po udarze w innym świecie. Może to i lepiej.   

Sześć tygodni przeminęło szybciej niż się spodziewałem. Chociaż polityka niezłomnie próbowała zakłócić rytm mojej wizyty, starałem się jednak ją marginalizować. I na zakończenie mojej wizyty pomyślałem sobie: och jak byłoby dobrze gdyby wszystkich polityków udało usunąć się z naszej przestrzeni i wymazać tak jak nieudany rysunek. Wszystko byłoby prostsze i piękniejsze. Niestety mało to realne ale pomarzyć zawsze można.

Reklamy