Kolejna wizyta

Właśnie dobiegł końca mój pobyt w ojczyźnie. Jak każdego roku spędziłem tutaj trochę czasu poruszając się między domami rodziców i teściowej. Rownież i w tym roku nie zabrakło spotkań ze znajomymi, których kwintesencją były okrągłe urodziny bardzo bliskiego kolegi. Dzięki temu udało nam się spotkać większą paczką a, że przy okazji odbył się mecz Polaków z Duńczykami to i emocje zdecydowanie były większe. Wszyscy znamy się długo albo jeszcze dłużej nie musimy więc niczego udawać, ot jesteśmy tacy jacy jesteśmy ze wszystkimi naszymi plusami i minusami. Chociaż kalendarz pracuje nad nami to jednak kolejne jego kartki traktujemy bardziej jako cyfry, które są bez wpływu na nasze samopoczucie. Większość z naszej grupy mieszka w kraju, to jednak nie ma większego znaczenia bo świat się dzisiaj bardzo zmienił a przede wszystkim skurczył. Jerzy, którego urodziny właśnie świętowaliśmy podpadli nam niemiłosiernie bo przewidywał zwycięstwo Danii. Potem się jednak okazało, że zrobił to wiedząc, że gdy typuje pesymistycznie to Polska na ogół wygrywa a gdy jest optymistą to mecz zamienia się w wizytę u dentysty. To rownież znalazło swoje potwierdzenie w meczu z Armenią. Będę więc namawiał kolegę Jurka do bycia pesymistą w zbliżającym się meczu z Rumunią.

Dobrze jest spotkać się z ludźmi, którzy w jakiś tam sposób zapisali się w naszej pamięci po jej pozytywnej stronie. Wcale nie ograniczaliśmy się do wspomnień a powiedziałbym wręcz przeciwnie celebrowaliśmy dzień dzisiejszy, on też może być kolorowy. Wcześniej spotkaliśmy się na rzeszowskim rynku przy kuflu piwa podczas dni bluesa. Pogoda była paskudna ale gdy na scenę wyszła Małgorzata Ostrowska i przeniosła nas w czasy szklanej pogody jakby niespodziewanie zrobiło się cieplej a może nawet gorąco. Zrobiło nam się niebiesko i to wcale nie od telewizorów. Och Małgocha śpiewaj, śpiewaj byle długo.                             

Dobrze było też odwiedzić rodziców. Im nie bardzo podobają się moje wybory w szczególności związane z moim aktualnym adresem, patrzą na to jednak ze zrozumieniem. Jeszcze parę lat temu każdy mój wyjazd był małą traumą dla nas wszystkich. To rownież się zmieniło bo przecież wrócę tu za rok. I tak już musi zostać bo każdy z nas ma prawo do swoich wyborów.                                      

Jestem fanatykiem kina i na obczyźnie brakuje mi naszej rodzimej produkcji. Moja siostra zna tą moją słabość. Miałem zatem możliwość dzięki niej obejrzenia Wołynia, Ostaniej rodziny i Krótkiej historii o morderstwie. Wołyń definitywnie zrobił na mnie największe wrażenie. Pewnie jednak nie dlatego, że wreszcie ktoś odważył się coś powiedzieć na ten temat ale dlatego, że rodzicielka mojej żony przeżyła to na własnej skórze. Inaczej jednak słyszeć a inaczej widzieć. Obraz to wielka siła. Opowieści teściowej nabrały zatem jak rzesz okropnego wizualnego kształtu. Ona sama żyje dzisiaj po udarze w innym świecie. Może to i lepiej.   

Sześć tygodni przeminęło szybciej niż się spodziewałem. Chociaż polityka niezłomnie próbowała zakłócić rytm mojej wizyty, starałem się jednak ją marginalizować. I na zakończenie mojej wizyty pomyślałem sobie: och jak byłoby dobrze gdyby wszystkich polityków udało usunąć się z naszej przestrzeni i wymazać tak jak nieudany rysunek. Wszystko byłoby prostsze i piękniejsze. Niestety mało to realne ale pomarzyć zawsze można.

Cmentarne hieny

Nie byłem do końca przekonany czy zamieszania wokół kolejnej ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej można porównać do działań, które przypisuje się hienom cmentarnym. Samo określenie napewno bardziej kojarzy sie z szabrownikami grobów niż z inną kategorią ludzi. Po co jednak Wikipedia? Zaglądnąłem zatem do niej i znalazłem takie oto określenie tej niewątpliwie obrzydliwej działalności:

„Obecnie epitet hiena cmentarna odnosi się ogólnie do osób żerujących na cudzym nieszczęściu, bogacących się na ludzkiej krzywdzie, ale zbyt tchórzliwych by działać jawnie. Osoby niehonorowe, pazerne, członków rodziny walczących zbyt zachłannie o schedę po zmarłym. Afery związane z nieetycznymi działaniami zakładów pogrzebowych spowodowały, że przedstawiciele tego zawodu bywają również określani „hienami” lub „sępami”.

Po przeczytaniu tej definicji nie mam już żadnych wątpliwości, że ekshumacja, której dopomina się prezes to nic innego tylko cmentarny hienizm.  Czy ktokolwiek ma jeszcze złudzenia, że kolejne wydobycie i odkrycie ciał, rozbieranie i pobieranie próbek, ruszanie i odświeżanie pamięci rodziny może jeszcze wnieść coś nowego w temacie przyczyn katastrofy? Chyba tylko prezes i główny śledczy mają nadzieje, że te sponiewierane ciała przemówią. Wmawiając ludziom brednie i karmiąc społeczeństwo wyssanymi z palca bzdurami, oboje schowali się za plecami prokuratora, na którego zlecenie owe ekshumacje mogą sie odbyć. Jak bardzo trzeba nienawidzić aby nie pozwolić spocząć w spokoju własnemu bratu? Przykre i smutne są rownież wypowiedzi ludzi, którzy obawiają się, że w ich rodzinnym grobie mógł zostać pochowany ktoś inny. Nie chce ich krytykować bo zdaje sobie sprawę, że emocje w takich sytuacjach napewno są ogromne. Czyż jednak nie modlitwy się o zbawienie duszy? Ciało jest rzeczą wtórna a duszy w żadnym z grobów już nie ma. Ile zła musi nosić w sobie człowiek w tak perfidny sposób grający na emocjach bliskich? Nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia potrzeby kolejnej ekshumacji, nie ma żadnych przesłanek mogących uzasadnić taką potrzebę. Wendeta stała się myślą przewodnią prezesa, myślą dla której nie ma żadnych świętości nawet ciało brata. Nikt chyba nie ma złudzeń, że to nie prokurator domaga się ekshumacji tylko zimny i wyrachowany człowiek bez honoru, żerujący na cudzym nieszczęściu i ludzkiej krzywdzie ale zbyt tchórzliwy by działać jawnie. I na tym właśnie polega tragizm sytuacji naszego kraju, że rządzący kierując się nienawiścią lidera zabili w sobie wszystko co ludzkie.

Prezydent do zadań specjalnych

Czy ktoś zauważył, ze nasz pierwszy obywatel wziął udział w obchodach rocznicowych wydarzeń na Węgrzech? Rocznica była okrągła bo sześćdziesiąta i biorąc pod uwagę wpływ polityki węgierskiej na naszą, sam gromowładny chciał w owych obchodach wziąć udział. Nie pełni on niestety żadnej oficjalnej funkcji w państwie a role pierwszych sekretarzy juz dawno odeszły w niepamięć. Niemając innego wyjścia, dla podkreślenia wagi rocznicy, Don Cachiore wysłał zatem samego prezydenta. Ten chociaż niewiele wie o tamtych wydarzeniach bo przecież na świat przyszedł znacznie pózniej, natychmiast udał się do warszawskiego IPN gdzie dowiedział się o owych okropieństwach. Don Cachiore aczkolwiek pamięta mgliście owe czasy bo pochłonięty był robieniem kariery filmowej, wie jednak, że Don Vito Orban miał w nich swój udział, co zresztą zostało potwierdzone przez IPN-owskich histeryków. Dzięki tym wszystkim zbiegom okoliczności mogliśmy się dowiedzieć, że jednak mamy prezydenta i chociaż w kraju niewiele znaczy to dla podkreślenia wagi czegoś tam gdzieś tam doskonale się nadaje. Wygłosił nawet, jak donoszą środki masowego przekazu, mocne przemówienie tyle, że poza naszą i podejrzewam węgierską prasą nikt tego nie zauważył. W swoim przemówieniu z ubolewaniem zauważył, że Europa nie rozumie ani Polski, ani Węgier. Osobiście mam wrażenie, że prezydent chyba nie bardzo jest na bieżąco. Z tego co się pisze, Stany Zjednoczone też obu krajów nie rozumieją a są one przecież poza Europą. Nie wiem jak to jest na Węgrzech ale biorąc pod uwagę poparcie dla partii rządzącej oscylujące w okolicach 30% wynika mi, że w granicach 70% Polaków tez nic z tego co się dzieje w naszym kraju nie rozumie. Podobno pierwszy obywatel miał wręczyć premierowi Węgier list osobisty od naszego gromowładnego. Sugeruje on w nim, że w celu dobrej zmiany na Węgrzech dobre byłoby obchodzenie miesięcznic poświęconych tym odległym wydarzeniom. Zgodnie z jego spostrzeżeniami, bazując na naszych doświadczeniach, to jednoczy naród. Dobre rownież byłoby, jak podkreśla nasz wódz, dotarcie do wszystkich grobów i przeprowadzenie ekshumacji co z pewnością rzuciłoby nowe światło na te okrutne wydarzenia. Nie wiem jak się do tego ustosunkuje Don Vito, martwi mnie jednak fakt, że Don Cachiore myli prezydenta z listonoszem. Co gorsze, ten tego nie zauważył. 

Nowy, stary prezes

Groteskowo aczkolwiek zgodnie z oczekiwaniami zakończył konkurs, który miał wyłonić nowego prezesa naszej telewizji narodowej. Parę miesięcy temu na wniosek członkini Rady Mediów Narodowych Joanny Mgła Lichockiej odwołano z tej funkcji Jacka Kurskiego. Radzie nie podobał się kierunek jakim podążał szef telewizorni i oceniając go negatywnie członkowie jej sądzili, że odwołując nieudolnego prezesa spełniają swoje statutowe obowiązki. Nie wzięli jednak pod uwagę, że od oceniania to oni tak naprawdę nie są. Oni to tylko twarze, których na swoje potrzeby używa jego wysokość Jarosław Wszechwładny i to on decyduje kto się nadaje a kto nie. Widać pani Lichocka oraz pozostali członkowie rady mediów i w tym temacie byli kompletnie zamgleni podejmując decyzje bez wcześniejszego ustalania ze znawcą spraw wszelkich. Mogli przypłacić to utratą stanowisk bo gromowładny ma takie uprawnienia. On może powołać, odwołać, rozwiązać, utworzyć według własnego widzi mi się. Dotarło to do członków krnąbrnej rady i szybko znaleziono metodę na rozwiazanie problemu. Ogłoszono zatem konkurs na stanowisko szefa telewizji, przy czym uznano, że w owym konkursie udział wziąć może nieudacznik, którego właśnie odwołano. Posypały się zatem podania zainteresowanych do objęcia intratnej funkcji, niektórym pewnie nawet się wydawało, że mają szanse. Rada mediów, kierując się troską o jakość programową telewizorni z olbrzymim zaangażowaniem wzięła się do przeglądania podań wszystkich aplikantów. Mogę tylko domyślać się, że wybór był trudny bo kwalifikanci reprezentowali wysoki jeśli nie najwyższy poziom. Presja też musiała być potężna bo przecież z wyżyn swojego stanowiska obradom rady przyglądał się gromowładny we własnej osobie i kolejnej pomyłki by pewnie nie zdzierżył. Zgodnie zatem z jego życzeniem wygrał stary, odwołany prezes bo merytorycznie prezentował najwyższe kwalifikacje. On to bowiem gotów jest odrąbać rękę, która na władcę absolutnego śmiałaby podnieść się w niecnym zamiarze.  Takich ludzi się nie odwołuje. Zrozumiała to rownież Joanna Mgła Lichocka, która jako wnioskodawczyni odwołania Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa teraz doznała niespodziewanego olśnienia głosując za ponownym go powołaniem. Widać, że inne kandydatury musiały być naprawdę kiepskiej jakości. 

Tematy zastępcze

Ostatnie posunięcia rządu nie cieszą się zbytnim poparciem. Mało tego mam wręcz wrażenie, że coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać prawdziwe oblicze naszych wybrańców. Przeciągając w nieskończoność spór o Trybunał Konstytucyjny, zamęczyli wszystkich swoim bezgranicznym impertynenctwem i brakiem poszanowania konstytucji. Wygląda na to, że ta metodologia będzie kontynuowana w przyszłości. Totalnym fiaskiem zakończyła się proponowana ustawa o aborcji, która doprowadziła do czarnych protestów. Niby ustawa została cofnięta do dalszych prac ale z wypowiedzi liderów jasno wynika, że zmian wielkich w niej nie należy sie spodziewać. Jeszcze nie ucichły głosy z nią związane a już nauczyciele krytykują pomysły szefowej specjalistki od edukacji. Jakby tego było mało ministerstwo sprawiedliwości chce weryfikować sędziów co budzi ich sprzeciw. Ale to wszystko nic w porównaniu z tym co wyprawia Antoni Wielki Shogun z Ministerstwa Obrony. Tak rozeźlił żabojadów, że ich prezydent odwołał wizytę w Polsce. Cieszą się za to jankesi bo teraz ichni helikopter podniesie wartość bojową polskiej armii. Było to poniekąd do przewidzenia bo przecież były doradca naszego Shoguna niejaki Edmund Janniger studiuje właśnie w Stanach.  Niestety ich prezydent nie zamierza odwiedzić z tego powodu naszego kraju bo jego bardziej martwi stan polskiej demokracji niż macierewiczowe podlizywanie. Nie ma zatem powodów do radości demokratycznie wybrana władza. Od czego są jednak tematy zastępcze, których nie brakuje. Odżywają zatem jak grzyby po deszczu wszystkie niezałatwione sprawy, za które można obwinić poprzedników. Amber Gold, frankowicze, afera taśmowa, reprywatyzacja no i oczywiście dobry na wszystkie bóle Smolensk. Wiele z tych spraw pewnie powinno zostać wyjaśnionych, zastanawia jednak cisza wokół nich dotąd dopóki rządowi na czymś nie powinie się noga. Właśnie wtedy wypływają ze zdwojoną siłą wszystkie brudy, które pozwalają społeczeństwu uwierzyć, że władza trzyma rękę na pulsie. Ten puls to oczywiście słupki poparcia: jak są wysoko to załatwiamy swoje sprawy, jak opadają to atakujemy poprzedników. Najlepszym na to przykładem są rewelacje, którymi karmi swoich poddanych Wielki Shogun z MON. Oto, po sześciu latach obecności tego nagrania na YouTube, wpadł na trop rozmowy pomiędzy premierami Rosji i Polski, która miała miejsce parę godzin po katastrofie. Z owego nagrania jednoznacznie wynika, że rozbitym samolotem pilotował Tusk, który przed katastrofa się katapultował a na ziemi czekał już na niego Putin, który potem przeflancował go do Warszawy. Nie na darmo zwierzchnik naszych sił zbrojnych jest rozhisteryzowanym historykiem, ktoś przecież musi wyprostować nasze najnowsze dzieje. I tak sobie myślę; może to i dobrze, że partią Shoguna rządzi prezes bo mogłoby się okazać, źe stolicą Polski jest Piotrków Trybunalski. 

Znasz li ten kraj w Europie

Niemcy kiedyś kraj ów zaatakowali

Teraz niby przyjaciółmi się ostali

Francja z Anglia pomoc obiecały
I słowa nie dotrzymały
Rosja z okupacji kraj ten wyzwoliła
Zaraz potem swe porządki wprowadziła
Przez co zaliczana jest do wrogów
W przeciwieństwie do zachodnich bogów
Ukraina za nim nie przepada
Choć udaje, że tak nie wypada
Litwa trzymać się z daleka woli
Bo historia ciągle tamtą władze boli
Choć po drugiej stronie morza Szwecja
Szwedom bliższa zda się Grecja
Rządu oraz ludzi z Białorusi
Do przyjaźni z tym sąsiadem nikt nie zmusi
Czesi i Słowacy niby obojętni
Bo biedniejsi, mniej majętni
Kogokolwiek w Europie o ten kraj zapytasz
Każdy mimowolnie się za głowę chwyta
Bo tym krajem rządzą chciwe wrony
W centrum, z lewej oraz prawej strony
Rządzić nie umieją, pierwsi za to w oskarżaniu
I poprzedniej władzy błędów wytykaniu
Co jest dobrem a co złem, nikt juz tutaj nie wie
Politycy wymieszali wszystko niczym garnki w zlewie.
Naród cały skołowany chodzi
Ludzie starsi oraz ci co jeszcze młodzi
Kazdy myśląc, drapie się po głowie
„Z czym dzisiaj wyskoczą szanowni posłowie”
Władza tutaj w Stany dzisiaj zapatrzona
I na kraje w Europie obrażona
Mało kto traktuje dziś ten kraj poważnie
Jaka nazwa tego kraju? A to Polska właśnie.

Jak poradzić sobie z problemem aborcji.

„Nie ustaje walka na temat aborcji. Komisja sejmowa pracuje nad poprawkami, panie strajkują i od czasu do czasu ktoś coś powie mądrego. Nawet sam prezes zajął stanowisko w tej jakże drażliwej kwestii. Jemu też jest cieżko, sam na sprawie nie bardzo się zna, czuje jednak presję z Torunia, czuje też presję potencjalnych wyborców. Słupki poparcia opadły po pierwszym czytaniu ustawy ale tego zdają się nie rozumieć ekstremiści antyaborcyjni. Nasz pierwszy polityk to jednak stary lawirant, toteż kombinuje jak tu zadowolić niechętne jego pomysłom kobitki. Polega to na tym, że rzeknie coś tam i patrzy czy panie są dalej niezadowolone. Po takiej właśnie próbie panie zgotowały szanownemu pomysłodawcy „serenadę” gwizdów pod oknami jego własnego mieszkania. Mnie jednak jakoś mało to interesuje. Bardziej zdało mi się ciekawe kim są ci domagający się całkowitego zakazu aborcji. Nie chodzi mi o nazwiska, bardziej o grupy społeczne jakie reprezentują. Po wgłębieniu się w tą tematykę wyszło mi, że gros tych obrońców życia pochodzi z trzech rożnych grup, które postaram się tu przedstawić a może i trochę scharakteryzować. Nie mam tu jednak nikogo konkretnego na myśli zatem wszelkie podobieństwa są totalnie przypadkowe.

Grupa pierwsza to starzy lub zatwardziali kawalerzy. Wielu z nich, chociaż nie mają nic przeciwko samym zbliżeniem seksualnym, zdecydowało się na poświęcenie swojego życia krajowi. Wiedząc o tym, że taka decyzja uniemożliwi im bycie dobrymi mężami i ojcami postawili na bycie kawalerami, bo dla dobra ojczyzny gotowi są oddać całe swoje życie, przynajmniej tak długo jak długo ojczyzna za to im nieźle płaci. Ich stosunek do dzieci określiłbym jako obojętny.
Grupa druga to zwolennicy celibatu. W przeciwieństwie do kawalerów ci goście odżegnują się od jakiekolwiek seksu, czują po prostu wstręt do tego aspektu samczego życia. Są jednak wyjątkowymi znawcami prokreacji i wszystkich tajników z nią związanych. Czasami aż dziw bierze skąd ta wiedza. Na teoriach życia seksualnego ludzie ci już dawno potracili zęby, ciągle jednak mają w tych sprawach coś odkrywczego do powiedzenia. Stosunek tego grona do dzieci nazwałbym niekoniecznie obojętnym.
Ostatnia grupa to kobitki, z którymi nikt nie chce współżyć. Nie ze względu na urodę ale po prostu z faktu, że samców jest mniej. Nie mają one nic przeciwko pożyciu seksualnemu jednak będąc w tym aspekcie ignorowane czują, że ich obowiązkiem jest przypomnienie wszystkim innym członkiniom płci pięknej, że seks to żadna przyjemność a każde współżycie ma wieść do prokreacji. Cieżko z tą grupą dojść do porozumienia bo nie mając żadnego doświadczenia ubzdurała sobie, że mają wystarczającą wiedzę teoretyczną. Kochają wszystkie dzieci bo to przecież nie ich.
Tak z grubsza widzę nasze środowisko antyaborcyjne. Mając to na uwadze proponuję wszystkim paniom, zwolenniczkom aborcji, aby przemyślały swój stosunek do owego zabiegu. Może gdybyście szanowne panie zamiast myśleć o seksie zechciały poświecić swoje życie ojczyźnie i zrezygnowały z zakładania rodzin to i może na problem aborcji  spojrzałybyście bardziej krytycznie? A może drogie panie zechciałybyście żyć w całkowitej czystości? Przecież ten seks to tak naprawdę nic specjalnego i prawdę mówiąc kompletnie przereklamowany. Jeśli jednak ani jedna z was nie chciałaby poświecić się żadnej z powyższych dwóch idei i na dodatek nie brakuje wam adoratorów, z którymi niekoniecznie lubicie miłosne igraszki, no to już wasz problem. I proszę mi się tutaj nie zasłaniać gwałtem tylko rodzić, rodzić i jeszcze raz rodzić. Poza tym powinien to być wasz patriotyczny obowiązek, za który dostajecie przecież po pięć stów na dzieciaka. Przestańcie wreszcie dokuczać rządowi bo ten jak zaznaczył pewien minister od zagranicy ma ważniejsze sprawy na głowie.

Głupie faule, głupie bramki

„Masakra”, „gdybym wiedział to bym nie oglądał” takie komentarze padały w pociągu, którym wracałem do domu. Mecz oglądałem u znajomego wraz z paroma kolegami. Przed meczem postanowiliśmy dla zabawy wytypować końcowy wynik. Wszyscy zasugerowaliśmy się pogromem Armenii w meczu z Rumunami, który gospodarze przegrali 5:0. Mając to na uwadze sądziliśmy, że grając przed własną publicznością przynajmniej powtórzymy wynik Rumunów. Toteż nasze typy były bardzo optymistyczne. Rzeczywistość okazała się brutalna. Przy odrobinie szczęścia Ormianie mogli nawet wygrać gdyby udało im się wykorzystać świetną kontrę tuż przed zakończeniem meczu. Niewykorzystanie tej sytuacji zemściło się na nich srogo bo w następnej akcji Lewandowski rzutem na taśmę zapewnił nam zwycięstwo. Nasza drużyna zbiera dziś zasłużone cięgi od wszelkiej maści komentatorów i dziennikarzy sportowych. Zagraliśmy słabo sądząc, że przeciwnik będzie stał biernie na murawie prosząc o najmniejszy wymiar kary. Jeśli do tego dołożymy, że przez godzinę graliśmy w liczebnej przewadze to obraz tego spotkanie będzie wyglądał jeszcze bardziej niekorzystnie dla naszej drużyny. Nie zgadzam się do końca ze wszystkimi ocenami naszych zawodników. Dla mnie najbardziej zawodzi Krychowiak i Rybus, który głupim faulem sprokurował sytuacje po, której Ormianie strzelili nam gola. Nie mam aż tyle żalu do Teodorczyka, pomimo zaprzepaszczonych kilku sytuacji, Milik tez ostatnio zawodził ze swoją skutecznością. Napewno Łukasz nie zagrał świetnego meczu tyle, że trener kadry rzadko kiedy dawał mu pograć, stąd może żal mi trochę Teodorczyka bo chyba nie do końca zasłużył na tak surową krytykę. Mnie najbardziej aktualnie razi sposób w jaki tracimy bramki. W trzech meczach strzelono nam pięć goli. Za spotkanie z Kazachstanem winą obarczono Salamona. Z Danią i Armenią juz nie grał a my dalej traciliśmy głupie bramki. Wszystkie one padły po dośrodkowaniach po ziemi, które niewiadomo czego zaczynają nam sprawiać olbrzymie kłopoty.  Tracimy gole w sytuacjach gdy wszystkim się wydaje, że mecz jest już pod naszą kontrolą. Następuje jakieś głupie rozluźnienie i już po chwili mamy do czynienia z katastrofalnymi błędami. Tak było z Kazachstanem, tak było z Danią i nie inaczej było z Armenią. Głupi faul, dośrodkowanie, zamieszanie, nieporozumienie pomiędzy naszymi obrońcami, którzy nie potrafili upilnować ormiańskiego napastnika i kolejna śmiechu warta strata gola. Obrona na mistrzostwach Europy wyglądała na solidną formacje ale kompletnie się rozregulowała. Póki co nasza kadra przez błędy w obronie straciła tylko punkty w Kazachstanie, jednak jeżeli ta sytuacja nie ulegnie poprawie to juz za miesiąc w meczu z Rumunią na wyjeździe możemy nie mieć żadnych powodów do radości. Obym się mylił. Nasza lekkomyślność w obronie to w moim odczuciu aktualnie największa bolączka naszej kadry. Pozostaje jednak optymistą i wierze w dobry występ i wynik naszej reprezentacji w Bukareszcie.

Porozmawiajmy o sumieniu

Wrze walka na wszystko co się da w sprawie aborcji. Po czarnym poniedziałku rząd musiał się wycofać ze swoich pomysłów dotyczących całkowitego zakazu usuwania ciąży. Pomimo marginalizowania protestu przez wielu polityków rządzącej partii, w tym specjalistów od spraw wszelkich, świętej Krystyny i wszystkowiedzącego nawiedzonego Witolda, nie było innego wyjścia jak tylko przekazać projekt do dalszych prac pod czujnym okiem poddanych prezesa. Osobiście nie wierze, że kobiety dokonują zabiegów aborcyjnych w sposób bezmyślny, kierując się przy tym jedynie wygodnictwem życiowym. Być może są takie kobiety. Sądzę jednak, że dla większości kobiet ten zabieg to bardziej konieczność niż chęć ułatwienia sobie życia. Stoję zatem po stronie czarnego poniedziałku bo nie zgadzam się rownież z wszelkiego rodzaju polityką nakazowo-zakazową. Jak taka polityka funkcjonuje przekonali się Amerykanie wprowadzając prohibicję a z bliższej nam historii rownież włodarze PRL-u. Wolność daje każdemu z nas prawo do samodecydowania o sobie i wara komukolwiek od tego prawa. Męczy mnie zatem ta rządowa gra na emocjach a nazywanie protestujących „fanami zabijania dzieci” nie mieści się w kategoriach zdrowego rozsądku. Drażni mnie tez to odwoływanie się do naszego sumienia. A skoro juz o tym mowa to mam parę pytań na ten temat do wszystkich zwolenników wszelkiej maści klauzul sumienia.

Co się stało z waszym sumieniem gdy kłamiecie w trakcie walki wyborczej przyrzekając co się da i komu się da byle tylko przejąć władze?
Co się stało z waszym sumieniem gdy po przejęciu władzy okradacie kraj, rozdajecie stanowiska znajomym bez względu na to czy mają kompetencje czy ich nie maja?
Gdzie podziało się wasze sumienie gdy domagacie się coraz to większych przywilejów dla siebie samych chociaż już dawno żyjecie ponad stan?
Jeśli tak bardzo ważne jest dla was sumienie to po co wam ten cały immunitet?
Gdzie jest sumienie lekarzy, których prywatnych praktyk namnożyło się jak grzybów po deszczu a w przychodniach trzeba czekać na lekarza tygodniami lub jeszcze dłużej?
Gdzie się podziało wasze sumienie gdy każecie sobie płacić za półgodzinną wizytę sto, dwieście a czasem i wiecej złotych?
Czy ta wasza klauzula sumienia nie ma nic przeciwko zmuszaniu często cieżko chorych pacjentów na czekanie w kolejce nawet jeśliby to miało grozić śmiercią? 
Co się stało z sumieniem hierarchii kościelnej, która domaga się od państwa coraz to większych dotacji?
Gdzie jest wasze sumienie, gdy za posługi domagacie się coraz większych datek?
Jak to się dzieje, że wasze sumienie pozwala odmówić pochówku martwemu noworodkowi, bo nie ma sakramentu chrztu?
Czy posiadanie sumienia może pozwolić na likwidacje jednostek użyteczności publicznej tylko dlatego, że znajdują się w budynku, który kiedyś był własnością kościoła?
Mógłbym mnożyć te pytania bez końca. Obawiam się jednak, że aby na nie odpowiedzieć trzeba mieć sumienie. U nas tak się porobiło, że martwimy się sumieniami innych a o swoim zapominamy. 

Smutny dzień

To smutny dzień nie tylko dla polskiej ale i dla światowej kinematografii. Andrzej Wajda zakończył wczoraj dziewiątego października swoją ziemską wędrówkę, która trwała dziewięćdziesiąt lat. Wielki reżyser, z którym identyfikuje się kilka pokoleń aktorów, twórców filmów ale i rownież kinomanów. Pozostawił po sobie mnóstwo niezapomnianych filmów, które wywarły piętno na postrzeganiu polskiego kina na całym świecie. Występowały u niego największe gwiazdy naszych scen: Łomnicki, Englert, Komorowska, Jędrusik, Tyszkiewicz, Łapicki, Zapasiewicz, Janczar, Mikulski, Karewicz, Gliński, Linda, Seweryn, Janda, Pszoniak, Olbrychski, Opania, Nehrebecka, Dykiel, Pieczka czy z młodszego pokolenia Grochowska, Więckiewicz, Chyra, Ostaszewska, Cielecka, Stenka, Żmijewski. To tylko niektóre nazwiska bo nie sposób wyliczyć wszystkich. Andrzej Wajda to historia polskiego kina, jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk na świecie reprezentujących naszą  kinematografię. Fakt przyznania mu Oscara za całokształt świadczy dobitnie o jego wielkości  i respekcie jakim cieszyła się jego twórczość poza granicami naszego kraju. Andrzej Wajda był znamienitym Polakiem. Nie mnie oceniać jakim był człowiekiem bo od tego jest nasz stworzyciel. Nie mnie oceniać jego dorobek bo od tego są krytycy filmowi. Pewny jednak jestem, że pan Andrzej rozsławił nasz kraj poza jego granicami tak jak mało kto. Nie dziwią mnie zatem kondolencje napływającego z całego świata. Nie dziwią mnie artykuły na jego temat w prasie zagranicznej podsumowujące życie naszego reżysera. Andrzej Wajda nie był zwykłym obywatelem naszego kraju. Ludzie jego pokroju rozsławiają swoje kraje poza ich granicami, kreując zainteresowanie swoim państwem. Pan Andrzej to jedna z naszych ikon i takim już pozostanie. Smutny zatem był ten wczorajszy dzień bo odszedł wielki Polak. Smutniejszy jednak jest brak jakiegokolwiek słowa ze strony naszych władz. Ogólnikowe wpisy z kancelarii prezydenta i od ministra kultury każą mi sądzić, że zmarły nie należał do ich faworytów. Mało mnie interesuje czy poglądy Andrzeja Wajdy odpowiadały naszym rządzącym. Mało mnie interesują bieżące kłopoty rządu. Aby wychowywać młodych ludzi w szacunku do kraju, trzeba wznieść się ponad głupie uprzedzenia i ten szacunek pokazać kiedy istnieje ewidentna tego potrzeba. Nie sądzę aby pan Andrzej gdzieś tam z góry specjalnie się tym przejmował. Mnie jednak smutno, podwójnie smutno.