Środkowy palec

Pokazał środkowy palec sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie prezesowi rządzącej partii. On i jego partia ubiegali się o przeprosiny od Gazety Wyborczej za artykuł dotyczący ułaskawienia przez prezydenta Andrzeja Dudę skazanego nieprawomocne Mariusza Kamińskiego byłego szefa CBA. W swoim artykule dziennikarz wytknął prezydentowi stawianie siebie, swoich kolegów oraz działaczy partyjnych ponad prawem sygnalizując jednocześnie służbom specjalnym, że one żadnych sądów bać się nie muszą. W konkluzji autor stwierdził, że tak działa państwo mafijne a nie demokratyczne. Obruszyło to do żywego szanownego guru i poskarżył się do sądu, że naruszono jego stronnictwa dobra osobiste. W dobie gdy Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym jest poddany prezesa wydawać by się  mogło, że Gazeta Wyborcza musowo swe oskarżenia odszczekać będzie musiała. Tymczasem pan sędzia nie przestraszył się piastującego obie funkcje partyjnego wasala prezesa i powództwo oddalił powołując się na konstytucyjną wolność prasy. Prezes od dawna ma już pare problemów z konstytucją naszego kraju o czym już niejednokrotnie informował w swoich orzeczeniach Trybunał Konstytucyjny. Niezawisłość sądów od dawna nie daje mu spać po nocach a teraz jeszcze wolność prasy. Pan Jarosław mocno stał na straży i bronił tegoż właśnie prawa dziennikarzy kiedy Wprost opublikował taśmy z afery podsłuchowej. Działania ówczesnego rządu wobec gazety określił jako skandaliczne stwierdzając miedzy innymi:”Musimy obronić wolność słowa w Polsce, musimy obronić polską demokrację” zaznaczając dalej:”Mamy do czynienia z bezpośrednią akcją skierowaną przeciwko wolności słowa, jednemu z najbardziej podstawowych praw demokratycznych, prawa, które jest zawarte w konstytucji”. A ponieważ prezes lubił mieszać z błotem ówczesny rząd to na zakończenie dodał: ”  Społeczeństwo, Polacy mają prawo do wiedzy o tym, kto nimi rządzi, jak nimi rządzi. Rząd pokazał twarz kogoś, kto nie mieści się już w ramach demokracji, kogoś, kto jest demokracji wrogiem, kto demokrację niszczy”. To nie są cytaty wyjęte z kontekstu lecz dosłowne zdania wypowiedziane przez prezesa. No i jak tu pogodzić wniesienie sprawy do sądu przeciwko Gazecie Wyborczej z tymi stwierdzeniami pana Jarosława? Pogodzić się tego nie da. Wniosek nasuwa się tylko jeden, że źle pisać można tylko o przeciwnikach prezesa, od niego i jego partii wara. W tym wszystkim szkoda mi warszawskiego sędziego bo jak miał okazje przekonać się  pan w todze, który skazał Mariusz Kamińskiego takich pomyłek władza nie zapomina. 

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1156077,ABW-w-redakcji-Wprost-Jaroslaw-Kaczynski-musimy-obronic-polska-demokracje

Reklamy

Igrzyska, igrzyska i po igrzyskach

Dobiegły końca igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Nieco ponad dwa tygodnie emocji już za nami. Jestem entuzjastą sportu toteż owe dwa tygodnie spędziłem praktycznie przed telewizorem. Mieszkając w tej samej strefie czasowej mogłem sobie pozwolić na oglądanie większości wydarzeń na żywo bez zarywania nocy. Starałem się oczywiście koncentrować na dyscyplinach, w których występowali Polacy chociaż nie było to łatwe bo oczywiście tutejsze stacje telewizyjne koncentrowały się przede wszystkim na występach zawodników z Ameryki Południowej. Udało mi się jednak obejrzeć na żywo mecze piłkarzy ręcznych, siatkarzy, finał piecioboju, walkę naszej zapaśniczki o brązowy medal i oczywiście wszystkie finały lekkoatletyczne. Szkoda mi było przede wszystkim piłkarzy ręcznych bo swoją szanse na medal pogrzebali w meczu z Danią. Mam wrażenie, że gdyby Karol Bielecki zagrał tak jak z Chorwacją a od początku bronił Wyszomirski zamiast Szmala to moglibyśmy wygrać. Niezależnie od tego mecze z Chorwacją i Danią były niesamowicie emocjonujące i należy się naszym szczypiornistą wielki szacunek za to co osiągneli zwłaszcza po bardzo mizernym starcie. Szkoda, że trener naszej reprezentacji jest atakowany przez kibiców a już kompletnie niezrozumiałe jest czepianie się jego pochodzenia. Mam nadzieje, że będzie kontynuował prace na swoim stanowisku na przekór prymitywnym zaściankowiczom. Rozczarowali niewątpliwe siatkarze, zapaśnicy, bokserzy, ciężarowcy. Zwłaszcza ci ostani skompromitowali nasz sport aferami dopingowymi. Swietnie wrażenie pozostawili po sobie lekkoatleci z niesamowitą Anitą Włodarczyk. Zawiedli napewno Paweł Faidek i Kamila Lićwinko myśle jednak, że olimpiada to takie specjalne zawody i czasem cieżko jest unieść presje z tym związaną. Poza tym gdyby wszyscy faworyci wygrywali to nie byłoby to aż tak interesujące. Szkoda mi Joanny Jóźwik bo pobiegła rewelacyjnie. Niestety rywalki naszej biegaczki, które wygrały medale to niby fizjologicznie kobiety z tą małą różnicą, że mają wysoki poziom hormonów męskich, które powodują, że są one wytrzymalsze. Problem ten nie będzie łatwy do rozwiązania. W moim przekonaniu, w dobie coraz częstszych problemów na tle hormonalnym, może uzasadnionym byłoby stworzenie osobnej grupy zawodników, którzy rywalizowaliby pomiędzy sobą. Mężczyźni o cechach kobiecych i kobiety o cechach męskich niech walczą miedzy sobą. Ale to pewnie niepoprawne politycznie myślenie i pewnie nigdy do tego nie dojdzie.

Igrzyska jeszcze raz pokazały, że sport dzisiaj to business. W klasyfikacji medalowej dominowali Amerykanie, Chińczycy, Niemcy czyli państwa o najwiekszych dochodach. Sport dzisiaj to wielkie nakłady pieniężne, to specjalne odżywianie, to różnorodne generacje suplementów diety, to bogaci sponsorzy. Nie wystarczy juz tylko trening, potrzeba psychologów, specjalistów odnowy biologicznej i całej masy innych fachowców. Jednocześnie coraz to nowe dyscypliny pojawiają się w programie zawodów, niektóre z nich bez żadnego uzasadnienia. Organizacja igrzysk to coraz bardziej kosztowne przedsięwzięcie toteż nie dziwi mnie oburzenie i sprzeciw mieszkańców krajów, które podjęły się ich organizacji. Rio de Janeiro to jedno z najniebezpieczniejszych miast Brazylii, brakuje pieniędzy na rozwiazanie wielu problemów społecznych a jednak stać ich było na igrzyska. Nie jestem pewny czy kolejność spraw do załatwienie była w tym przypadku uzasadniona. Jeśli koszt przeprowadzenia tych zawodów będzie konsekwentnie rósł to sądzę, źe wkrótce żaden kraj nie będzie mógł sobie na nie pozwolić. Nie podoba mi się rownież fakt dopuszczenia do igrzysk milionerów z NBA i zawodowców tenisa. Wolalbym osobiście dać szanse sportowcom głodnym sukcesów albo tym którzy uzyskując dobre wyniki rokują szanse na przyszłość. Rozumiem, że widzów przyciągają wielkie nazwiska gdzieś jednak musi być jakaś granica. Wydaje mi się, że piłka nożna wybrała dobrą drogę limitując wiek, jednocześnie pozwalając na określona liczbę starszych zawodników. 
Olimpiada jeszcze raz pokazała jak ważna częścią naszego życia jest sport. Wszelkie spory, kłótnie, problemy międzynarodowe i waśnie wewnętrzne poszły na dwa tygodnie w zapomnienie. Potrzeba nam igrzysk aby oderwać się na chwile od tego brudu jaki funduje nam dzisiejszy świat i chociaż na chwile zapomnieć o problemach życia codziennego. Czas ten jednak minął i pora wracać do realiów dnia powszedniego a one nie napawają optymistycznie.

Gruzińskie zamachy

Z zainteresowanie przeczytałem na Onecie informacje dotyczącą skazania byłego szefa kancelarii śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Aby otrzymać takie stanowisko pan Kownacki musiał cieszyć się zaufaniem byłego prezydenta. Nawet on jednak nie mógł strawić bredni i banialuków dotyczących strzałów na granicy gruzińskiej jakie miały miejsce podczas wizyty Lecha Kaczyńskiego w tym zapalnym punkcie. Wmawiano nam jakoby doszło do zamachu na obu prezydentów, naszego i gruzińskiego. Bazując na ówczesnych informacjach można było domniemywać, że wszystkim tym kierował sam Putin, który ze strachu przed Gruzją i Polską postanowił pozbyć się uciążliwych polityków. Samochody obu prezydentów podobno zostały ostrzelane a oni obaj cudem uszli z życiem. Taka właśnie wersja wydarzeń została upubliczniona i miała obowiazywać jako jedyna i prawdziwa. I pewnie tak by się stało gdyby nie dociekliwi dziennikarze, którym rzeczywistych informacji udzielił właśnie szef kancelarii prezydenta. Dokumenty, których pan Kownacki udostępnił dziennikarzom miały jednak charakter poufny bo prawda o zdarzeniach tej feralnej nocy nie służyła prezydenckiej propagandzie. Dostało się zatem całemu ówczesnemu rządowi z premierem na czele, odwołano paru funkcjonariuszy ochrony, powołano, jak to zwykle u nas bywa, komisje śledcze, podniesiono larum na cały nasz piękny kraj. Ludzie to kupili bo przecież ten Putin to taka wredna karykatura, która od urodzenia czycha na naszą wolność. Nie zdzierżył całej tej hućpy pan Kownacki i „sypnął” dokumentami zawierającymi prawdziwy przebieg wydarzeń. Wyszło na to, że nikt nie strzelał do samochodów tylko pogranicznicy strzelali w górę aby zatrzymać zbliżające się samochody i nie byli to wcale Rosjanie. Wredni dziennikarze upublicznili ową niewygodną prawdę nie wydając swojego źrodła. Sprawą zajęło się sadownictwo Rzeczypospolitej, ustalając sobie tylko dostępnymi środkami kto dopuścił się wyświetlenia prawdy. Uznany został zatem pan Kownacki za winnego popełnienia przestępstwa, które nie wiadomo dokładnie na czym polegało. Czyżby udostępnianie prawdy niewygodnej dla elity było przestępstwem? Jak to się dzieje, ze opublikowanie prywatnych i nielegalnie nagranych rozmów kawiarnianych jest słuszne i sprawiedliwe a prawda o wydarzeniach na granicy gruzińskiej juz tak traktowana być nie może?

Za parę lat wreszcie się okaże, że w Smoleńsku doszło do zwykłego wypadku lotniczego. Póki co to stwierdzenie nie jest wygodne miłościwie nam panującym.
I tak sobie pomyślałem, ech gdyby tak śp. Prezydent Nixon miał takie „demokratyczne” sadownictwo w swoim kraju to zapewne nie musiałby rezygnować ze swojej prezydentury i nikt nigdy nie odwiedziłby się o Water Gate. 

Oaza spokoju

Guayaquil to największe ekwadorskie miasto. Tutaj zawsze lądujemy wracając do domu. Stąd, z uwagi na ilość bagaży, do domu zamawiamy prywatny transport. Guayaquil to port czyli znajduje się na poziomie morza. My musimy się wspiąć po wyjezdzie z miasta na trzy tysiące metrów powyżej poziomu. Podróż z Guayaquil do Cuenki zabiera naM około czterech godzin. Musimy wjechać w Andy gdzie drogi jak w każdych górach wiją się wzdłuż zboczy i praktycznie nie ma możliwości rozpędzenia samochodu bo zakręty prześcigają się nawzajem. Trasa jest bardzo malownicza ze wspaniałymi widokami często jednak widoki ogranicza mgła. Po osiagnięciu wysokości czterech tysięcy dwustu metrów zaczynamy zjeżdżać w dół. Nieco wcześniej znajduje się wjazd do parku narodowego Cajas. Park ten zajmuje około trzydzieści jeden tysięcy hektarów i ciągnie się niemal do samej Cuenki. Park ten to ulubione miejsce wszelkiego rodzaju ludzi którzy lubią góry i wędrówki po nich. Trzeba być jednak przygotowanym na szybko zmieniające się warunki atmosferyczne z gwałtownie opadającą mgłą włącznie. Z tego właśnie powodu nie poleca się niedoświadczonym wędrowcom poruszać się po Cajas bez przewodnika. Cajas to rezerwat przyrody pełen większych i mniejszych jezior. Stąd Cuenca czerpie wodę na swoje potrzeby. Stąd rownież wypływają dwie rzeki, które przepływają przez Cuenkę a pod koniec swojej drogi wpadają do Amazonki. Po wyjezdzie z parku znajdujemy się około pół godziny od centrum Cuenki. Po drodze jednak wciąż przejeżdżamy przez tereny górzyste i wiele miejsc to tereny o restrykcyjnych przepisach do zabudowy. Jednym z takich miejsc jest Mazan, który praktycznie znajduje się już w granicach administracyjnych Cuenki. Mazan bardzo długu był własnością kilku rodzin i dopiero paręnaście lat temu coraz więcej ludzi zaczęło się tutaj osiedlać. Cześć Mazanu jest dostępna do zabudowy. To tu właśnie zdecydowaliśmy się osiedlić. Cieżko się pisze o urodzie jakiegoś miejsca bo tylko naocznie można ten fakt docenić. Inna sprawa, że do takiego opisu trzeba mieć tez zdolności a ja raczej z umysłów ścisłych i opisywanie piękna nigdy mi nie wychodzi. Tak się jednak złożyło, że sąsiad podesłał mi link do filmiku, który traktuje i pokazuje piękno tego terenu. Nie pozostało mi nic innego jak tylko skreślić krótkie wprowadzenie. Zapraszam zatem do Mazanu gdzie gdzieś tam za zakręt pośród drzew i gór stoi nasza oaza spokoju.