Bill Clinton i demokracja w Polsce

Nigdy nie byłem zwolennikiem Billa „Rozporek” Clintona. W Stanach Zjednoczonych ma on jednak całkiem niezła pozycję. Był chyba ostatnim prezydentem, za którego czasów średnia klasa w Stanach coś znaczyła. To jednak on swoimi pomysłami przyczynił się do jej dewaluacji. Po nim było juz tylko gorzej a rządy juniora Busha to osiem lat kataklizmu. Bill i Hillary pozostali, po jego prezydenturze, wciąż na świeczniku. Szanowna Clintonowa została senatorem a potem szefem Departamentu Stanu. Teraz po raz drugi stara się o nominacje partii demokratów do zostania prezydentem Stanów.  I pewnie tę nominacje tym razem dostanie. Bill oczywiście bierze czynny udział w kampanii wyborczej. Nie może być inaczej, przysporzył przecież swojej ślubnej wiele siwych włosów podczas swojej prezydentury zachowaniem z panną Lewinsky. Państwo Clintonowie jako żywo przypominają mi państwo Underwood  z „House of Cards” dla, których władza jest wartością samą w sobie. Bez jej posiadania nie bardzo wiedzieliby co ze sobą zrobić i jak żyć. Demokracja w wydaniu amerykańskim, zwłaszcza w ostatnich lat, to też system mocno wypatrzony. Ich propaganda jednak wmówiła „amerykańcom” i to bardzo skutecznie, że nie ma lepszego systemu, w co zresztą naród wierzył, wierzy i jeszcze długo wierzyć będzie. Wszędzie tam gdzie chcą tą wspaniałą demokrację amerykańską wprowadzić na siłę, przynosi ona więcej szkód niż pożytku. Propaganda rządu polskiego zmierza właśnie w tym samym kierunku. Ujadania Billa na temat stanu polskiej demokracji pewnie nawet bym nie zauważył bo nie jest on w tym względzie dla mnie żadnym autorytetem. Mam wrażenie jednak, że za taki uważa go obecna władza. Naskoczyli zatem na Billa „Rozporka” i ci z ministerstwa spraw zagranicznych, i ci co powiązani są z rządem, i inni zwolennicy dobrej zmiany. Dostało się rownież Billowi od naszego prezydenta. To właśnie spowodowało, że zainteresowałem się wypowiedzią byłego prezydenta USA. W Stanach bardzo znane jest powiedzenie, ze jeśli „coś chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka to to jest kaczka”. Nie jest to żadna dygresja ani chęć ubliżania prezesowi. Każdy może sobie sprawdzić, że takie powiedzenie za oceanem funkcjonuje. Dobre zmiany w Polsce atakują w całej Europie. Krytykują je za oceanem i to nie tylko Bill Clinton ale i inni politycy w tym były kandydat na prezydenta z ramienia partii republikańskiej John McCain. Komisja Wenecka zajęła negatywne stanowisko w sprawie Trybunału a w Parlamencie Europejskim krytyka goni krytykę. Nasz rząd wraz z prezydentem jednak z uporem maniaka twierdzi, że wszyscy się mylą i wszystkich opinie opierają się na pozbawionych weryfikacji faktach. Chmm, może szanowna pani premier właśnie  nadszedł czas aby zdać sobie sprawę, że jest to mało prawdopodobne aby wszyscy się mylili i coś co chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka nią nie było. Tylko czy kogokolwiek stać na takie olśnienie? 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s