Podniebne miłe Lufthansy

Sporo, jeśli to można tak określić, bo dwa razy do roku przemieszczamy się pomiędzy Ameryką Południową, Północną i Europą. Nie jesteśmy fanatykami podróżowania ale w aktualnej sytuacji nie mamy innego wyjścia. Pomyślałem zatem, że dobrze byłoby założyć jedno z tak mocno reklamowanych przez linie lotnicze kont dla ludzi często podróżujących. Jest tego dość sporo, nam jednak zależało na networku, który dysponuje połączeniami pomiędzy obiema Amerykami i Europą. Padło na Star Alliance a jako przedstawiciela wybraliśmy Lufthansę. Mogliśmy oczywiście wybrać LOT czy inne linie lotnicze. Z tej grupy jednak wydawała się najsolidniejszą opcją dodatkowo lata z Newarku w New Jersey czego już LOT od paru lat nie robi. Mieliśmy z żoną nadzieję, że za którymś tam razem uda nam się mieć chociaż jeden darmowy lot po uzbieraniu odpowiedniej ilości podniebnych mil. Powiedzenie, że nadzieja to matka głupich jeszcze raz znalazło potwierdzenie. Okazuje się bowiem, że mile oferowane prze członków Star Alliance nie są dane dożywotnio i przepadają jeśli nie są wykorzystane w odpowiednim czasie. Lufthansa zaczęła nam zatem zabierać nasze ciężko wylatane kilometry w przestworzach. Nie ma zatem żadnej opcji dla nas latających dwa razy do roku żeby uzbierać tych powietrznych przelotów na tyle aby wreszcie doczekać się darmowego przelotu. Pomyślałem sobie zatem, że wykorzystam te moje kilometrówki do polepszenia klasy z ekonomicznej do lepszej. Właśnie będę wracał do Ekwadoru. Mój lot ze Stanów do tego państwa obsługuje United Airlines rownież członek Star Alliance. Zadzwoniłem do nich aby się dowiedzieć co mam zrobić i ile kosztowałaby mnie zmiana klasy na lepszą. Miła pani z United powiedziała mi, że muszę skontaktować się z Lufhansą i za jej pomocą powinienem to załatwić. OK. Dzwonię do Lufhansy a tu równie miła pani rzekła, że akurat mój przelot na tym odcinku nie oferuje wymiany punktów na zmianę klasy. Ale przecież oboje jesteście członkami Star Alliance wtrąciłem. Nic nie szkodzi United ma swój program i ten program mógłbym wykorzystać do pożądanego celu, punktów z programu Lufthansy niestety nie. Po co mi zatem te wasze punkty, nie dawałem za wygraną. Okazało się, że mogę coś kupić w podniebnym sklepie Lufthansy a nawet mogę te punkty przekazać jakieś charytatywnej organizacji. Super, możliwości są wielkie pomyślałem sobie ale rozmowy już nie kontynuowałem bo i szkoda czasu. Ot i następne wielkie oszustwo ubrane w dobrze wyglądający papierek. Oczywiście Lufthansa przed przyjęciem mnie do programu pozwoliła mi się zapoznać z jego detalami na milionie stron zadrukowanych drobnym pismem. Nigdy tego nie czytam chociażby z tego powodu, że sformułowania tam używane są często kompletnie niezrozumiałe. Zatem nie bardzo mnie obchodzi co tam jest napisane. Uważam, że program to kompletne oszustwo i nie jestem nawet w stanie zrozumieć jego pobudek. Muszę aktualnie podróżować a robienie mi nadziei na darmowy bilet to coś z gatunku obietnic prezesa, że była ruina, idziemy ku lepszemu. Lufthansa i Star Alliance kompletnie mnie zawiedli i gdybym miał wybór innych linii czy networku na trasie, na której latam pewnie był zrezygnował z niemieckich linii na ich korzyść. Niestety nie mam wyboru a ta ich wspaniała oferta podniebnych mil skończyła jak kiedysiejsza legitymacja ZMS-u, którą gremialnie wyrzucaliśmy do sedesu. Brawo Lufthansa.

Dokąd nas prowadzisz prezesie?

I stało się, podpadł prezydent Obama szeryfowi z nad Wisły. Jedno nazwisko w tą czy w tamtą na liście wrogów prezesa to nic szczególnego. Najważniejsza przecież jest „długa” lista przyjaciół a na niej tak znaczące nazwiska jak wszyscy członkowie PiS i premier Orban. Jest się czym pochwalić. Nie będę się rozpisywał na temat listy wrogów szefa partii rządzącej bo jak wszyscy wiemy ta lista to oczywiście wina Tuska. Tak czy inaczej miast świętować nasz cichociemny będzie musiał coś zrobić z tym przeklętym Trybunałem. Jak demokratyczny świat długi i szeroki wszyscy stoją po stronie wyroku tej instytucji. Sprawowanie władzy metodą faktów dokonanych doprowadziło do zachwiania i oziębienia naszych stosunków z naszym największym przyjacielem zza wielkiej wody. Nasz niezłomnie wierzący w demokrację w wydaniu PiS-u prezydent dostał kosza od Barracka, który nie zamierza się z nim spotkać podczas szczytu NATO. I słusznie bo już cały świat huczy, że nasz prezydent w praktyce jest chłopcem na posyłki prezesa. Nie ma zatem z kim i o czym rozmawiać. Rozśmieszył się dodatkowo wywiadem dla Washington Post, w którym oskarżył poprzedni rząd o naruszenie norm demokratycznych przy powoływaniu sędziów Trybunału. Prawdopodobnie nasz prezydent sam dokładnie nie wie jakie to konkretnie normy zostały naruszone. Tak jednak twierdzi partyjny guru a zatem normy naruszone być musiały. Nie wiem dokładnie co tam jeszcze wyciągnie ze swojego rękawa szanowny pan prezes, póki co jednak wciągnął w te swoje podchody jeszcze biednego ojca świetego. W swoim świątecznym przemówieniu nasz największy patriota nawołuje do zawieszenia broni do czasu wizyty papieża w Polsce. Co za genialny pomysł. Papież ma nas odwiedzić za cztery miesiące, może przez ten czas uda się ten smród zamieść pod dywan w kancelarii niejakiego Macierewicza, człowieka do zadań specjalnych. I znowu pan Jarosław szuka głupszych od siebie, i znowu będzie grzmiał, że opozycja odrzuciła wyciągniętą rękę, tyle że nie wiadomo dokładnie czyją i do kogo. Nie wiem jak się rozwinie sytuacja w naszym kraju bo w swoim prostackim uporze ekipa rządząca nie jest w stanie myśleć innymi kategoriami niż te, które doprowadziły nas do głębokiego podziału społecznego. Topnieje zatem lista naszych przyjaciół i sprzymierzeńców. Świat jednak nie kończy się na Europie czy Stanach jest przecież jeszcze…..Korea ta z północy oczywiście, oni też szukają przyjaciół.

PiSmen Mały, PiSmenowa Wielka

Po chodniku idzie PiSmen Mały

Złość go zżera na świat cały
Wszystko zniszczyć ma ochotę
I obrzucić wszystkich błotem
Ma pretensje do każdego
Z wyjątkiem siebie samego
Bo nie wiedzieć czemu
Wszyscy są przeciwko niemu
Tak go męczy ta krytyka
Że już niemal dostał bzika
Zamyślony właśnie przeszedł na czerwonym
Trąbią wszyscy z każdej strony
Palcem każdy nań wygraża
To go jednak nie przeraża
Wie już jak kierowcom dać nauczkę
Zamknie więc po prostu tę uliczkę
Dla całego ruchu kołowego
I od dzisiaj będzie ona tylko już dla niego
Oraz jego zaufanych ludzi
Żaden z nich się nie powinien trudzić
Aby czekać na zielone
Dla nich przecież wszystko dziś jest dozwolone.
Na przeciwko wali PiSmenowa Wielka,
Niezbyt miła, za to marzycielka
Wszystko ma już przemyślane oraz ułożone
PiSmen królem kraju będzie a za żonę
Ona skromnie będzie służyć
Może nawet będą współżyć.
Tu rumieńcem PiSmenowa się oblała
I poczuła gorąc taki, że bez mała
Nie straciła przytomności.
W bliskiej był już jednak odległości
Obiekt wielkiej jej miłości
Mały PiSmen , wielki złośnik
Jeszcze większe ją omdlenie wzięło
I jej ciało na ziemię gruchnęło.
Omal nie zmiażdżyła PiSmena Małego,
W bok odskoczyć zdążył i tylko dlatego
Nic mu się nie stało
Mocno go to jednak rozgniewało
PiSmenowej prosto w oczy spojrzał
I choć wielką miłość w onych dojrzał
Rzekł był do niej: nie czas na amory Krycha
Chociaż tabun kobiet do mnie wzdycha
My dla dobra tego kraju
Musim ciagle być na „chaju”
I tak mieszać ludziom w ichnich głowach,
Że uwierzą w końcu w nasze słowa
A największa jest w tym bieda
Po trzeźwemu tego zrobić nam się nie da.
Taka to jest dziwna para
Jedno z drugim w nocy czegoś się najara
By od świtu aż do nocy późnej
Rozprzestrzeniać kłamstwa rożne.
Stali się mistrzami w swoim fachu
W oczy nasypali ludziom piachu
Że już mało kto cokolwiek widzi
A ich kłamstwami niewielu już się brzydzi
Żal mi jednak dupę ściska
Bo jak przyjrzeć się tym dwojgu z bliska
Do oszustów duet ten należy
Czemu naród wciąż im wierzy?
Czyżby ludzie zapomnieli
O tych co za wolność latami ginęli?
Właśnie takie dręczą mnie pytania
Z chęcią więc posłucham innych zdania.

Z muzyką przez życie

Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania czegoś na temat mojej ulubionej muzyki. Zdecydowałem jednak, że nie będę tworzył żadnej listy bo nawet nie potrafiłbym coś takiego zredagować. Pomyślałem zatem, ze stworze coś na kształt z muzyką przez życie. Zestaw wybranych przeze mnie utworów to nagrania, które coś tam dla mnie znaczyły i kiedyś tam odbiły mi się o uszy i pozostały w mojej pamięci. Oto one:

Fool on the hill-The Beatles. Kiedyś dawno temu w czwartkowe wieczory leciała Kobra czyli teatr sensacji. Ten utwór był ozdobnikiem jednego z tych teatrów i tak poznałem The Beatles.

Girl – The Beatles, kolejne przedstawienie Kobry i kolejny szlagier tamtych lat
All you need is love – The Beatles, wszystko jest w tytule, czyż można nie lubić czegoś takiego? Można z samych przebojów tej grupy stworzyć niezła listę, powstrzymam się na tych trzech utworach.
Brown Sugar – Rolling Stones. Obie grupy konkurowały miedzy sobą Mick Jagger to jednak osobowość sama w sobie. 
Angie – Rolling Stones, zapamiętałem ten utwór, kiedy na długiej przerwie w ogólniaku pozwalali nam grać naszą muzykę. Angie to był chyba najczęściej grany utwór.
Anybody seen my baby-Rolling Stones, to już z poźniejszych lat. Usłyszałem na koncercie i już to ze mną zostało. I w tym wypadku z utworów można by stworzyć osobną listę ale poprzestanę na tych trzech.
What a wonderful World – Luis Armstrong, niesamowity głos, niesamowity utwór.
Non, Je ne regrette rien – Edith Piaf, jak wyżej, niesamowity głos, niesamowity utwór.
Cry Baby – Jenis Joplin, ze swoim głosem Joplin mogła osiągnąć wiele, nie osiągnęła ale kto usłyszał ten utwór już nigdy jej nie zapomni
Star Spangled Banner -Jimmi Hendrix, zagrać na gitarze hymn Stanów Zjednoczonych w taki sposób jak to zrobił Hendrix, niemożliwe.
Hey Jude – Jimmi Hendrix, a to już chyba jego najbardziej znany utwór. I on mógł dokonać wiele ale niestety narkotyki i jego twórczość przerwały
Have you ever seen the rain – Creedence Clearwater Revival, kiedyś na targach zwanych dzisiaj halami targowymi sprzedawano chałupniczo tłoczone pocztówki z muzyką. Pocztówka z tym nagraniem to była jedna z pierwszych moich „płyt”
Je T’aime – Jane Birkin i Serge Gainsbourg, ile ten utwór wykreował plotek, podejrzeń a ponoć nawet był przez jakiś czas zakazany. Podobno oryginalną wykonawczynią była sama Brigitte Bardot ale to wersja z Jane żyje do dziś 
Puppy love – The Osmonds, rodzina Osmondów konkurowała z Jacksonami o palmę pierwszeństwa. Utwór ten to piosenka Paula Anki ale The Osmonds zrobili z niego przebój. Puppy love to moja pierwsza prywatka sylwestrowa. Someone help me pleae…
Saturday night fever – Bee Gees, lata siedemdziesiąte, lata disco z genialnym Travoltą tańczącym do muzyki Bee Gees, tego się nie da zapomnieć.
Tragedy – Bee Gees, i więcej muzyki disco z jej najbardziej znaną grupą. Głos wokalisty to jeden z tych jedynych w swoim rodzaju i niepowtarzalnych.
My friend is wind – Demis Roussos, skoro już mówimy o kimś z niepowtarzalnym głosem. To jego jeden z najwiekszych przebojów
The answer is blowing in the wind – Bob Dylan, to historia muzyki. Przede wszystkim protest songi, których przykładem jest właśnie ten tytuł. 
Goodbye my love, goodbye – Demis Roussos, a to chyba największy jego przebój.
Staraway to heaven – Led Zeppelin, to klasyk tego zespołu i nie ma co więcej na ten temat pisać.
D’yer Maker – Led Zeppelin, to inny Zeppelin, bardziej melodyjny i spokojniejszy dla mnie to jeden z lepszych utworów tej grupy
When a blind man cries – Deepe Purple, to klasyk tej grupy, niepowtarzalny i jedyny w swoimi rodzaju.
Fools – Deep Purple, kolejny niepowtarzalny przebój tej grupy. Definitywnie jeden z moich ulubionych.
Perfect Strangers – Deep Purple, to już trochę późniejsza kompozycja ale równie dobra i warta posłuchania.
Wish you were here – Pink Floyd, to olbrzymi tego okresu, ilośc niesamowitych nagrań przekracza możliwości tej listy. Wish you were here to rewelacyjny utwór.
Another Brick in the Wall – Pink Floyd, celowo pomijam Dark Side of the Moon bo to chyba najbardziej popularna płyta tej grupy. Warto jednak poznać The Wall ze świetnymi kompozycjami.
Private Investigations – Dire Straits, Mark Knopfler to głos, który trudno zapomnieć a Private Investigations jeden z jego najbardziej znanych utworów.
Romeo and Juliet – Dire Straits. Wspaniały utwór, wspaniały Mark Knopfler definitywnie do słuchania zawsze i wszędzie.
Tunnel of Love – Dire Straits, jeszcze jeden genialny utwór tej grupy. Cała płyta zatytułowana Making Movies to niesamowite przeżycie.
Mamma Mia – Abba, czwórka ze Szwecji  zdominowała w pewnym okresie rynek muzyki rozrywkowej i chyba słusznie
Dancing Queen – Abba. Kolejny wielki przebój sympatycznej czwórki ze Szwecji. Nie myśle aby w tym czasie odbywały się prywatki bez ich nagrań.
Imagine – John Lennon, po rozpadnięciu się The Beatles John Lennon stworzył wiele wartościowych utworów, z których Imagine to chyba największy i najważniejszy.
Band on the run – Paul McCartney, Paul nie pozostawał w cieniu Johna i sam nagrał niezliczone ilości przebojów, z których ten chyba jest najpopularniejszy.
You look wanderful tonight – Eric Clapton, niesamowity gitarzysta i wykonawca, mi najbliższa jest właśnie ta kompozycja. 
Needles and pins – Smokey, trochę muzyki rozrywkowej. Smokey to jeden z moich ulubionych zespołów. Wesołe pogodne kawałki na każdą okazje.
View for the bridge – Kim Wilde, kolejna wokalistka z muzyką lekką, łatwą i przyjemną zawsze miło się tego słucha.
Maria Magdalena – Sandra, ta piosenkarka w swoim najlepszym czasie stworzyła sporo prywatkowych hiciorów, które do dzisiaj słucha się bardzo przyjemnie
Stumblin’ In – Suzi Quatro i Chris Norman, lekko, łatwo i przyjemnie. Oboje często pojawiali się na listach przebojów.
Cum on Feel the Noize – Slade, kompletnie zapomniana grupa a ten kawałek to był bardzo popularny hit. Świetna muzyka.
The Ballroom Blitz – Sweet, kolejna świetna grupa tamtych czasów, to były świetne czasy dla rocka brytyjskiego
Samba Pa Ti – Carlos Santana, wielki gitarzysta i solista. Ten instrumentalny utwór to był olbrzymi przebój. Wspaniała muzyka.
Europa – Carlos Santana, kolejny instrumentalny utwór utwór tego wspaniałego gitarzysty i muzyka latynoskiego. Chce się słuchać.
The children of the revolution – T. Rex, dawno zapomniany utwór nie dla mnie jednak. Zdecydowanie największy przebój tej grupy.
Bangladesh – George Harrison and friends, to był chyba pierwszy koncert gwiazd na jakiś cel. Coś wyjątkowego.
Sweet Lord – George Harrison, z pewnością George nie był tak popularny jak Lennon i McCartney ale nagrał parę utworów wartych polecenia
One way ticket – Boney M, typowo taneczna muzyka, pamietam bo zapisałem się na kurs tańca, czegoś nas uczyli do tego kawałka, już nie pamietam. 
Hotel California – Eagles, końcówka lat siedemdziesiąt to właśnie Eagles a to był ich największy przebój
Mamy Blue – Top Pops, z jakiś powodów utwór ten jest mi bardzo bliski, nie wiem dlaczego ale utkwił mi w pamięci.
Modern Talking – Atlantis is calling, to początek lat osiemdziesiątych, żadna prywatka nie mogła się obejść bez przebojów tej grupy.
Final Countdown – Europe, magnetowidy w Polsce jeszcze nie były dostępne. Ktoś mi go pożyczył i właśnie Finał Countdown był moim pierwszym nagraniem na taśmę VHS. Sam utwór zrobił furorę i jest popularny do dzisiaj.
l’m still standing – Elton John, wielki muzyk tamtych lat, popularny zresztą do dzisiaj, utkwił mi w pamięci właśnie w tym utworze
Up town girl – Billy Joel, piano men, bardzo popularny. W Up town girl wystąpiła Christie Brinkley, z którą spędził pózniej parę lat.
Papa don’t preach – Madonna, jeszcze nie gwiazda ale juz rozpoznawalna postać w muzyce. Lubię jej początki późniejszą twórczość już mniej
Thriller – Michael Jackson, król popu nie może nie być wymieniony. Thriller to nie rylko muzyka ale i teledysk, który chyba jest jego najlepszym telewizyjnym nagraniem.
Africa – Toto, trudno nie zapamietać bardzo oryginalnej melodii tego utworu, Toto większości z nas kojarzy się właśnie z tym  przebojem.
We are the World – US for Africa, kolejny przebój zaśpiewany przez gwiazdy na cel dobroczynny. 
True Colors – Cindy Lauper, bardzo fajny utwór z bardzo fajna i ciekawą wykonawczynią.
Dancing in the dark – Bruce Springsteen, ikona muzyki amerykańskiej. Byłem na jego koncercie i widziałem jak na niego reagują. Niesamowite.
Nothing compares 2 U – Sinead O’ Connor, mało mnie interesują jej poglądy, ten utwór to jej największy przebój, który bez wątpienia musiał zrobić na wielu wrażenie.
Listen to your heart – Roxette, bardzo fajny i ciepły duet ze Szwecji. Przytulanki prywatkowe to chyba była ich specjalność.
Must have been love – Roxette, jeszcze jeden niezapomniany kawełek tego duetu. Zawsze fajnie się tego słucha.
Self Control – Laura Branigan, jeden przebój ale jaki, chociaż to było tak dawno to jednak pozostał w mojej pamięci.
Janie’s got a gun – Aerosmith, jedna z bardziej popularnych grup a jej wokalista Steve Taylor to twarz grupy. Utwór ten to pokaz ich możliwości.
Voyage, voyage – Desireless, nie znam innych utworów tej dziewczyny ale ten jeden to jest właśnie taki rytm, który lubię.
Twist in my sobriety – Tanita Tikaram, definitywnie wielki przebój Tanity i defitywnie musiał się znaleźć na mojej liście.
Life is life – Opus, zapomniany utwór australijskiej grupy Opus. Warto do niego wrócić bo to dobra muzyka 
Welcome to the jungle – Guns ‚N Roses, to był najlepszy utwór tej grupy w latach osiemdziesiątych. Coś jest w nim przynajmniej dla mnie.
November rain – Guns ‚N Roses, ten utwór to rewelacyjna ballada, która ma wszystko. Koniecznie trzeba posłuchać
I wish it would rain down – Phil Collins, z bogatego dorobku tego artysty wybrałem ten utwór oraz
Another Day in paradise – Phil Collins, oba utwory z tej samej płyty i oba równie doskonałe i pełne refleksji.
Dance me to the end of love – Leonard Cohen. Wspaniały wykonawca ballad, rewelacyjny głos i wspaniała kariera.
Wrapped around your finger – Police, bardzo popularny zespół lat osiemdziesiąt a ten utwór to moim zdaniem ich największy przebój.
Solsbury Hill – Peter Gabriel, to podobnie jak Phil Collins wielka postać z Genesis ale zdobył rownież wielka popularność jako artysta solowy.
Wind of change – Scorpions, nie jestem w tym wyborze specjalnie unikalny. Znają go wszyscy a i grupa warta jest wspomnienia.
Loosing my Religon – R.E.M., ich tez nie sposób pominąć. Wiele dobrej i uznanej muzyki. 
Private dancer – Tina Turner, przedstawiać jej nie trzeba. Z jej przebojów tez można by ułożyć niezłą listę. Bardzo lubię ten utwór oraz
What love got to do with it – Tina Turner. To jej szlagier odnoszący się do jej burzliwego związku z Ikiem Turnerem. Powstał też film na ten temat.
Moonlight in Somosa – Robert Plant, łagodniejsza strona wokalisty Led Zeppelin, który nagrał parę płyt solo.
Nothing else matters – Metalica, nie jestem zwolennikiem heavy metalu, ale grupy tego gatunku potrafią nieźle zaskoczyć. Ten utwór to właśnie tego przykład.
It’s my life – Bon Jovi, bardzo popularna grupa, wiele przebojów ten według mnie jest najlepszy.
Mr. Jones – Counting Crows, w latach dziewięćdziesiątych już na dobre zadomowiłem się w Stanach i muzyka zza oceanu zaczęła być coraz ważniejsza dla mnie.
Time of your life – Green Day, fajne słowa, utkwiły mi w pamięci i od czasu do czasu lubię tego posłuchać jeszcze raz i jeszcze raz.
What it’s like – Everlast, nie znam bliżej tego zespołu ale ten utwór zadomowił się w mojej głowie podczas wyprawy do Nowego Meksyku i juz tam został.
Zombie – Cranberries. Lubię tego typu utwory. Charakterystyczna melodia i charakterystyczny wokal. 
I will always love you – Whitney Houston, nieprawdopodobny głos, niesamowity talent, smutne życie, ale utworu nie sposób zapomnieć. 
Don’t speak – No Doubt, to był pierwszy wielki hit tej grupy i pierwszy pokaz możliwości Gwen Stafani, samą swoją energią na scenie nie pozwala oderwać od siebie oczu.
Un-break my heart – Tony Braxton, sam głos robi wielkie wrażenie. Utwór definitywnie niemożliwy do zapomnienia. 
Smooth Operator – Sade, kolejna gwiazda muzyki nastrojowej. Dla mnie Smooth Operator to jej najlepszy utwór.
Desert rose – Sting, kompletnie inna twarz solisty Police. Wyjątkowo przypadło mi to do gustu.
My heart will go on – Celine Dion, czyli główna melodia z Titanica. Może i trochę ckliwa, jednak głos Celine to najwyższa półka.
One – U2, Bono i jego grupy nie ma co przedstawiać. Ten utwór wyjątkowo przypadł mi do gustu bo to jest taka moja muzyka
Ironic – Alanis Morissette, największy jej przebój. Bardzo utalentowana i bardzo ciekawy głos. Piosenka bardzo długo cieszyła się wielkim powodzeniem.
Cup of life – Ricky Martin, ta piosenka stała się oficjalnym przebojem mistrzostw świata w piłce nożnej w 1998. Świetny i dynamiczny utwór.
Lets get loud -Jennifer Lopez, nie jest to moja ulubiona piosenkarka ale jak już śpiewa to już śpiewa. Ma wiele utworów do dobrej zabawy.
Bring me to life – Evanescence, bardzo ciekawa piosenka i bardzo ciekawa artystka. Ten utwór to taka moja muzyka.
With Arms Wide open – Creed, bardzo dobrze zapowiadający się zespół z bardzo dobrym wokalistą. Coś jednak nie wyszło do końca ale utwory zostały.
Higher – Creed, jeszcze jeden świetny utwór tej grupy. 
Polityk – Coldplay, świetny zespół i wiele znanych przebojów, wyjątkowo lubię ten wlasnie utwór oraz
Yellow – Coldplay, spokojniejsza wersja możliwości Chrisa Martina, wokalisty tej grupy
Whatever – Shakira, muzyka latynoska coraz cześciej gości wsród moich utworów. Taniec to doskonała forma relaxu a do tej muzyki swietnie się można bawić.  
Who knew – Pink, bardzo zadziorny głos. Rownież bardzo dobra muzyka do tańca i zabawy.
Loose yourself – Eminem, to piosenkarz, który wykonuje specyficzną muzykę. Nie wszystko da się lubić, ten utwór zrobił jednak na mnie wrażenie 
Somebody that I used to know – Gotye, przykład na muzykę, może mniejszej wartości, ja jednak lubię rytmiczne i taneczne melodie.
Promiscuous – Nelly Furtado, kolejna piosenkarką latynoska, ciekawa wokalistka ten utwór przypadł ni do gustu najbardziej.
Hello – Beyonce, do tańca i do dobrej zabawy. Wielka gwiazda współczesnej muzyki rozrywkowej.
Chasing Cars – Snow Patrol, nie znam innych kawałków tej grupy ale ten bardzo mi sie spodobał i lubię do niego wracać.
Rain over me – Pitbull i Marc Anthony, wielkie gwiazdy muzyki latynoskiej, świetny utwór, świetny teledysk i świetna zabawa.
International love – Pitbull i Chris Brown, jeszcze jeden bardzo fajny utwór tego wykonawcy w towarzystwie innego piosenkarza. 
Stereo Love – Edward Maya, motyw przewodni tego utworu jest grany na harmonii i jest to zrobione fantastycznie. Nie znam innych utworów tego wykonawcy i nie muszę ten mi w zupełności wystarczy.
I to by było na tyle. Celowo pominąłem polską muzykę bo noszę się z zamiarem stworzenia czegoś podobnego ale poświęconego właśnie naszym muzykom.

Sportowa środa 

Lubię takie środy pełne sportowych emocji. Rzadko jednak mamy do czynienia z taką ilością spotkań w rożnych dyscyplinach, w których występowali Polacy lub polskie drużyny. Gdy jeszcze do tego dołożymy dramaturgię to dla przeciętnego kibica dzisiejszy dzień to był dzień marzeń. Sport chociaż już nie taki jak kiedyś i trochę zdeprawowany wielkimi pieniędzmi wciąż pozostaje jednak nieprzewidywalny. Dzisiejszy dzień właśnie to udowodnił. Zaczęło się wszystko niewinnie od meczu siatkówki, w którym Skra Bełchatów grała na wyjezdzie z potentatem klubowym tej dyscypliny Zenitem Kazań. Oczywiście oglądać tego na żywo nie miałem szans ale mogłem śledzić transmisję dzięki Onetowi, który na bieżąco uaktualniał wynik. Skra przegrała dwa pierwsze sety i w trzecim nic nie wskazywało na to, że będą w stanie urwać Zenitowi seta. I na tym właśnie polega piękno sportu. Bełchatowianie zmobilizowali się i wygrali seta. W czwartym secie sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Nikt nie bardzo mógł odskoczyć i końcówka seta dograna została na przewagi. I znów więcej zimnej krwi zachowali siatkarze Skry wygrywając 27:25 i doprowadzając do tie breake’a. Znowu wyrównana walka, znowu gra na przewagi i znowu górą Skra. Przegrywając dwa do zera w setach Bełchatów zdołał się zmobilizować i wygrać. Niesamowite. W tym samym czasie Wisła Płock grała w szczypiorniaka z Vardarem Skopje. Pierwsza połowa po wyrównanej grze przyniosła prowadzenie Wiśle dwoma bramkami. Druga odsłona to już inna bajka. Zawodnicy z Płocka kompletnie zgubili rytm i na dwie minuty przed końcem przegrywali różnicą czterech bramek. Piłka ręczna to jednak szybki sport. Co wydaje się mało prawdopodobne jest w tym sporcie możliwe. Tak się właśnie stało tym razem, kiedy Wisła strzeliła wyrównująca bramkę w ostatniej sekundzie. Równolegle z tymi spotkaniami Legia grała przeciw Zawiszy w Pucharze Polski. Tutaj juz obyło się bez większych emocji i Legia gładko pokonała Zawiszę 4:0. W godzinę po tych emocjach rozpoczęła się kolejna ich dawka. Bayern Monachium wydawało się, że nie powinien mieć problemów z awansowaniem do następnej rundy. W sporcie nie ma pewniaków. Kiedy po półgodzinie gry Juventus prowadził juz 2:0 było wiadomo, że nie będzie Bayernowi łatwo. Nie miałem możliwości oglądania tego meczu na żywo jedynie śledziłem transmisje na Onecie. Wreszcie w 73 minucie Lewandowski strzelił kontaktowa bramkę i odżyły nadzieje kibiców Bayernu. Kiedy wydawało się, że mecz jest niemal skończony w doliczonym czasie Muller wyrównał doprowadzając do dogrywki. Bayern strzelił w niej kolejne dwie bramki zapewniając sobie awans do kolejnej rundy. Nie jestem sympatykiem Bayernu bo drużyna ta jest dla mnie synonimem wszystkiego co jest złe w dzisiejszym sporcie. Pomijając jednak ten aspekt mecz był wyjątkowo emocjonujący. Równolegle Barcelona podejmowała Arsenal. Tu obyło się bez większych emocji i banda Messiego bez większych problemów pokonała drużyne z Londynu. Nie to jeszcze nie koniec. Oto bowiem nasza tenisowa gwiazda Agnieszka Radwańska rozgrywała swój ćwierćfinałowy mecz w Indian Wells przeciwko Petrze Kvitowej. Radwańska miała w tym turnieju wyjątkowo ciężką drabinkę. Zwycięstwo z Czeszką dałoby awans Radwańskiej na drugie miejsce w klasyfikacji tenisistek. Agnieszka zagrała wyborny mecz w pierwszym secie wygrywają go 6:2. Drugi set to jednak juz droga przez mękę. Kvitowa prowadziła 5:2 i wyglądało na to, że będzie trzeci set. Kto jednak zna Radwańską to wie, że jest mocna mentalnie i nie ma dla niej sytuacji, z której nie byłoby wyjścia. Trzy kolejne gemy padły jej łupem i było 5:5. Kolejne gemy wygrały podające i mamy tie breake’a. W nim Radwańska wyszła na szybkie prowadzenie i nie oddała go juz do końca. W poniedziałek będzie zatem druga rakietą świata w klasyfikacji WTA. Za dwa dni półfinał a w nim prawdopodobnie zmora wszystkich zawodniczek Serena Williams, która jednak najpierw musi pokonać Simone Halep. Bez względu na przeciwniczkę wydaje się, że Agnieszka jest w na tyle dobrej formie, że powinna być dla obu ciężkim orzechem do zgryzienia. Chciałoby się aby Polski Sejm był równie nieprzewidywalny. Niestety tu nic się nie dzieje ciekawego. Opozycja zgłasza wnioski rządowa partia ma je w głębokim poważaniu i tak sobie głosują i głosują a nasz parlament coraz bardziej przypomina cyrk niż prawodawczą instytucje rządową. A do mistrzostw Europy w piłce nożnej juz niecałe trzy miesiące. Jakoś wytrzymam.

E – Lybra czyli technologia w służbie zdrowia

Już od dawna kierując się potrzebą utrzymania się w jak najlepszej kondycji oboje z żoną zwróciliśmy się w kierunku medycyny niekonwencjonalnej. Patrząc na naszych rodziców łykających coraz to więcej pastylek i tabletek, które na jedno pomagają psując przy okazji coś innego chcielibyśmy stać możliwie długo z dalaod tej kwadratury koła. Poznaliśmy w Ekwadorze wiele osób, które maja podobne do naszego podejście do ochrony swojego zdrowia i dzięki nim poznaliśmy rownież sporo alternatywnych metod. Witaminy i suplementy podtrzymujące prawidłowe funkcjonowanie organizmu to dzisiaj bardzo dochodowy interes. Oboje z żoną sami zażywamy, niektóre z nich bo w dzisiejszych czasach tempo życia jest tak olbrzymie, źe wielu z nas jest skazanych na jedzenie na szybko bez zwracania uwagi na to co jemy. Dzisiejsza żywność jest pozbawiona witamin, przetworzona i wyjałowiona z prawie wszystkiego. Jej zadaniem jest tylko wypełnienie żołądków bez zapewnienia jakichkolwiek wartości odżywczych. To od nas tylko zależy znalezienie dobrego źrodła żywności. Toteż  coraz większą popularnością cieszą się sklepy z żywnością organiczną. W Ekwadorze mamy specjalne miejsca gdzie można kupić tylko taką właśnie żywność i chociaż jest ona droższa to chętnych nie brakuje. Dla nas samych jest to główne zródło zaopatrzenia. Nie chroni nas to oczywiście przed wszystkimi niedomaganiami ale zapewnia ich przechodzenie w znacznie łagodniejszy sposób. Technologia coraz cześciej też wkracza w aspekty naszego zdrowia. W Polsce są juz bardzo popularne aparaty Mora czy Volla, których zadaniem jest zbalansowanie energetyczne naszego organizmu. Sam próbowałem tych rozwiązania i muszę przyznać, że zrobiły one na mnie wrażenie pozytywne. Szukałem podobnych rozwiązań w Ekwadorze i w ten sposób dowiedziałem się o urządzeniu zwanym E – Lybra. Biorąc pod uwagę, że moje zdrowie trochę szwankuje a tradycyjna medycyna nie bardzo z moimi problemami może sobie poradzić postanowiłem zainteresować się innymi metodami leczenia. E – Lybra to urządzenie, które zostało stworzone w Wielkiej Brytanii. Niestety do tej pory nie ma nikogo w Polsce kto używałby go do leczenia czy chociażby diagnostyki. E – Lybra to nie jest czarodziejska różdżka, która za pomocą dotknięcia natychmiast nas wyleczy. Pozwala nam jednak uświadomić sobie gdzie mamy problem z naszym zdrowiem. Jak to urządzenie działa? Otóż jego program powstał dzięki wiedzy i odkryciom dr. Huldy Clark. Nie jestem lekarzem czy fizykiem, żeby wchodzić w detale jej wynalazku zatem mogę jedynie w skrócie opisać tylko to co rozumiem. Otóż organy wewnątrz naszego ciała rezonują z odpowiednią częstotliwością. Odstępstwo od tego podstawowego prawa świadczy o tym, że nasz organ ma jakieś kłopoty. E-Lybra jest w stanie określić czy nasze organy rezonują zgodnie z częstotliwością z jaką powinny to robić. Jeżeli tak się nie dzieje to urządzenie to pozwoli nam zdać sobie sprawę z tego faktu. W zależności od stopnia odstępstwa E – Lybra może sama spowodować przywrócenie prawidłowego funkcjonowania określonego organu a jeżeli odstępstwo jest zbyt duże pozwoli nam na podjęcie decyzji w sprawie leczenia chorego organu. Czasami wystarczą witaminy czy suplementy innym razem konieczna jest pomoc lekarza. Wielokrotnie testowaliśmy to urządzenie, bo jest ono na wyposażeniu naszego, praktykującego nietradycyjną medycynę lekarza, i za każdym razem diagnoza była dokładnie taka jaką otrzymaliśmy od lekarza medycyny tradycyjnej. Możliwości tego urządzenia wykraczają o wiele dalej i szczególnie w przypadkach, w których targają nami emocje to urządzenie pozwala na określenie tychże, co z kolei pozwala nam na zdanie sobie sprawy z problemu i jego akceptacji. Wiele chorób ma podłoże psychologiczne i żadne lekarstwa na nie, nie pomogą. Znając jednak problem i wiedząc co leży u jego podłoża, pozwala nam uświadomić sobie o jego istnieniu i stosując różne metody koncentracji możemy z nim walczyć. Jestem z natury sceptykiem i nie łatwo mnie do czegoś przekonać. E – Lybra przekonała mnie jednak do siebie i dlatego zdecydowałem się o tym napisać.

Rządzenie po wódce 

Wymyśliła nasza premierowa

Że Trybunał sobie schowa
Tam gdzie słońce nie dochodzi
Bo jej na urodę szkodzi
Chciała z nimi po dobroci
Ale oni to idioci
Nie chcą poddać się rządowi
Ani nawet Andrzejowi
Co się prezydentem zowie
Chociaż pustki ma w swej głowie
Wymyślili więc ustawy,
Że jednostki tej rozprawy
Mają moc li tylko klozetową,
Żeby nie rzec rozrywkową.
Problem jednak się pojawił mały
Że to prawo w swoim brzmieniu całym
Pozostaje w rażącej sprzeczności
Z konstytucją naszej społeczności
Oni jednak wciąż udają
Że to właśnie oni dbają
O ustawę naszą zasadniczą
Aby się nie stała przyrodniczą
W swej głupocie są gotowi
Oddać wszystko prezesowi.
On to bowiem za tym wszystkim stoi
I niczego się nie boi
Funkcji żadnej nie piastuje
Rządem oraz prezydentem tak manipuluje
Że Ci są dla niego dziś gotowi
Stanąć przeciw prawu oraz narodowi.
Oni za to odpowiedzą wkrótce
Bo rządzenie jak po wódce
Nie może się inaczej skończyć
Dla tych, którzy nie chcą przestać błądzić.

Gwiazdy z tamtych lat

Zmotywowany publikacją jednej z czytanych przeze mnie blogerek postanowiłem skreślić parę słów na temat polskich aktorów tych, którzy utkwili w mojej pamięci. Nie mam zamiaru tym razem tworzyć żadnej listy bo jakakolwiek klasyfikacja nie ma tym przypadku najmniejszego sensu. Nie mam zamiaru rownież tworzyć nic co mogłoby przypominać historie kina polskiego bo tym w bardzo fajny sposób zajmuje się juz blogerka Verdis. 

W przeciwieństwie do gwiazd Hollywood, Polscy aktorzy utkwili w mojej pamięci dzięki swoim występom w serialach. Produkcje te do dzisiaj cieszą się wielką popularnością i są powtarzane niemal każdego roku. Właśnie w kontekście serialu mam nadzieje przypomnieć wszystkim o moich, i mam nadzieje wielu innych czytelników, gwiazdach polskiego kina. 

Zacznę od „Przygód pana Michała” serial zrealizowany na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”. W rolach głównych zagrali Tadeusz Łomnicki, Andrzej Łapicki, Mieczysław Pawlikowski, Daniel Olbrychski, Władysław Hańcza, Mariusz Dmochowski, Marek Perepeczko, Barbara Kraftówna, Barbara Brylska, Magdalena Zawadzka, Irena Karel. Każde z tych nazwisk mówi samo za siebie. Ja chciałbym tylko dodać, że w poźniejszych produkcjach role Pana Michała zagrał rownież Zbigniew Zamachowski, skądinąd bardzo dobry aktor ale do wzorca w wykonaniu Łomnickiego nie sądzę żeby się zbliżył. Czyż można było lepiej zagrać Zagłobę? Próbował Kazimierz Wichniarz i Lech Ordon, też wspaniali aktorzy,  jednak rubaszny Zagłoba to tylko Mieczysław Pawlikowski. Czyż żył w ówczesnej Polsce ktoś kto nie życzyłby jak najgorzej Azji w wykonaniu Daniela Olbrychskiego? Nie myśle. To był fantastyczny pokaz kunsztu aktorskiego przez pana Daniela. Magdalena Zawadzka jako Hajduczek i bardziej poważna Barbara Brylska w głównych rolach kobiecych  czyż można je zapomnieć? Mariusz Dmochowski nie daje nikomu szans w odtwarzaniu Jana Sobieskiego. Jeszcze nic nie napisałem o Andrzeju Łapickim wybornym Ketlingu. Czyż można zapomnieć zakochaną w Azji, Irenę Karel jej brata Marka Perepeczkę i ich ojca Władysława Hańczę. Nie sposób. Wyborni aktorzy, wspaniałe postacie. Mogę zamknąć oczy i widzę ich wszystkich jakbym to wszystko dopiero oglądał.
Następny serial na mojej liście to „Chłopi”. To rownież ekranizacja powieści tym razem Władysława Reymonta. W rolach główny wystąpili: Władysław Hańcza, Ignacy Gogolewski, Tadeusz Fijewski, Augustyn Kowalczyk, Emilia Krakowska. Mniejsze role zagrali rownież: Bronisław Pawlik, Kazimierz Wichniarz, Tadeusz Janczar, Mieczysław Czechowicz, Lech Ordon, Franciszek Pieczka. Nie mam zamiaru opisywać każdego zwłaszcza, że głównego bohatera czyli Władysława Hańczę już przedstawiłem powyżej. Chłopi to jednak kultowa rola Emilii Krakowskiej, Ignacego Gogolewskiego, Tadeusza Fijewskiego i Augustyna Kowalczyka. W moim przekonaniu jeśli ktoś kiedyś zdecyduje się na ponowne nakręcenie Chłopów, nowi odtwórcy bedą mieli ciężki orzech do zgryzienia bo aktorstwo powyższej czwórki to najwyższa półka. 
Kolejny serial i kolejna ekranizacja powieści. Tym razem Tadeusz Dołęga-Mostowicz i „Kariera Nikodema Dyzmy” z Romanem Wilhelmim w roli głównej. Czy można było lepiej sportretować chama i rozrabiakę? Nie ma takiej możliwości. Roman Wilhelmi wystąpił w jeszcze paru serialach, o czym pózniej, ale Nikodem Dyzma to zdecydowanie najlepsza rola. Kogo jeszcze mamy w tym serialu: Bronisław Pawlik, Grażyna Barszczewska, Jerzy Bończak, Wojciech  Pokora, Leonard Pietraszak, Tadeusz Pluciński, Igor Śmiałowski, Barbara Brylska, Mieczysław Czechowicz, Bogusz Bilewski, Tomasz Stockinger, Ewa Szykulska. Niemal cała czołówka ówczesnego kina. Mało pamiętamy o nich wszystkich bo Roman Wilhelmi przyćmił swoją grą każdego z nich. Warto jednak pamietać o nich bo ze swoich zadań wywiązali się w doskonały sposób szczególnie Wojciech Pokora, Jerzy Bończak i Bronisław Pawlik.
Następny serial, który chciałbym wziąć na tapetę to „Czterdziestolatek”. Andrzej Kopiczyński w roli głównej z Anną Seniuk grającą jego żonę stworzyli małżeństwo jedyne w swoim rodzaju. Serial do dziś cieszy się olbrzymim powodzeniem bo po trosze przedstawia też ówczesne realia. Parę słów na temat innych aktorów, którzy albo grali w każdym odcinku, albo przewinęli się gdzieś tam w którymś momencie. Pierwszeństwo należy się oczywiście Irenie Kwiatkowskiej, kobiecie pracującej, fenomenalna aktorka a swój kunszt pokazała już w „Wojnie domowej” grając u boku Kazimierza Rudzkiego. W „Czterdziestolatku” wystąpili również: Leonard Pietraszak, Ryszard Pietruski, Alina Janowska, Roman Kłosowski, Janusz Kłosiński, Zofia Czerwińska, Zbigniew Maklakiewicz, Wojciech Pszoniak, Jan Nowicki, Wojciech Pokora, Władysław Hańcza, Janusz Gajos, Stefan Friedman, Wacław Kowalski, Jan Kobuszewski, Jerzy Ofierski, Grażyna Szapałowska, Jerzy Cnota i wielu innych. 
Idziemy dalej. Kolejnym serialem, który chociaż kojarzy się z jednym aktorem, w którym wystąpiła cała plejada ówczesnych gwiazd to „Stawka większa niż życie”. Główny bohater to oczywiście Stanisław Mikulski ale grający Bunnera Emil Karewicz to też postać na zawsze związana z tym serialem. Nie pamietam ile odcinków nakrecono ale w każdym z nich nie brakowało renomowanych nazwisk. Wspomnę tutaj tylko pare nazwisk, których jeszcze nie wymieniałem: Ewa Wiśniewska, Krzysztof Chamiec, Igor Śmiałowski, Krystyna Feldman, Marian Opania, Edmund Fetting, Iga Cembrzyńska, Ignacy Machowski, Gustaw Lutkiewicz, Leszek Herdegen, Czesław Wołłejko, Henryk Bąk, Stanisław Jaśkiewicz, żeby tylko przytoczyć paru z nich. 
„Czarne Chmury” to przede wszystkim Leonard Pietraszak, Ryszard Pietruski, Anna Seniuk, Elżbieta Starostecka, Edmund Fetting, Janusz Zakrzeński, Stanisław Niwinski oraz Karol Strasburger. Niezapomniana historia pułkownika Dowgirda prawdziwego polskiego patrioty do dziś jest rownież powtarzana.
Zabawny „Janosik” historia chociaż ze smutnym zakończeniem to jednak aktorzy w niej występujący to ikony polskiej komedii może poza głównym bohaterem Markiem Perepeczko, reszta jednak to prawdziwe tuzy tej formy filmu: Marian Kociniak, Mieczysław Czechowicz, Wiltold Pyrkosz, Bogusz Bilewski, Jerzy Cnota czy Marian Łącz. To główne postacie a przecież w odcinkach pojawiali inni znani z tamtych czasów aktorzy.
Następny zabawny serial to „Alternatywy 4”. Kogóż my tu nie mamy. Nie będę wspominał o Romanie Wilhemim bo on to dla mnie po wieki wieków Dyzma, ale oprócz niego zagrali tu Wojciech Pokora, Zofia Czerwińska, Janusz Gajos, Kazimierz Kaczor, Jerzy Turek, Halina Kowalska, Gustaw Lutkiewicz, Stanisława Celińska, Bożena Dykiel, Jerzy Kryszak, Mieczysław Voit, Wiesław Gołas, Wojciech Siemion, że wymienię tylko najbardziej znane nazwiska. 
Kto pamięta „Kolumbów” smutna i tragiczna opowieść o powstaniu warszawskim i jego uczestnikach. Ten serial był chyba największym hołdem poprzedniego systemu do tego zrywu Warszawy a zagrali w nim wschodzące gwiazdy polskiego kina a wsród nich: Jan Englert, Władysław Kowalski, Andrzej Zaorski, Jerzy Trela, Maciej Damięcki, Ryszarda Hanin, Krzysztof Kowalewski, Piotr Fronczewski, Lech Ordon i wymieniam tu tylko najbardziej znanych przeze mnie aktorów. Wszyscy oni pozostawili po sobie ślad w kinematografii tego okresu.
Parę słów na temat „Domu” historii otrząsającej  się z pożogi wojennej Warszawy na podstawie jednej kamienicy. Serial nakręcono w 1980 ale jego końcówkę dokręcono w 2000 i nie wyszło to zbyt naturalnie, ale mniejsza o to. W serialu zagrało ponad 250 aktorów a ja przypomnę tylko te najważniejsze nazwiska i pominę tych, których juz wcześniej wymieniałem przy okazji innych seriali. Dom to przede wszystkim woźny, którego grał Wacław Kowalski a wsród innych wystąpili rownież: Jan Englert, Bożena Dykiel, Zbigniew Buczkowski, Tadeusz Janczar, Tomasz Stockinger, Joanna Szczepkowska, Stanisław Zaczyk. 
Na koniec zostawiłem sobie dwa seriale. Jeden z nich pomimo swojej popularności wywołuje uśmiech politowania, drugi natomiast z uwagi na inna obsadę w wersji filmowej przyprawia mnie o ból głowy w sensie wyboru lepszych aktorów.
Zacznę od „Lalki” Bolesława Prusa. W kinie główne postacie to Beata Tyszkiewicz, Mariusz Dmochowski i Tadeusz Fijewski. W serialu to Małgorzata Braunek, Krzysztof Chamiec i Bronisław Pawlik. Beata Tyszkiewicz to niekwestionowana królowa kina i pomimo całego uznania dla Małgorzaty Braunek nie sposób nie przyznać jednak pierwszeństwa w roli Izabeli Łęckiej pani Beacie. Podobnie rzecz się ma z Wokulskim, Mariusz Dmochowski w rolach silnych mężczyzn to jeden z naszych najwiekszych aktorów. Nie podejmuje się natomiast wyboru lepszego Rzeckiego. I Tadeusz Fijewski i Bronisław Pawlik sportretowali go w sposób dla nich specyficzny i niepowtarzalny. 
W serialu mamy jeszcze takie tuzy jak Jan Englert, Stefan Friedman, Wojciech Pokora, Emil Karewicz żeby tylko przytoczyć pare nazwisk.
Czas na ostatni z seriali, o którym chciałem skreślić parę słów. To oczywiście „Czterej pancerni i pies”. Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje nad wartościami tej produkcji bo i byłaby to raczej próżna argumentacja. Każda władza dla celów propagandowych coś tam wymyśla aby wywołać pozytywne emocje wsród szczególnie dorastającej części społeczeństwa. I tak moim zdaniem należy odbierać ten serial. Mnie cieszy, że piosenka z czołówki „Czterech pancernych i psa” cieszy się taką sympatią kibiców reprezentacji Polski w wielu dyscyplinach zespołowych. Ale miało być o aktorach. Zatem serial ten to początek kariery Janusza Gajosa, Włodzimierza Pressa to także główne role Romana Wilhelmiego i Franciszka Pieczki. Zagrali w serialu rownież Tadeusz Fijewski, Wiesław Golas, Barbara Kraftówna, Witold Pyrkosz, Marian Opania, Jerzy Turek, Mieczysław Czechowicz, Roman Kłosowski, Janusz Kłosiński, Małgorzata Niemirska i zjawiskowa Pola Raksa. Kim była Pola Raksa? Na to pytanie odpowiedział Zbigniew Hołdys w „Autobiografii”. Nie zagrała w filmie polskim jakiś znaczących ról. Zgadzam się jednak z autorem „Autobiografii” miała to coś w sobie co rozpalało serca wszystkich młodzieńców.
Kogo pominąłem z tamtych czasów? Świadomie Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza bo ich role w „Seksmisji” nikomu o nich nie pozwolą zapomnieć. „Seksmisja” to kultowa komedia z rewelacyjnymi rolami obu panów.
Nie mogę w mojej galerii wybitnych aktorów pominąć Zbigniewa Zapasiewicza, Kaliny Jędrusik, Jerzego Zelnika, braci Damięckich, Jana Machulskiego, Wiesława Michnikowskiego, Jacka Fedorowicza, Jerzego Bińczyckiego, Jadwigi Barańskiej, Jana Dobrowolskiego, Krystyny Sienkiewicz, Anny Dziadyk-Dymnej dumy Karguli i Pawlaków. Nazbierało się tego trochę a i tak jestem pewien, że pominąłem wielu wspaniałych aktorów.

Szambo Time 

Już od paru dni media w Polsce pochłonięte są zabawą w obrzucanie się odchodami, żeby nie użyć bardziej dosadnego słowa. Do tej zabawy przyzwyczaili nas już rząd i opozycja ale powtarzalność i przewidywalność wyzwisk i obelg stała się nazbyt monotonna. Postanowiono zatem zaproponować udział w tym widowisku innym instytucjom byle tylko posiadały umiejetność celnego rzucania kulką ulepioną z błota. I zaczęło się. Niewinne i patriotyczne spotkanie niejakiej Kiszczakowej z nijakim Kaminskim w sprawie przekazania materiałów do formowania błotnych pocisków samo w sobie przerodziło się w starcie obu stron. Kamiński twierdził, że Kiszczakowa zarządała pieniędzy o czym dumna dama dowiedziała się z prasy ripostując, że to ów Kamiński zaproponował jej skromne odstępne. Plotka jednak niesie, że na spotkaniu pojawił się Agent Tomek i swoim nieodpartym wdziękiem uwiódł wdowę po PRL-owskim watażce. Tak czy inaczej materiały trafiły na biurko owego Kamińskiego zarządzającego instytucją o dumnej nazwie Instytut Pamięci Narodowej. Ów establishment z pamięcią i narodem niewiele ma wspólnego za to dumnie brzmi. Kulka z odchodami a raczej pocisk armatni wymierzony został w legendarnego stoczniowca. Padł strzał. A, że kula z substancji mało trwałej była to i rozprysła się w powietrzu brudząc przypadkowych przechodniów. Sfrustrowani, że zostali pobrudzeni i unurzani w błocie sami zaczęli strzelać na oślep i gdzie popadnie. Brud z pocisku armatniego wciąż dotyka, jednych przypadkowo, innych mniej lub bardziej zasłużenie. Jedni broniąc stoczniowca zasłaniają go swoim ciałem inni, jakby tylko na to czekali, kulkami z odchodów obrzucają już nie tylko stoczniowca ale i jego obrońców. I tak coraz to większe grono miota czym się dam i w kogo się da.

A tymczasem w małym mieszkanku na Żoliborzu w mieście Warszawa, Wielki Mag siedzi przy kotle pełnym ludzkich potknięć i pomyłek mieszając w nim z nieukrywanym entuzjazmem. Od czasu do czasu coś do niego dorzuci a im bardziej to coś śmierdzi tym większą sprawia mu radość. Tylko on i jego kot liczą się na tym świecie.