Świąteczne zapiski z Ekwadoru

Tegoroczne święta były naszymi drugimi świetami spędzonymi w naszym nowym kraju. Ekwador pomimo faktu, że uważany jest za kraj katolicki to jednak sposób spędzania świąt bożonarodzeniowych różni się od tego , do którego jesteśmy tak przyzwyczajeni. Dla nas pogoda i temperatura na zewnątrz przekraczająca dwadzieścia stopni powodowała, że nie czuliśmy atmosfery świąt tak jak to ma miejsce czy w Polsce, czy w Stanach. Cuenca była wystrojona świątecznie i wyczuwało się specjalną atmosferę  jednak brak prawdziwej choinki, tak obecnej w Polsce we wszystkich miastach, ograniczał uczucie świąt. Co roku ma jednak miejsce rzecz, która przypomina i uzmysławia wszystkim, że oto nadchodzi Boże Narodzenie. Po raz pierwszy miałem okazje to zobaczyć w ubiegłym roku i byłem ciekaw czy ubiegłoroczna atmosfera będzie równie podniosła. Dwudziestego czwartego grudnia a więc w dzień naszej wigilii w największych miastach Ekwadoru odbywają się pochody celebrujące narodzenie odkupiciela. Cuenca uważana jest za miasto, w którym te pochody są najbardziej okazałe. Główna ulica starego miasta zamienia się w aleję przez którą przetacza się tysiące uczestników poprzebieranych za różne postacie biblijne i nie tylko. W pochodzie biorą bowiem rownież udział grupy związane z kulturą Indian, prezentując swoje tańce i stroje. Wszystko to pełne jest kolorów, radości i wyczuć można trochę podniosłą i radosną atmosferę. Parada ta to nie tylko pochód, to rownież platformy samochodowe , na których prezentowane są postacie z początków chrześcijaństwa to rownież zaprzęgi konne i nieprzebrane ilości dzieci przebrane za aniołki, dzieciątka Jezus czy świętą Marię. Pase del Niño bo pod taką nazwą znana jest owa tradycja rozpoczęła się na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia kiedy to do Ekwadoru powróciła statua dzieciątka Jezus z Rzymu poświęcona przez samego papieża. Parada rozpoczyna się na ogół około dziesiątej rano i trwa do piątej popołudniu a czasami dłużej i jest jedną z większych atrakcji turystycznych Cuenki. Szacuje sie, że w owym widowisku bierze udział do pięćdziesięciu tysięcy ludzi. Nie mogliśmy obejrzeć całego przedstawienia jako, że sami organizowaliśmy wieczór wigilijny w naszym domu, na który zaprosiliśmy znajomych, a do którego przygotowywaliśmy się już od paru dni. Bo wigilia po polsku to nie tylko tradycyjne potrawy ale to rownież porządki i sprzątanie domu od którego jak każdego roku próbowałem się wymigać niestety jak każdego roku bezskutecznie. Naszymi gośćmi było małżeństwo ekwadorsko-wenezuelskie i bratnia dusza ze Słowacji nasz sąsiad Milan. Milan zdeklarował się „zmajstrować” choinkę, bo był to podziurawiony kołek z wbitymi w miejsce dziur gałęziami ekwadorskiej sosny. Trochę ozdób, światełka i drzewko wyglądało jak prawdziwa choinka. Był też opłatek i życzenia co było nowością dla naszych gości i jednocześnie spotkało się z ich nieukrywanym uznaniem i szacunkiem.