Ekwadorskie realia

Nasz dom i nasza posesja znajdują się u podnóża Andów. Dokonując wyboru lokalizacji braliśmy pod uwagę przede wszystkim odległość od Cienki, od której nie chcieliśmy być zbyt daleko. Miejsce to ujęło nas ze względu na ciszę, walory krajobrazowe oraz wypływająca z gór rzekę, która stanowi granice naszej posesji. Cena nie była wygórowana, Cuenca na rzut kamieniem wszystko to ostatecznie doprowadziło do podjęcia decyzji o zakupie tej działki i budowie domu. Nasza decyzja była w miarę spontaniczna a kiedy w grę wchodzą emocje często przysłaniają one pewne niedociągnięcia czy tez braki zakupowanego towaru, jeśli tak to można określić. Większość naszej działki, chociaż nie całość to jednak łagodne zbocze. Moja żona to zapalony ogrodnik a zatem aby mogła się spełnić w swoim hobby musieliśmy coś zrobić aby teren przysposobić do ogrodnictwa. Rozwiązaniem okazało się budowanie murów zaporowych, które umożliwiły wyrównanie terenu na potrzeby Alicji. W górach na brak kamieni nie możemy narzekać zatem z pół-produktem muru nie było problemów. Długo jednak szukaliśmy wykonawców i to nie dlatego, że jest ich brak ale dlatego, że mało który z tych ludzi posiada samochód żeby do nas dojechać. Uruchomiliśmy wszystkie nasze znajomosci i ostatecznie znaleźli się chętni. Budowany przez nich mur wyglądał jednak dość podejrzanie co zmusiło nas do zmiany obsady. Okazało się bowiem, że lokalny budowlaniec właśnie skończył gdzieś tam coś tam i był gotów podjąć się kontynuacji naszego przedsięwzięcia. Natychmiast było widać różnice w wiedzy toteż ze spokojem oczekiwaliśmy zakończenia robót. Tak sie złożyło, ze mur ów budowany był na parę tygodni przed naszym wyjazdem zatem jego sprawdzenie nastąpiło już po naszym powrocie. Kiedy ponownie dotarliśmy do naszej oazy spokoju mur wciąż stał co było dobrym omenem, niestety pękło mu się i zgodnie ze zdaniem znawców tematu czy wcześniej czy pózniej owo cacko miało się zawalić, chyba że zdecydujemy się go wzmocnić. Cóż było robić. Znaleźliśmy trzecia ekipę, ustaliliśmy cenę i już następnego dnia ekipa stawiła się do pracy. Ekipa była w składzie dość niespotykanym, mąż, żona oraz najstarszy syn. Wzięli się jednak ostro do pracy bo tym razem zatrudniliśmy ich na umowę na całość wykonania robót. Żona wykonawcy nosiła deski szalunkowe, panowie przygotowywali wszystko pod betonowanie. Praca przy betonowaniu to ciężki kawałek chleba i wiem co mowię bo miałem możliwość popróbować jak to smakuje. Cała trojka pracowała od ósmej rano gdzieś do dziewiątej wieczorem. Panowie w pewnym momencie dali kobiecie wolne. Na zewnątrz było dość chłodno a ona siedziała na schodach wiodących z patio na zewnątrz naszego domu. Nie mogliśmy na to patrzeć i zaprosiliśmy panią do środka. Zaczęliśmy nawet prowadzić z nią najprostszą z prostych rozmów. Pani okazała się piećdziesięciojednoletnią osobą, matką dziewięciorga dzieci. Najstarszy syn miał dwadzieścia siedem lat a najmłodsza córka to dziewięciolatka. Tydzień pózniej ojciec przyszedł aby zdemontować szalunek. Do pomocy przyprowadził ową dziewięciolatkę i starszą o parę lat siostrę. Dziewczęta znosiły deski szalunkowe do pomieszczenia gospodarczego, w którym chcieliśmy żeby były zmagazynowane. Ekwador to wciąż kraj na dorobku. Obecny prezydent stara się zachęcić wszystkich do nauki widząc w tym lepszą przyszłość dla kraju. Podziały społeczne są jednak bardzo widoczne. W centrum Cuenki wciąż można spotkać czyścibutów i drobnych handlarzy oferujących co się da za jedynego dolara. Ma to wszystko swoją specyfikę i urok. Pomimo ciężkiej sytuacji niektórych warstw nie wyczuwa się przygnębienia a wręcz odwrotnie bo każdy dzień może przynieść jakąś pozytywna zmianę. I to mi się podoba najbardziej.