Czas obłędu.

Czy ktoś jeszcze pamięta „Czas zabijania” czy w wersji oryginalnej „Time to kill”? Bardzo dobry film z 1996 roku z Sandrą Bullock, Matthew McConaughey i Samuelem L. Jacksonem w rolach głównych. Matthew  McConaughey gra role prawnika i przyszło mu bronić czarnoskórego ojca, którego nieletnia córka została pobita i zgwałcona przez dwójkę białych mężczyzn. Samuel L. Jackson, grający ojca owej nieletniej dziewczyny dokonuje samosądu i zabija obu podsadnych na terenie sądu. To właśnie jego ma bronić adwokat grany przez McConaughey. Film niewątpliwe warty obejrzenia. Akcja trzyma w napięciu, świetne role głównych bohaterów grane przez uznanych aktorów i ciekawa historia, która na pewno ma odniesienie do amerykańskiej rzeczywistości to tylko pare elementów tego filmu, które wywarły na mnie wrażenie i sprawiły, że film ów mam w swojej kolekcji DVD. Mocno utkwiło mi w pamięci końcowe przemówienie obrońcy, zakończone w sposób zgoła nieoczekiwany. Tą właśnie mowę postanowiłem wykorzystać do mojego artykułu.

W pewnej knajpie spotykało się dość często sporo znajomych. Upodobali sobie owe miejsce bo i jadłospis im odpowiadał i fakt, że zawsze mieli na swojej potrzeby salkę, w której nikomu nie rzucali się w oczy. Ceny wyżerki nie grały roli ponieważ bractwo owe to byli urzędnicy państwowi i wspaniałomyślnie owe spotkania postanowili scedować na koszt podatnika. Ludzie przy kielichu zwykle gawędzą o wszystkim co im ślina na jęzor przyniesie nie omijając spraw zawodowych. Tak się jednak złożyło, że w tym przypadku sprawy zawodowe miały rownież odniesienie do spraw państwa jako, że jak już wspomniałem goście mieli powiązania z władzą bądź sami ową władze reprezentowali. Nie przewidzieli jednak, że w tym uroczym miejscu czają się na nich kelnerzy z mikrofonami i nagrywają ich rozmowy. Kelner to zawód niskopłatny, chłopaki postanowili zatem dorobić sobie na boku i owe nagrania spieniężyć, a że trafiła się gazeta chętna kupić owe nagrania to jak postanowili tak i zrobili. Tu trzeba stwierdzić, że owe nagrania odbywały się bez wiedzy i przyzwolenia naszych urzędników. Pismo jednak niewiele sobie tym zawracało głowę i owe knajpiane rozmówki opublikowało. Radość w narodzie była wielka bo wreszcie ludzie poznać mogli język wielkiej polityki. Jeszcze bardziej ucieszyła się opozycja bo mogli wreszcie otworzyć oczy społeczeństwa na jego wybrańców. Władza próbowała rożnych sztuczek, łącznie z pacyfikacją redakcji czasopisma, jednak pod naporem braci dziennikarskiej, która zjednoczyła się w walce o wolność słowa, sprawujący władze musieli pogodzić się z dotkliwą porażką. Wydarzenia te stały się pożywką opozycji w walce wyborczej a knajpianych kumpli kosztowały ich stanowiska. Opozycja ostatecznie wygrała wybory i pomna owych wydarzeń postanowiła znowelizować prawo medialne. Kiedy poprzednia władza próbowała wywrzeć presję na media, dzisiejsi włodarze a ówczesna opozycja wrzask podnieśli na zamach na wolność słowa. Dzisiaj to oni jednak sprawują władze i  będąc pod ostrzałem mediów i to nie z powodu podsłuchanych nielegalnie rozmów ale z powodu wprowadzania reform i praw bez należytego przygotowania, wrzask podnoszą oskarżając dziennikarzy o stronniczość i inne działania zmierzające do podjudzania społeczeństwa. Nie popełnią zatem błędów swoich poprzedników pacyfikując redakcje niechętnych im czasopism, po prostu zmienią prawo medialne, które da im daleko większe możliwości niż jakiś głupi nalot na redakcje obrzydliwego piśmidła. Tak już zrobili z Trybunałem Konstytucyjnym, służbą cywilną, policją kolej na pismaków.
Matthew McConaughey broniąc czarnoskórego przed białą ławą przysięgłych w swojej mowie końcowej przedstawił hipotetyczna sytuację, która doprowadziła do słusznego uniewinnienia oskarżonego. Biały prokurator, biała ława przysięgłych, biały sędzia i czarny oskarżony. Zwyciężył zdrowy rozsądek. Sytuacja ta jako żywo przypomina to co się dzieje w polskiej polityce. Samozwańczy władca absolutny wywiera presje na swój dwór nie patrząc na dobro ogółu, kierując się jedynie sobie zrozumiałymi prawami a reszta jego służby bije tylko brawo w obawie przed zemstą obłędu. Czy znajdzie się ktoś w tym tłumie kto powie dość i wskrzesi pojęcie zdrowego rozsądku? Czas pokaże.

Reklamy

Świąteczne zapiski z Ekwadoru

Tegoroczne święta były naszymi drugimi świetami spędzonymi w naszym nowym kraju. Ekwador pomimo faktu, że uważany jest za kraj katolicki to jednak sposób spędzania świąt bożonarodzeniowych różni się od tego , do którego jesteśmy tak przyzwyczajeni. Dla nas pogoda i temperatura na zewnątrz przekraczająca dwadzieścia stopni powodowała, że nie czuliśmy atmosfery świąt tak jak to ma miejsce czy w Polsce, czy w Stanach. Cuenca była wystrojona świątecznie i wyczuwało się specjalną atmosferę  jednak brak prawdziwej choinki, tak obecnej w Polsce we wszystkich miastach, ograniczał uczucie świąt. Co roku ma jednak miejsce rzecz, która przypomina i uzmysławia wszystkim, że oto nadchodzi Boże Narodzenie. Po raz pierwszy miałem okazje to zobaczyć w ubiegłym roku i byłem ciekaw czy ubiegłoroczna atmosfera będzie równie podniosła. Dwudziestego czwartego grudnia a więc w dzień naszej wigilii w największych miastach Ekwadoru odbywają się pochody celebrujące narodzenie odkupiciela. Cuenca uważana jest za miasto, w którym te pochody są najbardziej okazałe. Główna ulica starego miasta zamienia się w aleję przez którą przetacza się tysiące uczestników poprzebieranych za różne postacie biblijne i nie tylko. W pochodzie biorą bowiem rownież udział grupy związane z kulturą Indian, prezentując swoje tańce i stroje. Wszystko to pełne jest kolorów, radości i wyczuć można trochę podniosłą i radosną atmosferę. Parada ta to nie tylko pochód, to rownież platformy samochodowe , na których prezentowane są postacie z początków chrześcijaństwa to rownież zaprzęgi konne i nieprzebrane ilości dzieci przebrane za aniołki, dzieciątka Jezus czy świętą Marię. Pase del Niño bo pod taką nazwą znana jest owa tradycja rozpoczęła się na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia kiedy to do Ekwadoru powróciła statua dzieciątka Jezus z Rzymu poświęcona przez samego papieża. Parada rozpoczyna się na ogół około dziesiątej rano i trwa do piątej popołudniu a czasami dłużej i jest jedną z większych atrakcji turystycznych Cuenki. Szacuje sie, że w owym widowisku bierze udział do pięćdziesięciu tysięcy ludzi. Nie mogliśmy obejrzeć całego przedstawienia jako, że sami organizowaliśmy wieczór wigilijny w naszym domu, na który zaprosiliśmy znajomych, a do którego przygotowywaliśmy się już od paru dni. Bo wigilia po polsku to nie tylko tradycyjne potrawy ale to rownież porządki i sprzątanie domu od którego jak każdego roku próbowałem się wymigać niestety jak każdego roku bezskutecznie. Naszymi gośćmi było małżeństwo ekwadorsko-wenezuelskie i bratnia dusza ze Słowacji nasz sąsiad Milan. Milan zdeklarował się „zmajstrować” choinkę, bo był to podziurawiony kołek z wbitymi w miejsce dziur gałęziami ekwadorskiej sosny. Trochę ozdób, światełka i drzewko wyglądało jak prawdziwa choinka. Był też opłatek i życzenia co było nowością dla naszych gości i jednocześnie spotkało się z ich nieukrywanym uznaniem i szacunkiem.

Piętowe przemyślenia 

Nadepnął Owsiak Pięcie na piętę

I stało się coś co niepojęte
Rząd nie będzie wspierać fundacji Jurka
Bo on nie z ichniego przecież podwórka
A na dodatek naród jednoczy
Co bardzo kłuje rządowe oczy
Pogroził zatem pan poseł Pięta
W te bożonarodzeniowe święta
Że WOŚP pomagać zabrania
Ci co pomagają to do wylania
Z roboty będą zaraz po światach
Bo tak sobie życzy pan poseł Pięta
Orkiestry Jurka przedstawiać nie trzeba
Kieruje nimi czysta potrzeba
Pomocy chorym oraz szpitalom
I wcale się tym aż tak nie chwalą.
Ludzie WOŚP pomagają z dobrej woli
Ale pan Pięta nie chce na to pozwolić
Przypisujemy głupotę osłom
A może trzeba niektórym posłom

Ekwadorskie realia

Nasz dom i nasza posesja znajdują się u podnóża Andów. Dokonując wyboru lokalizacji braliśmy pod uwagę przede wszystkim odległość od Cienki, od której nie chcieliśmy być zbyt daleko. Miejsce to ujęło nas ze względu na ciszę, walory krajobrazowe oraz wypływająca z gór rzekę, która stanowi granice naszej posesji. Cena nie była wygórowana, Cuenca na rzut kamieniem wszystko to ostatecznie doprowadziło do podjęcia decyzji o zakupie tej działki i budowie domu. Nasza decyzja była w miarę spontaniczna a kiedy w grę wchodzą emocje często przysłaniają one pewne niedociągnięcia czy tez braki zakupowanego towaru, jeśli tak to można określić. Większość naszej działki, chociaż nie całość to jednak łagodne zbocze. Moja żona to zapalony ogrodnik a zatem aby mogła się spełnić w swoim hobby musieliśmy coś zrobić aby teren przysposobić do ogrodnictwa. Rozwiązaniem okazało się budowanie murów zaporowych, które umożliwiły wyrównanie terenu na potrzeby Alicji. W górach na brak kamieni nie możemy narzekać zatem z pół-produktem muru nie było problemów. Długo jednak szukaliśmy wykonawców i to nie dlatego, że jest ich brak ale dlatego, że mało który z tych ludzi posiada samochód żeby do nas dojechać. Uruchomiliśmy wszystkie nasze znajomosci i ostatecznie znaleźli się chętni. Budowany przez nich mur wyglądał jednak dość podejrzanie co zmusiło nas do zmiany obsady. Okazało się bowiem, że lokalny budowlaniec właśnie skończył gdzieś tam coś tam i był gotów podjąć się kontynuacji naszego przedsięwzięcia. Natychmiast było widać różnice w wiedzy toteż ze spokojem oczekiwaliśmy zakończenia robót. Tak sie złożyło, ze mur ów budowany był na parę tygodni przed naszym wyjazdem zatem jego sprawdzenie nastąpiło już po naszym powrocie. Kiedy ponownie dotarliśmy do naszej oazy spokoju mur wciąż stał co było dobrym omenem, niestety pękło mu się i zgodnie ze zdaniem znawców tematu czy wcześniej czy pózniej owo cacko miało się zawalić, chyba że zdecydujemy się go wzmocnić. Cóż było robić. Znaleźliśmy trzecia ekipę, ustaliliśmy cenę i już następnego dnia ekipa stawiła się do pracy. Ekipa była w składzie dość niespotykanym, mąż, żona oraz najstarszy syn. Wzięli się jednak ostro do pracy bo tym razem zatrudniliśmy ich na umowę na całość wykonania robót. Żona wykonawcy nosiła deski szalunkowe, panowie przygotowywali wszystko pod betonowanie. Praca przy betonowaniu to ciężki kawałek chleba i wiem co mowię bo miałem możliwość popróbować jak to smakuje. Cała trojka pracowała od ósmej rano gdzieś do dziewiątej wieczorem. Panowie w pewnym momencie dali kobiecie wolne. Na zewnątrz było dość chłodno a ona siedziała na schodach wiodących z patio na zewnątrz naszego domu. Nie mogliśmy na to patrzeć i zaprosiliśmy panią do środka. Zaczęliśmy nawet prowadzić z nią najprostszą z prostych rozmów. Pani okazała się piećdziesięciojednoletnią osobą, matką dziewięciorga dzieci. Najstarszy syn miał dwadzieścia siedem lat a najmłodsza córka to dziewięciolatka. Tydzień pózniej ojciec przyszedł aby zdemontować szalunek. Do pomocy przyprowadził ową dziewięciolatkę i starszą o parę lat siostrę. Dziewczęta znosiły deski szalunkowe do pomieszczenia gospodarczego, w którym chcieliśmy żeby były zmagazynowane. Ekwador to wciąż kraj na dorobku. Obecny prezydent stara się zachęcić wszystkich do nauki widząc w tym lepszą przyszłość dla kraju. Podziały społeczne są jednak bardzo widoczne. W centrum Cuenki wciąż można spotkać czyścibutów i drobnych handlarzy oferujących co się da za jedynego dolara. Ma to wszystko swoją specyfikę i urok. Pomimo ciężkiej sytuacji niektórych warstw nie wyczuwa się przygnębienia a wręcz odwrotnie bo każdy dzień może przynieść jakąś pozytywna zmianę. I to mi się podoba najbardziej.

BAJ-u, BAJ-u będziesz w raju czyli jak Beata, Andrzej i Jarosław zrobili z każdego osła.

Poszedł Jarek

Na jarmarek

A że był to wtorek
Kupił sobie worek
A w tym worku same cuda
Najpierw wypadł z niego Duda
Padł przed Jarkiem na kolana
I tak sterczał aż do rana
Ulitował się Jarosław 
Zrobił z Dudy zatem posła
I tak rozpoczęła się kariera,
Która dzisiaj Polskę zżera
Bo pan Duda prezydentem został
A ponieważ funkcji nie mógł sprostać
To Jarkowi ją powierzył
Z czego narodowi się nie zwierzył
Wcześniej Jarek z worka wyjął
Szydło, które do swej partii przyjął
A że na kobiety była moda
Szydło chociaż już nie młoda
To za Jarka zgodą i namową
Miała zostać premierową
Wkrótce też nią i została
Gdy Jarkowa partia wybory wygrała
Jarek miał pozostać w cieniu
Ale ku wszystkich zdumieniu
Najpierw skonstruował rząd Beacie
Potem po cichutku w swojej chacie
Premierem siebie mianował
Bo Beaty już nie potrzebował
Nikt ludowi tego nie powiedział
Że Jarosław  na dwóch stołkach sobie siedział
Urósł w siłę taką pan Jarosław
Że już mało kto mu może sprostać
Trybunałem postanowił się więc zająć
Wszem i wobec ogłaszając
Że dla dobra robi to narodu
Bo tam gnój i kupa smrodu
Naród wyczuł jednak zdradę 
I Jarkowi wszedł w paradę
Jego jednak nic nie rusza
Nowych sędziów wyjął z kapelusza
Kazał Jędrusiowi ich powołać
I niech opozycja w dupę sobie schowa
Swe obiekcje i swe żale
On to robi ku ojczyzny chwale
Mało zatem go obchodzi
Ze w ojczyzny skład też wchodzi
Grupa ludzi inaczej myślących
Też dobra kraju i ludzi chcących
To nieszczęście rozpoczęło się na targowisku
Bo worek z cudami sprzedano panisku
Który nie zasłużył sobie na ludzi zaufanie
Dzisiaj jednak to po próżnicy gadanie.
W przyszłości pamietać jednak należy
Że jeśli kto już kiedyś nagrzeszył
I jesli nawet poprawę obiecuje
To cześciej kłamie niż słowa dotrzymuje

Orędzie – nowa moda w polskiej polityce

W państwie polskim nastała nowa moda. Oto nasze elity w obawie aby o nich nie zapomnieć postanowiły wprowadzić cykliczne orędzia do narodu. Jeszcze nie tak dawno ich ulubionym słowem było referendum, teraz jednak to juz przeżytek bo mając władze absolutna kto potrzebuje referendum. Odkurzono zatem orędzie bo to ładnie będzie tak bezpośrednio do narodu umierającego z niewiedzy prawie jak z głodu, rzec słów parę by podnieść w rząd jego wiarę.

Orędzie (inaczej apel, odezwa) – uroczyste oznajmienie, przemówienie ważnej osoby w państwie (zwykle polityka) skierowanej do ogółu. Zwykle dotyczy bieżącej sytuacji politycznej w kraju.

Taką oto definicje tego zagadnienia znalazłem w Wikipedii. Najpierw z owym orędziem wystąpił sam pan prezydent zaniepokojony kontrowersją wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zamieszanie związane z tą instytucją wykreował nie kto inny jak  właśnie pierwszy obywatel kraju. Mętne tłumaczenia, zwalenie winy na opozycje, oskarżanie poprzedniego rządu to główne wątki tego prezydenckiego orędzia. Osoba bez dwóch zdań była ważna, przemówienie dotyczyło bieżącej sytuacji, tylko czy było ono uroczyste aby nazwać je orędziem?
Nie minęły jeszcze echa prezydenckiego wystąpienia a do mikrofonu i kamery dorwała się pani premier ze swoim orędziem, a jakże do narodu. Jej wystąpienie dotyczyło tego samego tematu a zatem zamieszania wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zmieniono parę słów, dołożono trochę nowych, bardziej dosadnych. Sedno sprawy pozostało jednak takie same. Ot ta przeklęta opozycja, my chcemy dobrze zgodnie z prawem a oni straszą i judzą pogubiony w ciemnościach naród. Znowu osoba oczywiście ważna, przemówienie na temat bieżącej sytuacji ale czysto miało związek z jakaś uroczystością.
Dwa orędzia brzmiące niemal identycznie w ciagu dwóch tygodni, tyle poprzedni rząd nie wygłosił w czasie całej kadencji bo i nie było po czemu. Owe wystąpienia hucznie nazwane orędziami nie były niczym innym niż próba obrony własnych błędów a raczej błędów popełnionych przez głównego ideologa partii. Aktualni rządzący skompromitowali się decyzjami dotyczącymi osady Trybunału Konstytucyjnego a korzystając z władzy wymyślili sobie orędzia pełne oskarżeń aby odwrocić uwagę od własnych win. Nie były to zatem orędzia a próby obrony swojej arogancji. No właśnie próby obrony bo tylko niewinni się nie bronią.

Trybunał Nad-konstytucyjny

Myślę, że nadszedł czas zakończenia sporu o Trybunał Konstytucyjny a ponieważ nie widzę możliwości pogodzenia zwaśnionych stron tego konfliktu to proponuje powołać Trybunał Nad-konstytucyjny. Skład na początku byłby jednoosobowy bo z badań genetycznych wynika, że tylko Jarosław Prawy nie posiada w swoim DNA genomu zdrady. Oczywiście w przyszłości można by skład owego ciała powiększyć ale tylko po wnikliwych badaniach genetycznych do dziesiątego pokolenia wstecz, tak dla pewności. Decyzje o spełnianiu warunków przynależności podejmowałby oczywiście jedyny najwyższego sortu czystej krwi patriota. Głównym zadaniem nowego organu władzy byłoby sprawdzanie zgodności z konstytucją wyroków wydawanych przez Trybunał Konstytucyjny, który póki co opanowany został przez gorszy sort sędziów z genomem zdrady co może potwierdzić sama pani premier wraz z panem prezydentem. Oni to bowiem niezłomnie zdesperowani walczą o Polskę czystą od genomu zdrady i gorszego sortu Polaków. Na ich drodze stanął jak kość w przełyku Trybunał Konstytucyjny, który nie rozumie wysiłków oddanych prezesowi urzędników państwowych. Zaparli się ci zaprzańcy z trybunału i torpedują jedynie słuszną linię jedynie słusznej partii. Zakończmy zatem tą maskaradę i powołajmy Trybunał Nad-konstytucyjny z prezesem na jego czele. Jarosław Prawy mógłby wreszcie pełnić jakaś państwową funkcje bo jak na razie to manipuluje całą władzą z Senatem, Sejmem, premierem i prezydentem na czele, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. A zatem do dzieła Posłowie i Senatorowie z partii Prezes i Spółka oddajmy wreszcie należną cześć wodzowi, który z narażeniem życia jedynie dobro kraju i demokracji ma na celu.

Wiersz wcale nieśmieszny 

Śmiej się, śmiej bałwanie

Wkrótce przed trybunałem staniesz

I prezydent ci pomóc już nie da rady
Bo sam namówiłeś go do zdrady
Za którą przyjdzie zapłacić mu drogo
A i historia oceni go srogo
Choć przyrzekał być samodzielnym
To wybrał bycie kundlem twym wiernym
Robi wszystko co mu rozkażesz
I widzi tylko co mu pokażesz
 
Żałośnie obaj się prezentujecie
Bo chcecie wszystko a nic nie wiecie
Czy można bardziej niż wy nienawidzieć?
Trzeba być ślepym i nic nie widzieć
Żeby narzucać wszystkim swe zdania
Miast zadać sobie ważne pytania
Jak skończyć te głupie waśnie?
Co zrobić by kraj nasz właśnie
Stał się przykładem dla innych nacji?
Jak wysłuchać wszystkich racji
By podjąć najlepszą decyzje
Rozsławiając przy tym naszą ojczyznę
Wy jednak kłócić wolicie
Z nikim i niczym się nie liczycie
Bo najważniejsze są wasze ambicje głupie
A innych zdanie macie dziś w dupie
Krótkie więc będą te wasze rządy
I wkrótce ścigać was będą sądy
Bo arogancję zacząć karać należy
Żeby każdy kto w prawo wierzy
Mógł zawsze zasypiać spokojnie
I śnić o pokoju a nie o wojnie.

Listopadowe przepychanki czyli sukcesy i porażki

Listopad stał pod znakiem wyboru ministrów i całego rządu. Stąd większość moich bohaterów to przyszli polepszacze naszego życia. Z mojej perspektywy na niektóre nazwiska aż przykro jest patrzeć. A oto moja lista:

Szczyt arogancji – Zbigniew Ziobro, mianowanie tego pana na stanowisko ministra sprawiedliwości po raz kolejny to kompletny brak szacunku dla tej instytucji. Zbigniew Ziobro dał się poznać jako niekwestionowany lider w tworzeniu rzeczywistości. We wrześniu omal nie stanął przed Trybunalem Konstytucyjnym za przekroczenie i nadużycie władzy i tylko dzięki lekkomyślności ówczesnych rządzących wywinął się od odpowiedzialności a dzisiaj powierzono mu ponownie stanowisko, które już raz skompromitował. Pan minister już kombinuje jak tu dokopać Polańskiemu bo to na pewno go dowartościuje.

Szczyt bojkotu – Stefan Niesiołowski, pan Stefan namawiał do bojkotu wyborów na wicemarszałków Sejmu jako, że prawi i sprawiedliwie postanowili ukraść więcej niż jedno to stanowisko dla swoich niestrudzonych działaczy. Może i słusznie panie Stefanie, problem jednak w tym, że ludzie już są zmęczeni tym pańskim podżeganiem. Najwyższy czas przekazać pałeczkę komuś innemu bo nawet jeśli merytorycznie masz pan racje to wychodzi tak jak wychodzi czyli śmiesznie i to pan zaczynasz być bojkotowany.

Szczyt ciemnoty – Jean- Claude Juncker, pan przewodniczący jakiejś komisji europejskiej powiedział. Że Polska będzie musiała wywiązać się z założeń w sprawie przyjęcia uchodźców. Panie przewodniczący poprzedni rząd w Polsce może i wywiązałby się z tych założeń, problem w tym, że jego już nie ma. Nasz aktualny jedyny i prawdziwy patriota uważa, że Polska jest dla Polaków a nie jakichś tam terrorystów z bliskiego wschodu. Jeżeli pan tego nie rozumiesz toś pan całkiem ciemny.

Szczyt dochodzenia – kancelaria prezydenta, odkąd prezydent Duda przejął władze jego kancelaria robi audyt po prezydencie Komorowskim. Pierwsze takie dochodzenie przejmującego władze prezydenta po odchodzącym. Znaleźli tych wykroczeń, że aż się przewraca w głowie. Zmusili jednak Komorowskiego do obrony i przy okazji dostało sie śp. Lechowi Kaczyńskiemu. I po co to komu.

Szczyt entuzjazmu – Jarosław Kaczyński, pan prezes zabrał się do roboty z taką ilością entuzjazmu, że jak tak dalej pójdzie wszystkie założenia rządowe i obietnicy wyborcze spełni pewnie w ciągu jednego tygodnia. Prezydent i premierowa tak skaczą jak szanowny absolut zagra jeszcze tylko pozbyć się tych sędziów z Trybunału Konstytucyjnego i hulaj dusza piekła nie ma. Na następnym posiedzeniu sejmu postawi się wniosek o przywrócenie królestwa w Polsce z królem Jarosławem i po co jemu jakieś tam premierowanie. A co Rosja ma cara my nie gorsi.

Szczyt frustracji – posłowie i senatorowie opozycji. Goście starają się jak mogą aby utrudnić prawym i sprawiedliwym ale za każdym razem brakuje im głosów. Kombinują jak mogą ale matematyka jest bezlitosna. Z tej frustracji zaczęli już stosować metody prezesa z czasów kiedy to on był w opozycji wychodząc w trakcie głosowania z sali parlamentu.

Szczyt głupoty – Jarosław Gowin, w przypływie dobrego humoru nasz nowy minister od szkolnictwa wyższego wyznał, że uważa niejakiego Mariusza Kamińskiego za człowieka krystalicznie czystego. Pan Jarosław niespodziewanie stał się specjalistą od produkcji kryształów. Mam jednak wrażenie, że ta jego wiedza na ten temat ma się tak samo do siebie jak jego wiedza na temat szkolnictwa wyższego czyli jest żadna. W tym kontekście wychodzi mi na to, że w dziedzinie kształcenia studentów napewno poczynimy wreszcie krok do przodu.

Szczyt histerii – Ewa Kopacz, rozhisteryzowana pani była już premier w trakcie inauguracyjnego posiedzenia Sejmu nawygrażała się przejmującym władze prawym i sprawiedliwym na temat kontroli i rozliczania z przyrzeczeń, że omal sama nie do końca wiedziała o co jej chodzi. Pani Ewo trzeba umieć przegrywać. Swoim przemówieniem nie tylko zaszkodziła pani sobie ale i swojej partii. Otrzeźwienie przyszło zbyt późno i jak to zwykle bywa to ludzie będą teraz musieli za wasze pomyłki płacić. Po piętnastu latach w polityce chyba nadszedł czas aby przekazać władze komuś innemu.

Szczyt indolencji – Parlament Unii Europejskiej. Zwołują ostatnio te szczyty jakby to były jakieś Himalaje a nie Bruksela. Szczyt od tego, szczyt od owego, przeganiają się po całej Europie. Nasz biedny były premier sam już nie wie gdzie się jutro obudzi. I dobrze, że starają się trzymać rękę na tak zwanym pulsie, gorzej jednak, że niezbyt wiele z tego wynika. Gdyby więcej czasu spędzano na rzeczach ważnych a nie prostowaniu bananów być może ktoś by zauważył, że zmierzamy w złym kierunku i te codzienne szczyty nie byłyby dziś potrzebne. Tyle, że do tego potrzeba ludzi z wizją a nie karierowiczów.

Szczyt judzenia – Witold Waszczykowski, nasz nowy minister spraw zagranicznych domaga się rewizji układu Rosji z NATO. Ja już myślałem, że nic gorszego niż Anna Fotyga nie może się nam przytrafić, a jednak. Panu Witoldowi marzy się mieszkanie w Moskwie albo w innym Petersburgu i w porozumieniu z ministrem obrony zamierzają najechać na Rosję. Panie Witold na szczęście w tym NATO siedzą mądrzejsi od pana i jeśli pan myślisz, że coś zrobią z tym pańskim wnioskiem toś pan w błędzie. Putin natomiast podobno zesrał się tyle, że nie ze strachu a ze śmiechu.

Szczyt kompromitacji – Antoni Macierewicz. Wybór tego pana na stanowisko ministra obrony narodowej to kolejny przykład na kierowanie się przez prezesa kwalifikacjami a nie jakimiś bliżej nieokreślonymi zasługami. Żal mi naszej armii ale jeszcze bardziej żal mi pana ministra bo gdyby miał choć odrobinę honoru to wiedząc jakie budzi emocje w społeczeństwie nie pchałby się na pierwsze strony gazet. Pan Antoni ma jednak parcie na szkło i w tej swojej wierze w jedynie słuszną linie, jedynie słusznej partii zapomniał o wszystkim nie mówiąc już o honorze.

Szczyt lizusostwa – Paweł Kukiz. Panu posłowi kompletnie wszystko się już wymieszało. Z jego haseł szczególnie dotyczących nepotyzmu i kolesiostwa nic nie zostało. W rządzie zasiadają jedynie dobrzy znajomi prezesa a oni dobierają sobie swoich kumpli z kampanii wyborczej a pan Paweł boi się nawet gęby otworzyć na ten temat. Wazeliniarstwo jego partii w stosunku do partii Absoluta przekroczyło już dawno stopień lizusostwa PSL do platformersów w czasie ich sprawowania władzy.

Szczyt łaski – Mariusz Kamiński. Ot i niespodzianka spotkała pana Mariusza. Jeszcze jego apelacja nie została rozpatrzona, nawet data tejże nie została ustalona a tu pierwszy obywatel już go ułaskawił. Prezydent nie zamierzał się wtrącać w uprawnienia sądów ale żeby głupi naród nie podejrzewał politycznego aspektu jakiekolwiek wyroku to w sposób niepolityczny ułaskawił byłego szefa CBA. Wiele można osiągnąć współpracując z właściwymi ludźmi na właściwych miejscach, nieprawdaż panie Mariusz, tfu na psa urok panie ministrze koordynatorze d/s a jakżeby służb specjalnych.

Szczyt międzynarodowych wiadomości – Claro. Claro to jedna z najwiekszych kompanii telefonicznych w Ekwadorze. Właśnie z ich sieci korzystam. Jedną z usług oferowanych przez nich są sms – y dotyczące najważniejszych wydarzeń na świecie. Pod koniec listopada zawiadomi mnie, że Polska odmówiła wydania Romana Polańskiego amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Pomyślałem sobie: tyle się w Polsce dzieje a oni mi zawracają głowę Romanem Polańskim. Tyle, że Polański to uznana sława a prezesa tutaj nikt nie zna. I BARDZO DOBRZE.

Szczyt nie dotarło – Bronisław Komorowski. Wciąż nie dociera do byłego prezydenta przyczyna stracenia władzy przez niego i platformersów. Ostatnia teoria pana Bronisława to przesyt Polaków po tak długim sprawowaniu władzy przez Paltformę. Otóż nie panie były już prezydencie to nie żaden przesyt doprowadził was do utraty władzy to wasza pycha i arogancja, to brak kontaktu ze społeczeństwem. Już najwyższy czas walnąc się w piersi a nie szukać przyczyn tam gdzie ich nie ma.

Szczyt oburzenia – rząd Izraela. Oburzył się premier Izraela i jego świta na Unię Europejską za wtrącanie się w sprawy gdzie państwo izraelskie produkuje swoje towary. Premier Natanyahu nie uważa, że produkty, które zostały wyprodukowane na terenach Palestyny zajętych przez jego państwo bezprawnie powinny być oznakowane jako wyprodukowane w Palestynie a nie Izraelu. No i ma chłop rację. Przecież takie państwo jak Palestyna to ono już od dawna nie istnieje a te tumany z Brukseli wciąż tego nie przyjmują do wiadomości. No i jak tu ma być pokój na bliskim wschodzie?

Szczyt poprawnego nazewnictwa – Agnieszka Holland, nasza znana nie tylko w Polsce pani reżyser nazwała prezydenta Andrzeja Dudę „cynglem Kaczyńskiego”. Zaprawdę prawdę powiada pani Agnieszka, sprawujący urząd prezydenta pan Andrzej tak na dobrą sprawę jeszcze nie podjął żadnej decyzji samodzielnie a większość z nich budzi spore kontrowersje jak to zresztą bywa z większością decyzji prezesa. Można wyśmiewać poprzedniego prezydenta ale aż tak jak obecny to on nie siedział w kieszeni ani Donalda Tuska, ani tym bardziej Ewy Kopacz.

Szczyt rechotu – Edmund Janniger. Człowiek o tym tajemniczym nazwisku właśnie skończył dwadzieścia lat i już został doradcą ministra obrony do spraw nie wiadomo jakich. Paweł Kukiz omal nie oskarżył ministra o kolesiostwo ale po rozmowie z panem Edmundem jego wiedza na temat spraw byle jakich powaliła posła Kukiza na kolana. W sejmowych kuluarach głośno już się mówi na temat najnowszego przeboju pana Kukiza poświęconego doradcy ministra do spraw obrony też nie wiadomo dokładnie czego.

Szczyt sukcesu – Agnieszka Radwańska, po byle jakim sezonie nasza najlepsza tenisistka niespodziewanie wygrała kończący sezon turniej najlepszych zawodniczek tego sportu. Początkowo wyglądało na to, że odpadnie po pojedynkach grupowych bo przegrała dwa pierwsze mecze. Potem jednak nabrała wiatru w żagle i reszta to juz historia. Cieszy mnie ten sukces bo ostatnio nie wiodło się Agnieszce i prawdę mówiąc sam uważałem, że jej kariera dobiega końca. No cóż, nikt nie jest nieomylny.

Szczyt śmiechu (nocnego) – posłowie i senatorowie prawych i sprawiedliwych – znani z opuszczania sali w trakcie głosowań podwładni prezesa tak się przejęli rolą wiodącej siły w państwie, że nie sposób ich wypędzić do domu. Przy pracach nad mało istotnymi sprawami związanymi z Trybunałem Konstytucyjnym tak się goście zapracowali, że aż zastała ich północ. Dopięli swego przy okazji łamiąc parę demokratycznych zasad ale przecież zwyciezców się nie sądzi, nieprawdaż?

Szczyt trybunału – Elżbieta Witek i Adam Lipiński. Wymyśliło to duo, napewno samodzielnie, że postawią byłego już premiera Donalda z Tusków przed Trybunałem Stanu. Problem w tym, że owa instytucja zajęta jest przez „sługusów” platformersów. Wykombinowali zatem odwalanie pięciu sędziów, których przysięgi dziwnym trafem nie miał czasu przyjąć prezydent Duda. Ten wniosek zaskarżyła do Trybunału aktualna opozycja. I w ten sposób uchwała o Trybunale jest w Trybunale a Tusk czeka na postawienie go przed Trybunałem jeśli jeszcze coś z tego ciała zostanie. Ale to wie tylko prezes.

Szczyt uchodźctwa – Jacek Sasin. W walce o to kto ma rację na temat „nocnych” reform Trybunału Konstytucyjnego pan Jacek tak się zaperzył, że zaproponował opozycji uchodźstwo i stworzenie gdzieś tam w świecie swojego Trybunału Konstytucyjnego. W Polsce prawi i sprawiedliwy będą decydować o owego kształcie i składzie. Brawo panie Jacku na tym właśnie polega demokracja i niezawisłość wymiaru sprawiedliwości. Na liście zaufanych prezesa poszedł pan ani chybił do góry.

Szczyt walki – Donald Tusk, dobiega pierwszy rok sprawowania władzy w Brukseli przez pana Donalda a tu na jego oczach całą tą unie mało szlag nie trafi. Dwoi się zatem pan Tusk zwołując kolejne szczyty, strasząc rozpadem unii i jeszcze innymi rzeczami a tu jak na złość pożytek z tego marny. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli ta unia się rzeczywiście rozpadnie to prezes Kaczyński będzie mógł z dumą uświadomić całemu światu że to wszystko „wina Tuska”. I jak tu spać spokojnie.

Szczyt zawodu – Beata Szydło, powołania na stanowiska ministerialne, szczególnie te kluczowe to jeden wielki zawód. Sprane, skompromitowane nazwiska przygotowane jej przez prezesa i próba ich bronienia przez panią premier nie przynosi jej ani chluby ani szacunku. Podobnie jak prezydent pani Beata mówiła dużo o swojej niezależności od partyjnego guru, tymczasem nie zaproszono jej nawet na spotkanie ustalające skład rządu. Nie byłem zwolennikiem poprzedniej premier, ta jednak potrafiła przegonić skompromitowanych ludzi swojego poprzednika. Wszyscy wiemy, że z prezesem współpracowac jest trudno, przydałoby się jednak choć odrobinę własnego zdania.

Szczyt żenady – Piotr Gliński. Pan minister kultury i wicepremier jednocześnie wdał się na wizji w „kulturalną” przepychankę z dziennikarką telewizji publicznej. Poszło o Teatr Polski we Wrocławiu, który wystawiał sztukę noblistki Jelinek pt. „Śmierć i dziewczyna”. Na podstawie doniesienia organizacji o jakże znamiennej nazwie Krucjata Różańcowa pan minister zarządał od teatru wstrzymania premiery przedstawienia z uwagi na treści pornograficzne. Dostało się przy okazji dziennikarce za podchwytliwe pytania i telewizji publicznej za swoje istnienie. Rewelacyjny początek, doprawdy panie ministrze wreszcie wolność idzie w dobrym kierunku.

Szczyt szczytów – Andrzej Duda. Pierwszy obywatel narodu wciąż utrzymuje, że jest bezpartyjny. Może i jest on bez żadnej przynależności partyjnej, może. W swoim działaniu jednak zachowuje się jak zagorzały zwolennik swojej byłej formacji politycznej. Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego to mieszanie się w sprawy niezawisłych sądów. Bezkrytyczne podpisywanie wszystkiego co wymyśli prezes to brak respektu dla funkcji, którą pan Duda piastuje. Panie prezydencie w kolejce do ułaskawienia Andrzej P. Z SLD i Jan B. Z PSL. Jak ułaskawiać to ułaskawiać. Gwarantuję panu, że te ułaskawienia będą mniej polityczne niż to dla Mariusz Kamińskiego i jego wspołpracowników. Tylko czy prezes się na to zgodzi.