Powtórka z dyktatury

Prawdę mówiąc zaczynam coraz bardziej cieszyć się faktem wygrania wyborów przez prawych i sprawiedliwych. Oto bowiem nadchodzi powtórka z rozrywki dla wszystkich tych, którzy zapomnieli co oznaczał termin „dyktatura”. Wszyscy od lewej do prawej i jak wielka jest scena polityczna w Polsce zgadzają się dzisiaj z faktem, że i Andrzej Duda, i Beata Szydło to tylko zwykłe marionetki w rękach człowieka o wdzięcznej nazwie prezes, który chce się wszystkim jawić jako naprawiacz zepsutego systemu. Nasz wielce oświecony ” Dalai Lama” ruszył z krucjatą przeciwko sędziom Trybunału Konstytucyjnego bo to przeżytek po poprzedniej władzy i nie daje pewności owocnej współpracy. Jak to zwykle, nie tylko w naszym kraju, w sytuacjach tego typu słychać głosy popierające prezesa i słychać rownież te, które nie zostawiają na nim suchej nitki.  Sam już nie wiem kto ma racje i nawet byłbym skłonny stanąć po stronie tego wielkiego patrioty, gdyby….. No właśnie panie Jarosławie, sprzątanie zaczynamy od własnego podwórka. Powołanie na stanowisko ministra sprawiedliwości pana Zbigniewa Ziobry nakazuje myśleć, że to pańskie postrzeganie prawa jest conajmniej zwichrowane. Pan ten piastując ów urząd w przeszłości skompromitował się swoją walka z korupcją ośmieszając nie tylko ministerstwo sprawiedliwości ale i rząd na czele, którego stał pan we własnej osobie. Fakt pańskich zastrzeżeń w stosunku do Trybunału Konstytucyjnego i ich brak w stosunku do ministra sprawiedliwości karze wręcz twierdzić, że pańskie poglądy pozbawione są krzty obiektywizmu i kieruje panem najzwyklejsza w świecie chęć zemsty. Mam nadzieję, że uda się panu ten zamach na tych naszych strażników demokracji i odmieni pan Trybunał według swoich wyobrażeń. Ta kretyńska walka prezesa o władze absolutną odbije mu się czkawką bo sposób i bezwzględność z jaką tego dokonuje jeszcze bardziej dzieli społeczeństwo. Działania pana Kaczyńskiego mają charakter, w moim odczuciu, odwetowy a nie naprawczy. Nie dziwi mnie poklask zwolenników prawych i sprawiedliwych bo rzeczywiście opozycja z platformersami na czele swoimi atakami na aktualną władzę bardziej się jak na razie ośmiesza niż otwiera czyjekolwiek oczy. Jarosław Kaczyński jakby rownież zapomniał, że kreuje skrajne emocje w społeczeństwie, co w moim przekonaniu doprowadzi do zjednoczenia tych co nie głosowali w obecnych wyborach i w następnych już pójdą do urn tylko po to aby pozbyć się absoluta.

Skończyłem ostatnio oglądać piąty sezon Game of Thrones. Jarosław Kaczyński jako żywo przypomina mi królową matkę, która z taką zaciekłością walczyła ze swoją synową, że wykreowała instytucję, która miała strzec moralności. I rzeczywiście udało się wsadzić synową z jej bratem do parszywego pierdla. Królowa matka zapomniała jednak, że i jej samej do osób moralnie czystych bardzo daleko. Instytucja przez nią stworzona i w stosunku do niej okazała się bezlitosna osądzając ja rownież w podłym pierdlu. Po przyznaniu się do winy bezwzględna królowa w ramach pokuty została naga przeprowadzona ulicami miasta ku uciesze biedoty. Obrzucono ją przy tym wszystkim co ludziska mieli pod ręką. Bo kto mieczem walczy panie Kaczyński to i od miecza ginie.

Skutki jednego posiedzenia Sejmu

Na naszych oczach rozgrywa się mecz pomiędzy prawymi i sprawiedliwymi i opozycją niby to piłkarski niby nie bo mało w nim walki o dobro kraju a więcej przepychanek. Jeszcze pare miesięcy temu aktualna opozycja była u władzy ale zachłyśnięta nią straciła poczucie rzeczywistości. Chociaż w czerwcu ówczesna opozycja zdobyła pierwszego gola w postaci wygrania wyborów prezydenckich to jeszcze nie wszystko było stracone. Platformersi, którzy pod przywództwem poprzedniego premiera ostro trenowali piłkę nożną, wydawali się być dobrze przygotowani kondycyjnie do sezonu, tracili jednak coraz bardziej siły. Zmiany zawodników na niewiele się zdały bo i ci kondycyjnie nie prezentowali się najlepiej. Dodatkowo po porażce w wyborach prezydenckich wkradło się w ich szeregi zamieszanie i strach przed przegraną w wyborach parlamentarnych. Wszystko mogło się zmienić we wrześniu a konkretnie 25 owego miesiąca. Ten dzień pokazał jednak wszystkie słabości ówczesnych rządzących w tym brak partyjnej solidarności. Tego dnia na posiedzeniu sejmu odbyła się debata w sprawie postawienia byłego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu. Aby wniosek przeszedł potrzeba było 276 głosów. Za wnioskiem było 271 i nie ma znaczenia ilu posłów było przeciwko, ma natomiast znaczenie, że dziewięciu posłów Platformy w tym premier Ewa Kopacz i Radosław Sikorski w tym głosowaniu nie uczestniczyli bo mieli ważniejsze sprawy na głowie. Przegłosowanie wtedy tamtego wniosku mogłoby całkowicie zmienić dynamikę wyborów. Niestety Ewa Kopacz i jej koledzy kompletnie przespali prawdopodobnie ostatnią szanse na ewentualne zwycięstwo. Postawienie Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu mogło i pewnie doprowadziłoby do tego samego Jarosława Kaczyńskiego. Trudno dzisiaj przewidzieć jakie byłyby reperkusje posiedzeń Trybunału niewątpliwie jednak ta sejmowa porażka jeszcze bardziej ośmieszyła ówczesną premier i jej partie a w moim przekonaniu dodała jeszcze więcej wiatru w żagle będących wciąż w opozycji prawych i sprawiedliwych.  Nie żal mi platformersów bo strzelili sobie owego dnia samobójczą bramkę tylko i wyłącznie z własnej winy lekceważąc przeciwnika. Słusznie zatem przegrali wybory i dzisiaj mogą tylko obserwować i uczyć się na czym polega dyscyplina partyjna. Rozmiary porażki wyborczej platformersów doprowadziły do tego, ze ten jeszcze nie tak dawno wyrównany pojedynek dzisiaj odbywa się już do jednej bramki. Rzekomy rozjemca tego pojedynku, którym miał być prezydent przestał już udawać, że jest bezstronnym arbitrem. Podobno w przeszłości miał rzucić legitymacje partyjną prawych i sprawiedliwych tyle, że w zwolnionym tempie na powtórce widać, że to on rzucił się prezesowi do stóp błagając o nie odbieranie mu owej książeczki. Z prezydentem w lewej kieszeni i premier w prawej albo odwrotnie, z wiekszością w obu izbach Jarosław Kaczyński dyktuje dzisiaj warunki gry. Opozycja z platformersami może tylko szczekać i ujadać i tak na niewiele się to zdaje. Prezes zmierza teraz po władze absolutną, właśnie zmienił prawo powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego i należy siė spodziewać, że wkrótce i ta instytucja stanie się jego wasalem. Powszechnie się sądzi, że Beata Szydło jako premier to tylko epizod w rządzie. Mam jednak wrażenie, że tak nie będzie bo mając wszystkie pionki na szachownicy pod swoją kontrolą tak naprawdę prezes nie potrzebuje być premierem. To i tak on będzie podejmował najważniejsze decyzje tak jak choćby skład rządu, który został narzucony pani Beacie. Jako żywo przypomina to system władzy z PRL rodem. Tam też mieliśmy premiera, przewodniczącego Rady Państwa i innych mniej lub bardziej znaczących partyjnych wyjadaczy. Prawdziwa władza leżała jednak w rękach pierwszego sekretarza KC partii. Nie piastował on żadnych funkcji państwowych ale to on wydawał polecenia i to on decydował o polityce kraju. Jarosław Kaczyński to lustrzane odbicie pierwszego sekretarza. Historia zatoczyła koło i zafundował nam podły żart. Obaliliśmy totalitaryzm, niech żyje władca absolutny, obaliliśmy przewodnią siłę narodu, niech żyje jedynie słuszna partia pod jedynie słusznym przewodnictwem. Już wkrótce pierwszy zjazd partii, na którym jednogłośnie pierwszym sekretarzem komitetu centralnego partii prawych i sprawiedliwych zostanie wybrany były prezes partii. A była szansa aby temu, być może zapobiec, gdyby była premier nie przespała chyba najważniejszego posiedzenia sejmu w jej karierze. 

Zabawki w rękach prezesa

Kiedy w maju po raz pierwszy na tych stronach zamieściłem alfabetyczny spis bohaterów miesiąca mają intencją było znalezienie humorystycznej formuły wydarzeń miesiąca. Oczywiście nie wszystko miało być śmieszne bo niektóre wydarzenia były swoistymi poważnymi osiągnięciami ludzi, których umieszczałem w swoim zestawieniu. Większość wydarzeń i ludzi, którzy byli za nie odpowiedzialni pochodziła z naszego rodzimego podwórka ale starałem się też wpleść od czasu do czasu coś zabawnego ze świata. W ten oto sposób powstała idea tworzenia tych wpisów. W maju pod hasłem szczyt poświęcenia zamieściłem taki oto wpis:

 Szczyt poświęcenia– Mariusz Kamiński. Chłop pójdzie siedzieć za swojego szefa, takie rzeczy zdarzają sie tylko w mafiach i opowieściach dla grzecznych dzieci. Nie bój żaby Mariusz, masz już swojego prezydenta i szansę na prawo łaski.

Mój komentarz miał mieć charakter humorystyczny bo przecież nie jestem żadnym jasnowidzem. Zdarza mi się czasami napisać coś poważnego na temat polityki, preferuję jednak ton w stylu właśnie leci kabarecik bo tu gdzie ja siedzę ta nasza polityka wyglada bardziej jak kabaret niż coś poważnego. Pierwszy obywatel naszego kraju stał się zabawką w rękach prezesa podobnie jak nowa maść, którą naciera się nasz wielki patriota przed spaniem czyli MaZidło czytaj Macierewicz, Ziobro i Szydło.
Ułaskawienie Kamińskiego, bez możliwości dania mu szansy na udowodnienie swojej niewinności w procesie odwoławczym świadczy o swego rodzaju bojaźni naszych aktualnych włodarzy. Ułaskawienie to oczywiście nie był akt polityczny a sądy oczywiście w swoich decyzjach pozostaną niezawisłe. Chyba, że……..

http://widzianezekwadoru.blog.pl/?p=389

KaZiK szuka Tomka czyli zawód przyszłości

Poznaliśmy, przy czym ja z mieszanymi uczuciami, skład przyszłego rządu. Pani Beata może sobie mowić co chce ale to nie ona jest jego twórcą. Zdaję sobie sprawę i rozumiem, że powiedzieć jej  tego nie wypada. Nie trzeba być jednak alfą i omegą aby dojrzeć w tym wszystkim łapę prezesa. Przerażający jest fakt, że tyle było krzyku na temat nepotyzmu i kolesiostwa jakie panowało w szeregach platformersów a dzisiaj nikt nie śmie tego samego zarzucić prawym i sprawiedliwym. Nominacje otrzymali nie ci, którzy mają kwalifikacje tylko ci którzy nie podpadli prezesowi zwani Zakonem PC lub wazeliniarzami szefa partii. I niech sobie tak będzie bo to jest zrozumiałe, że szef partii kieruje się zaufaniem. Nic bym nawet w tym temacie nie powiedział gdyby nie parę nominacji, które świadczą nie tylko o braku respektu dla państwa i społeczeństwa ale rownież braku jakiegokolwiek zdrowego rozsądku. Ziobro, Macierewicz i Kamiński to sprane i skompromitowane nazwiska, które niczym dobrym się nie zasłużyły kojarząc się jedynie z żenujacym brakiem wiedzy i profesjonalizmu. Powołanie pana Kamińskiego na stanowisko koordynatora służb specjalnych i pana Ziobry na stanowisko ministra sprawiedliwości to świadectwo na fakt zamiaru sprzątnięcia pod dywan afery przekroczenia uprawnień przez pana Kamińskiego podczas pełnienia przez niego funkcji szefa CBA. Szczekające w knajpie w prywatnej rozmowie gęby do dzisiaj budzą społeczną niechęć. Skazany w pierwszej instancji szef CBA został określony przez innego nawiedzonego specjalisty od spraw wszystkich pana Gowina jako człowiek kryształowo czysty. Pan Jarosław Gowin, kiedysiejszy minister sprawiedliwości a dzisiejszy minister nauki i szkolnictwa wyższego  wkrótce zostanie szefem ministerstwa kosmonautyki bo i na tym zna się kryształowo doskonale. Przestańmy się oszukiwać pan Kamiński nie może być skazanym nawet gdyby fakty stanowiły inaczej bo jego wiedza jest zbyt duża i niebezpieczna dla paru osób, które dzisiaj chcą się jawić jako naprawiacze rządowego kumoterstwa. Naprawa zacznie się od zaraz a w ślad za nią szeroko zakrojony nabór agentów Tomków powiększony tym razem rownież o agentki, co do których imienia jeszcze się nie zdecydowano. Podobno KaZiK czyli Kamiński, Ziobro i Kaczyński skłaniają się ku agentce Ewce, żeby już całkiem dokopać byłej premier, po mężu Kopaczowej. No i słusznie. Za to to jej wystąpienie na inauguracyjnym posiedzeniu sejmu kolejnej już kadencji należy jej się jak psu buda.

Dyktatura jednostki

Szczerze mówiąc byłem lekko zaskoczony rozmiarem wyborczego zwycięstwa prawych i sprawiedliwych z ich satelitami. Po ministerialnych nominacjach jednak jestem bardzo zadowolony, że tak się stało. Prezes nie chciał żadnych koalicji przy tworzeniu rządu, na co pozwoliło mu tak wysokie zwycięstwo. Może wreszcie rządzić sam bez żadnych przeszkód. W trakcie sprawowania władzy przez Platformę jak rownież podczas kampanii wyborczej zarzucał im kolesiostwo, nepotyzm i brak kompetencji co prawdę mówiąc w wielu przypadkach było słuszną krytyką. Ludzie zresztą sami to widzieli i uwierzyli prezesowi na słowo, że on do tego nie dopuści i o nominacjach decydować będą kwalifikacje. Cieszę się zatem, że prezes mógł wszystkim pokazać jak bardzo się zmienił a raczej, że wcale się nie zmienił i zmieniać  się nie zamierza. Powierzenie tek ministerialnych Macierewiczowi, Ziobrze, Gowinowi czy Kamińskiemu świadczy o bezczelnym zadufaniu w sobie bez odrobiny samokrytycyzmu. Prezesa kompletnie nie interesuje brak społecznej akceptacji dla tych panów bo pojęcie społecznej akceptacji jest mu obce. Sprane, skompromitowane nazwiska nie pozostawiają złudzeń co do wizji prezesa na temat sprawowania władzy. Jedną z pierwszych decyzji nowego, starego ministra sprawiedliwości będzie na pewno ukręcenie i sprzątnięcie pod dywan sprawy nowego koordynatora do spraw służb specjalnych, bo jego skazanie to plama na „nieskazitelnym” charakterze pana ministra, że nie wspomnę o prezesie czyli byłym premierze. Współczuje sędziemu, który wydał wyrok skazujący bo zdaje się, że jego kariera właśnie dobiega końca. Żal mi tych wszystkich, którzy głosowali na formacje prezesa wierząc, że oto nadchodzi nowe, że to już koniec nepotyzmu i kolesiostwa. Nic bardziej mylnego, to dopiero początek. Tylko zaufani prezesa, nie koniecznie kompetentni, otrzymali w podziękowaniu kluczowe ministerstwa.  Sitwa ta niczym pajęczyna, po wyborach zawładnęła Sejmem i Senatem. Niestety nie możemy liczyć na prezydenta bo on rownież jest na usługach tych panów. Żal mi pani Beaty Szydło, która stara się trzymać dobrą minę do złej gry a jest tylko narzędziem w rękach cynicznego, pozbawionego wszelkich zasad gracza. W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia mieliśmy do czynienia z kultem jednostki. Józef Stalin, miał w rękach pełną władzę a ci, którzy mieli coś do powiedzenia nie cieszyli się swoim życiem zbyt długo. Nie musieli mieć nawet coś do powiedzenia, wystarczył donosik i już było po człowieku. Kult jednostki to dzisiaj określenie nacechowane złem, od którego wszyscy się odżegnują. Czasy się niewątpliwie zmieniły i dzisiaj już w cywilizowanym świecie nie ma na coś takiego ani możliwości, ani społecznego przyzwolenia. U nas jednak wypracowano osobliwą odmianę tamtych czasów, którą ja na swoje potrzeby określam jako dyktatura jednostki. Do władzy dorwał się, muszę przyznać, demokratycznie wybrany rząd i prezydent, za których plecami siedzi satrapa, który w rządzeniu kieruje się najniższymi pobudkami a dopóki tak będzie dopóty cały ten rząd będzie ubezwłasnowolniony na usługach wszystko wiedzącego, jaśnie oświeconego prezesa. 

Maltańska propozycja

Chociaż mieszkam dość daleko

Bo za siódmą górą oraz piątą rzeką

Dla ojczyzny jednak się poświęcę
I spakuje się na prędce 
I na Maltę się przejadę 
Żeby skończyć głupią swadę
Pan prezydent chociaż bezpartyjny
Zaparł się w sposób bezapelacyjny
Jechać jemu nie przystoi
Bo uchodźców on się boi
A tam o nich będzie mowa
I już rozbolała prezydenta głowa
A na głowie ma otwarcie parlamentu 
By uniknąć w nim zamętu
Musi zatem tutaj być obecny
Bo rząd Ewki wciąż jest niebezpieczny.
Premierowa też do jazdy nie jest skora
Bo zdawania władzy zbliża się już pora
Nie chce zatem w nic się mieszać
Żeby prezes nie mógł na niej brudów wieszać
Że zrobiła jemu coś na opak
Wszyscy przecież myślą, że on taki miły chłopak
Jechać zatem nie zamierza 
Bo to nowe będą już przymierza
Prezes więc niech weźmie sprawy w swoje ręce
I wyznaczy swego człeka jak najprędzej.
Prezes chce być jednak na uboczu
Żeby nie otwierać ludziom oczu
Że on sam o wszystkim decyduje
A prezydent tylko kibicuje.
Oskarżają się więc te nasze mądrale wszystkie
Stając się światowym pośmiewiskiem.
Pomyślałem zatem, czas już skończyć tę głupotę
Ja na Maltę szczerą mam ochotę
Z chęcią wezmę udział nawet w szczycie
Będę jednak potrzebował na kosztów pokrycie
Drobną kwotę jaka przysługuje
Każdemu parlamentarzyście, który podróżuje
Tylko tam i wtedy gdzie nic się nie dzieje
Gdzie im ciepła bryza w dupę wieje,
Gdzie nie muszą uchodźcami się zajmować
Żeby siebie wypromować.
Chociaż mi problemów nie brakuje 
To na Maltę szybko się spakuje
Żeby kraj obronić przed światowym pośmiewiskiem
Bo powoli jego stajemy się śmietniskiem.

Obchody niepodległości Cuenki 

Cuenca została założona przez hiszpańskich konkwistadorów 12 kwietnia 1557 roku jako stolica królewskiej prowincji. Obok Cuenki na terenie dzisiejszego Ekwadoru istniały jeszcze inne hiszpańskie prowincje. Stolicą jednej z nich było Quito zaś nad Pacyfikiem stolicą tamtejszej prowincji był Guayaquil. Te miasta to dzisiejsze trzy największe skupiska ludności tego państwa. Każde z nich jednak wyzwalało się. spod hegemonii hiszpańskiej na własny rachunek. Cuenca oficjalnie uzyskała niepodległość 3 listopada 1820.  Historia Ekwadoru jest bardzo skomplikowana a ilość dat związanych z powstaniem i proklamacją niepodległości może przyprawić o zawrót głowy. Ekwador obchodzi swoją niepodległość 10 sierpnia ale oficjalnie Ekwador został uznany jako państwo 16 lutego 1830. Zanim jednak do tego doszło niepodległość ogłaszały kolejno Guayaquil, Cuenca i Quito. Z tego tez powodu dni niepodległości w Ekwadorze jest kilka w tym rownież 3 listopada czyli dzień uzyskania niepodległości przez Cuenkę. Na obchody tego dnia do miasta zjechali przedstawiciele nie tylko poszczególnych części państwa ale też pojawili się twórcy ludowi z całej Ameryki Południowej. Inauguracja dni niepodległości  miała miejsce w piątek 30 października i trwała aż do wtorku 3 listopada. Kiermasze ze sztuką ludową były rozrzucone po całym mieście jednak główne ich skupisko znajdowało się wzdłuż głównej rzeki Cuenki Tomabamby. Tam też prezentowali swoje ekspozycje rzemieślnicy z innych krajów Ameryki Południowej od Kolumbii na północy aż po Urugwaj na południu. Mieli też swoje stoiska Indianie z dżungli amazońskiej a ich rękodzieło rzeczywiście robiło wrażenie. Oczywiście wszystko było na sprzedaż, jednak przy takiej okazji rownież pojawiło się sporo turystów a to z kolei zawyżało ceny. Targowanie się jest uważane za normalne i nikt się z tego,powodu nie obraża z czym miałem do czynienia w Polsce. Próbowaliśmy się kontrolować z naszymi zakupami niestety przekroczyliśmy limit ale warto było. Z jednej strony,  rzecz które kupiliśmy bardzo nam przypadły do gustu swoją niepowtarzalnością a z drugiej strony chcemy wspierać drobne rzemiosło, które na ogół jest oferowane przez małych producentów, dla których jest to jedyna forma zarobkowania. W kiermaszowych namiotach można było zobaczyć olbrzymie ilości wyrobów glinianych, których produkcja często jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Równie bogato prezentowały się wszelkiego rodzaju wyroby z drewna od rzeźb artystycznych przez rożnego rodzaju maski aż po meble. Wszechobecne były wyroby z alpaki i lamy ale ceny wyrobów z alpaki były dość wysokie. W okolicach Cuenki znajduje się miasto słynne z ręcznego wyrobu gitar klasycznych zatem i ich nie mogło zabraknąć. Kto wie czy gdyby nie mój antytalent muzyczny nie dałbym się  namówić na jedno z tych cudeniek. Może następnym razem jako element dekoracyjny, może. Nie zabrakło rownież stoisk z biżuterią, którą prezentowały prawie wszystkie kraje regionu. Cuenca żyła imprezami przez niemal tydzień czasu. Nie zabrakło rownież wszelkiego rodzaju koncertów ale z tych niestety musieliśmy zrezygnować z uwagi na godziny w jakich one miały miejsce. Poniedziałek i wtorek czyli 2 i 3 listopada były dniami wolnymi od pracy toteż nikt sobie nie żałował. Nam wystarczył jeden dzień aby poczuć smak i temperaturę imprezy a że pogoda dopisała bo było w granicach trzydziestu stopni to nawet nie zauważyliśmy jak upłynął  nam czas. Trochę zmęczeni dotarliśmy do domu późnym wieczorem z workiem pełnym wrażeń. 

Pazdziernikowe szczyty w pigulce

Szczyt ale to już było – Olga Tokarczuk, przypomniała nam wszystkim o naszych niegodziwościach względem Żydów. Pani Olgo to już było. Polecam obejrzenie Pokłosia oraz Idy. Jeśli pani mało to jest jeszcze jeden taki nawiedzony jak pani o imieniu bodajże Gross, staram się o nim zapomnieć bo na pamięć nie zasługuje. A swoją drogą czy czytała pani coś na temat eksterminacji Polaków na Ukrainie napisanej  przez ukraińskiego pisarza? A może wpadła w pani ręce pozycja napisana przez twórcę izraelskiego na temat morderstw na Palestyńczykach? Podejrzewam jednak, że pani ogranicza się do literatury tfu na psa urok pana Grossa.
Szczyt bezstronności – ks. proboszcz Eugeniusz Szymański z parafii Miłosierdzia Bożego w Lublinie, zachęcał do głosowania na Prawo i Sprawiedliwość. Ja rozumię, że księża to też ludzie i mają prawo do własnych przekonań politycznych ale kościół to instytucja religijna i od polityki trzymać się winna z daleka. Nie rozumie tego zacny proboszcz Eugeniusz i traktuje swoich wiernych jak pracowników przedsiębiorstwa państwowego z okresu PRL, którzy dostawali wytyczne jak mają głosować i że niegłosowanie chociaż tajne będzie karane. Módlmy się zatem o miłosierdzie dla szanownego proboszcza bo o rozum już za późno
Szczyt chciejstwa – byli prezydenci RP, panowie ci żyją na koszt podatników, nic ich nie kosztuje utrzymanie, prąd i inne przyziemne opłaty, z którymi boryka sie przeciętny Kowalski. Dodatkowo otrzymują pobory i to wcale nie małe. Wypożyczanie na wieczne oddanie sprzętu z kancelarii prezydenta na prywatne potrzeby w tym kontekście graniczy ze szczytem chciwości. Przykład idzie z góry. Walczymy z chamstwem ale to walka beznadziejna jeżeli pierwszy obywatel nie potrafi ocenić co jest moralne a co tym nie jest.
Szczyt dumy – Robert Lewandowski, nasz rewelacyjnie spisujący się kapitan i napastnik drużyny narodowej pękał z dumy po wywalczeniu upragnionego awansu do finałów mistrzostw Europy. Muszę przyznać, że gdy pan Robert zdymisjonował Błaszczykowskiego z funkcji kapitana drużyny byłem tym faktem zdegustowany. Zwracam honor panie Robercie. Kuba Błaszczykowski aczkolwiek zasłużony i bardzo dobry zawodnik nie potrafił poderwać zawodników do gry tak jak to się panu udało. Żeby być kapitanem trzeba być też liderem a tego panu naprawdę nie brakuje.
Szczyt emocji – reprezentacja Polski w piłce nożnej. Mecze ze Szkocją oraz Irlandią przyprawiły mnie o palpitacje serca. Juz dawno nie oglądałem tak emocjonujących spotkań naszej reprezentacji w piłce nożnej. Znajomy Ekwadorczyk, z którego gościnności skorzystałem, jako że wszystkie mecze były tutaj transmitowane na żywo, przy okazji poznał sporo nowych słów w naszym rodzinnym języku. Muszę samokrytycznie przyznać, ze sporo z nich było niecenzuralnych. No cóż emocje trochę mnie poniosły.
Szczyt fantazji – policja, na podstawie jakiegoś doniesienia, prowadziła śledztwo w sprawie picia szampana przez Roberta Lewandowskiego na murawie stadionu narodowego po zwycięstwie nad Irlandią. Domyślam się, że chodzi o ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Szanowna policjo polecam parki oraz inne miejsca z ławkami gdzie normalni ludzie chodzą na spacer, który utrudniają im lokalni pijaczkowie. Wiem, że złapać Lewandowskiego na pijaństwie to w statystykach wyglada o wiele lepiej niż oczyszczenie parków z hołoty. Może jednak dla dobra ogółu lepiej wrócić do pracy u podstaw niż żyć w krainie fantazji z Lewandowskim jako przykładem walki z alkoholizmem.
Szczyt gadulstwa – Antoni Macierewicz, wyrwał się chłop z kraju nad Wisłą gdzie już niewiele osób, może poza prezesem, chce go słuchać i wpadł na małą pogawędkę w swoje ulubione środowisko na tak zwanym Jackowie w wietrznym mieście znanym także jako Chicago. A co tam naplótł tym skołowanym Polonusom to podobno nawet stwórca nasz w niebiesiech złapał się za głowę i nie mógł w to uwierzyć. Doszły mnie słuchy, że pan Antoni stara się o prace w komisji do spraw jedenastego września. Wreszcie ktoś musi udowodnić, że za tym zamachem stało WSI.
Szczyt herezji – Beata Szydło, pani Beata podczas debaty, na pytanie na temat rozdziału kościoła od państwa stwierdziła, że nie ma na co odpowiadać bo taki rozdział już od dawna istnieje. Jasne, że istnieje tyle, że tylko na papierze. Pytanie bardzo niewygodne dla członków partii, którzy nawet akcje wyborcze prowadzą w miejscowych parafiach a prezes wygłasza przemówienia podczas mszy na Jasnej Górze. Nie mam nic przeciwko prywatnym poglądom księży i ich preferencją partyjnym powinny one jednak pozostać prywatne a ambona nie powinna służyć do ich wygłaszania. Jak sądzę pani Beata nie widzi jednak w tym żadnego problemu.
Szczyt ignorancji – Donald Tusk, pan przewodniczący czegoś tam w Europie wystąpił w obronie naszej premier stwierdzając, że nie ma się ona czego wstydzić. Pewnie, że nie ma bo wstydzić to się powinien pan Donald. Gdyby nie jego ignorancja i kolesiostwo w rozprawianiu się z taśmowiczami to  pani Ewa nie musiałaby tracić na to bagno tyle czasu. Ale szanowny pan były premier myślał, że się rozejdzie po kościach tak jakby nie znał opozycji z prezesem na czele. Tak panie przewodniczący Pani Ewa traci przede wszystkim boś pan był ignorant.

Szczyt jakiegoś mnie stworzył – Joachim Brudziński, w demokratycznym państwie nie można skontrolować pojazdu, którym się porusza kandydat opozycji na premiera. Tak przynajmniej uważa pan Joachim. Policja zachowała się z pełną kulturą przy kontrolowaniu autobusu pani Szydło i zrobili to tylko i wyłącznie na skutek zawiadomienia telefonicznego. Pan Brudziński, po tak długiej współpracy z Antonim M., wie jednak doskonale, że za tym stały obce agentury powiązane z naszym rządem. Dobrze, że Bronisław Komorowski już nie jest prezydentem bo i on byłby w to wplątany  Andrzejowi Dudzie nie wypadało dowalić boć to swój człowiek. Boże miej nas w opiece.
Szczyt kompromitacji – Jerzy Zelnik, dał się podejść dziennikarzowi z Radia Rock, który dzwoniąc do niego przedstawił się jako pracownik kancelarii prezydenckiej. A że radość z telefonu odebrała mu rozum, bo przecież popiera urzędującego prezydenta, to dał upust swojej niechęci do kolegów po fachu niesprzyjającym panu Dudzie. No i dostało się Barcisiowi i Łukasiewiczowi. Gdy pan Jurek się dowiedział, że to była taka podpucha dziennikarska zaperzył się okrutnie i odciął się od tego unurzania go w tym radiowym szambie. Autorów natomiast nazwał postaciami agenturalnymi bo tylko tacy lubią konfliktować społeczeństwo. Hm, panie Jurku w zakresie konfliktowania specjalistą jest nie od dzisiaj niejaki pan Jarosław prezes ale on się mocno odcina od agenturostwa.  Może zapozna pan swojego guru z pańską definicją tego terminu.
Szczyt lewizny – Deutsche Bank, jego pracownik pomylił się przy przelewaniu pieniędzy i dołożył parę zer do transakcji, dzięki czemu jakiś fundusz w Stanach otrzymał 5,3 miliardów euro. Nie piszą jak się afera skończyła oraz nie podają danych pracownika w obawie przed chętnymi zawarcia bliższej znajomosci z gościem. Bank w przypływie dobrego humoru przyznał, że pomyłki przy wystukiwania kwot na klawiaturze zdarzają się. Jasne, że można się pomylić o jedno zero ale o kilka to już nie pomyłka tylko przekręt.
Szczyt łomotu – Paweł Kukiz, przewidywał szanowny muzyk łomot jaki platformersi otrzymają dwudziestego piątego tego miesiąca. Panie Paweł, ależ się pan zmienił. Ta polityka wyciąga z ludzi jednak wszystko co najgorsze. Patrz pan trochę na swoje podwórko bo mi wychodzi, że to ten pański ruch został bardziej złomotany niż jakakolwiek inna formacja. A wiązałem z panem sporo nadziei.
Szczyt matactwa – Janusz Korwin -Mikke, jak słucham jego wypowiedzi to już sam nie wiem o co tak naprawdę panu Januszowi chodzi. Rozumiem jego zauroczenie monarchią bo wreszcie nie każdy ma inicjały jak Jego Królewska Mość. Niestety zmienia on te swoje zamiłowania do systemów społecznych z taka częstotliwością, że obawiam się iż on sam tak do końca nie wie o co mu chodzi. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że chce wszystkich powsadzać do więzienia ale nie chce powiedzieć kto miałby to więzienne bractwo utrzymywać.

Szczyt nadgorliwości – stewardessa American Airlines. W kiblu samolotu nadmienionych linii lotniczych pewna pani ściągała mleko z piersi za pomocą jakiejś pompki. Ponieważ proces się wydłużał a parcie do toalety po posiłku było spore to szanowna pani stewardessa zaczęła się dobijać do wychodka. Informacje jakie uzyskała bardzo jej nie przypadły do gustu. Domagała się zatem natychmiastowego opuszczenia przybytku, który nie powinien był służyć do tego typu praktyk.  Zaraz po wyładowaniu pasażerka poskarżyła się telewizji. Informacja trafiła na pierwsze strony gazet zgłodniałych taniej sensacji i sprawa, znając amerykański prawników, pewnie będzie miała finał w sądzie. Stewardessa tłumaczyła się troską o pasażerkę a tu taka niewdzięczność.
Szczyt opatrzności – Jarosław Kaczyński, już nie ma zamiaru ukrywać, ze jedyna nadzieja dla Polski to samodzielne rządy jego partii. Prezes nie wierzy w żadne koalicje bo jak sam to stwierdził nie zdają one egzaminu. Coś na temat koalicji z prezesem mogą powiedzieć członkowie Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. Szanowny prezes zamiast dbać o dobro kraju bardziej był wyczulony na współpracę, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczenie, z koalicjantami aż doprowadził do upadku rządu. Ano niestety zobaczymy już wkrótce co nam tym razem ten zesłany przez opatrzność dobroczyńca zgotuje. Obawiam się, że nic dobrego, obym się mylił.
Szczyt pomieszania z poplątaniem – Trybunał konstytucyjny, uznał że lekarze kierujący się klauzulą sumienia nie muszą wskazać lekarza, który ma tą klauzulę w głębokim poważaniu i mógłby choremu pomóc w krytycznym przypadku. Wychodzi zatem na to, że w państwie, w którym istnieje rozdział kościoła od państwa nie istnieje rozdział religii od obowiązków zawodowych. Krótko mówiąc jeśli nie dasz panu doktorowi w łapę to nie tylko, że nam nie pomoże ale nawet nie wskaże lekarza, który pomóc pacjentowi może. Pogratulować Trybunałowi zaiste mądra diecezja.
Szczyt rusofobii – Jarosław Krajewski, szef stołecznego klubu radnych z formacji prawych i sprawiedliwych i kandydat do parlamentu w nadchodzących wyborach, domaga się usunięcia pomnika wdzięczności żołnierzom armii radzieckiej z jakiegoś parku gdzieś w Warszawie. Pomnik ów spać mu nie pozwala i powoduje nocne moczenie trzeba go zatem usunąć. Pan Ukielski z IPN ma ten sam problem z Pałacem Kultury i Nauki. Wyglada, że razem będą budować Warszawę od początku. Nie ma już pomników Stalina i bardzo słusznie, nie ma też Lenina i też bardzo słusznie. Czas na pomniki po armii radzieckiej. Mam tylko małe pytanko panie imiennik prezesa; jak już pan to wszystko usuniesz i przestaniesz się moczyć w nocy to co będziesz pan robił?
Szczyt skąd się biorą kibole – młodzieżówki prawych i sprawiedliwych, szturmowali oni bez wejściówek budynek telewizji gdzie miała się odbyć debata ósemki zainteresowanej władzą w Polsce. Nikt z innych partii nie sprawiał ochroniarzom problemów z wyjątkiem nawiedzonych zwolenników pani Beaty. Po debacie pani Beata nie omieszkała skrytykować rząd za brak respektu dla społeczeństwa. Jak juz walić to z grubej rury bo to nie jej kibole spowodowali zamieszanie tylko brak szacunku rzadu dla obywateli tego kraju. Po wyborach napewno będzie lepiej.
Szczyt śmiechu – Bartłomiej Morawski, ten kandydat na posła z ramienia prawych i sprawiedliwych oburzył się, że w trakcie festynu w Krapkowicach śpiewano rownież po niemiecku. Bo tu przecież Polska. Panie Bartłomiej to już sam teraz nie wiem pomagać tym prześladowanym Polakom na Litwie, Białorusi i jeszcze gdzie indziej na świecie czy może jednak nie. Zgodnie z mapą w moim atlasie tam nie jest Polska. No chyba, że pan masz inną mapę, a to co innego.
Szczyt tematów tabu – Ryszard Petru, pan prezes bankowej tfu Nowoczesnej Polski, domaga się aby przywileje pracownicze przestały być tematem tabu. I słusznie gada bo przeciętny Polak zagranicą nie choruje z taka częstotliwością jak w kraju rodzimym. Dobrze jednak by było panie Ryszardzie przyjrzeć się działalności instytucji finansowych bo to pan robi narazie z tego temat tabu. Przeglądał pan zarobki prezesów tych instytucji? Domyślam się, że wie pan doskonale jakim obciążeniem są owe uposażenia tych nierobów dla ich organizacji. Chce pan ograniczać przywileje pracownicze to zacznij pan od głowy bo tam cuchnie najbardziej.
Szczyt uznania – Lech Wałęsa, przyznał wreszcie, że jest pełen uznania dla Jarosława Kaczyńskiego. Pan Lech ma swoistą filozofię, której ja nawet nie staram się zrozumieć. Jeszcze parę dni wcześniej twierdził, źe pomysły prezesa są z piekła rodem by nagle okazało się, że jednak ma on dla pana Jarosława uznanie. Wychodzi mi ewidentne, że pan Lech chyba nie chciał ale musiał zabrać głos będąc jednocześnie za a nawet przeciw zabieraniu głosu. Media z pana Lecha robią na siłę analityka wydarzeń politycznych w kraju i na świecie co zresztą bardzo mu się podoba.
Szczyt wdzięczności – Stefan Niesiołowski, przeszedł samego siebie we wdzięczności do Antoniego Macierewicza. Pan Antoni znowu dal się poznać jako specjalista w zakresie znajomosci powiązań pomiędzy służbami specjalnymi byłych demoludów. Zgodnie z teorią naszego specjalisty wszyscy z jakimiś służbami współpracowali oprócz niego no i oczywiście prezesa. To właśnie spowodowało słowotok wdzięczności pana Niesiołowskiego do naszego zacnego śledczego. Panie Stefanie nie ma być panu Macierewiczowi za co wdzięcznym. Wszyscy znamy jego słabość do agentów wszelkiej maści. Wiem przynajmniej czego prezes trzyma go przy sobie. Pewnie i na niego Kluzo ma jakieś kwity.
Szczyt zdrady – organizatorzy wiecu wyborczego prezesa w Bielsku Białej. Kompletna paranoja. Ludzie odpowiedzialni za wiec wyborczy prezesa nie sprawdzili do piątego pokolenia preferencji partyjnych uczestników wiecu co spowodowało, że padły pytania, na które szanowny mówca nie miał najmniejszego zamiaru odpowiadać. Gdyby tak w Polsce była Syberia to los organizatorów byłby po wyborach przesądzony. Prezes napewno postara się im o pracę gdzieś na Suwalszczyźnie i bardzo słusznie.
Szczyt żalu – Ewa Kopacz, nie jest mi specjalnie żal pani Ewy, muszę jednak przyznać, że nie miała łatwego zadania. Jej poprzednik, najdłużej urzędujący premier w historii wolnej Polski pan Donald Tusk pozostawił po sobie takie ilości materiałów poślizgowych w rodzaju kupek główna, że cieżko było miedzy nimi manewrować. Sprzątanie owych kupek zajęło pani Ewie więcej czasu niż rządzenie. Pani Ewa ani jej partia nie zasłużyli sobie na kontynuowanie rządzeniem naszego kraju jednak główny winowajca tego stanu rzeczy o zgrozo kieruje teraz parlamentem europejskim.
Szczyt szczytów – Sepp Blatter i Michele Platini. Słów brakuje dla określenia chciwości i braku jakichkolwiek zasad dla obu panów. Mając do dyspozycji wszystko co dla normalnego człowieka pozostaje tylko w sferze marzeń nie potrafili tego docenić, wyciągając łapy po więcej. FIFA i UEFA jako instytucje ponad narodowe poza wszelką kontrolą jeszcze raz udowodniły, że to zgniły świat sprzedajnych i chciwych kurew. Przykro mi, że użyłem wulgaryzmu ale nie znalazłem łagodniejszego określenia.