Wizyty wieczorową porą i polityczne standardy

Dawno, dawno temu w pewnej knajpie spotkało się kilku przyjaciół. A, że byli już po pracy to pieprzyli sobie co im tam ślina na język przyniesie. Poruszyli sporo tematów ze swojego i nie tylko podwórka. Spotkanie jak zwykle w ich kręgu zakrapiane było alkoholem, który szanownych dyskutantów wyluzował do tego stopnia, że nawet nie spostrzegli jak minął im czas. Knajpa zrobiła na nich pozytywne wrażenie toteż postanowili ją zarekomendować swoim kolesiom. Coraz większe grono przyjaciół zaczęło odwiedzać ów przybytek ku zadowoleniu właściciela. Goście bowiem byli z tak zwanej górnej półki i z groszem się nie liczyli. Zadowolenie zatem było obopólne a panowie czuli się w gospodzie jak u siebie w domu. Z czasem, w trakcie swoich dyskusji, zaczęli nawet poruszać tematy dotyczące ich bezpośrednich obowiązków zawodowych i jak to zwykle przy alkoholu bywa pomysłów w tym zakresie mieli co niemiara. Ponieważ towarzycho owe silnie było powiązane z ośrodkami władzy w kraju to i o tejże władzy i jej rozdziale spokojnie sobie gawędzili puszczając wodze wszelkiej fantazji. Poruszając tematy zawodowe doszli więc do wniosku, że za owe spotkania powinien płacić pracodawca bo przecież już nie robili tego dla zabawy lecz gwoli spełniania obowiązków zawodowych. Jak postanowili tak i zrobili. I pewnie zabawa ta trwałaby w najlepsze kto wie jak długo gdyby nie oddani ich pracodawcom kelnerzy, którzy dla uciechy potraktowali owa knajpę jako studio Polskich Nagrań. Kelnerzy jednak też ludzie,miast oddać owe nagrania pracodawcom biesiadników wywąchali nietęgi interes na sprzedaży owych nagrań do rąk trzecich. I tak oto wybuchła słynna już afera podsłuchowa. Urzędnicy państwowi za nasze pieniądze kupczyli czym się dało i kim się dało. Afera owa okazała się gwoździem do trumny dla karier owych urzędasów i prawdę powiedziawszy słusznie. Parę dni temu prezydent naszego kraju złożył, niczym niegdysiejsi pierwsi sekretarze partii, niezapowiedzianą, gospodarczą wizytę prezesowi partii, która go na to stanowisko wyniosła. Prezydent nasz jako głowa państwa chroniony być musi, zatem i owi ochroniarze na koszt podatnika w celu ochrony prezydenta udać się musieli na ową niezaplanowaną przejażdżkę. Prezes niezwykł  bowiem rozmawiać w sprawach szczególnej wagi nigdzie indziej niż we własnym domu. Człowiek on wyjątkowo podejrzliwy, wierzy więc że dom jego to jedyne miejsce w tym kraju, które nie jest na podsłuchu. Dopilnował tego sam sprawując najwyższe funkcje w państwie. Chociaż nie znamy dokładnie tematu rozmowy to można jedynie przypuszczać, że napewno nie dotyczyła ona zdrowia prezesowego kota. I czy warto z tego robić jakaś aferę? Pewnie , że nie warto bo jak sam pan prezes powiedział każdy obywatel tego kraju ma prawo spotkać się z kim i gdzie chce. Co prawda prezydenta naszego kraju powinny obowiazywać inne standardy ale niech tam. Niestety pan prezes i jego znamienita partia ma problem ze spotkaniami wyżej opisanych biesiadników chociaż kierując się jego socjotechniką i oni prawo do spotkania się z kimkolwiek i gdziekolwiek mieć też powinni. Im rownież powinno przysługiwać prawo bezmyślnego paplania na tematy jakie tylko im wpadną do ich łepetyny. Osobiście mam problem z obydwoma przykładami bezkrytycznego postępowania. W obu przypadkach nastąpiło naruszenie ogólnie przyjętych norm zachowania. Denerwuje mnie zatem odgrażanie się pani kandydatki na premiera koniecznością powołania komisji sejmowej w celu wyjaśnienia afery podsłuchowej. Wszystko już zostało wyjaśnione, powiedziane a komisja sejmowa jest nam tak potrzebna jak piąte koło u wozu. Ale jeśli jest to tak ważne to z rozpędu pozwalajmy komisje w celu wyjaśnienia wizyty prezydenta u prezesa bo ja nie widzę między oboma przypadkami totalnej głupoty żadnej różnicy. Tyle, że w kręgach politycznych obowiązują podwójne standardy czyli co wolno nam to nie wolno im. Nawiasem mówiąc a może by tak pan prezydent wpadł do mnie na jakieś winko, prowadzić samochodu przecież nie będzie musiał.