Wizyty wieczorową porą i polityczne standardy

Dawno, dawno temu w pewnej knajpie spotkało się kilku przyjaciół. A, że byli już po pracy to pieprzyli sobie co im tam ślina na język przyniesie. Poruszyli sporo tematów ze swojego i nie tylko podwórka. Spotkanie jak zwykle w ich kręgu zakrapiane było alkoholem, który szanownych dyskutantów wyluzował do tego stopnia, że nawet nie spostrzegli jak minął im czas. Knajpa zrobiła na nich pozytywne wrażenie toteż postanowili ją zarekomendować swoim kolesiom. Coraz większe grono przyjaciół zaczęło odwiedzać ów przybytek ku zadowoleniu właściciela. Goście bowiem byli z tak zwanej górnej półki i z groszem się nie liczyli. Zadowolenie zatem było obopólne a panowie czuli się w gospodzie jak u siebie w domu. Z czasem, w trakcie swoich dyskusji, zaczęli nawet poruszać tematy dotyczące ich bezpośrednich obowiązków zawodowych i jak to zwykle przy alkoholu bywa pomysłów w tym zakresie mieli co niemiara. Ponieważ towarzycho owe silnie było powiązane z ośrodkami władzy w kraju to i o tejże władzy i jej rozdziale spokojnie sobie gawędzili puszczając wodze wszelkiej fantazji. Poruszając tematy zawodowe doszli więc do wniosku, że za owe spotkania powinien płacić pracodawca bo przecież już nie robili tego dla zabawy lecz gwoli spełniania obowiązków zawodowych. Jak postanowili tak i zrobili. I pewnie zabawa ta trwałaby w najlepsze kto wie jak długo gdyby nie oddani ich pracodawcom kelnerzy, którzy dla uciechy potraktowali owa knajpę jako studio Polskich Nagrań. Kelnerzy jednak też ludzie,miast oddać owe nagrania pracodawcom biesiadników wywąchali nietęgi interes na sprzedaży owych nagrań do rąk trzecich. I tak oto wybuchła słynna już afera podsłuchowa. Urzędnicy państwowi za nasze pieniądze kupczyli czym się dało i kim się dało. Afera owa okazała się gwoździem do trumny dla karier owych urzędasów i prawdę powiedziawszy słusznie. Parę dni temu prezydent naszego kraju złożył, niczym niegdysiejsi pierwsi sekretarze partii, niezapowiedzianą, gospodarczą wizytę prezesowi partii, która go na to stanowisko wyniosła. Prezydent nasz jako głowa państwa chroniony być musi, zatem i owi ochroniarze na koszt podatnika w celu ochrony prezydenta udać się musieli na ową niezaplanowaną przejażdżkę. Prezes niezwykł  bowiem rozmawiać w sprawach szczególnej wagi nigdzie indziej niż we własnym domu. Człowiek on wyjątkowo podejrzliwy, wierzy więc że dom jego to jedyne miejsce w tym kraju, które nie jest na podsłuchu. Dopilnował tego sam sprawując najwyższe funkcje w państwie. Chociaż nie znamy dokładnie tematu rozmowy to można jedynie przypuszczać, że napewno nie dotyczyła ona zdrowia prezesowego kota. I czy warto z tego robić jakaś aferę? Pewnie , że nie warto bo jak sam pan prezes powiedział każdy obywatel tego kraju ma prawo spotkać się z kim i gdzie chce. Co prawda prezydenta naszego kraju powinny obowiazywać inne standardy ale niech tam. Niestety pan prezes i jego znamienita partia ma problem ze spotkaniami wyżej opisanych biesiadników chociaż kierując się jego socjotechniką i oni prawo do spotkania się z kimkolwiek i gdziekolwiek mieć też powinni. Im rownież powinno przysługiwać prawo bezmyślnego paplania na tematy jakie tylko im wpadną do ich łepetyny. Osobiście mam problem z obydwoma przykładami bezkrytycznego postępowania. W obu przypadkach nastąpiło naruszenie ogólnie przyjętych norm zachowania. Denerwuje mnie zatem odgrażanie się pani kandydatki na premiera koniecznością powołania komisji sejmowej w celu wyjaśnienia afery podsłuchowej. Wszystko już zostało wyjaśnione, powiedziane a komisja sejmowa jest nam tak potrzebna jak piąte koło u wozu. Ale jeśli jest to tak ważne to z rozpędu pozwalajmy komisje w celu wyjaśnienia wizyty prezydenta u prezesa bo ja nie widzę między oboma przypadkami totalnej głupoty żadnej różnicy. Tyle, że w kręgach politycznych obowiązują podwójne standardy czyli co wolno nam to nie wolno im. Nawiasem mówiąc a może by tak pan prezydent wpadł do mnie na jakieś winko, prowadzić samochodu przecież nie będzie musiał.

Stać w miejscu nie wolno

Gdzieś miedzy niebem a piekłem

Tu na ten świat przyszedłem

Podobno mam tu do spełnienia jakieś cele
Lecz na ten temat nie wiem zbyt wiele
Dokąd więc zmierzam i czego szukam
Zachodzę w głowę, gdzie mogę pukam
A droga po której idę jest dosyć kręta
Czasem zda się być prosta, cześciej zawzięta
Po lewej przepaść, po prawej urwisko
Wycofać się czy zaryzykować wszystko?
Przede mną zbocze pełne niepewności
A zanim dolina pełna goryczy a może radości.
I jak tu rozsądną podjąć decyzję
Gdy tak zamgloną przed sobą mam wizje
I tak w którą nie odwróciłbym się stronę
Co rusz to słyszę jakiś dzwonek
I tak stoję na rozstaju dróg
Ruszyłbym gdybym tylko mógł
Nie pewny jutra, spętany obawą
Bo życie na tej ziemi jest wszystkim tylko nie zabawą 
Nie czas jednak nad sobą się rozczulać
W ramiona matczyne się wtulać
I rozpaczać nad własnym losem
Kiedy wszystko co nam potrzeba mamy pod swoim nosem
Dość zatem tego niezdecydowania
I stania w miejscu dla samego trwania
Ruszam zatem, bo ruszyć się muszę
Chcąc zaspokoić siebie i wyciszyć swą dusze
Ruszam i już nie myśle co mam do spełnienia 
To wszystko w rękach przeznaczenia.
 
 

Polska jak ją widzę po ostatnim pobycie

Po niespełna pół roku nasz pobyt w Polsce dobiegł końca. Nie będę ukrywał, że od miesiąca czekałem na ten moment bo jak to mówią wszędzie dobrze ale w domu najlepiej a mój dom jest już gdzieś indziej. Opuszczaliśmy Polskę w dość dobrym nastroju bo zdrowie teściowej chociaż w niewielkim stopniu to jednak uległo poprawie. Moment pożegnania to zawsze jeden z tych najcięższych biorąc pod uwagę wiek naszych rodziców. Obyło się jednak bez większych palpitacji serca pewnie dlatego, że ostatnio dość często jesteśmy w Polsce i zanim się obejrzymy będziemy tu z powrotem. Nie ulega wątpliwości, że ojczyzna nasza zmienia się na lepsze. Widać to na każdym kroku. Rzeszów, miasto w którym spędziłem najwiecej czasu pięknieje i rozwija się z jakąś wizją toteż to co się tam robi zrobiło na mnie duże wrażenie. Jest wiele pozytywów niestety jak to zwykle bywa są i minusy. Muszę przyznać, że największym problemem są niestety politycy. Niechęć jaką mają do siebie dwie przewodnie partie rozlała się na cały kraj. To już nie jest zwykła niechęć to czystej krwi nienawiść kosztem wszystkiego byleby obrzydzić ludziom jednych albo drugich. Nie sprzyja to oczywiście dobremu samopoczuciu kogoś takiego jak ja. Chociaż starałem  się trzymać od tego bagna jak najdalej to jednak nie było na to sposobu. Smutne to bardzo bo gdyby obie formacje chciały pracować razem to można by zrobić jeszcze więcej a możliwości dzięki finansowemu wsparciu unii są po temu. W tym roku mieliśmy wybory prezydenta. Wygrał nieoczekiwanie Andrzej Duda wspomagany przez Prawo i Sprawiedliwość. Po wygraniu złożył swoją legitymacje członkowską PiS-u chcąc tym udowodnić, że Polska i Polacy bez podziałów to jest to do czego będzie dążył.  Pusty gest bez żadnego jak do tej pory pokrycia. Jest mi osobiście wstyd za to co wyrabia w tej chwili nasz prezydent. W Niemczech skarżył się do prezydenta tego kraju, że Polska nie jest jednakowa dla wszystkich. Podczas pobytu w Anglii zniechęcał ludzi do powrotu do Polski bo i nie ma po co. Prezydent to wizytówka kraju, to człowiek, który powinien stać ponad wszelkimi podziałami. Powinien być dumny z naszych osiągnieć, bronić dobrego imienia kraju bez względu na opcje jaka w nim rządzi. Pan Duda tego nie rozumie i uprawia bezwzględna politykę antyrządowa nie tylko w kraju ale i na zewnątrz. To nie może się nikomu podobać. Po wyborze Andrzeja Dudy kraj był już podzielony on jednak swoimi działaniami przyczynia się do jeszcze gorszego podziału. Nigdzie tak bezkompromisowego ataku głowy państwa na jego rząd na arenie międzynarodowej nie widziałem i z tego powodu jest mi wstyd. Polska upodabnia się w uprawianiu polityki do Stanów Zjednoczonych, gdzie republikanie i demokraci myślą tylko o swoich celach a nie o kraju jako całości. Nie sądzę aby w Polsce się w tym zakresie cokolwiek zmieniło w przyszłości dopóki ludzie pokroju Macierewicza czy Kaczyńskiego i Niesiołowskiego będą zasiadać w ławach sejmowych dopóty chamstwo i arogancja będą dominować w polskim życiu politycznym. Polska pomimo wszystko zmienia się chociaż są i inne aspekty, w których ciągle nam daleko do świata. Przed wyjazdem chciałem wymienić złotówki na dolary. Na świecie negocjowanie ceny jest rzeczą normalną. Okazuje się, że nie u nas. W pierwszym kantorze pan powiedział mi żebym sobie poszedł gdzieś indziej, w drugim panu nie chciało się ruszyć z miejsca bo kwota jaką chciałem wymienić to strata jego cennego czasu. W kolejnym kantorze pan, którego poprosiłem o zaokrąglenie rachunku w dół o dwa złote i pięćdziesiąt groszy w chamski sposób nie wyraził zgody. Klient dla wszystkich tych prostaków to zło konieczne a nie oczywiste dobro. Byłem tym bardzo zdziwiony jako, że nigdzie czegoś takiego nie spotkałem. Gdziekolwiek istnieje konkurencja to każdy stara się klienta przyciągnąć a nie wręcz odwrotnie. To napewno się w krótce zmieni bo drobnych prywaciarzy przybywa a klient chama pamięta i rzadko do niego wraca. Bardziej mnie martwi podział polityczny bo ten może spowodować naprawdę dużo zła o byłoby szkoda zniszczyć to co z taką determinacją udało nam się osiągnąć.

Czesław Niemen, John Lennon i wiara w człowieka

Od dawna przymierzałem się do napisania tego tekstu ale jakoś nic mi się nie składało. Wciąż brakowało jakiegoś spójnika aby połączyć to o czym chciałem napisać w jedną całość. Nasz świat w ostatnich latach boryka się z coraz to większą ilością problemów, które niestety sami jako ludzie sobie kreujemy. Doskonałym przykładem tej tezy jest sytuacja uchodźców, ktora tak bardzo rozgrzewa nastroje krajów i ich społeczeństw. A przecież ten jak i wiele innych problemów można by rozwiązać szybko i sprawnie jedyne czego potrzeba to dobra wola możnych tego świata. I o tych wlasnie ludziach dobrej woli śpiewał już w 1967 Czesław Niemen w swoim ponadczasowym utworze pod tytułem „Dziwny jest ten świat”. Już wtedy nasz wybitny twórca i pieśniarz dostrzegał zło i pogardę człowieka dla człowieka. Optymizm Niemena kazał mu jednak wierzyć, że tych ludzi dobrej woli jest więcej i dzięki nim nasz świat nigdy nie zginie. Cztery lata po naszym pieśniarzu w 1971 roku ze swoim identycznym w przesłaniu utworem pod tytułem „Imagine” rozbłysnął swoim ponadprzeciętnym talentem John Lennon. Był on już wtedy niewątpliwie sławniejszy niż Czesław Niemen jednak to Imagine stało się niemal hymnem tamtych czasów. Bo cóż mogłoby być piękniejsze niż świat bez granic, bez religii walczących ze sobą, bez nieba i piekła, bez chciwości i głodu, bez powodów do zabijania. John Lennon również pozostał optymistą wierząc, że nie jest to jedynie marzeniem ale celem dla nas wszystkich żebyśmy mogli żyć w pokoju we wspólnym świecie. Minęło z góra czterdzieści lat od powstania tych niewątpliwych arcydzieł nawołujących do pokoju i miłości i gdzie dotarliśmy? Świat pogrążony jest dzisiaj w jeszcze większej ilości konfliktów, które swoją brutalnością przeszły najśmielsze wyobrażenia zarówno Niemena jak i Lennona. Wojny niemal na każdym kontynencie dziesiątkują społeczeństwa, pozostawiając miliony ludzi bez dachów nad głowami, miliony dzieci bez rodziców i miliony zmuszonych do porzucenia swoich domów i ojczyzny w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca. Wszechobecna chciwość nowobogackich doprowadziła do pogłębienia sie różnic w posiadaniu a wyzysk i pogarda człowieka przez człowieka powodują przerażająca biedę na całym świecie. Marzyciele Lennona i ludzie dobrej woli Niemena niestety, chociaż istnieją, stanowią nie większość o jakiej śpiewali obaj genialni twórcy ale znikomy ułamek. Świat ogarnęła niczym niepohamowana nienawiść, którą już nie tylko widać w stosunkach miedzynarodowych ale rownież wewnątrz wszystkich krajów. Najlepszym przykładem takiej nienawiści jest kampania wyborcza, która koncentruje się nie na pozytywach lecz na kreowaniu niechęci do kontrkandydatów. To globalne zło rozlewa się jak rak po nas wszystkich i odbiera nam zdolność do działania w kierunku uzdrowienia tej chorej sytuacji. Świat i my jako ludzkość nie idziemy w dobrym kierunku, w kierunku o jakim marzyli i w jaki wierzyli obaj pieśniarze. Szkoda rownież, że spadkobierczynie ich schedy miast propagować idee swoich znamienitych mężów same uwikłały się w walkę o prawa do rozpowszechniania ich twórczości, kierując się prostą i prymitywną chciwością a nie przesłaniami zawartymi w obu utworach. Czy są jeszcze ludzie dobrej woli i marzący o świecie bez granic? Wierzę, że tak, bo dobro nie może pozostać jedynie wartością filmową musimy zacząć się nim kierować na codzień i wtedy spełnią się marzenia Lennona i Niemena i wszystkich innych im podobnym. Czy Lennon i Niemen słusznie wierzyli w ludzi? Chyba przyszedł już czas żeby im udowodnić, że mieli rację w tej wierze bo narazie nie wygląda to dobrze.

W czasie deszczu nie tylko dzieci się nudzą

W czasie deszczu dorośli też się nudzą a że w Polsce poludniowo – wschodniej leje dzisiaj niemożliwie, pomyślałem sobie, że odnowię swoją znajomość z urządzeniem zwanym telewizorem. Do tej pory używałem tego do ogladania programów sportowych, pomyślałem jednak, że może by spróbować zastosować ten nośnik informacji do innych celów. Zacząłem szukanie od kanałów sportowych jednak a tu powtórka goni powtórkę. Siatkarze dopiero co skończyli jeden mecz i już grają następny oczywiście z taśmy. To samo z piłkarzami, kolarzami i innymi sportowcami ktoś coś nagrał co oglądaliśmy już a teraz wykorzystuje się to do łatania dziury programowej. Programy publicystyczne żyją w większości dwoma tematami: uchodźcami lub też zbliżającymi się wyborami. Wszystkie rozmowy nawiedzonych sprowadzają się do ich opinii na temat tych dwóch zagadnień. Przyjąć nie przyjąć? Jesli przyjąć to ile przyjąć? Kto ma za to zapłacić? I jak tak patrzę na tych myślicieli to widzę jak marszczą swoją skroń przed każdą odpowiedzią i natychmiast przypomina mi się Jan Pietrzak z czasów kiedy był jeszcze śmieszny. Otóż w jedynym ze swoich skeczów mówił, że większość peerelowskiej awangardy partyjnej przed podjęciem jakiejś decyzji zawsze w charakterystyczny sposób marszczyła czoło co według pana Jana świadczyło, że w głowach owej awangardy zachodził podstawowy proces myślowy. I ja jak tak patrzę na tą dzisiejszą naszą awangardę zauważam identyczną zbieżność w zachowaniu. Marszczą te swoje czoła na potęgę ale żeby coś sensownego wymyślili oprócz skakania sobie do gardeł i plucia na siebie nawzajem to jeszcze im się nie zdarzyło. Doszło do tego, że dziennikarze przerywają rozmowy bo kukła naprzeciwko nie ma nic do powiedzenia tylko pozostaje w tym swoim zmarszczonym procesie myślenia niczym jogin w najgłębszym transie. Zdecydowałem się sprawdzić kanały sportowe jeszcze raz, może coś idzie na żywo. Nic z tych rzeczy. Jest jeszcze gorzej bo oto o zgrozo powtarzają jakaś walkę dwóch  pań, które okładają się nawzajem z podziwu godną determinacją niczym Beata Szydlo i Ewa Kopacz. Patrząc na te bokserskie zapędy płci pięknej pomyślałem nawet sobie, że może nasze główne kandydatki na kolejnego premiera by tak na ringu zechciały wykazać swoją wyższość bo te ich słowne przepychanki nie wiele wnoszą do szarzyzny politycznej. Na sama myśl ogarnęło mnie niejakie obrzydzenie i dokonujący zmian kanałów na pilocie palec zmienił kanał bez mojej wiedzy. Jeszcze chwile miotałem się pomiędzy kanałami filmowymi skacząc miedzy rodzinka.pl, ranczem, m jak miłość, i Bóg jeden jedyny raczy wiedzieć między czym jeszcze i omal nie wpadłem w depresje, kiedy nagle nieśmiało słonko znowu zawitało. Rzuciłem jeszcze raz okiem na ten propagandowy wynalazek, który sam się chyba zawstydził swoją ofertą bo zgasł był bez mojej pomocy. I bardzo dobrze.

Apel do wyborców czyli skreślamy jedynki

Apel mam do wszystkich ludzi

Jesli wam się sejm ten znudził

Nie głosujcie na jedynki
Bo to zgniłe są rodzynki
To w większości są nieroby i odpady
Miast pracować wciąż szukają tylko swady
Dla nich dobro kraju rzeczą obojętną
Przede wszystkim chcą osobą być majętną.
Chcą na wszystko bardzo wpływać
Decydować komu fucha komu lewatywa.
Na tym nieźle można się dorobić
Przy czym wcale nie trza się narobić 
Weźmy na ten przykład taki słoń Trąbalski
Kandyduje on w Piotrkowie Trybunalskim
Czytać o nim w internecie radzę
Wszystkim ludziom robi z mózgu sadzę
Ponad wszystko się wystrzega pracy
Bo od tego przecież są rodacy
Z nikim współpracować nie potrafi
Bo on taki polski jest Kadafi
Wszystkich o coś podejrzewa
Kto żyw więc od niego zwiewa
Nikt już nie chce z nim pracować
Tylko jedna się znalazła święta krowa
Która toleruje Trąbalskiego
Boć i ona do wszystkiego
I do wszystkich podejrzliwy ma stosunek.
Oba chłopy dobry za to lubią trunek
Potem plotą rzeczy niestworzone
Co przeraża nawet Trąbalskiego żonę.
Obaj chcą do sejmu wrócić
Obaj wręcz kochają ludzi bałamucić
Raz już kiedyś władze mieli
Lecz wycięli swoich przyjacieli
Taka oto dwójka silna
W kreowaniu nienawiści bardzo pilna
Zaczaili się pod kiecką pewnej pani
Ktora wcale za to ich nie gani
Mają zamiar w sejmie znów namieszać
Przez co kraj nasz będą wciąż ośmieszać
W Europie i na świecie całym
Wszyscy będą wybałuszać gały
Patrząc w naszą stronę ze zdziwieniem
Czy my aby wiemy, że złym oni są dla kraju cieniem
Skreślmy zatem obu nawiedzonych
Jeden niechaj wraca do swej żony
Drugi niechaj ze swym kotem się pobawi
I w spokoju kraj zostawi.
 
 
 
 

Uchodźcy czyli hipokryzja, krótkowzroczność i prywata

Problemem uchodźców syryjskich zdaje się żyć jesli nie cały świat to przynajmniej cała Europa. Jedni się przed nimi bronią inni ofiarują pomoc, jeszcze inny udają, ze nie ma problemu. Nie inaczej jest i w naszym kraju, który jako część zjednoczonej Europy został w sposob naturalny wciągnięty do pomocy przy rozwiązaniu tego problemu. Tak jak i przy każdym innym problemie nasze dwie wiodące siły polityczne  różnią się w swoich punktach widzenia na ową pomoc. Hipokryci z Prawa i Sprawiedliwości w poczuciu obrony naszych tradycyjno-chrześcijańskich wartości są przeciw przyjmowaniu jakichkolwiek uchodźców przez nasz kraj. Dla nich życie poczęte, walka z aborcją i in vitro w celu ochrony życia to wartości, za które gotowi są „poświęcić” własne życie. Jesli chodzi o ludzi, którzy już żyją i na dodatek reprezentują inną wiarę to oni niech spokojnie sobie giną mordowani gdzieś tam w swoich krajach. Doprawdy zastanawiająca ideologia. Hipokryci z Platformy Obywatelskiej znaleźli się oczywiście na przeciwnym biegunie. Oni przecież tacy cywilizowani europejczycy, zatem zwykła polityczna poprawność wręcz wymaga pomocy owym zastraszonym uciekinierom. No i pewnie słuszny to pogląd gdyby nie fakt, że jakoś nie spieszno im z pomocą dla obywateli naszego kraju, którzy żyją na skraju ubóstwa i nędzy. Jakoś nie bardzo chce im sie pomagać eksmitowanym rodzinom czy wyrzucanym na bruk schorowanym emerytom i rencistom. Hipokryci po obu stronach barykady, którzy tak naprawdę gwiżdżą na los tych ludzi chcąc jedynie coś ugrać dla siebie bo zbliżają sie wybory. Ja zastanawiam się po co była stworzona Organizacja Narodów Zjednoczonych? Przecież jednym z celów miało być zapobieganie wojnom, które wyniszczają ludzkość. Ale jak mozna zapobiegać wojnom jeżeli w Radzie Bezpieczeństwa tej organizacji zasiadają państwa, które nie są zainteresowane pokojem na świecie? Problem Syrii mógł być dawno rozwiązany, gdyby Stany Zjednoczone i Rosja stały po jednej stronie barykady. Ale nie, to nie wchodzi w grę, będą sobie stawiać veto w każdej sprawie kosztem życia niewinnych ludzi. Świat jest jak Polska podzielony na strefy wpływów i rządzą nim ludzie bez skrupułów kierujący się tylko własnymi partykularnymi interesami. To właśnie  ta krótkowzroczność doprowadziła do obecnej sytuacji. Brak współpracy potęg, próba dominacji jednych nad drugimi, świat natomiast i ludzie w nim żyjący mogą tylko wolniej lub szybciej ginąć i umierać. Przyjmowanie mniejszej lub większej ilości uchodźców niczego nie rozwiąże tak długo jak długo będą tego typu podziały. Bez ich usunięcia nie ma dobrego rozwiązania dla uciekinierów. A zatem przyjmować czy nie przyjmować? Nie umiem się zdeklarować. Sam wyjechałem z Polski jako uchodźca w latach osiemdziesiątych. Gdy wreszcie dotarłem do „land of opportunity” mój sponsor powitał mnie słowami, które do dziś dźwięczą w moich uszach; nikt ciebie tutaj nie prosił. Nie rozczulałem się nad sobą bo decyzja o wyjezdzie była moja, nikt mnie nie zmuszał. Zdaje sobie sprawę, że nie wyjeżdżałem z kraju targanego wojną domową ale chociaż zabrzmi to brutalnie wolność czasami a może nawet zawsze wymaga krwi. Żal mi i solidaryzuje się z Syryjczykami ale świat im wolności nie da, nam tez nie dał. Związek Radziecki popierał PRL, Stany Zjednoczone Ruch Solidarności jakoś pomiędzy tymi dwoma mocarstwami udało nam się znaleźć drogę do wolności. Może zatem najwyższy czas aby zwolennicy IPN-u oraz jego rozhisteryzowani histerycy, nie mylić z historykami,  spojrzeli na Wojciecha Jaruzelskiego chociaż trochę inaczej bo gdyby przy władzy był człowiek pokroju Asada to wtedy my byśmy mieli to co on zgotował Syryjczykom. My uciekallibyśmy w popłochu tak jak Syryjczycy dzisiaj i mam niejakie watpliwości czy ktoś z możnych ówczesnego świata kiwnął by palcem w bucie. Wiosna ludów na Bliskim Wschodzie to pokłosie konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Jak długo problem Palestyny nie zostanie rozwiazany tak długo w tym rejonie będzie istnialo niebezpieczeństwo i zarzewie konfliktu o szerszym charakterze. Dlaczego Izrael tak stanowczo odmówił pomocy uchodźcom. Ano bo pan Natanyahu kieruje się w swojej polityce amerykańską polityką kolonialną w stosunku do indian, która mówiła, że dobry indianin to martwy indianin co w przetłumaczeniu na hebrajski brzmi mniej wiecej tak: dobry arab to martwy arab. Nie odmawiam Izraelowi prawa do wlasnej państwowości sądzę jednk, że Palestyna zasługuje rowniez na swoje właśnie państwo. 


„Adwokat Diabła”, czy to możliwe?

Adwokat diabła to jeden z lepszych filmów jakie kiedykolwiek oglądałem. Rewelacyjne role Ala Paccino, Keanu Reevesa i Charlize Theron, jesli ktoś jest kolekcjonerem filmów, nakazują posiadanie tego filmu w swojej galerii. Niektóre filmy mozna oglądać z lektorem czy w wersji z dubbingiem polskim, ten jednak odradzam. Jedynie wersja orginalna oddaje pełnię umiejętności aktorskich powyższej trójki. Keanu Reeves gra młodego adwokata, który niezwykl przegrywać swoich spraw. Jest mu obojętne czy oskarżony jest winien czy nie, zawsze można bowiem tak zmanipulować fakty, że winien takim nie jest. Wlasnie ma bronić pedofila. Zanim jednak do tego dojdzie, udaje się do toalety. Tam ni stąd ni zowąd nagle ma możliwość dostrzeżenia jak potoczy się jego życie jesli podejmie się obrony owego pedofila i doprowadzi do jego uniewinnienia. Moment spojrzenia w przyszłość to kanwa całego filmu. Przyszłość zrobiła na młodym adwokacie na tyle szokujące wrażenie, że po wyjściu z toalety postanawia zrezygnować z obrony oskarżonego pomimo grożących mu kar. Bardzo ciekawy scenariusz poparty świetnymi dialogami trzymał mnie w napięciu do ostatnich sekwencji filmu. Jako zbieracz płyt DVD ma ten tytuł w swoim zestawie i lubię do niego wracać od czasu do czasu. Upłynęło jednak trochę czasu od ostatniego razu. Ostatnio z rekomendacji moich znajomych z Ekwadoru, którzy pasjonują się zjawiskami paranormalnymi, miałem okazję przeczytać książkę Lucile i Jean-Pierre Garnier Maleta pod tytułem „Zmień swoją przyszłość za pomocą bram czasowych”. Jest to moje tłumaczenie a tytuł oryginału jest ” Change toru future thought The Time Openings”. Niestety książka nie jest dostępna jeszcze w języku polskim. Jean Pierre stara się w niej w sposob naukowy udowodnić, że istnieje świat równoległy do naszego, w którym żyje nasz sobowtór. Podpiera swoją teorie fizyką kwantowa, pracami Alberta Einsteina i innymi pracami, które dla mnie są bliżej nieznane. Książka z mojego punktu widzenia dość ciężka do czytania jednak równie ciekawa i wymaga maksymalnej koncentracji aby nadążać za sposobem myślenia jej autora. Chociaż ciężko narazie mi to zrozumieć to według Garniera istnieje możliwość nawiązania kontaktu z naszym sobowtórem z innego wymiaru, przez co mamy szanse wpłynąć na swoją przyszłość. Ten właśnie motyw spowodował, że przypomniałem sobie o „Adwokacie Diabła”. Tam wlasnie pod wpływem impulsu młody adwokat ujrzał swoją przyszłość dzięki czemu podejmując decyzję wycofania się z obrony pedofila udało mu się ją zmienić. Nigdy tego filmu nie oglądałem pod tym kątem. Dopiero książka Garnira zwróciła mi na to uwagę. Jean-Pierre twierdzi, że metody stosowane przez niego za pomocą, których nawiązujemy kontakt z naszym sobowtórem znajdują swoje zastosowanie nawet w przypadkach leczenia, szczególnie tych na które medycyna współczesna nie ma lekarstwa. W związku z tym przytacza przypadki uzdrowień ludzi, których stan był beznadziejny. Sam mam parę pytań do mojego sobowtóra dlatego, chociaż ta pozycja dla mnie to wciąż czarna magia, czytam ją w miarę dokładnie i gdyby nie film to pewnie przeszedłbym koło niej obojętnie. Teraz jednak dręczy mnie pytanie: czy to możliwe?

Czas życia w dniu dobrych wiadomości 

Jeden z blogerów na portalu społecznościowym uświadomił mi wczoraj, że ósmy września  to dzień niejako o podwójnym znaczeniu. Pierwszy to dzień dobrych wiadomości a drugi to dzień marzeń. Oba te znaczenia mają pozytywny przekaz i to w sumie dobrze bo w natłoku złych informacji serwowanych nam przez wszelkiego rodzaju media masowe to te kalendarzowe daty tchną lekkim optymizmem. Dzięki wpisowi owego blogera spróbowałem i ja dzisiaj spojrzeć na ten dzień trochę bardziej optymistycznie pomimo, że wczorajsza data nie ma dla mnie takich konotacji. Oryginalnie miał to być krotki wpis dotyczący znaczenia pozytywnych informacji w dzisiejszym świecie, jednak ładunek emocjonalny związany z wczorajszym dniem jest zbyt duży aby go zawrzeć w paru słowach. Dokładnie rok temu ósmego września życie jednego z członków mojej najbliższej rodziny uległo diametralnej zmianie. Rozległy udar w ułamku sekundy z osoby pełnej życia uczynił ją zależną od pomocy innych. Natychmiastowa pomoc, karetka pogotowia, szpital, prześwietlenia i diagnoza, wszystko to zajęło około dwóch godzin. Potem rozmowa z lekarzem, który starał się być tak delikatnym jak to tylko możliwe w takich sytuacjach jednak zgodnie z jego wiedzą nadszedł dla nas czas pożegnania. Minuty przeradzały się w godziny, godziny w dnie, dnie w tygodnie. Wbrew wszystkim znakom na ziemi i niebie przeżyła bo tak pewnie postanowił jej kreator i stwórca. Doszliśmy do wniosku, że coś ma jeszcze do załatwienia na tym ziemskim padole. Życie jej nie oszczędzało, użyję tu scenariusza innego z blogerów, który pisał na swoim blogu na temat czasu życia. W wieku szesnastu lat kiedy młodość daje nam w ofierze to co najpiękniejsze, dla niej to był czas wojny. Znalazła się w strefie zajętej przez Rosjan. Dwa lata pózniej jej rodzina została wysiedlona przez Rosjan w porozumieniu z banderowcami na Sybir. Doświadczyła wszystkiego tego co nasi wspaniali dzisiejsi politycy nazywają czystkami etnicznymi na Ukrainie a ona wciąż uważała i uważa, że to było ludobójstwo o szczególnie bestialskim charakterze. W podróży na Sybir zginał ojciec oraz zmarł brat, który był jeszcze dzieckiem. Na nią, jako na najstarszego, poza matką, członka rodziny spadł obowiązek utrzymania siebie młodszego brata i siostry. Sześć lat ciężkiej pracy w tajdze przy wyrębie drzewa w warunkach urągających człowieczeństwu. Przeżyli bo chcieli wrócić do wolnej Polski. Aby tego dokonać musieli najpierw pokonać dwieście kilometrów na piechotę do najbliższej stacji. Wróciła chociaż jej dom był już gdzie indziej ale tu była Polska. Następne lata to już praca i rodzina, gorsze i lepsze dni ale u siebie, w swoim kraju, chociaż dzisiaj uważają, że zniewolonym. Czas płynął dzieci dorosły, przyszły wnuki. Znowu upłynęło parę lat, umęczony organizm zaczął pomału przypominać o sobie i swoich potrzebach. Wola życia i ciekawość zmian jakie wokół niej następowały pomagały w utrzymaniu zdrowia. Wzloty i upadki jak w każdym i każdego życiu aż przyszedł ten feralny dzień w ubiegłym roku, który wszystko znowu zmienił. Przykłóta do wózka ma znowu lepsze i gorsze dni, nie narzeka. Chociaż niebardzo wiemy co, to rozumiemy, że ma coś do spełnienia. Ta osoba to moja teściowa, po dziewięćdziesięciu z górą przeżytych latach każdy następny dzień to dobra wiadomość, może nawet i ma jakieś marzenia póki co nie wiemy ale kto wie.

Quo vadis Mr. President

Dobiega końca pierwszy miesiąc sprawowania władzy przez Andrzeja Dudę naszego nowego prezydenta wszystkich Polaków. Deklaracje pana Dudy o byciu prezydentem wszystkich Polaków można spokojnie włożyć między bajki. Nie potwierdziła się rownież informacja o zdaniu przez niego legitymacji partyjnej. Fizycznie i owszem zdał, działa jednak tylko i wyłącznie na korzyść prezesa i spółki. Nie jest dla mnie zrozumiały wybór Estonii jako pierwszego kraju do odwiedzenia po objęciu urzędu. Mogę się jednak domyślać, ze prezes chciał przypomnieć Putinowi, że on oto nadchodzi. Napewno Władimir Władimirowicz teraz nie może spać po nocach. Nie rozumię rownież idei pana prezydenta o zwołaniu jeszcze jednego referendum. Wydaje mi się jednak, że celem tej inicjatywy było obrzydzenie Polakom rządów Platformy. Pan prezydent musiał sobie zdawać sprawę, że platformerski Senat odrzuci jego wniosek, co da jeszcze jeden argument PiS-owi w walce wyborczej. Nikomu to referendum nie było potrzebne bo zawarte w nich pytania to hasła wyborcze pana Dudy, które wyniosły go na urząd. Stało sie zgodnie z przewidywaniami, Senat wniosek odrzucił i moźna teraz obywatelom wciskać jak to Platforma ma ich w dupie bo przecież wniosek o referendum nie był pisowski tylko obywatelski. Będą teraz tym lekceważeniem obywateli jechać aż do wyborów. Na tym właśnie, według mnie, polegała idea pana prezydenta w sprawie referendum. Pan Andrzej Duda dużo mówił o wyciągniętej ręce w kierunku rządu. Kiedy jednak miał szansę wyciągnąć tę rękę w kierunku pani premier podczas obchodów na Westerplatte zdecydował, że jednak tego nie zrobi. Tu już nawet nie chodzi o gest pod publikę ale brak podstawowych zasad kultury, który został mu wytknięty przez wszystkich znawców protokołu dyplomatycznego. I to robi ktoś, kto mówi o byciu prezydentem wszystkich obywateli. Nie ma najmniejszej watpliwości, że pan Duda został kompletnie ubezwłasnowolniony przez prezesa i robi to co ten mu każe. Mnie jednak najbardIej zbulwersowało zachowanie Pana prezydenta w Niemczech. Oto prezydent Niemiec pan Glauck komplementuje Polskę i jej osiągnięcia wyrażając sie o naszym kraju w samych superlatywach. A co robi nasz prezydent? Ano miast puszyć się z dumy atakuje rząd swojego kraju za niesprawiedlymy podział dochodu pomiędzy wszystkich obywateli. Nawet jesli ma rację to nie było to miejsce ani czas na tego typu wypowiedż. Co to miało wspólnego z wizytą w Niemczech? Kompletnie nic. Czy to mogło w jakikolwiek sposob zainteresować prezydenta Niemiec? Nie sądzę. Po co zatem płukać nasze wewnętrzne nieczystości na forum miedzynarodowym? Powód może być tylko jeden, wybory parlamentarne i przypominanie nam wszystkim na kogo mamy głosować. Działania pana Dudy na dzień dzisiejszy to bezwstydna Akcja Wyborcza Szydło nic więcej. Dojeżdżając do pracy w Stanach, pewnego dnia na olbrzymim billboardzie przydrożnym pojawił się taki oto napis: Help fight hunger in America co w wolnym tłumaczeniu znaczy pomóż w walce z głodem w Ameryce. Światowe mocarstwo prosi swoich obywateli o donacje na walkę z głodem. Kraj, który pod względem ilości milionerów przoduje na świecie nie potrafi uporać siė z biedą.Żaden jednak prezydent nie odważyłby się tego poruszać podczas swoich wizyt zagranicznych bo to poprostu by go ośmieszyło w oczach swoich wyborców. Smutne, że osoba piastująca taki urząd tego nie rozumie. Smutne, że prezydent ośmieszył nas jako społeczeństwo w oczach innego kraju, kierując się interesami partyjnymi a nie wizerunkiem kraju. Dokąd zmierza nasz prezydent? To pytanie dla pana prezesa.