Pociąg do Wałbrzycha czyli fura złota.

Od paru dni polska prasa oraz inne media informują o pociągu pełnym złota, który utknął gdzieś w okolicach Wałbrzycha. Ma to niby być zaginiony transport kolejowy, który Niemcy ukryli gdzieś pod koniec drugiej wojny światowej. Informacja ta rozogniła do czerwoności okoliczną i nie tylko, ludność i kto żyw penetruje wszystkie możliwe tory w okolicach miasta bo a nuż uda sie wpaść na ślad tego bajkowego bogactwa. Media uspakajają i proszą o zaprzestanie tej gorączki złota ale to tylko pewnie jeszcze bardziej podgrzewa nastroje i napewno poszukiwacze nie poddadzą się tak szybko. Chociaż podobno pociąg został zlokalizowany i toczą się pertraktacje pomiędzy znalazcami a chyba skarbem państwa o prawdopodobną nagrodę, znalezienie pociągu wraz z jego zawartością oficjalnie nie zostało potwierdzone. Nie przeszkadza to jednak już niektórym w wyciągniu rąk po jego zawartość. Upomnieli się Rosjanie, że na pokładzie owego pociągu mogą znajdować sie skarby zagrabione przez hitlerowców z terytorium byłego Zwiazku Radzieckiego, upomniała się rownież Światowa Organizacja Żydów. Nie będę ukrywał, że męczy mnie to ciagłe domaganie się od Polski zwrotu czegoś z tytułu drugiej wojny światowej. My jej nie wywołaliśmy zgodnie z tym czego mnie uczono, chociaż pewnie IPN noże mieć na ten temat inne informacje, których jednak nie znam, póki co jednak z pretensjami za druga wojnę proszę do Niemców. Ktoś powie, przecież PRL pozbawił majątku i znacjonalizował to co było do znacjonalizowania w zniszczonej Polsce trzeba to zatem oddać. Juz odpowiadam, z pretensjami proszę do Niemców, gdyby nie wywołali drugiej wojny pewnie nie byłoby PRL-u. Oddaliśmy juz wystarczajaco i psu na budę się to zdało. Im wiecej oddajemy tym więcen od nas żądają i już doszło do takiego pomieszania w niektórych tępych łepetynach, jak na przykład szef FBI, że wręcz Polska zaczyna być oskarżana o niemal wywołanie ostaniej wojny. Najwyższy czas aby naszych pięciuset szescdIesięciu jeden wspaniałych pokazało, że wystarczy tej manipulacji. Czterystu sześćdziesięciu posłów, stu senatorów i pan prezydent powinni wreszcie zamknąć te drzwi raz na zawsze. Parę lat temu tygodnik Angora na swojej okładce umieścił dwóch mieszkańców Izraela stojących przed Pałacem Kultury. Jeden do drugiego mówi, patrz za kilka lat to będzie nasze. Zawrzało we wszystkich diasporach i organizacjach żydowskich. Potwierdza to tylko, że wszyscy jesteśmy już tym zmęczeni i czas z tym skończyć. Polska jak żaden inny kraj ucierpiała na skutek drugiej wojny światowej i jakoś nikt nie garnie się do pokrycia kosztów odbudowy naszego kraju z pożogi wojennej. Jakoś nikt nie mówi o odszkodowaniach za mienie zagrabione na wschodzie. Czas chyba najwyższy aby nasz kraj został rownież uznany za państwo poszkodowane a nie jak to wyglada dzisiaj, po części współwinne bo jak tak dalej pójdzie to rzeczywiście ktoś się upomni o Pałac Kultury tyle, że to byłoby chyba panom z IPN na rękę. 

Reklamy

Avatar i Apocalypto czyli zapomniane wartości.

Zarówno Avatar jak i Apocalypto nalezą do niewielu filmów, do których chętnie wracam. Oba filmy zrobiły na mnie duże wrażenie i oba do pewnego stopnia odnoszą się do tych samych problemów. Apocalypto zostało wyreżyserowane przez Mela Gibsona a Avatar przez Jamesa Camerona. Obaj w swoich dorobkach mają bardzo uznane filmy. Braveheart to inny film Mela Gibsona, do ktorego lubię wracać a z produkcji Camerona najbardziej znane to oryginalny Terminator i Titanic. Apocalypto to historia Indianina, który próbuje przetrwać polowanie na niego a Avatar to historia planety, którą chcą podbić ziemianie. Na pierwszy rzut oka niewiele wspólnego. Jednak po obejrzeniu obu filmów wnioski nasuwają się same. Dlaczego zginęły cywilizacje Inków, Majów czy Aztecow? Oczywiście Gibson zastosował wiele uproszczeń ale widać jak na dłoni, że zgubiły ich walki wewnętrzne. Napadanie na mniejsze szczepy, porywanie ludzi w celu składania z nich ofiar jakimś bogom a potem urządzanie zabawy, której celem było bezmyślne zabijanie ot tak dla przyjemności. Świadczyło to o kompletnym upadku moralności i braku szacunku dla życia ludzkiego. Kiedy system wartości polegający na wspólnym szacunku i współpracy przestaje istnieć to i w końcowym efekcie ta cywilizacja sama sie wyniszczy. Film kończy się przybyciem obcych, przyszłych konkwistadorów na ziemie Indian. Jak to się skończyło dla ich kultur wszyscy wiemy. Gdyby jednak umieli wtedy żyć w zgodzie i razem stawić czoła najeźdźcom być może by przetrwali. Zrozumieli to mieszkańcy Pandory, którą chcieli zasiedlić ziemianie w Avatarze. Najeźdźcy pod każdym względem przewyższali Pandoran technologicznie. Próbowali nawet inwigilować ich środowisko podstawiając pod ich postacie swoich ludzi. Na niewiele sie to zdało. Mieszkańcy Pandory to stworzenia, które żyją w kompletnej symbiozie z otaczającym ich światem. Nawet jesli muszą upolować zwierzę to robią to z szacunkiem. To system wartości kompletnie inny od tego co reprezentują ziemianie.  Dla nich zysk, chęć podbicia, unicestwienia to główne motywy działania. Gdy więc dochodzi do ostatecznej bitwy te wszystkie wartości wspólne mieszkańcom Pandory biorą górę i pokonują Ziemian. W tej pięknej bajce Camerona dobro pokonuje zło. Myśle, że reżyser chciał koniecznie zwróć naszą uwagę na bezmyślne niszczenie ziemi przez nas, jej mieszkańców. Tymczasem jesteśmy częścią tego systemu i jesli nie zadbamy o niego to czeka nas Apocalypto. Jak narazie wszyscy dużo mówią mało robiąc a eksploatacja za wszelką cenę trwa w najlepsze a do tego dochodzą jeszcze konflikty pomiędzy państwami. Indianie z Apocalypto zapomnieli o współpracy i życiu w symbiozie dlatego zginęli, mieszkańcy Pandory dzięki jedności i życiu w symbiozie ze swoim środowiskiem przetrwali. A gdzie my zmierzamy?

Shemitah czyli co nas czeka we wrześniu.

Ostatnie parę dni zatrzęsło rynkami papierów wartościowych. Popularne giełdy zanotowały duże spadki jak świat długi i szeroki. Każdy co mądrzejszy analityk wypowiada się na temat przyczyn oraz dzieli się z inwestorami swoimi przewidywaniami. Jedni mówią, że to początek większego spadku, inni znowu, że inwestorzy odbierają zyski i sprzedają co powoduje spadek cen akcji. Każdy, gdzieś tam kiedyś próbował szczęścia na giełdzie kuszony potencjalnymi zyskami. Niewątpliwie wiele osób zrobiło na tym sporo pieniędzy, podejrzewam jednak, że jeszcze wiecej ludzi je straciło. Wiele osób uważa też, że cała ta giełda to jednak manipulacja. W swoim czasie pracowałem trochę dla doradcy finansowego w Stanach i widziałem jak niektóre akcje ni z gruszki ni z pietruszki wystrzeliwały w górę inne bez żadnego powodu traciły. Ostatnie parę lat pomimo teoretycznie wszechobecne postępu i rozwoju gospodarczego to rownież czasy bardzo niepewne. Mnogość konfliktów światowych, bezrobocie ogarniające wszystkie kraje i ogólne niezadowolenie z rządów niemal wszędzie na świecie kazałaby przypuszczać, ze znajdzie to odbicie na giełdach. Tymczasem one jakby nic z tego sobie nie robiły i biły kolejne rekordy wbrew zdrowemu rozsądkowi. Dopiero ostatnie dni pokazały, że to wszystko nie jest aż tak różowe i ta bańka mydlana w każdej chwili może pęknąć. Jeden z moich znajomych, parę dni temu zwrócił moją uwagę na video z You Tube. Jest to wywiad z analitykiem i doradcą finansowanym Jeffem Barwickiem. Człowiek ten zarobił krocie na giełdzie obracając akcjami. Według niego zbliżamy sie do kompletnego załamania całego rynku finansowego w ciągu najbliższych paru miesięcy. W swoich przypuszczeniach powołuje się  na Shemitah, termin religijny wywodzący się z judaizmu. Oznacza on, że co siedem lat ma miejsce gwałtowne załamanie koniunktury, które następuje w sposob bardzo radykalny. Zgodnie z teorią pana Berwicka ten rok jest wlasnie rokiem Shemitah. W swoich domniemaniach przywołuje poprzednie ostatnie lata tych siedmiolatek. W 2008 roku miało miejsce totalne załamanie na rynkach nieruchomosci a w 2001 po atakach na World Trade Center nowojorska giełda po jej otwarciu w tydzień  po tych wydarzeniach, poniosła kompletną klęske. Jeff Berwick podpiera swoją teorie rownież faktem, że we wrześniu tego roku odbędzie się bardzo wiele rzeczy, które nigdy nie miały miejsca w jednym miesiącu. W jego opinii zarówno wrzesień jak i październik będą bardzo nieprzyjemnymi miesiącami na wielu frontach. Naogół podchodzę bardzo sceptycznie do tego typu informacji, tym razem jednak, biorąc pod uwagę fakty, którymi Berwick się podpiera, sam zaczynam sie zastanawiać nad stopniem prawdopodobieńswa jego przypuszczeń. Ostatnie dni niejako potwierdziły, że giełdy osiągnęły swoje apogeum i musi nastąpić jakiś proces, który doprowadzi do pęknięcia tego przewartościowanego balona. Jeff Berwick w swoim wywiadzie utrzymuje, że tegoroczn Shemitah będzie miała charakter jubileuszowy. Zdarza sie to raz na pięćdziesiąt lat, czyli po siedmiu siedmioletnich okresach. Jubileuszowa Shemitah zgodnie z jego przypuszczeniami to kompletne oczyszczenie co ma oznaczać szereg zmian niestety na niekorzyść przeciętnego człowieka. Mam nadzieje, że to tylko teoria z drugiej jednak strony widać chyba na codzień, że kierunek jakim podąża świat nie jest dobry i musi być skorygowany.

Nie wszystko dobre co amerykanskie

Zanim podjęliśmy decyzje o Ekwadorze był taki moment, że myśleliśmy o powrocie na jesień życia do Polski. Stąd pochodzimy, tu się urodziliśmy my i nasze dzieci. Tego się nie da zmienić i ta więź emocjonalna pozostanie. Podobały nam się zachodzące zmiany, fakt wstąpienia do unii i ogólny widoczny gołym okiem rozwój w każdej formie życia. Był to jednak tylko powierzchowny rzut oka bez dogłębnej analizy. Ta niestety to już inna para kaloszy. Powodem dla którego zdecydowaliśmy sie opuścić stany były negatywne zmiany zachodzące tak w polityce jak i w każdej innej dziedzinie, które determinowały pogarszanie się warunków życia codziennego. Globalizacja i odpływ ze stanów wielu zawodów bardzo skurczył rynek pracy. Uwikłanie w wojny na wielu frontach i ciągłe mieszanie się w sprawy innych państw w niczym nie pomagało a wręcz przeciwnie. Na świecie coraz bardziej dawało się odczuć coraz powszechniejszą niechęć do stanów. Decydując się na Polskę mieliśmy nadzieje na ucieczkę od tego co powodowało w nas przemożną chęć opuszczeńia stanów. I właśnie to okazało się dla nas największym zaskoczeniem. Bezkrytyczne kopiowanie rozwiązań amerykańskich, które znaliśmy z autopsji i wiedzieliśmy dokąd taka polityka prowadzi. Wszechobecna prywatyzacja i wiara, że tylko w ten sposób gospodarka może normalnie funkcjonować doprowadziła do wielu nieracjonalnych decyzji a przede wszystkim do roztrwonienia majątku państwowego. Gdy rozpoczynaliśmy naszą karierę w stanach, jesli tak to można określić, większość pracodawców oferowała ubezpieczenia zdrowotne bez dopłat pracowniczych, plany emerytalne, w których pracownicy mogli partycypować dokładając się do nich ale nie było to konieczne. Dodatkowe wypłaty na koniec roku też nie były rzadkością. Wraz z nastaniem globalizacji i coraz częstszym łączeniem się przedsiębiorstw, przywileje pracownicze zaczęły zanikać a oczekiwania pracodawców zwiększać. Łączenie stanowisk i wymaganie od jednego pracownika wykonywania pracy dwóch a czasami nawet trzech pracownikow za pojedynczą pensje stało się dniem powszednim. W tym wlasnie kierunku zmierzała Polska. Chociaż nasz powrót nie miałby podłoża ekonomicznego to jednak zdaliśmy sobie sprawę, że niechcemy być częścią społeczeństwa w którym jedyną wartością jest posiadanie. Nie twierdzę, że nie jest to ważny aspekt życia ale nie powinien stać się najważniejszym. Mam wrażenie, że dzisiaj to dzikie separowanie się od rozwiązań z PRL w niektórych dziedzinach odbija nam się czkawką. Idiotyczna zmiana systemu szkolnictwa zrobiona tylko po to aby zniszczyć stary dobrze funkcjonujący tylko dlatego, ze był ze znienawidzonego socjalizmu jest najlepszym tego przykładem. Ośmioklasowa szkoła o charakterze ogólnym, potem licea, technika czy szkoły zawodowe a to wszystko uwieńczone studiami dla chcących osiągnąć wiecej było bardzo dobrym rozwiązaniem. Większość z tych ludzi, którzy przeszli właśnie ten cykl od początku do końca są dzisiaj w stanie prowadzić inteligentną i merytoryczna dyskusję na wiele tematów z ich, i nie tylko, dziedziny życia. Wprowadzono nowe, zgodnie z potrzebami nowych czasów na wzór amerykański, bez przygotowania, bez zastanowienia tylko z chęci zniszczenia czegoś co niektórym kojarzyło się z pamiątka minionego systemu. Gdy John McCain starał się zostać prezydentem stanów wybrał sobie na swojego vice prezydenta panią Sarah Palin. Owa pani zasłynęła tym, że nie bardzo miała pojęcia co do lokalizacji niektórych krajów. To jest wlasnie efekt amerykańskiego systemu. Nielogiczne uzależnianie się politycznie od wuja Sama spowodowało, ze poczuliśmy się jakbyśmy nie wracali do Polski tylko przenosili sie do innego stanu z tą różnicą tylko, że zachowaliśmy ciagle swój język. To jednak dla nas było zbyt mało.

Polska referendum stoi

Nasz nowy prezydent przypomniał o swoim istnieniu i postanowił zarządzić następne referendum. Początkowo delegowania na premiera i jej partia chcieli dołożyć te swoje trzy pytania do referendum zarządzonego przez Bronisława Komorowskiego ale nic na tym polu nie wskórali. Byłbym nawet skłonny oskarżać Platformę o złośliwość ale jesli się weźmie pod uwagę, że senatorowie PiS-u opuścili demonstracyjnie głosowanie nad referendum poprzedniego prezydenta to w tych okolicznościach domaganie się jego rozszerzenia graniczy ze swego rodzaju bezczelnością. Próbowali jak mogli dopisać te trzy pytania ale nie dało rady z wielu powodów. Jesli nawet przyjąć, że Bronisław Komorowski zarządził referendum pod publikę widząc, że musi coś zrobić aby mieć szanse walki o reelekcje, to pytania zadane przez niego nie były jego programem. Napewno chciał przeciągnąć Kukizowców na swoją stronę wykorzystując popularność jaką zdobyły JOW-y wsród wyborców. Na niewiele się to zdało bo były prezydent ruszył do walki zbyt późno. JOW-y w referendum pana Komorowskiego wydają się być pytaniem centralnym jako, że spora część aktualnej a i tych którzy wydają się zmierzać do przejęcia władzy jest im przeciwna. Odpowiedzi na pozostałe pytania w tym referendum wydają się być do przewidzenia i byłbym zdziwiony gdyby ludzie nie chcieli zmian w sposobie finansowania partii oraz aby nie nastąpiły zmiany w sposobie prowadzenia postepowań sądowych. Chociaż z tym finansowaniem może być też różnie bo przecież PiS nie jest zwolennikiem żadnych zmian na tym polu. Miejmy nadzieje, że frekwencja na referendum wrześniowym dopisze i zmusi nowe wladze do zmian. Niestety nie rozumiem zasadności referendum pana prezydenta Dudy. Pytania jakie chce zadać społeczeństwu to przecież jego program wyborczy. Dzięki temu programowi został wybrany na urząd prezydenta czyli odpowiedzi na wszystkie pytania, które chce postawić prezydent Duda są oczywiste. Czy ktokolwiek może sobie wyobrazic, że pytanie o przywrócenie wieku emerytalnego spotka się nagle ze sprzeciwem wyborców? Chyba sam prezydent w to nie wierzy. To samo dotyczy pozostałych pytań. Nie chcę odmawiać prezydentowi dobrej woli ale jego idea na następne referendum w październiku uważam za pomysł kompletnie chybiony chociażby ze względu na fakt, że zostały one już postawione w trakcie wyborów prezydenckich i przyniosły prezydentowi Dudzie zwycięstwo. A może aktualny prezydent liczy, że frekwencja nie dopisze i dzięki temu można będzie wycofać się ze swoich obietnic? Może. Możliwe też, że między wierszami pan prezydent chce nam przypomnieć, za pomocą tego pomysłu,  o pani Beacie, desygnowanej na premiera jako swego rodzaju gwarancie na spełnienie jesli nie wszystkich to przynajmniej większości jego obietnic. Wszystko jest możliwe. Mnie jednak bardziej denerwuje w tej sytuacji marnotrawstwo pieniędzy na urządzenie czegoś co jest poprostu zbędne. Odpowiedzi już dziś są łatwo przewidywalne a pani Szydło doskonale daje sobie radę bez poparcia pana prezydenta. Po co zatem cała ta szopka? Mam wrażenie, że ponownie mamy do czynienia z gierkami pana prezesa, któremu nic nie sprawia większej przyjemności jak podstawianie nogi tym którzy myślą inaczej niż on. Chciałoby sie wierzyć, że zarówno pan prezydent Duda jak i bardzo prawdopodobna przyszła premier pani Szydło będą politykami samodzielnym, jak narazie wcale tak nie wygląda. A skoro mamy takie parcie na robienie referendum co miesiąc to może by tak zaplanować coś na listopad. Proponuje nastepujące pytanie: czy potrzebny jest nam prezydent? Czy potrzebny jest nam senat? Czy potrzebny jest nam sejm? Datę ustalilbym na trzydziestego listopada czyli popularne ostatki. Naród jest w tym dniu naogół w dobrym humorze i mógłby pozytywnie zaskoczyć. 

Belize i Gwatemala czyli wypoczynek na Karaibach.

Moja fascynacja Ameryką Południową zmaterializowała się w 2007 roku. Moja ciągła gadanina o tym kontynencie doprowadziła Alicję do punktu wrzenia, a jak moja żona weźmie coś w swoje ręce to lepiej jej nie wchodzić w drogę. Poczyniła rozeznanie w terenie co mogłoby rownież ja zainteresować, przekalkulowała nasze możliwości finansowe i tak oto niespodziewanie dowiedziałem się, że udajemy się do Belize i Gwatemali. Moimi sprzymierzacami było rownież wielu znajomych, którzy już wcześniej spędzali wakacje na Karaibach. Wtedy jeszcze nawet nie bardzo wiedziałem gdzie to przeklęte Beliz się znajdowało ale klamka zapadła położyłem uszy po sobie i z nie ierpliwoscią oczekiwałem wyjazdu. Belize okazało się małym państewkiem położony pomiędzy Meksykiem a Gwatemala a wybór padł na to właśnie miejsce z bardzo prostej przyczyny, językiem urzędowym w Belize okazał się angielski. Jest to jedyny kraj w tej części świata, który nie używa hiszpańskiego. Cała wyprawa została dla nas przygotowana przez biuro turystyczne, które zoorganizowało wycieczkę począwszy od miejsc noclegowych a skończywszy na przewodnikach i miejscach, które chcieliśmy zobaczyć. Nasza wyprawa składała się z paru przystanków na drodze jaką Alicja uzgodniła z biurem turystycznym. Zaczęliśmy zatem od dżungli belizyjskiej. Na samą myśl o wypoczynku w dżungli niemal dostałem choroby podzwrotnikowej. Moja idea to było trzymanie sie jak najbliżej Atlantyku, zaleganie na słoneczku i wsłuchiwanie sie w szum fal. Alicja jednak chciała być trochę w ruchu i zwiedzić pare miejsc a jednym z nich była brrrrr dżungla. Wylądowaliśmy zatem w jakimś ośrodku, do którego jechaliśmy z lotniska około czterech godzin w samym środku miejsca gdzie diabeł mówi dobranoc. Kiedy jednak następnego dnia rozejrzelismy sie dookoła okazało się że miejsce jest poprostu niewiarygodne. Cały ośrodek składał sie z około piętnastu chatek bardzo skromnie ale i gustownie wyposażonych. Ośrodek miał oczywiście swoją restauracje a ona zaopatrywała się w produktu wytwarzane na terenie ośrodka, który okazał się rownież farmą. Dzisiaj nazwałbym to miejsce farmą agroturystyczną, serwującą swoją żywność produkowaną ekologicznie bez żadnych ulepszaczy. Mieliśmy możliwość zwiedzenia całej farmy z przewodnikiem, otrzymując wiele ciekaw informacji na temat roślin hodowanych tutaj, historii farmy oraz jej specyfiki. Otaczająca  nas dżungla nie sprawiała wrażenia, które miałem zakodowane w swojej głowie, było bardzo spokojnie, cicho a urokliwosci temu miejscu dodawała rzeka płynąca nieco poniżej wszystkich domków. Droga, którą dojechaliśmy do tego ośrodka z lotniska w Belize City to była niejako główna trasa tego państewka. Pozwoliło nam to na zobaczenie części lądowej Belize. Nie robi ono większego wrażenia a nawet miejscami widać było sporą biedę. Belize to jednak przede wszystkim jego wysepki położone na Atlantyku a te to juz inny świat. O tym już następnym razem.

Czas wyjazdu czyli podsumowanie pierwszego pobytu

Po dwóch miesiącach pobytu nadszedł czas wyjazdu i powrotu do życia na drodze, bo nasz dom zostawał jednak tutaj w Ekwadorze. Te dwa miesiące przyniosły wiele odpowiedzi na pytania związane z domem, środowiskiem oraz nami samymi. Dom chociaż oddalony o pięć kilometrów wędrówki od głównej drogi, dał nam poczucie spokoju i czuliśmy, że spełnia nasze oczekiwania. Mieliśmy tez świadomość jego niedoskonałości a przede wszystkim konieczności odgrzania. Mamy juz kilka pomysłów na rozwiazanie tego problemu ale na wszystko potrzeba czasu. Możliwość obcowania z wszechogarniająca naturą to coś, co dało nam chyba najwiecej przyjemności i z czego nie zdawaliśmy sobie sprawy jak pozytywny wpływ taka ucieczka w głuszę może mieć na człowieka. Szczerze mówiąc nie byłem zbytnio szczęśliwy wizją powrotu do „cywilizacji”. Odnieśliśmy rownież wrzenie, ze miejscowa ludności powoli przywykła do naszej obecności a nasi najbliżsi sąsiedzi okazali się wręcz stworzonymi dla nas. Mieliśmy definitywnie kłopoty językowe w porozumiewaniu sie z nimi jednak udało nam się z nimi nawiązać kontakt. Podobnie jak my ich ideą była ucieczka od tego oszałamiającego tempa, które panuje w miastach. Chociaż nie pochodzą z Cuenki to jednak większość życia spędzili w Ambato, które jest sporych rozmiarów miastem. Nasz sąsiad okazał sie kardiologiem na emeryturze a Mary jego żona wspaniałą osobą, ktora z ziarna kakaowego potrafiła zrobić wspaniała czekoladę własnym sumptem. Nasi sąsiedzi maja rownież piec do chleba na zewnątrz, z którego pozwolili nam skorzystać podczas naszej kolejnej wizyty. Mary i Luis w wielu aspektach i poglądach podzielali nasz punkt widzenia i postrzegania świata. Tym łatwiej było nam nawiązać kontakt z nimi. Podobnie jak my wyczuwają jakaś specyficzna energię w tym miejscu, ktora daje swego rodzaju spokój wewnętrzny. Na swojej posesji mieli sporych rozmiarów ogródek razem z namiotem warzywnym. Alicji przypadli wlasnie tym do serca. Moja żona juz od dawna pasjonuje się ogrodnictwem ale nie aż tak bardzo tym ozdobnym ile użytkowym. Ściąga do Ekwadoru nasiona poliskich warzyw i obserwuje co sie może przyjąć w tamtych warunkach. Próby wciąż trwają. Poznaliśmy rownież bliżej naszych sąsiadów po drugiej stronie. Francisco i Anita są jednak sporo młodsi od nas i na codzień dojeżdżają do pracy. Fakt ten jednak ułatwia nam dostanie sie do Cuenki bo ilekroć potrzebowaliśmy się z nimi zabrać nigdy nam nie odmówili. Droga do autobusu aczkolwiek długa to doskonały spacer, gorzej z autobusu bo trzeba iść pod górkę. Pomyślimy o zakupie jakiegoś środka lokomocji w przyszłości. Pojawienie się Milana w okolicy w pewien sposob też uatrakcyjniało nam to miejsce. Milan jak każdy człowiek ma swoje dobre i złe strony, dobrze jednak mieć kogoś z naszych stron na podorędziu. Biorąc zatem na wagę plusy i minusy, zdecydowanie tych pierwszych było wiecej. Czuliśmy pewnego rodzaju smutek wyjeżdżając, zwłaszcza że na powrót do domu przyszło nam czekać siedem miesięcy.

Prezydent rusza w Polskę czyli AWS(z)

Jeszcze dobrze nie minęły echa zaprzysiezenia, nie ucichły pierwsze komentarze a nowy prezydent już ruszył w Polskę ze swoim programem. Na pierwszy rzut oka dobra idea bo to napewno było słabością jego poprzednika, który nie bardzo wiedział co się dzieje w terenie. Nie chcę szukać żadnych podtekstów w tych jego roboczych wizytach ale one narzucają się same. Zaraz po wygraniu wyborów Andrzej Duda zrzekł się przynależności do partii, która go w trakcie tych wyborów popierała, podkreślając jednocześnie wielokrotnie, że chce być prezydentem wszystkich Polaków. Wszyscy wiemy kto go popierał, wszyscy wiemy kto był szefem kampanii wyborczej i z mało znanego parlamentarzysty uczynił prezydenta. Nie jest rownież żadną tajemnicą, że program prezydenta będzie napewno bardziej możliwy do zrealizowania, a przynajmniej jego część, jeśli na jesieni wygra formacja, z której się wywodzi. Partia ta zachęcona sukcesem w wyborach prezydenckich przejęła zatem ten program na potrzeby wyborów parlamentarnych. I nic w tym dziwnego, ojcem tego programu jest lider partii a raczej byłej partii naszego nowego prezydenta. Sukces i zwycięstwo Andrzeja Dudy to w dużej mierze zasługa Beaty Szydło, która to właśnie była szefową jego kampanii wyborczej. Wielki wkład pracy pani Beaty i doprowadzenie do końcowego sukcesu pana prezydenta, nie pozostało niezauważone. Dotarło równocześnie do pana Jarosława, że budzi skrajne emocje w narodzie a tych należałoby unikać w kampanii wyborczej do parlamentu zatem odstawił siebie,póki co, na boczny tor. Takich emocji nie budzi napewno pani Szydło. Zahartowana w prezydenckiej kampanii wyborczej, wykreowała się na pierwszoplanową postać PiS-u.  Pani Beata stała się niejako naturalnym wyborem na stanowisko premiera w przypadku sukcesu PiS-u. No i niech pani Beata i pani Ewa walczą o poparcie wyborców na argumenty, które mogą przeważyć szale zwycięstwa w jedną albo drugą stronę. Obie doskonale dają sobie radę. Niestety mam wrażenie, że niespodziewanie te gospodarcze wizyty pana prezydenta przerodziły się w AWS(z)-y czyli Akcje Wyborcze Szydło. Andrzej Duda jeszcze dobrze się nie rozpakował a już oskarża innych o odrzucanie wyciągniętej ręki. Nie wiem może coś przeoczyłem ale nic nie słyszałem o żadnych konkretnych propozycjach prezydenta, poza oczywiście pomnikiem smoleńskim, pod adresem rządu. Rzeczywiście efektywności prezydentowi odmówić nie można. Szóstego został zaprzysiężony i w ciągu dwóch dni, powołał swoich wspołpracowników ruszył w teren i jeszcze do tego wyciągnął do kogoś rękę, która została odrzucona. No cóż w mojej opinii te rozjazdy prezydenta po Polsce to nic innego jak forma zapłaty pani Beacie za jej wkład w jego wybranie. Tylko po co cały ten kamuflaż ze zdawaniem legitymacji partyjnej, to bredzenie o chęci bycia prezydentem wszystkich Polaków i o swojej niezależności od partyjnych przywódców. Nie mam złudzeń i podejrzewam, że nikt ich nie ma, jakie są preferencje partyjne pana Dudy. Byłoby jednak lepiej gdyby zastosował się do swojej prośby jaką skierował do ustępującego prezydenta Komorowskiego aby ten nie podejmował żadnych strategicznych decyzji, a zatem proszę nie mieszać się do wyborów parlamentarnych, pani Beata doskonale sobie radzi, a w przeciwieństwie do niej zamiast jej pomóc może jej pan tylko zaszkodzić swoją retoryką.

Jeszcze trochę o Manhattanie

Stan New Jersey oddzelony jest od Manhattanu rzeką Hudson. Aby stąd dotrzeć bezpośrednio na Manhattan trzeba skorzystać z jednego z tunelow łączących oba miejsca. Bardziej popularny jest Lincoln Tunnel jako, że jego wylot w mieście w naturalny sposób wprowadzi nas na ulice czterdziestą drugą, która jest jedną z głównych tras Manhattanu. Druga opcja to Holland Tunnel. Jego wjazd po stronie New Jersey znajduje się w Jersey City a wylot wprowadzi nas na Canal Street, główną ulicę dzielnicy chińskiej. Wszystkie tunele i mosty prowadzące do Nowego Jorku ze stanu New Jersey są oczywiście płatne. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku opłata za przejazd wynosiła dwa dolary. Obecnie jesli się nie mylę jest to już dwanaście dolarów. Zwyżka ta doskonale obrazuje jak bardzo wzrosły koszty utrzymania w Stanach Zjednoczonych na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. O ile wjazd jest płatny o tyle wyjazd już nie. Jazda samochodem na Manhattan kreuje problem związany z parkowaniem. Znaleźć miejsce do zaparkowania graniczy z cudem. Mozna jednak znaleźć wiele płatnych parkingów, które do tanich nie należą. Inną metodą przedostania się na Manhattan są promy. Negatywem promów jest jednak to, że ich przystań po stronie Manhattanu znajduje się w Battery Park, z którego jest blisko do centrum finansowego jednak aby przedostać się na Times Square trzeba się już zdrowo nagimnastykować. Dla nas, udających się na Broadway, samochód był zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem. Przede wszystkim powrót do domu odbywał sie dość późno a zatem komunikacja była sporo ograniczona z drugiej strony naogół jeździliśmy większą grupą co pozwalało rozłożyć wszystkie koszty i wtedy nie wychodziło to aż tak drogo. Manhattan to oczywiście niezliczone muzea, miejsca znane twórczości rożnych artystów, to piąta aleja, która swoim bogactwem aczkolwiek nie powala to jednak robi wrażenie. Ja nie należę do znawców sztuki toteż muzea nie prezentują dla mnie większych wartości poznawczych a z drugiej strony lubię szwędac się bez żadnego z góry określonego planu. W trakcie jednej z naszych wizyt odwiedziliśmy zatem park Centralny, po którym spacer napewno należy do obowiązkowego dla kogoś kto już się znalazł na Manhattanie. Znajduje sie on pomiędzy ósmą i piątą aleją oraz miedzy pięćdziesiątą dziewiątą a sto dziesiątą ulicą. Nie sposob go, zobaczyć w ciągu jednego dnia jako, że zajmuje ponad trzysta czterdzieści hektarów, na których ulokowane są niezliczone pamiątki historyczne. Wizyta w Parku Centralnym, ponad chęcią zobaczenia jego, sprowadzała się do dotarcia do strawberry field miejsca poświęconego Johnowi Lennonowi. Miejsce to chociaż bardzo skromne to jednak robi wrażenie. Płyta marmurowa będąca częścią trawnika a na niej gwiazda i napis Imagine każą wszystkim fanom Johna Lennona stanąć choć na chwile w bezruchu i zadumie. Siłę Imagine mogę porównać jedynie do Dziwny jest ten Świat. Ów cokół każdego dnia pełen jest świeżych kwiatów a i ludzi hołdujących przesłaniu Imagine nie brakuje. Ze strawberry fields to już tylko rzut kamieniem aby dotrzeć do budynku Dakota, w którym żył i został zastrzelony John Lennon. Do dziś mieszka to Yoko Ono, trochę zapomniana i napewno niezbyt lubiana przez fanów i Johna i Beatlesów. Brama wejściowa jest oczywiście zamknięta ale jak odmówić sobie chociaż rzutu oka na miejsce w którym zginął Lennon. Jest oczywiście mnóstwo miejsc na Manhattanie godnych zobaczenia ale to zależy od indywidualnych gustów i czasu jak rownież zasobności portfela. Mogę śmiało powiedzieć, że widziałem więcej, jednak to Park Centralny, Broadway i wieże bliźniacze widzę zawsze przed oczami gdy myśle o Nowym Jorku. Jednego z tych elementów już nigdy nikomu nie będzie dane zobaczyć.

Parkowy heppening czyli mamy nowego prezydenta

Dzisiaj Andrzej Duda został oficjalnie zaprzysiężony jako szósty prezydent od czasów zapanowania w Polsce tzw. demokracji. Pan Andrzej plany ma bogate a co z tego wyjdzie czas pokaże. Nie ulega wątpliwości, że wiele zależeć będzie od jesiennych wyborów parlamentarnych. Jesli partia, która go rekomendowała na prezydenta je wygra, na co wiele wskazuje, to wtedy jego program napewno będzie miał większe szanse realizacji. Wschodnia część Polski to właśnie ta część kraju, która przyczyniła się w dużej mierze do zwycięstwa pana Dudy w wyborach prezydenckich. Ta część naszego kraju od dawna uważana była za słabiej rozwiniętą i niejako zapomnianą przez lata rządów Platformy, charakteryzuje się napewno wyższym bezrobociem co powodowało i powoduje, że hasła głoszone przez liderów partii pana Kaczyńskiego są tutaj ludziom bardzo bliskie. Przebywając przez ostatnie parę miesięcy w Polsce południowo-wschodniej uzmysłowiłem sobie jak ludzie zamieszkujący ten region bezkrytycznie o wszystko obwiniają Platformę i jak równie bezkrytycznie wierzą, że Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie wszystko zmienić. Przyznawanie się do bycia zwolennikiem platformersow graniczy tutaj z jakimś obciachem. Nie ulega watpliwości, że nadszedł czas zmiany bo aktualni liderzy stracili poczucie rzeczywistości. Mam wręcz wrażenie, że PiS wygrał prezydenturę i wygra wybory parlamentarne z tego samego powodu dla którego do tej pory wygrywało PO, ludzie wybierali platformersów kierując się zasadą mniejszego zła. Dokładnie z tego samego powodu wygra PiS bo w swojej prywacie platforma tak dalece oderwała się od życia codziennego, że to oni dzisiaj uważani są za większe zło. Na niewiele się zdadzą w moim przekonaniu próby pani Kopacz zmiany wizerunku jej partii. Ludzie wciąż pamietają jak to będąc marszałkiem sejmu przyznała sobie i prezydium sejmu premie za ciężka pracę oscylujące w granicach czterdziestu tysięcy na twarz. Zmienić ten wizerunek będzie ciężko zwłaszcza, że skompromitowani taśmowicze nie mają zamiaru rezygnować ze swoich stanowisk i wpływów. Polska południowo – wschodnia dzisiaj w każdym bądź razie świętuje o czym się przekonałem podczas mojego codziennego spaceru. Tu w parku przymuzealnym miejscowi „dygnitarze” spod znaku wielbicieli napojów wyskokowych urządzili sobie niemal festyn obwieszczając wszem i wobec, że mamy dzisiaj wielkie święto jako, że nowy prezydent nam nastał. Nieświadom tej okoliczności zostałem wprowadzony w świat wielkiej szczęśliwości przez jednego z organizatorów tego przedstawienia heppeningowego. Agitator ów obwieścił mi coś co w skrócie brzmiało mniej więcej tak: panie kurwa Duda jest prezydentem, na co ja przytaknął stwierdzając: Andrzej Duda. Gość spojrzał na mnie jakbym powiedział coś o czym on juz wie od dawna i z politowaniem syknął do mnie: no przecież mowię kurwa Duda. Dalsza dyskusja oczywiście nie miała większego sensu uzgodniliśmy zatem, ze prezydent jest kurwa co w mniemaniu mojego rozmówcy miało oczywiście charakter pozytywny. Na koniec zostałem kulturalnie poproszony o fajkę a gdy stwierdziłem, że nie pale obrzucono mnie litosnym spojrzeniem. Happening ów zbyt długo nie trwał bo w drodze powrotnej spostrzegłem, że większość jego partycypantów wymęczonych wysoką temperaturą, było napewno powyżej trzydzieści stopni, padło na trawę oddając się poobiedniej drzemce w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. A ja w drodze powrotnej do domu cały czas się zastanawiałem po co w owym muzealnym parku mamy straż parkową i nijak nie mogłem znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi.