Pierwszy pobyt czyli słuszny wybór

Nasz pierwszy dłuższy pobyt pozwolił nam przetestować nasz dom. Zdaliśmy sobie sprawę z jego niedociągnięć oraz poznaliśmy jego zalety. Te dwa miesiące miały nam rownież dać odpowiedz na pytanie czy widzimy siebie tam na stałe. Nieznajomość języka napewno nas ograniczała i wciąż ogranicza, jednak poznaliśmy sporo ludzi tam mieszkających, którzy posługują się angielskim a dodatkowo okazało się, że kolonia przybyszów nie tylko ze stanów ale i z całego świata wciąż się zwiększa. Nam jednak chodziło o nawiązanie jak największej ilości kontaktów z ekwadorczykami jako, że od początku naszym celem było wtopienie się w okoliczną populację. Zawsze uważaliśmy, że to na nas spoczywa obowiązek nauki ich języka a nie na nich dostosowanie się do nas. Udało nam się zatem poznać sporo osób dwujęzycznych, którzy chętnie nam pomagali jako tłumacze w naszych codziennych problemach. Staraliśmy sie być jak najbardziej samodzielni, nie dlatego aby nieobciążać naszych znajomy ale bardziej żeby zmusić siebie samych do używania języka hiszpańskiego na codzień. Z naszego domu do przystanku autobusowego jest mniej więcej pięć kilometrów. Z tego przystanku do Cuenki kursują autobusy komunikacji miejskiej, które w cIagu pół godziny umożliwiały nam dotarcie do centrum miasta. Staraliśmy się ograniczać wypady do Cuenki i jeździć tam tylko raz, góra dwa razy w tygodniu aby załatwić co było do załatwienia i jednocześnie zrobić zakupy. Spacer do autobusu z samego rana okazał się bardzo dobrą formą relaksu i zawsze sprawiał nam sporo zadowolenia. Po drodze mogliśmy spotkać okolicznych mieszkańców i chociaż nie było możliwości nawiązania z nimi bliższego kontaktu to jednak powoli przyzwyczajalismy ich do naszej obecności. Dzięki temu często w drodze do autobusu znajomi zatrzymywali się ofiarując nam czasami podjazd do autobusu a czasami jazdę do Cuenki. Z dnia na dzień czuliśmy się coraz bardziej jak w domu. Nasi sąsiedzi rownież starali się nam nam pomóc w miarę ich możliwości dzięki czemu utwierdziliśmy sie w przekonaniu, że nasz wybór był słuszny. O ile jazda do Cuenki nie sprawiała nam większego problemu o tyle powrót wiązał się zawsze z koniecznością zatrudnienia taksówki. Znajomi polecili nam taksówkarza, z którym umówiliśmy się co do kosztów powrotu do domu oraz pomocy w sprawach gdzie konieczna była znajomość języka. Javier okazał się doskonałym dodatkiem do puli naszych znajomych. Wielokrotnie dzięki niemu i jego znajomosci miasta udało nam się dotrzeć tam gdzie to co chcieliśmy kupić było w najlepszych cenach i wybór był bardzo duży. Wiele spraw bez pomocy Javiera napewno byłoby o wiele ciężej doprowadzić do końca. Większość czasu, który spędziliśmy w domu poświeciliśmy na porządkowanie działki na zewnątrz oraz urządzanie jej pod nasze potrzeby. Na pierwszy plan poszła trawa, która obrosła naszą posesję do takiej wysokości, że omal przejechaliśmy obok naszego domu niezauważając go. Te dwa miesiące spełniły nasze oczekiwania. Spokój, cisza, brak rozwrzeszczanej telewizji uspokoiły nasze skołatane dusze, którym tego wlasnie było potrzeba.

O sowach, wronach i innych ptakach

Ostatnio sporo spaceruję po parkach, w których można natknąć się na naśladowców Japycza i jego paczki z Rancza o czym juz zresztą pisałem. Większość z nich to bardziej alkoholicy niż cokolwiek innego ale od czasu do czasu można uslyszeć dość śmiałe konwersacje. Podsłuchałem ostatnio, że najcześciej używanym przysłowiem stało się „wyszło szydło z worka”. Ciekawy zbiegł okoliczności z ostatnimi wydarzeniami w walce o stołek premiera. Ale nie o tym chciałem pisać. Otóż wlasnie tym przysłowiem rozpoczęli rozmowę goście którzy przysiedli się na sąsiedniej ławce w pewnym parku w pewnym mieście. A sprawa tyczyła się oczywiście ostatnich sensacji podsłuchowych. Jak każdy wie, te słynne już wydarzenia miały miejsce w restauracji o nazwie Sowa i Przyjaciele. Gdy jednak odwróci sie kolejność wyrazów to wychodzi z tego Przyjaciele i Sowa a skrót tej nazwy wskazuje głównego podejrzanego w całej tej farsie. Podobno nazwa Sowa i Przyjaciele to była dla zmylenia przeciwnika ale teraz to już nie ma kogo i po co zmylać tak więc knajpa ma wrócić do poprawnej pisowni zwłaszcza, że prezydent został juz wybrany a wybory te inne na jesieni to tylko formalność. Podobno nowa restauracja pod uaktualnioną nazwa nie będzie już ukrywać swojego przesłania i ma sie reklamować jako miejsce gdzie każdy może każdego posłuchać z pewnymi wyjątkami. Zgodnie z wiedzą jednego z dyskutantów knajpa ma oferować Profesjonalny i Specjalistyczny posłuch wysokiej jakości. Materiały z tak uzyskanej działalności będą Publikowane i Sprzedawane przez Pismaków i Stonogow, którzy juz dzisiaj wykazują olbrzymie zapotrzebowanie na tego typu rewelacje. Jesli sam zainteresowany nagraniem kogoś będzie chciał stać na boku, lokal zapewnia jeden z dwóch programów: Podsłuch i Skup albo Podsłuch i Sprzedaż wszystko oczywiście w Profesjonalnej i Specjalistycznej formie. Lokal prowadzi swoje usługi podobno tylko dla wtajemniczonych tyle, ze Polityczni Oszuści nie chcą już z tej knajpy korzystać. Wychodzi na to, że zwolennicy nowego prezydenta i pewnej siebie nowej pani premier będą zmuszeni podsłuchiwać się nawzajem, ale będą jaja.
Pan Sowa podobno jeszcze w latach osiemdziesiątych nazywał się Wrona. Jednak juz pod koniec tych lat zmienił nazwisko na Sowa powodowany przeczuciem, że nadchodzą złe czasy dla Wron. I miał racje, bo oto jak głosi wieść ławeczkowa zaraz po wyborach nowa koalicja z nową panią premier rusza na puszkowane wszystkich Wron. Nazwisko to ma jednoznaczne skojarzenia i trzeba koniecznie to wredne ptactwo wyplenić z naszego życia codziennego. Nawet jesli masz na imię Jarosław czy inny Andrzej nic ci nie pomoże. Kto żyw niech zmienia nazwisko póki jeszcze nie jest zapóźno. Podobno wstręt pana prezesa do tego ptaka bierze się z faktu, że nie został odosobniony w wiadomym okresie przez co uznano go za mało groźnego, no to on teraz pokaże jak bardzo się o nim mylili. Informacje o planach prezesa względem Wron rozpowszechniają oczywiście Polityczni Oszuści, którzy nawet uknuli hasło wyborcze, które ma przeciągnąć to czarne ptactwo na ich stronę. Brzmi ono „Żadna Wrona przy nas nie skona”. No będzie się działo, wybory czyli komedia z Wroną w tle. Aby do jesieni.