Otrzęsiny domu czyli czas zamieszkać.

Wiedzieliśmy, że budowa domu będzie odbywać się podczas naszej nieobecności. Zdaliśmy się zatem na Pedra wiedzę oraz znajomość terenu i okolic. Mieliśmy oczywiście określone wymagania związane chociażby z ilością światła, na którym bardzo nam zależało jednak większość decyzji, po konsultacjach z nami, podejmowaliśmy polegając na jego wiedzy. Na początku 2014 przyszło nam skonfrontować czy wszystko co zostało zrobione zgodne jest z naszymi oczekiwaniami. W styczniu tegoż roku zjechaliśmy na dłuższy pobyt, który rownież miał odpowiedzieć na wiele innych pytań. Byliśmy ciekawi jak się będziemy aklimatyzować, jak to się żyje na wysokości trzy tysiące metrów nad poziomem morza. Zdecydowaliśmy się spędzić dwa miesiące, podczas których liczyliśmy że przetestujemy siebie samych i nasz dom. Styczeń i luty to jedne z cieplejszych miesięcy w Ekwadorze, ku naszemu jednak zaskoczeniu wysokość robi swoje. W ciągu dnia nie można było narzekać na pogodę, noce jednak były dość chłodne a na to nie byliśmy zbytnio przygotowani. Dom stając pusty w naturalny sposób wychłodniał a będąc zbudowany z okolicznych skał potrzebował czasu aby się nagrzać. Dodatkowo ściany zewnętrzne maja pewnie około pół metra grubości co utrudnia jeszcze bardziej nagrzanie wnętrza za pomocą słońca. Wewnętrzna część od strony tarasu wykończona została za pomocą szyb, od podłogi aż do sufitu. Miało to nam dać duże ilości światła oraz dać możliwość słońcu nagrzania wnętrza. Okazało się jednak, że po tej stronie domu słońce nie dochodzi na tyle daleko aby wejść swoimi promieniami do środka domu. Tak więc światła mamy pod dostatkiem niestety brakuje ciepła. W trakcie konstrukcji domu pytaliśmy Pedra rownież o możliwość okien dachowych ale i tu jego rada była przeciwko takiej idei. Twierdził, że słońca będzie wystraczającą dużo, jako że jesteśmy na równiku wiec montaż i instalacja takich okien mija się z celem a i koszt byłby wysoki. Naszym błędem było niezasięgnięcie opinii sąsiadów, chociażby. Tak więc okazało się, że będzie zimniej niż zakładaliśmy a słońce, które miało nas dogrzać nie bardzo mogło to zrobić bo i nie było jak. Oczywiście nie mogliśmy tego wiedzieć ale Pedro napewno powinien był to przewidzieć. Na szczęście mieliśmy kominek w środku naszego dziennego pomieszczenia. I tu następna niespodzianka, której nie udało nam sie rozwiązać do dzisiaj. Kominek napewno swoim rozmiarze jest zbyt duży a otwór na przestrzał pewnie nie kreuje tego co nazywamy cugiem do góry. Utrzymanie ognia jest zatem dość kłopotliwe a dodatkowo wewnątrz domu odczuwalny jest zapach dymu. Inna sprawa, ze drzewo do palenia na ogół nie jest sezonowane a co zatem idzie nie jest kompletnie suche. I tak oto mieszkając na równiku, niemalże, okazało się że jest nam chłodno a źrodła ciepła na które liczyliśmy niestety nie zdają egzaminu. Mamy parę pomysłów ale jak zawsze wszystko potrzebuje czasu i nakładów finansowych. Tym razem jednak nie chcemy się zdać na kogokolwiek niebędąc na miejscu. Chcemy nadzorować i widzieć co i jak jest robione. Żal nam szczególnie, ze ulegliśmy w kwestii okien dachowych bo byłoby je oczywiście łatwiej zamontować w trakcie konstrukcji ale jak to mówią, mądry Polak po szkodzie.

Reklamy

Pokłosie afery podsłuchowej

Kiedy jesienią ubiegłego roku wybuchła afera podsłuchowa z udziałem naszych polityków, nasze media prześcigały się w informowaniu nas na bieżąco na temat tej mydlanej opery. Nie mam zamiaru bronić bohaterów tejże, bo ich brak podstawowych zasad kultury oraz dobrego smaku był ewidentny, zanim doszło jeszcze do całego tego fiaska. Nie mogłem i w dalszym ciagu nie mogę pogodzić się jednak z faktem, że obdarto tych panów z prawa do prywatności. Paru domorosłych myślicieli poszło do knajpy, na koszt podatników, co powinno być karalne, i tam ucięli sobie pogawędkę nawet jeżeli ona dotyczyła spraw na poły państwowych, i nawet jesli to byli urzędnicy państwowi, to rozmowa wciąż była prywatna. Czy ktoś może sobie wyobrazić żeby osiedlowa gazeta opublikowała z detalami przebieg imprezy w naszym domu tylko dlatego że było głośno a one dotyczyły na przykład sytuacji na naszym osiedlu a jakiś usłużny sąsiad to usłyszał i polazł z tym do redakcji gazety? Podejrzewam, że każdy podniósł by wrzask na temat napadu na jego prywatność. I słusznie, moim zdaniem. Dlatego też, aczkolwiek czułem sie mocno zniesmaczony całym tym zdarzeniem, uważałem jednak że „Wprost” przekroczył wszelkie ramy przyzwoitości publikując coś co zostało skradzione w sposób dla mnie nielegalny. Jestem za wolnością słowa i niezawisłością dziennikarzy ale to co zrobiła redakcja „Wprost” nie miało z tym nic wspólnego. Uważałem wtedy i uważam nadal że akcja ABW w redakcji byla w pełni uzasadniona a tłumaczenie, ze podsłuchane osoby to urzędnicy publiczni, kompletnie mnie nie przekonywało jako, że jestem rownież zwolennikiem prawa do prywatności. Podniosla się jednak straszna wrzawa w środowiskach dziennikarskich z panią Olejnik na czele, że był to zamach na wolność dziennikarską. Nie pamietam juz wszystkich komentarzy ale gromy leciały z każdej strony oskarżające premiera i jego świtę o metody wzięte żywcem z okresu PRL-u. Jedność dziennikarzy w obronie sprzedawcy taniej sensacji była imponująca i żałosna jednocześnie. Wszystkie media obiegły zdjęcia przedstawiajace naczelnego walczącego o swój laptop niczym chłop o swoją ojcowiznę, wyjątkowo marne przedstawienie. Niestety władza nie wytrzymała presji i przeszła na pozycje obronne. „Wprost” a zanim inne tanie czytadła mogły kontynuować grzebanie w tej puszce Pandorry ku uciesze rozbawionej gawiedzi. Zwyciężyły, jak to często bywa, partykularne interesy a nie zdrowy rozsądek. Zwyciężył brak przewidywania oraz wyobraźni. Pokłosie tego zbieramy aktualnie. Obrażony na rząd pan z pieniędzmi otworzył sobie gazetę, kupił trochę informacji i rozpowszechnia je sobie, ponownie ku uciesze czytelników. Nie żal mi tej grupy odwołanych przez panią premier ministrów i innych polityków bo gdyby mieli honor i chociaż minimum szacunku dla urzędów, które sprawowali już dawno by podali sie do dymisji ale to już inna historia. Wstyd mi jednak, że byle kto z pieniędzmi może doprowadzić do kryzysu rządowego tylko dlatego, ze poczuł sie obrażony. Wstyd mi, że do tego celu wykorzystał dziennikarską wolność, która nie ma w tym przypadku, podobnie jak publikacje „Wprost”, nic wspólnego ani z odpowiedzialnością, ani rzetelnością. Aż strach pomysleć co się może stać jak tak, nie daj Boże pan Kulczyk z lekka się zdenerwuje. Wszystkim kochającym wolność nie tylko tą dziennikarską polecam gorąco utwór Marka Grechuty pod tytułem właśnie „Wolność”. Pada tam wiele pięknych słów na jej temat, ja pozwolę sobie przytoczyć mały fragment tego utworu: „wolność to diament do oszlifowania a zabłyśnie blaskiem nie do opisania” tyle, że szlifierzy mamy marnych. Mam nadzieję, że tym razem dziennikarska brać nie stanie w obronie pismaka z Zamościa.

Ściśle tajna struktura ściśle tajnej organizacji

Aby nie być posądzonym o bycie stronniczym nie będę podawał pełnej nazwy rzeczonego stowarzyszenia jedynie ograniczę się do stwierdzenia, że jest to partia polityczna. Na czele owej organizacji stoi Prezes i Spółka, przy czym jedynie decyzje prezesa są Poprawne i Słuszne. Prezesowi również przysługuje dożywotni tytuł Pana i Sumienia narodu oraz Pana i Sędziego ostatecznego. Spółka jest jedynie organem doradczym prezesa i nie ma uprawnień do Przejawiania i Serwowania jakichkolwiek inicjatyw o charakterze Programowym i Systemowym. Spółka dzieli się na dwie grupy, pierwsza to Posłowie i Senatorowie a druga to Prokuratorzy i Sędziowie. Posłowie i Senatorowie to pretorianie prezesa w Parlamencie i Senacie a ich rolą jest Piętrzenie i Stwarzanie trudności obu izbom w przypadku decyzji niezgodnych z linią prezesa. Prokuratorzy i Sędziowie to oddelegowani przez prezesa do Prokuartury i Sądownictwa zaufani współpracownicy niekoniecznie prawnicy. Ich podstawowym zadaniem jest Prowadzenie i Sterowanie wszystkimi Procesami i Sprawami karnymi tak aby one Potęgowały i Stwarzały wrażenie, że co złe to wyłączna wina Partii i Stronnictw niechętnych prezesowi co dobre zaś to zasługa wiadomo kogo. Poza prezesem, reszta organizacji podzielona jest na Pracownikow i Służby. Pracownikami czyli osobami zatrudnionymi na pełnych etatach są jedynie Posłowie i Senatorowie oraz Prokuratorzy i Sędziowie. Wszelkie nieposłuszeństwo wobec prezesa jest karane degradacja z listy pracownikow do listy służb a w dalszej kolejności kompletnym wydaleniem z oragnizacji. Służby podzielone są na departamenty i w zależności od ich zadań mogą rownież służyć pomocą pracownikom. Fakt ten jednak musi zostać zatwierdzony przez prezesa. Samowolne wykorzystywanie służb przez pracownikow jest niedozwolone i karane jak powyżej. Przejdźmy zatem do struktury służb. Pod względem hierarchii są one równorzędne i podlegają prezesowi bezpośrednio, ten zaś może je przekierować do zadań specjalnych. Najważniejsza służba to departament ochrony prezesa, w którego skład wchodzą Policjanci i Strażacy. Ci panowie odpowiedzialni są za Prawidłowe i Stabilne zapewnienie bezpieczeństwa samego prezesa oraz wyznaczonym przez niego pracownikom. Drugim pod względem ważności jest departament szturmowy a tam znajdujemy przede wszystkim Pilotów i Spadochroniarzy. Departament ten działa na terenach niechętnych prezesowi gdzie sieje Przemoc i Strach a potem pojawia się oferując Pomoc i Socjotechniczne wsparcie (nikt nie wie co to dokładnie oznacza ale termin ten lubi prezes). Departament medialny to Pismaki i Specjaliści od propagandy. Aczkolwiek jak wszystko i wszyscy, podlega on prezesowi to jednak bardzo często wykorzystywany przez Posłów i Senatorów w czasie wyborów. Departament ten odpowiedzialny jest za Poparcie i Sondaże w terenie. Szczególnie Pomysłowi i Skuteczni w tym departamencie mają olbrzymie szanse na awans w hierarchii organizacji do przyznania im miejsca wsród Posłów i Senatarów włącznie. Następna komórka to departament Przemęczenia i Stresu tu zatrudnienie mają wszystkie Psiaki i Sierściuszki. To tu prezes znajduje Prawdziwy i Systematyczny odpoczynek, to tu buduje Program i Strategie rozwoju i podboju świata, wnikliwie wsłuchując się w Poglądy i Spostrzeżenia otaczających go podwładnych. Departament do spraw wyborców dzieli się na sekcje Podlotków i Staruchów oraz Piećdziesięciolatków i Sześćdziesięciolatków. Ich zadanie to inwigilowanie wyżej wymienionych środowisk ich Penetracja i Szantaż w celu uświadomienia konieczności prawidłowego głosowania. Nie dawno powołany do życia został departament Anty Gender. Jego funkcją jest udowodnienie, że Plemnik i Sperma oraz Pani i Suka nie mogą żyć razem i konieczne jest przypadkowe mieszanie na ten przykład Plemnik i Suka albo Pani i Sperma. Ostatnia sekcja to departament spraw wszelakich gdzie roi się od Pachołków i Sprzątaczek. Ludzie ci wykorzystywani są zasadniczo do wszystkiego szczególnie w grupach tak zwanych kiboli gdzie Promują i Systematycznie budują pozytywny obraz organizacji. Do promocji tej często oddelegowywane są oddziały szturmowe prezesa. To pokrótce struktura władz centralnych. W terenie odpowiedzialnymi za Poznawanie i Stosowanie nauk prezesa są lokalni Prezydenci i Starostowie, którzy mogą rownież tworzyć służby pomocnicze na kształt departamentów w centrali. Specjalna komórka została powołana na obrzeżach miast, której zadaniem jest rozprzestrzenianie Prawdziwych i Sfałszowanych informacji poprzez wnikliwe prowadzenie rozmów z wjeżdżającymi do miast kierowcami Pojazdów i Samochodów nie będących pojazdami jesli takie są. W komórce tej szczególnym uznaniem cieszą sie Prostytutki i Sutenerzy. Ci promowani są za Pomysłowość i Skuteczności w przysposobieniu do wydajnego życia i oddania jedynie słusznej i zasługującej na poparcie, organizacji partyjnej. Przysposobienie to odbywa sie w podmiejskich lasach a Prostytutki i Sutenerzy zatrudniani są na umowach o dzieło. Partia ma charakter demokratyczny i każdy może zostać prezesem co prawda od momentu założenia ugrupowania był i jest tylko jeden wódz ale to o niczym nie świadczy. Wszystko co powyżej zostało zmyślone i jakiekolwiek podobieństwom do rzeczywistych postaci jest kompletnie przypadkowe.

Poranne przemyślenia

Był wczesny ranek
Gdy się zbudziłem i wyszłem na ganek
A tam słońce świeci radośnie
I drzewa szumią donośnie
W oddali huk rzeki słychać
I aż chce się oddychać
A pachniało tak dookoła
Że tylko otwarta stodoła
Pełna zbóż wszelakich
Może wydawać zapach taki.
Zwierzaki w słońcu się grzeją
Kury w ziemi coś grzebią, koguty pieją
Kaczki nad stawem też coś do siebie nadają
A gęsi jak gęsi wesoło gegają
I psu, i kotu nastrój ten się udzielił
Aż baraszkują w kwiecistej bieli
I ptactwa rożnego krocie
Siedzi i śpiewa na przydrożnym płocie
Mnogość kwiatów obraz ten dopełnia
W takiej harmonii wszystko sie spełnia
Stojąc tak zamknąłem oczy
I poczułem jak wokół wszystko się jednoczy
Jak tych różnych dźwięków orkiestra
I barw wszelakich palestra
Ogarnia całe moje ciało
I otwierać oczu mi się odechciało
I stałbym tak w zadumie pogrążony
Gdyby nie wołanie żony
Bo oto sąsiedzi machają na powitanie
Dziś wspólnie zjemy śniadanie
A ono będzie jedyne w swoim rodzaju
Z owocami z pobliskiego gaju
Z chlebem dopiero wyjętym z pieca
Zapach, którego do nas się zaleca
Są warzywa z ogródka zebrane świeżo
I krowie mleko, i miód pszczeli też na stole leżą.
Zasiedliśmy do stołu wszyscy razem
Zachwycając się otaczającym nas obrazem
I poczuliśmy się jakby częścią jego
I być może właśnie dlatego
Siedzielismy tak w kompletnej ciszy
By każdy słuchać mógł, a co usłyszy
Mógł to zapisać w pamięci swojej
Bo chwile takie, jak piękne dziewoje
Ocalić trzeba od zapomnienia
Bo świat w takim tempie się zmienia
Że zapominamy o tym co jest ważne
Stawiając sobie cele doraźne
Ta droga do nikąd prowadzi
Musimy zatem temu zaradzić
Rozglądajmy się więc dookoła siebie
Bo ziemia i swiat są dzisiaj w potrzebie.
Zróbmy wszystko co w naszej mocy
Abyśmy po każdej przespanej nocy
Mogli wyjsć na przydomowy ganek
I podziwiać właśnie budzący się poranek.

Mamrotanie na ławeczce

Ławeczka, dzięki serialowi Ranczo przezywa swoją druga młodość. To parkowe miejsce wypoczynku zawsze miało swoich miłośników, jednak dzięki ławeczkowym komentatorom rzeczywistości z Rancza jej ranga jakby urosła. Namnożyło sie sie tych ranczowych obserwatorów otaczającego nas świata i zmian w nim zachodzących do tego stopnia, ze trudno znaleźć spokojna ławeczkę dla siebie aby odpocząć w ciszy i zadumie. Ci ławkowicze opanowali juz nie rylko ławeczki pod sklepami ale rownież całe oławkowanie w parkach tudzież innych miejscach społecznego wypoczynku. Zrazu zachowują sie cicho ale w miarę konsumpcji lokalnego mamrota stają sie coraz bardziej i słyszalni i widoczni. Ostatnio na pierwszy plan swoich komentarzy wzięli wyniki wyborów prezydenckich niewachający sie służyć radami nowemu prezydentowi w zakresie planów na przyszłość. Udało mi sie podsłuchać jedna z takich uczonych dyskusji. Czterech osobników o niewiele mówiących, ale jakże popularnych imionach, kurwa, kutas, ciul i palant (tez myślałem, ze jeden z nich to kobieta, ale nie same chłopy) tak oto widza program naszego następcy tronu.
Po pierwsze należy zburzyć Belweder i w to miejsce wznieść nowy pałac. Belweder uważany jest przez nich za miejsce szczególnego zła w ostatnich latach i aby się od tego odgrodzić grubą kreską zburzyć dziada. Gruzy koniecznie wysłać do Brukseli na rachunek Tuska i niech on sie martwi resztą. W miejsce Belwederu wybudować należy budowlę o nazwie Palac Smoleński. Miałaby ona kształt rozbitego samolotu. Dzięki temu pomysłowi pałac ten służyłby jako siedziba prezydenta oraz jako pomnik katastrofy sprzed pięciu lat. Pałac ten obsadziłoby się topolami a każdego dziesiątego miesiąca z instalacji podziemnych produkowana bylaby sztuczna mgła. W pałacu znajdować się będzie studio radiowo telewizyjne, które nadawać będzie specjalny program poświęcony wiadomym wydarzeniom z wiadomego dziesiątego kwietnia. W każdym polskim mieście na głównych ulicach zainstalowane bedą telebimy, które bedą transmitować program z pałacu. Wszelkie inne stacje radiowe i telewizyjne bedą miały zakaz nadawania w tym dniu. Program ten będzie skorelowany czasowo z wydarzeniami z tego okrutnego dnia a w jego trakcie będzie można usłyszycie nagrania z czarnych skrzynek, może ktoś jeszcze coś odczyta. Każdy dziesiąty będzie dniem wolnym od pracy a niesłuchanie programu będzie karane z całą surowością.
Po drugie, zlikwidowane zostaną ministerstwa, spraw zagranicznych, obrony narodowej, sprawiedliwości oraz prokuratura generalna. Na ich miejsce powstanie Ministerstwo Dziesiątego Kwietnia. Zlikwidowane ministerstwa wejdą w skład nowego tworu jako departamenty. Zatrudnienia nie będzie sie jednak zmniejszać bo mogłoby zabraknąć miejsc pracy dla znajomych. Na czele Ministerstwa Dziesiątego Kwietnia stanie Antoni Niezłomny M. Umożliwi to rownież cofnięcie zakazu dostępu do tajnych informacji naszemu niezłomnemu co pozwoli wreszcie na dojście do całej prawdy i tylko prawdy z tego feralnego dnia. Tylko pan Niezłomny daje szanse, ze poznamy wszystkie okoliczności związane z tym lotem bez żadnych przekłamań.
Po trzecie. Chociaż nie chcemy to jednak musieć będziemy zmienić konstytucje. Zmiana ta będzie kosmetyczna. W ogólnym zarysie ma ona dawać prawo prezydentowi do podania sie do dymisji na własne rządzenie pod warunkiem, ze wskaże swojego następcę. Taka sytuacje mamy juz z premierem, którego można odwołać i dać możliwość stworzenia rzadu komuś o lepszych kwalifikacjach. Metoda ta została sprawdzono i okazała sie skuteczna przy wymianie Kazika na Jarosława. Naszym celem będzie, w przypadku niemożliwości powołania pana Prezesa na stanowisko premiera zapewnienie mu tego co mu sie słusznie należy. Zatem pan aktualny elekt, przyszły prezydent zaraz po wyborach podałby sie do dymisji zrzekając sie swojej funkcji na rzecz prezesa. Nazwiemy to demokratyczne przekazanie władzy.
Po czwarte, Warszawa musi ponieść srogie konsekwencje swojej krótkowzroczności w głosowaniu na złego kandydata. Aby zapewnić w przyszłości i rozpowszechnić wiedzę na kogo należy głosować zmieni sie nazwę miasta na Pisogród. Stopień nieuświadomiona w tym mieści graniczy z nieuctwem i aby naprawić te wieloletnie zaniedbanie musimy zacząć od podstaw czyli zmiany nazwy i przekierowania sposobu myślenia na właściwe tory. Niechętni tej zmianie dostaną dwadzieścia cztery godziny na opuszczenie miejsca zamieszkania i złożenia kluczy w Pałacu Smoleńskim.
Po piąte, za zasługi włożone w popieranie jedynie słusznej ideologii przewodniej siły narodu i jej prezesa Kraków zostanie uhonorowany zmiana nazwy na Lechogród. Dzięki tej zmianie Kraków stanie sie jeszcze bardziej popularnym miejsce turystycznym a niewiele mówiące imie jakiegoś Kraka niewiadomego pochodzenia zostanie raz na zawsze zastapione jakże ważkim imieniem z naszej najnowszej historii. Popiera nas w tym zamyśle sam pan metropolita, który stanie sie metropolitą lechogrodzkim.
Po szóste, zmianie nastąpi rownież nazewnictwo Wewelu. Określenie to bardziej dzisiaj kojarzy się z wytwórnia cukierków i innych słodyczy i nie oddaje powagi tego miejsca. Nowa nazwa będzie brzmieć Kaczwel. Podkreślać to będzie ostanie miejsce spoczynku śp. Prezydenta oraz fakt, ze te króle to są tam przez przypadek tak samo zreszta jak te inne wieszcze. Taka kolejność jest historycznie uzasadniona i poprawna.
Po siódme, wystąpimy z cała stanowczością do prezydenta Rosji o oddanie nam Smoleńska. Jest to historycznie polskie miasto a ostatnie wydarzenie, które tam miały miejsce potwierdzają tylko ten fakt. Domagać sie będziemy rownież korytarza, który pozwoli nam na swobodny dojazd do miasta. Po odzyskania miasta zmienimy jago nazwę na Zamachowice, a każdego 10 kwietnia dziewięćdziesięciu sześciu członków partii oberwańców, będzie musiało tutaj wylądować w gęstej mgle. Zobaczymy kto miał racje.
Po ósme, nazwa rynek, czyli centrum miasta zostanie zlikwidowane. Owo określenie nie ma juz żadnego uzasadnienia i związku ze zmianami jakie zaszły i wciąż zachodzą w nowoczesnym społeczeństwie. Rynki polskie przeistoczą sie w place Nawiedzonego Ojca z Torunia. Będzie to forma podziękowania za wkład w rozwój jedynie słusznej propagandy. Pozwoli to rownież na podreperowanie nadszarpniętych funduszy nawiedzonego ojca bowiem wszystkie firmy, sklepy restauracje i temu podobne znajdujące sie na owym placu bedą zobowiązane do oddania ojcu dziesięciny za przywilej posiadania lokalizacji przy tym placu.
Padło jeszcze kilka innych propozycji ale były one w języku mniej już dla mnie zrozumiałym jako, ze wypity mamrot w skuteczny sposób uniemożliwił mi wyłapanie sensu proponowanych zmian. Sam już nie wiem czy te pomysły były chęcią poparcia czy też próbą ośmieszenia obejmującego władzę wkrótce elekta. Nie ulega jednak watpliwości, że mamrot, lokalny napój orzeźwiajacy, ma się dobrze.

Szczytowanie alfabetyczne czyli szczyt szczytów

Nie, nic z tych rzeczy, nie będzie tutaj nic na temat seksu. Ułożyłem sobie alfabetyczną listę szczytów w działalności ludzi z pierwszych stron gazet. Ponieważ jest to pierwsza lista, więc odnosić się będzie do pierwszych pięciu miesięcy tego roku. Następne będę ogłaszał raz na miesiąc. Idea jest prosta do jednego szczytu przypisać kogoś kto akurat w tej dziedzinie wyróżnił sie najbardziej. Zaczynamy.
Szczyt arogancji – zdeklasowała tu wszystkich Elżbieta Bieńkowska. Nasza mądra blondyna specjalistka od „sorry” nie bardzo wyobraża sobie jak można pracować za sześć tysięcy miesięcznie. Pani Ela robi co może aby zamknąć gęby wszystkim co się oburzają na temat idiotycznych kawałów o blondynkach. Trzeba przyznać, że robi to skutecznie.
Szczyt bezmyślności – Cezary Grabarczyk. Kim już ten gość nie był, miejsca by zabrakło aby to wszystko wyliczyć. Teraz jako minister sprawiedliwości chłop nie wiedział, ze potrzebuje pozwolenia na broń. A może to było specjalnie wymyślone, bo i tutaj nie dawał sobie rady? Może czas spojrzeć prawdzie w oczy, polityka nie jest dla wszystkich.
Szczyt cynizmu – bezkonkurencyjnie Ludwik Dorn. Jak to mówi porzekadło, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Jak się walczyło z władzą samemu to należy to nazwać opozycją. Jak walczą z władzą, którą się reprezentuje to ci ludzie to już nie opozycja to ludzie bezmyślnie nienawidzący. No i dostało się Kukizowi i słusznie niech nie myli opozycji z nienawiścią.
Szczyt debilizmu – James Camey, nie mogło być inaczej. Jego wypowiedź na temat udziału Polski w eksterminacji Żydów graniczy z chorobą obłąkania. A swoją droga szkoda, że nie ma w stanach muzeum wymordowanych palestyńczyków, ciekawe co by o nim powiedział chodząca encyklopedia szef FBI, pewnie nic bo w tej sprawie amerykański rząd ma pełne gacie wiadomo czego.
Szczyt efektywności – tu zwyciężył Robert Tyszkiewicz. Jarosław Kaczyński kombinował tyle lat jak tu odsunąć platformę od władzy a trzeba było poprostu zaufać Robertowi. Gość prowadząc kompanię wyborcza Bronisława Komorowskiego popisał się wyjątkowym zacięciem i z efektywnością godną podziwu odsunął aktualnego prezydenta od władzy. A Jarosław z radości spać nie może.
Szczyt filantropii – nie wiem ile kosztowały Twoj Ruch i Janusza Palikota jego kandydatura na prezydenta. Nie mam jednak watpliwości, że te pieniądze można było wydać rozsądniej na jakieś cele charytatywne. Politykiem już pan raczej nie będziesz za to filantropem…. na pewno możliwe.
Szczyt głupoty – mam wiele uznania dla Roberta Biedronia, ale…już pana były boss, patrz wyżej dostał srogie baty za głupią walkę z polską wiarą a pan chcesz walczyć z Janem Pawlem II? To nie te czasy i nie to miejsce. Za sto lat nikogo z nas juz nie będzie i niech mi pan uwierzy nikt o nas pamietać nie będzie za to o Janie Pawle II pamięć pozostanie. Głupia i bezmyślna walka.
Szczyt hańby – Bronisław Komorowski, nie mogło być inaczej. Jako prezydent reprezentujący nasz kraj pozwolił pan na to aby w pańskiej obecności parlament ukraiński zrobił z morderców bohaterów. Praktycznie rzecz biorąc Poroszenko napluł panu w gębę a pan ją otarł i udawał, że nic się nie stało. Byłoby dobrze gdyby nigdy więcej nie wypowiadał sie pan na temat dumy i patriotyzmu.
Szczyt indolencji – Janusz Korwin-Mikke. Popularności nie można panu Januszowi odmówić. Ale skąd ta wiara, że mógłby zostać prezydentem? Toż to chyba już dwudzieste piąte pudło. No chyba, że sprawia to panu przyjemność a JKM czyli Jego Królewska Mość robi to na co ma ochotę.
Szczyt jasnowidztwa – na wyróżnienie to najbardziej zapracował sobie sztab wyborczy Bronisławą Komorowskiego. Tak się zapatrzyli na te sondaże przedwyborcze, że nawet im nie przyszło do głowy, że to tylko takie przewidywanie czyli jasnowidztwo. Nawet pan Jackowski nasz rodzimy jasnowidz mówił o zwycięstwie aktualnego prezydenta w drugiej rundzie. Nikt nie wziął pod uwagę specyfiki Polaków. Jak się nas do czegoś namawia to zrobimy dokładnie odwrotnie. No i bądź tu jasnowidzem w tym kraju.
Szczyt kołtuństwa – nie może być nikt inny tylko sam Ryszard z Kaliszów. Ten gość tak już utyskuje na tą morderczą pracę w sejmie, że aż szkoda chłopa. Dziwota niejaka mnie ogarnia, że on już kombinuje pod kogo się podpiąć żeby znowu załapać sie na jakaś fuchę w sejmie. Nóż kurwa można się w tym pogubić.
Szczyt lojalności – dał sie pokazać od tej strony Donald Tusk. Chłop chciał pomóc koledze z partii, który walczył o reelekcję na prezydenta. Zorientował sie jednak, że koleś dostanie baty i na wszelki wypadek żeby go nie utożsamiać z przegraną schował się gdzieś w Brukseli czy jakiejś innej Belgii. To się nazywa kolega.
Szczyt łgarstwa – sztab wyborczy Andrzeja Dudy. No co ci goście nienaobiecywali w trakcie kompanii wyborczej to się aż włosy jeżą na głowie. Dobrze że naród już się do tego przyzwyczaił i oczekiwania ma żadne albo prawie żadne. I pomysleć tylko, że zniszczyliśmy PRL za nadmiar obietnic.
Szczyt milczenia – tylko i wyłącznie Antoni Macierewicz. Jak sie udało utrzymać tego krasomówcę bez wypowiedzenia chociaż paru słów w trakcie kompanii wyborczej jest dla mnie niepojęte. Może jednak dotarło do niego stare porzekadło, ze mowa jest srebrem a milczenie złotym. Watpię i obym się mylił.
Szczyt naiwności – jedyna w swoim rodzaju Magdalena Ogórek. Nie wiem czym się pani Magda kierowała przyjmując propozycje Leszka Millera aby kandydować na prezydenta. Inteligencji nie można pani odmówić ale już ze zdrowym rozsądkiem jest znacznie gorzej.
Szczyt oszczędności – Radek Sikorski. Pan marszałek sejmu poprostu nie potrafi żyć oszczędnie, szczególnie kiedy ma do dyspozycji nie swoją kasę. Gdzie byśmy gościa nie postawili napewno znajdzie natychmiast możliwości wydawania publicznych pieniędzy. Fakt, że Warszawa knajpami stoi to tylko młyn na wodę dla pana marszałka. Bez niego i jego kolesiów knajpy poszłyby z torbami.
Szczyt poświęcenia– Mariusz Kamiński. Chłop pójdzie siedzieć za swojego szefa, takie rzeczy zdarzają sie tylko w mafiach i opowieściach dla grzecznych dzieci. Nie bój żaby Mariusz, masz juz swojego prezydenta i szansę na prawo łaski.
Szczyt rozpusty – Paweł Kukiz rozpustny szubrawiec tyle że z tej rozpusty pościł Leszka Millera i jego kandydatkę z torbami. Żal Magdy bo tak jak szybko się pojawiła jeszcze szybciej zniknie a Leszek tak łatwo puścić się nie da. Niemniej jednak Paweł dał paru osobom do wiwatu.
Szczyt sknerstwa – Leszek Miller. Dla tego pana można by znaleźć parę innych kategorii, w których też mógł wygrać. Już wspominałem, że żal mi pani Magdy, bo chociaż naiwna to nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Milion złotych na kampanię wyborczą osoby nieznanej, bez specjalnych osiągnieć to nie tylko szczyt sknerstwa to błazenada i kompromitacja. Tak trzymać PZPR już nie istnieje kolej na SLD.
Szczyt tumiwisizmemu – senatorowie PiS, którzy z radości, ze aktualny prezydent chciał przeprowadzić referendum na temat finansowania partii oraz jednomandatowych okręgów wyborczych postanowili opuścić senat przed głosowaniem. Praktyka wprowadzona przez guru ich partii, któremu senat i sejm wiszą jesli chcą głosować inaczej niż on.
Szczyt umiaru – Jarosław Kaczyński. Chłop podobno spać nie może bo wciąż nie wierzy, ze Bul Komorowski odchodzi. Prasa chciała jego komentarza ale nie bardzo miał na to ochotę. Zasłaniał sie niechęcią do popełnienia grzechu. Nie skomentować swojego i swojej partii sukcesu to kompletna nowość w życiu tego męża stanu.
Szczyt wyrachowania – Lech Wałęsa, bez niego żadna lista nie byłaby kompletna.tym razem pan Lech radzi PO oddanie władzy. Ale myśmy to juz przerabiali. Pan oddał władze Olkowi i po pięciu latach nikt juz o panu nie pamiętał. Jarosław tez próbował tego triku, podał sie do dymisji i od siedmiu lat nie może odzyskać władzy. A zmarniał chłop przez ten okres okrutnie.
Szczyt zuchwalstwa – Beata Szydło szefowa komitetu wyborczego Andrzeja Dudy. Zrobić z nikogo prezydenta to trzeba być super zuchwałym. Powiedzmy sobie szczerze, kto znał pana Andrzeja pół roku temu. Nikt albo prawie nikt. Pani Beata w swoim zuchwalstwie udowodniła, że to o niczym nie świadczy. I tylko szkoda Jarosława, że się na niej nie poznał pięć lat temu, tylko zaufał jakiejś tam Aście, którą zresztą słusznie ukarał za brak sukcesu i pognał do diabła czyli PO.
Szczyt żenady – Krystyna Pawłowicz. Dyżurna ochrony wiary w Polsce z nadmiaru pracy niedojada. Wykorzystuje zatem każdą wolną chwilę aby uzupełnić brakujące kalorie. Nawet posiedzenie sejmu nie było w tym przeszkodą. Zawsze najlepiej smakuje tego czego robić się nie powinno.
Szczyt szczytów – Andrzej Duda. Pan elekt tak się przejął swoją funkcją, którą ma objąć dopiero szóstego sierpnia, że już teraz chciał zabronić rządowi podejmowania jakichkolwiek ważnych decyzji. Na ten przykład zatem jesli Putin najedzie na Polskę to, co Ewka i Bronek mają zrobić? Powiedzieć Putinowi, że narazie nie będziemy się bronić, bo czekamy na nowego prezydenta. Panie Andrzej Elekt, toż pana partyjny boss i guru programowy zarzuciłby Ewce i Bronkowi zdradę ojczyzny. Na samą myśl o tym jego pyskowaniu, że to wina w pierwszej kolejności Tuska, Komorowskiego i Kopacz aż mnie głowa rozbolała. Nic się pan nie martw, jeszcze się pan narządzisz aż panu bokiem wyjdzie.