A miał być spacerek

No właśnie, miał być spacerek a skończyło się klęską bo jednak porażki tak dużą ilością punktów inaczej nazwać nie można. Zacznie się szukanie przyczyn i winnych tak słabego wyniku. Jeszcze miesiąc temu Bronisław Komorowski prowadził w sondażach zdecydowanie. Wybory miały być tylko formalnością. To napewno uśpiło czujność prezydenta i jego sztabu wyborczego. Zrezygnowali z jakiejkolwiek walki w pierwszej rundzie czym napewno nie przysporzyli sobie zwolenników. Nie chcieli debat, byli generalnie mało widoczni w przeciwieństwie do konkurencji. Takie lekceważące podejście do wyborców, zadufanie w sobie i swego rodzaju pycha musiały odnieść negatywny skutek. Przynależność partyjna też nie pomogła. Ostatnie wpadki Platformy nie rokują dobrze dla tej formacji. Bezkrytyczne mielenie jęzorem, brak elementarnej skromności oraz rozrzutność Sikorskiego musi denerwować. Pasztet jaki zostawił Ewie Kopacz odchodzący premier z nominowaniem swojego przydupasa do rady nadzorczej spółki z udziałem skarbu państwa za, bagatela, okrągły milion złotych rocznie, tylko świadczy o tym, że on rownież żył w innym świecie i oderwał sie od otaczającej go rzeczywistości. Brak jedności wewnątrz Platformy oraz parcie niektórych jej przedstawicieli za wszelka cenę do władzy musiało zniesmaczyć bacznych obserwatorów. Efektem tego były przegrane wybory do samorządów regionalnych. Ktoś by pomyślał, ze powinno to podziałać mobilizująco na platformę i przestrzec przed kontynuacją polityki pełnej bylejakości. Nic z tych rzeczy, zgubna wiara że jak przyjdzie co do czego to Polacy wybiorą ich, czyli mniejsze zło stała sie motywem przewodnim działania Platformy. Bronisław Komorowski powinien zdawać sobie sprawę z tych faktów i zdecydować się walczyć o poparcie wyborców już w pierwszej rundzie. Niestety, niczym nieuzasadniona wiara w łatwe zwycięstwo spowodowała kompletny brak zaangażowania prezydenta w kampanie wyborczą w jej wczesnej fazie. A tymczasem konkurenci nie próżnowali, zdobywali coraz większe poparcie, docierając wszędzie gdzie tylko można było. Naród może nie jest aż tak bardzo wykształcony jak prezydent ale i głupi też nie jest. Ignorancja i brak szacunku ze strony głowa pańtwa dla obywateli dał o sobie znać w pierwszej rundzie. Okazało sie, że zwycięstwo wcale nie jest pewne i należy a nawet trzeba wziąć się do pracy. Tyle tylko że, zostały tylko dwa tygodnie żeby przekonać do siebie ludzi. I tu znowu okazało się, Bronisław Komorowski był tak mocno przekonany o łatwym zwycięstwie, ze nie miał nawet zbyt wiele do zaoferowania bo poprostu był nieprzygotowany na taki scenariusz. Głupia i pozbawiona sensu odpowiedź dotycząca życia za dwa tysiące miesięcznie tylko ugruntowała niechęć wyborców do prezydenta. Andrzej Duda napewno był gorszym kandydatem i takim będzie prezydentem, ale wygrał zasłużenie. Wyborcy już od dawna mówią Platformie o swoim niezadowoleniu, co można zatem zrobić aby im wreszcie uświadomić, że uprawiają politykę samounicestwienia. Jestem przekonany, że większość ludzi jest świadoma, że Andrzej Duda obiecał gruszki na wierzbie. Ludzie prawdopodobnie nikomu już nie wierzą z tego politycznego establiszmentu ale nie mają innej możliwości ukarania pychy. Przegrał zatem kandydat lepszy ale musiał odejść bo skończyła sie tolerancja na władzę, która straciła kontakt z wyborcami. Nie ulega watpliwości, ze teraz PiS pójdzie za ciosem i będzie naciskał wyborców do głosowania na nich w wyborach do parlamentu. Narastające dysproporcje w stopniu uposażenia ludzi, brak jakiekolwiek wizji w polityce wewnętrznej, służalczość wobec lekceważących nas Stanów Zjednoczonych, reprezentowanie warstw uprzywilejowanych przy dystrubucji produktu narodowego i wiele innych nie rozwiązanych rzeczy to patologie, które wymagają natychmiastowego zaadresowania. Nikt nie kwestionuje, bo i kwestionować nie mozna olbrzymich zmian na lepsze. Nie można jednak przechodzić obojętnie obok rażących wypatrzeń i błędów władzy wynikających ze zwykłego chciejstwa i braku dobrej woli. Nie mozna efektywnie sprawować władzy w sytuacji, kiedy większość żyje od pierwszego do pierwszego a władza i jej przedstawiciele oraz garstka wpływowych kombinatorów nie zna słów typu oszczędność czy skromność. Współczuję Andrzejowi Dudzie, bo już Bronisław Komorowski miał problemy walcząc z rozbujalym ego Donalda Tuska, a ego Jarosława Kaczyńskiego to choroba, to kompletny brak samokrytycyzmu, to wiara w swoją nieomylność, to dążenie do jedynie słusznej prawdy, czyli jego prawdy za wszelka cenę. Chory to i z gruntu zły człowiek, grający na najniższych instynktach co niestety okazało się efektywne w wyborach prezydenckich. Mam nadzieje, ze wreszcie Ewa Kopacz i jej kompania dostała potężnego kopa na rozbudzenie i oby to się tylko nieskończyło premiami za „ciężką pracę”.