Swieta w Ekwadorze, Nowy Rok w Meksyku

Święta  Bozego Narodznia spędziliśmy  w tym roku po raz pierwszy w Ekawadorze. Byliśmy oczywiście ciekawi jak je spędzają przeciętni ludzie. Okazuje się że chociaż Ekwador jest krajem z przewagą  religii rzysmko- katolickiej sposób spėdzania świąt  różni się od naszego. Główną różnicą jest fakt że święta, aczkolwiek mają character rodzinny, to spotkanie te są bardziej traktowane jako przyjėcia z podtekstem religijnym. Ilość prywatek w których biorą udzial ludzie jest bardzo duża i uzależniona od kręgu znajomych. Jedną z takich imprez zoorganizowala znajoma Amerykanka a głównym punktem spotkania byla obserwacja pochodu bożonarodzeniowego. Pochód ten zgromadzil podobno okolo piėćdziesiąt tysięcy uczestników. Cuenca slynie z największej tego typu imprezy w Ekwadorze a większość pochodu jest transmitowana przez telewizje na żywo. Uczestnicy przebierają się za rœżne postacie zwiazane z religią katolicką I tak przebrani maszerują wzdłuż jednej z głównych ulic Cunki którą jest Simon Bolivar. Nasza gospodyni jest włascicielką  apartamentu przy tej ulicy z widokiem na nią tak więc mieliśmy pełny  przegląd sytuacji oraz wszystkiego co się działo. Widowisko było jedyne w swoim rodzaju. Ludzie poprzebierani za postacie historyczne wraz z dziecmi, ktore w wiekszosci byly aniolkami spacerowali wzdluz ulicy sowicie dzielac wszystkich gapiow zyczeniami swiatecznymi. Konie, powozy, platformy samochodowe na ktorych umieszczone byly zywe szopki bozonarodzeniowe to tylko czesc tego wielkiego przedstawienia. Ludzie rowniez maszerowali w strojach reprezentujacych ich przynaleznosc do grup etnicznych w tym przypadku Indian. Swiateczni odmalowani dumni, pogodni oraz roztanczeni w rytm swojej muzyki tak, ze trudno bylo od nich oderwac oczy. Muzyka i rytmy nakladaly sie na siebie bowiem kazdy chcial cos pokazac, kazdy chcial cos zatanczyc I zaprezentowac cos specjalngo na ta okazje. Widowisko rozpoczelo sie o godzinie 11 rano jak dlugo trwalo nie wiem bo po trzech godzinach ogladania musiałem zrezygnowac aby zdążyć na wlasna wigilie. Pierwsza taka noc w kraju gdzie nie ma sniegu a temperature za oknem jest powyzej plus pietnastu stopni. Dziwne uczucie. Myslami bylismy z naszymi dziecmi z ktorymi udalo nam sie zamienic pare slow dzieki skypowi. Myslami bylismy z nasza rodzina w Polsce z ktora przezylismy tyle niezapomnianych wigilii.  Stół wigilijny dzielił z nami Milan, wczesniej poznany Slowak, ktory podobnie jak my postanowil osiedlic sie w Ekwadorze I zostal naszym sasiadem. Wigilia minela w milej atmosferze a cztery dni pozniej bylismy juz w Meksyku a dokladnie Meridzie stolicy stanu Yukatan. To wlasnie tutaj osiedlila sie nasza corka ze swoim mezem. Merida podobie jak Cuenca oraz wiekszosc miast w Ameryce Południowej to historia podboju tego kontynentu przez Hiszpanow. Merida zostala zalozona 6 stycznia przez Francisco Montejo. Akurat nasz pobyt nalozyl sie z obchodami zalozenia miasta dzieki czemu moglismy uczestniczyc w niezliczonej ilosci roznego rodzaju przedstawien, pokazow, koncerow i temu podobnych imprez. Sam Nowy Rok spedzilismy z corka orza w gronie jej znajomych wsrod ktorych byli ojciec z synem z Polski. No moze nie z Polski w sensie przejazdu ale Polacy z pochodzenia. Syn poznal dziewczyne w Meridzie I zdecydowal sie zostac. Mozliwosc rozmawiania po polsku gdzies na koncu swiata z ludzmi, ktorych dopiero co sie poznanlo dodawala calej tej scenerii dodatkowej atrakcyjnosci. Swietowalismy nadejscie Nowego Roku na dachu domku, ktory corka wynajmuje z mezem. Na zewnatrz bylo grubo powyzej plus dwadziescia stopni. Ponownie dosc dziwne uczucie biorac pod uwage, ze wiekszosc imprez noworocznych spedzilismy w miejscach gdzie temperature byla albo ponizej zera, albo w jego okolicach. Wytrwalismy pewnie gdzies do pierwszej nad ranem obserwujac wszech obecne sztuczne ognie poczym poddalismy sie zmeczeniu i udalismy sie na zasluzony odpoczynek. Amelia, nasza corka sluzyla nam za przewodnika po Meridzie I Yuaktanie przez ponad dwa tygodnie naszego pobytu. Bylem I wciaz jestem pod wrazeniem tak I miasta jak I calego stanu. Odwiedzilismy miasta z ruinami po Majach, wybrzeze zatoki meksykanskiej, male miasteczka w okolicach Meridy I musze przyznac ze wielkie jakies biedy nie udalo mi sie zobaczyc. Merida ze swoim zabytkowym centrum zrobila na nas bardzo pozytywne wrazenie. Dalo sie zauwazyc ogromna ilosc turystow a ilosc ludzi kreujacych wrecz tlok po godzinie dziesiatej wieczorem wprawial wrecz w zduminie. Mniejsze I wieksze restauracyjki zapraszjace przechodniow, drobni handlarze oferujacy swoje towary wszystko to o tak poznej godzinie. Po czesci bylo to spowodowane obchodami powstania miasta ale rowniez I temperature sprzyja nocnemu zycia. O tej godzinie wieje chlodny wiaterek a temperature wciaz utrzymuje sie powyzej dwudziestu stopni. Izamal ze swoimi ruinami po Majach oraz klasztorem, ktory odziedzil Jan Pawel II podczas swojej pielgrzymki do Meksyku, Valladolid z restaurowanym centrum oraz zabytkowym klsztorem otoczony przez niezliczona ilosc naturalnych zapadlisk wypelnionych woda I sluzacych jako miejsca do plywania oraz Uxmal z jednym z trzech na swiecie muzeum czekolady to tylko skromna czesc tego co widzielismy.  Meksyk zrobil na nas bardzo korzystne wrazenie dodatkowo mozliwosc spedzenia kilku tygodni z corka I jej mezem bylo dla nas rowniez bardzo wazne. Wszedzie dobrze w domu najlepiej totez wracalismy do Ekwadoru wypoczeci ale z duza doza tesknoty za domem.

Reklamy