Sejmowe frakcje oraz inne konfirmacje

Mamy w sejmie Antoniego

Na premiera tak ciętego

Że aż stracił resztę włosów

”Nikt nie słucha mego głosu

Toż to zdrajca jest narodu

Na wskroś, w poprzek i od spodu.

Nam usunąć jego trzeba

Kto to zrobi to do nieba

Zapewnione wejście będzie,

Znam kelnera co w tym względzie

Nagrał kogoś z tamtej strony

Choć jest teraz oskarżony

Wkrótce będzie na wolności

Zna się przecież paru gości.

Ja odchodzę już od zmysłów

Już brakuje mi pomysłów.

Dobrze z tym podsłuchem wyszło

Bo światełko dla nas błysło.

Prezes wreszcie się uśmiecha

A to dla mnie jest pociecha,

Bo markotny był ostatnio

A on duszą jest mi bratnią.

My tworzymy zgraną parę

Taką samą mamy wiarę,

On jest posłem, jam jest posłem

Choć mnie mylą z jakimś osłem.

Czyżby?  Nie to nie uchodzi,

Nawet gdyby, nic nie szkodzi

Ja do końca walczyć będę

Dla prezesa rząd zdobędę”.

 

Mamy również Jarków paru

Jeden duży drugi maluch,

Znaczy wzrostem mały

Za to gębą okazały.

Kiedyś był premierem nawet

Potem zniknął również z gazet.

Nigdy z tym się nie pogodził

Swoich praw do dziś dochodzi,

Bo on wszystko wie najlepiej

Co nasłucha on się w sklepie,

Zaraz program z tego robi

Jak to biednych przysposobić.

Znany wszystkim ze stwierdzenia

Wszystko winą jest premiera.

 

Kiedyś Jarek duży

premierowi wiedzą służył,

Chciał już partię jego przejąć.

Wpadł na minę, po czym wiejąc

Grupę swoją skonstruował,

Bez poparcia wyparował.

 

Jest też Zbigniew solidarny,

Choć polityk z niego marny,

Nic innego nie potrafił

Kiedy do prezesa trafił.

Ten ministrem go mianował

A on afer naznajdował,

Że aż krajem się zatrzęsało

A trup wszędzie padał gęsto.

Na prezesa partie się szykował

Ale przegrał, więc bez słowa

Stworzył swoją partię małą,

Wszyscy z niej dziś uciekają,

Do prezesa tłumnie walą

Bo im słupki opadają.

Wypaść z sejmu jutro mogą,

To napawa wielką trwogą,

Utworzyli więc prawicę,

Z lewej ręki rękawicę.

 

Centrum w sejmie rząd zajmuje

Wśród którego dominuje

Partia co na czele ma Donalda

Niby mądry on jest, lecz ciamajda.

Niby Europejczyk taki

Ale włodarz byle jaki.

On też syndrom ma prezesa,

Wejdź mu w drogę już by wieszał.

Boją się go jak ogień wody,

Bo polityk z niego srogi.

Zmienia, krzyczy, odwołuje

Swoich ludzi proteguje.

Taka Ela na ten przykład

Gdzieś na torach dała wykład,

Że jak śniegu dużo spadnie

Pociąg w zaspę, sorry, ale wpadnie.

Ewa, koleżanka Eli, jako lekarz znana

W sejmie tak przepracowana,

Do szpitala już chce wracać,

Tylko czy naprawdę się opłaca.

Bartek razem z Radkiewiczem

Lubią kawiarniane życie.

Honor? Brzucha nie wypełni,

Oni nie są aż tak ciemni,

A że lubią zjeść na mieście

Dajcie spokój chłopom wreszcie.

 

W centrum mamy też ludowców

Byłych Waldka chłopców.

Teraz Januszowi podlegają,

Trochę Waldka też słuchają.

Janusz z Waldkiem równe chłopy

Jedna partia i dwa koty.

 

Mamy w sejmie też lewicę,

prawną z lewej ręki rękawicę.

Leszek tam rozdaje karty,

wiecznie czujny, wiecznie zwarty.

Rysiek z Wojtkiem się nie liczą

Chociaż sobie coś tam krzyczą.

Leszek swego czasu premierował

Wtedy Stanom podarował

Na Mazowszu kawał ziemi,

Ich prezydent na więzienie ją przemienił.

Tam Arabów torturował,

Tak Leszkowi podziękował.

 

Z lewej strony też Janusza mamy,

On jest trochę skołowany.

Sam już nie wie o co walczy,

Na kleryków ciągle charczy,

A to w kraju wielka siła

I już Janusz jak mogiła

Zapomniana, ledwie dyszy

Coś nadaje, nikt go już nie słyszy.

 

Jest też paru niezależnych,

To wypierdki swych potężnych,

Nieomylnych partii szefów,

Nie jest wcale im do śmiechu.

 

Wszystkich posłów cztery setki ponad,

Spisać wszystkich, toż bym skonał.

Po co tylu, ktoś zapyta?

Do koryta, do koryta.