Canoa, Bahia del Caraquez, Montanita

Linia brzegowa Ekwadoru liczy mniej więcej 800 kilometrów od granicy z Kolumbią na pół­nocy do granicy z Peru na południu. Ekwadorskie wybrzeże jest bardzo zróżnicowane od skalistych zatok pełnych zielonych wzgórz sięgających aż do oceanu przez nieprzebrane ilości małych zatoczek po mniej lub bardziej odludne urokliwe plaże. Najbardziej zna­nym miastem na północy jest Esmeraldas. Północna cześć wybrzeża jest najmniej skomer­cjalizowana. Od Esmeraldas aż po Bahia del Caraquaz wybrzeże to oaza spokoju dla ludzi poszukujących ciszy. Po drodze spotkamy jedynie małe wioski rybackie oraz mniej lub bar­dziej dzikie plaże. W drodze na południe Bahia del Caraquaz jest pierwszym większym mia­stem. Zanim jednak do niego dotrzemy po drodze znajduje się małe miasteczko zwane Ca­noa. To właśnie tutaj udało nam się dotrzeć najdalej na północ. Podróżowanie wzdłuż wybrzeża Ekwadoru wymaga czasu a my byliśmy nim zlimitowani więc odwiedzaliśmy tylko te miejsca, o których coś wcześniej słyszeliśmy bądź były nam zarekomendowane. Na północy to była właśnie Bahia del Caraques oraz Canoa. Canoa to typowe miejsce turystyczne które swoje istnienie zawdzięcza urokliwej plaży. Bahia natomiast to pokaźnych rozmiarów miasto ze swoja zatoka, bulwarami wzdłuż oceanu oraz licznymi plażami. Oba miejsca nie są dla ludzi szukających komfortu ale dla kogoś kto walory krajoznawcze przedkłada ponad wygodę i wszystko to co niesie komercjalizacja. Oba miejsca zrobiły na nas korzystne wrażenie i na pewno tam wrócimy. Posuwając się dalej na południe kolejnym dużym ośrodkiem jest Portoviejo, które z braku czasu musieliśmy pominąć, Za Portoviejo jest już Manta. Manta jest jednym z największych miast w Ekwadorze i przeżywa bardzo dynamiczny rozwój. Jest tutaj jednak dosyć głośno bo miasto jest popularne wśród młodzieży. W trakcie naszego pierwszego pobytu w Ekwadorze organizatorka naszej wycieczki wynajęła w Mancie przewodnika, który jak się okazało był kiepski w angielskim i był zmuszony skorzystać z pomocy swojego kolegi, którym okazał się młody Anglik który przyjechał tutaj sfrustrowany sytuacją w Wielkiej Brytanii. Jednym z punktów programu była przejażdżka Ruta del Sol, Drogą Słońca, która wije się wzdłuż wybrzeża a widoki z niej zapierają dech w piersiach. Jechaliśmy w kierunku Montanity, która jest bardzo znanym miejscem wśród turystów ze względu na piękne plaże oraz dobra bazę turystyczną. Po drodze zatrzymaliśmy się w okolicznym parku przyrody, który ma również dostęp do oceanu a przepiękna plaża zachęca do pozostania tu dłużej. Ponieważ jest to park przyrody nie ma tutaj nic z wygód, żadnych hoteli, sklepów, pamiątek tylko plaża ale ona sama w sobie jest niezwykła. Po obu stronach plaży lekkie wzniesienia z których roztacza się zaskakujący widok na Pacyfik. Razem z nami podróżowali znajomi naszego tłumacza, młodzi ludzie niemal z całego świata. Była Chinka, Kolumbijka, dziewczyna z Islandii. Wśród tego towarzystwa i nam ubyło lat. Czas nie pozwalał nam na dłuższy pobyt tutaj ale i tu kiedyś wrócimy. Tereny te były najdalej położone na południe w trakcie naszej wycieczki. Nie udało nam się dotrzeć dalej w tym kierunku, aczkolwiek jest tam dużo do zobaczenia. Im dalej jednak na południe tym większa komercjalizacja a nam podczas naszego pobytu zależało bardziej na przyrodzie.