Instytut Pseudo Naukowcow

Właśnie przeczytałem w tygodniku Angora, ze Naczelna Rada Adwokacka wraz Instytutem Pamięci Narodowej rozpoczęły obywatelska akcje mająca na celu niesienie pomocy osobom represjonowanym przez władze komunistyczne w okresie PRL-u. Akcja ta ma na celu uświadomienie prześladowanym, ze mogą starać się o odszkodowania za swoja działalność antykomunistyczną. Równocześnie w Sejmie trwają prace nad ustawą o pomocy materialnej dla wszystkich pokrzywdzonych i represjonowanych. Ma to być wyrazem hołdu dla tych wszystkich zasłużonych działaczy. Koszt to jedyne 240 milionów. Wnioski i pomoc dla starających się o odszkodowania będą przyjmowane oczywiście przez funkcjonariuszy obu instytucji. Od początku swego powstania IPN budzi wiele kontrowersji i niechęci. Szumna nazwa ma niewiele wspólnego z pamięcią i narodem. Polska istnieje od ponad tysiąca lat, przyjmując za jej początek przyjecie chrześcijaństwa, ale dla tych nawiedzonych badaczy najważniejsze jest te pięćdziesiąt lat PRL-u. Przez ten okres Polska doświadczyła samych tragedii a uciśniony naród przetrwał tylko i wyłącznie dzięki podziemnej opozycji. Gdyby nie ta szlachetna opozycja to jak amen w pacierzu wyrżnęli by nas wszystkich, no kompletnie nie rozumiem, ze aż tylu z nas przetrwało te lata totalnej ciemności i terroru. Jeszcze bardziej dziwi minie jak przetrwali ci szlachetni bojownicy wałczący dla dobra robotników o sprawiedliwość i demokracje. Ta Instytucja Pogardy Niezachwianej to jakaś zbieranina sfrustrowanych histeryków, nie mylić z historykami, którym się wydaje, ze tylko oni znają cala prawdę i ich prawda jest jedynie obowiązująca. Nie bardzo również rozumiem komu miałyby być przyznawane te odszkodowania. Przecież po tej całej transformacji większość z tych szlachetnych bojowników dorwała się do władzy i odbiła sobie za te ciężkie komunistyczne lata. Nazwiska tych wałczących z reżimem można było znaleźć niemal w każdej państwowej instytucji i to nie na poślednich  posadach. Przewinęli się przez te wszystkie sejmy, senaty, urzędy wojewódzkie, marszałkowskie, miejskie aż ludzie mieli ich dość.  Czyżby popadli w biedę, że trzeba im teraz jakiś specjalny fundusz wykombinować i wspomóc w niedoli. A może definicja prześladowanych nagle ulęgła zmianie i ma jakieś inne znaczenie tak jak pojecie narodu i pamięci? Kim są ci ludzie, którzy decydują kto z nas ucierpiał mniej a kto bardziej? Dziwi mnie, ze ci Intryganci Pełni Nienawiści wciąż cieszą się poparciem władzy i nic nie jest robione żeby pozbyć się tego pasożytniczego tworu. W czasach kiedy każe nam się oszczędzać, rząd tnie wydatki na sprawy socjalne, brakuje pieniędzy dla niepełnosprawnych, przedłużają nam się wiek emerytalny, szpitale bankrutują no można by tu wymieniać w nieskończoność, znajdują się jednak pieniądze dla prześladowanych przez PRL w walce o demokrację. A może by tak pogonić to towarzystwo wzajemnej adoracji spod znaku IPN i dać te zaoszczędzone w ten sposób pieniądze tym pokrzywdzonym przez totalitarny system? Tylko ilu ich żyje w biedzie? No przecież nie po to walczyli z komunizmem żeby zdychać z głodu w demokracji