Zawieranie znajomosci

2013 500W trakcie naszego pobytu w maju 2011 udało nam się zawrzeć wiele nowych znajomości jak również poznać większość właścicieli apartamentów. Po za jednym apartamentem, którego właścicielką była Ekwadorka, pozostałe należały do obcokrajowców a w szczególności Amerykanów. Okazało się, że tak i Ekwador, jak i Cuenca zyskały sobie bardzo duże uznanie wśród wielu inwestorów oraz ludzi którzy szukali miejsca dla siebie na emeryturę  Cały budynek został podzielony na osiem apartamentów na trzech kondygnacjach. Brama wejściowa jest zamykana i wstęp do środka mają tylko mieszkańcy. Do naszej dyspozycji są również dwa miejsca wspólne, z których jedno mieści się na dachu. Ponieważ Cuenca jest położona w dolinie, daje nam to rewelacyjny widok na okoliczne góry. Wszyscy również porozumieliśmy się w sprawach związanych z dbałością o budynek. Na tą okoliczność zawiązaliśmy coś na zasadzie spółdzielni mieszkaniowej co umożliwiło nam założenie wspólnego konta na potrzeby naszej wspólnoty w przyszłości a w szczególności naprawy związane z utrzymaniem budynku. Jako wspólnota udało nam się również otrzymać zniżkę na service internetowy, który dla pojedynczych ludzi jest wciąż relatywnie drogi. Okazało się również, że jedynie Ashley będzie mieszkać w budynku a większość z nas będzie z niego korzystać tylko sporadycznie, starając się wynająć nasze mieszkania w pozostałym czasie. I tu przeszedł nam z pomocą Kent, który zajmował się koordynacją wycieczek do Ekwadoru organizowanych dla emerytów przez uczelnie, które oni skończyli. Te wyprawy miały na celu zapoznanie się z kulturą Ekwadoru, naukę języka hiszpańskiego oraz wypady w rożne miejsca w Ekwadorze. To przedsięwzięcie cieszyło się sporą popularnością a Kent potrzebował coraz więcej apartamentów dla uczestników jego warsztatów. Nie mogło się to lepiej dla nas ułożyć. Kent zgodził się na nasze warunki finansowe oraz zobowiązał się o dbanie o nasz apartament. Wiedzieliśmy również, ze Ashley będzie wciąż na miejscu i nie dopuści do jakiś ekstremalnych sytuacji. Zresztą w tych warsztatach brali udział sami emeryci co dodatkowo dawało nam swego rodzaju pewność, że towarzystwo będzie raczej spokojne. Nasza wspólnota zaangażowała również opiekuna do naszego budynku, którego obowiązkiem było dbanie na bieżąco o czystość w budynku jak również załatwianie wszelkiego rodzaju spraw związanych z jego utrzymaniem . Alejandra, której powierzyliśmy tą funkcje okazała się bardzo pożyteczna w reprezentowaniu nas we wszystkich sprawach szczególnie tam gdzie bez znajomości języka hiszpańskiego byłoby nam bardzo ciężko cokolwiek załatwić. Alejandra w tym kontekście była wręcz niezastąpiona. Dla nas szczególnie ważne było to, że władała ona językiem angielskim oraz, że mogliśmy się z nią skontaktować za pomocą poczty elektronicznej podczas naszej nieobecności. Alejandra zobowiązała się również do doglądania  naszych apartamentów i współpracy z Kentem. Nic zatem dziwnego, ze opuszczaliśmy Cuencę w poczuciu dobrze i pożytecznie spędzonego czasu. A samo miasto powodowało, ze czuliśmy się tutaj coraz bardziej jak w domu gdyby nie ten hiszpański.