Cuenca i jej stare miasto

Ecuador_Mania 127Jednostką administracyjną w Ekwadorze są prowincje, które z kolei dzielą się na kantony. Wszystkich prowincji jest 24 a Cuenca jest stolica prowincji Azuay, której powierzchnia liczy nieco ponad 8,300 kilometrów kwadratowych. Oficjalna data powstania Cuenki to 12 kwietnia  1557 roku. Najwyższy punkt w Cuence sięga 2550 metrów nad poziom morza a najniższy 2350. Już sam ten fakt świadczy, ze miasto jest urozmaicone pod względem geograficznym. Cuenca rozciąga się na niespełna 71 kilometrach kwadratowych. Centrum miasta stanowi oczywiście tak zwane stare miasto z charakterystyczna katedrą w samym jego środku. Katedra ta a może raczej bazylika jest najbardziej rozpoznawalnym widokiem miasta. Jej specyficzne niebieskawe kopuły górują nad starym miastem dzięki czemu stanowią swego rodzaju drogowskaz jak dostać się do starego miasta z innych punktów Cuenki. Stare miasto znajduje się na liście dziedzictwa kultury UNESCO i trzeba przyznać, ze jest odnawiane i restaurowane ze szczególna uwagą i troską. Nie może być inaczej bo przecież właśnie stare miasto jest największą atrakcją turystyczną Cuenki. Większość ulic jest jednokierunkowa z uwagi na ich szerokość. Właśnie tu w centrum na starym mieście znajdują się również biura administracji państwowej. Powoduje to niestety ciągły ruch, który momentami może być uciążliwy. Z uwagi na ograniczoną przepustowość uliczek czyni się starania aby ograniczyć ruch w centrum. Właśnie takim rozwiązaniem ma być konstrukcja linii tramwajowej, której zakończenie przewidywane jest na 2017 rok. Powinno to pozwolić na wyeliminowanie komunikacji autobusowej, która jest zmorą starego miasta. To właśnie tu na starym mieście znajduje się najwięcej pamiątek związanych z historią miasta. Na niemal każdej ulicy można je znaleźć. Najbardziej znane ulice to Gran Columbia, Simon Bolivar, Beningo Malo, Calle Larga. Większość kościołów Cuenki znajduje sie właśnie na starym mieście. Większość z nich w dalszym ciągu zachowała swój oryginalny kształt i wystrój. Wewnątrz można wciąż poczuć oddech minionych lat. Kościoły, może poza kilkoma wyjątkami są na ogół otwarte i dostępne dla zwiedzających przez większą cześć dnia. To właśnie tutaj na starym mieście znajdziemy również najwięcej muzeów, które podobnie jak kościoły są otwarte przez większą cześć dnia a nie które z nich oferują darmowe zwiedzanie. Ostatnie parę lat były szczególne dla Cuenki. Znalazła się ona na listach miejsc  godnych do zwiedzenia, przygotowywanych przez wiele znanych organizacji propagujących turyzm. Dodatkowo znane organizacje zajmujące się wyszukiwaniem tanich i atrakcyjnych miejsc na emeryturę, zachęcają szczególnie Amerykanów do poznania Cuenki. Wszystko to spowodowało niebywale zainteresowanie miastem przejawiające się we wzroście ruchu turystycznego jak również we wzroście inwestycji prywatnych inwestorów.  Większość z nich restauruje stare kamienice na potrzeby mieszkaniowe. Bardzo liberalna polityka umożliwiająca obcokrajowcom dokonywanie zakupów mieszkań tylko sprzyja dalszemu rozwojowi miasta. Szacuje się, ze obecnie w Cuence zamieszkuje w granicach pięciu tysięcy obcokrajowców , z których większość przeprowadziła się tutaj w ostatnich pięciu latach. Świadczy to o niesłabnącym zainteresowaniu miastem. Wielu spośród naszych znajomych zdecydowało się ubiegać o kartę stałego pobytu w Ekwadorze wybierając i państwo i miasto jako miejsce na dalsze spokojne życie.

Reklamy

Efekty pewnej kolacji.

Parę miesięcy temu Radek wraz Jackiem

Urwali się z domu by zjeść kolację.

Nie powiedzieli o tym nikomu

Bo to spotkanie, choć po kryjomu

Spraw ważnych dotyczyć miało.

Jak zaplanowali tak się i stało.

Gdzieś tam w Warszawie u pana Sowy

Specjalny pokój był już gotowy

Aby zapewnić obojgu panom

Prywatność tak tu gwarantowaną.

Obaj znają się od lat wielu

Razem bywają nawet w burdelu,

Ludzie sejm polski tak nazywają

Tam właśnie obaj panowie chadzają.

Ale do rzeczy, chłopy nie przeczuwając niczego

Obgadali wszystkich oraz każdego.

A to że laskę ktoś komuś postawił

Ze niby murzyn coś w Polsce zostawił

Przez co murzyńskość u nas panuje

I Ameryce wciąż ustępujem

Że Jacek chce do Brukseli

Bo tam ma przyjacieli.

I tak sobie pogawędzili

Trochę pojedli, szampanem przepili

A że sprawy były państwowe

A oni obaj osoby wpływowe

To rachunek niech państwo zapłaci

Oni nie są aż tak bogaci.

Czas minął szybko i miło

Spraw parę się załatwiło

Czas więc wracać do domu

Przyrzekli sobie nie mówić nikomu

O ich biznesowym spotkaniu

Takim chłopskim po-plotkowaniu.

Parę miesięcy potem

Zlało ich obu zimnym potem.

Teraz dopiero się zorientowali

Jacyś kelnerzy ich podsłuchiwali

Spotkanie prywatne przecież było

A teraz się upubliczniło

Ze państwo je opłaciło.

Kelnerzy cale spotkanie nagrali

A potem wszystko prasie sprzedali.

Ta to natychmiast wydrukowała

I tak społeczność się dowiedziała

Jak to w kraju rządzi elita

 A co postanowi, nikogo nie pyta

Czy się to komuś podoba

Bo to nie ludzi w tym głowa

A  rządzenie ma to do siebie

Ze jest dla nich a nie dla ciebie.

Już opozycja ręce zaciera

Szykują nam nawet nowego premiera

Bo wiatr dmucha w ich stronę

I wkrótce oni przejma koronę.

Tylko ze opozycja raz już rządziła

Więcej zepsuła niż naprawiła.

Choć mądrych ludzi nam nie brakuje

To w polityce są same zbóje.

Co by było gdyby było

Parę miesięcy temu miałem okazję przeczytać w jednej z gazet fragmenty książki Piotra Zychowicza pod tytułem ‘’Pakt Ribbbentrop-Beck’’. Autor zastanawia się co by było gdyby nasz minister spraw zagranicznych okresu międzywojennego Jozef Beck zamiast szukać poparcia u Anglików i Francuzów pokumali się z Niemcami i gdybyśmy razem ruszyli na Rosje. Oczywiście jest to teoria oparta na przypuszczeniach z gatunku co by było gdyby było. Tak się jednak nie stało. Spodobała mi się jednak idea tej książki. Ponieważ ostatnio jest tak modne plucie na PRL, obarczanie tych niespełna czterdziestu pięciu lat za wszystko co złe w dzisiejszej Polsce postanowiłem i ja sobie trochę pofantazjować. Moje pytanie jednak zakłada, ze wojna się skończyła tak jak się skończyła. Co by zatem było gdyby w Rosji nie było polskich komunistów? Co by było gdy nie było polskiej armii wałczącej na wschodzie u boku armii rosyjskiej czy czerwonej czy jak tam ją zwał? Nie mam wątpliwości, ze bez względu na to czy z czy bez polskich komunistów i tak bylibyśmy w strefie wpływów rosyjskich. Wydaje mi się jednak, ze właśnie dzięki temu, ze istniała partia komunistyczna oraz armia szkolona na wschodzie, udało nam się zachować odrębność. W przeciwieństwie do Łotwy, Litwy , Estonii czy Ukrainy nie staliśmy się republika radziecką. Gdyby tak sobie życzył towarzysz Stalin to nie wierzę aby panowie Roosevelt i Churchill rozdzielaliby szaty niczym Stańczyk aby go przed tym powstrzymać. Zdaje sobie sprawę, ze sprawa polska stawiana była wielokrotnie podczas wszystkich konferencji, generalnie jednak czegokolwiek chciał Stalin na wschodzie to dostał. Gdyby zatem się uwziął, ze chce aby Polska była ichnia republika to by tak było i ani Roosevelt, ani Churchill nie kiwnęli by palcem w bucie. Tak się jednak niestało. Jest na pewno po części zasługa istnienia polskich komunistów. A co by się stało gdyby ich nie było i pierwszy komunista zdecydowałby się na wchłoniecie Polski? No cóż jeżeli dzisiaj oskarża się PRL o okrutne zbrodnie i prześladowania to w przypadku bycia republika słowo ‘’okrutne’’ należałoby pomnożyć parokrotnie a jeśli chodzi o zbrodnie to chyba Katyń jest najlepszym przykładem do czego był zdolny pierwszy obywatel Związku Radzieckiego. Witalij Kliczko, kandydat na prezydenta Ukrainy płynnie mówi po rosyjsku a nie bardzo mu idzie ukraiński. My nie mamy tego problemu. Nie jest moim celem wybielanie rządzących w PRL. Do żadnej partii nigdy nie należałem a wręcz przeciwnie opuściłem Polskę w 1987 roku nie widząc perspektyw na awans w hierarchii zawodowej. Gdy czytam dzisiaj o inicjatywie IPN-u o odszkodowaniach dla prześladowanych w okresie PRL to zastanawiam się o co tutaj chodzi, przecież cały naród był prześladowany. A może po prostu trzeba dla swoich cos ukraść. PRL nie był dobrym systemem ale stworzył jakieś podwaliny dzisiejszej Polski. To ciągle ujadanie, czepianie się wszystkiego, wieczne plucie powoduje u mnie odruch wymiotny. To ciągle grzebanie w ludzkich aktach oskarżanie o zdradę byłych decydentów to jakąś paranoja. PRL to cześć naszej historii mniej lub bardziej chlubnej ale na pewno nie najgorszej. Nienawidząc uczymy nienawiści, pogardzając uczymy pogardy. Oby następne pokolenie nie odpłaciło nam tym samym.

Ukraina, Europa, Stany Zjednoczone.

Ciekawą opinie na temat kryzysu na Ukrainie i zestrzelenia malezyjskiego samolotu przedstawił  ostatnio Ron Paul, kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych podczas ostatniej elekcji. Otóż stwierdził on, ze Unia Europejska oraz USA są bardziej odpowiedzialne za to co dzieje się na Ukrainie niż Rosja. Jego motywacja bardzo mnie przekonuje. Tak Unia Europejska jak i USA były po stronie bojowników Majdanu, gdy ci wystąpili przeciw sprawującemu władzę Janukowyczowi. Nie podobał się wtedy nikomu pro – rosyjski prezydent Ukrainy. Wywieranie presji i podgrzewanie nastrojów spowodowały ucieczkę Janukowycza z Ukrainy. Tylko czy to cokolwiek zmieniło. Ukraina z tego co widać jest i była podzielona na wschodnią cześć, bardziej pro – rosyjską i na cześć zachodnią pro – europejską. Odebranie władzy Janukowyczowi doprowadziło tylko to uaktywnienia się pro – rosyjskiego wschodu. Nikt o tym nie myślał popierając Majdan, wysyłając swoich emisariuszy bo najważniejsze to dokopać Rosji. I mamy to co mamy. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzien. Wschód chce do Rosji ale im nie wolno, jedyny kierunek to Europa. Ron Paul słusznie obwinia Unie Europejska oraz Stany Zjednoczone za tragedie malezyjskiego samolotu.  To ich polityka doprowadziła do podziału Ukrainy. To dzięki ich podgrzewaniu anty – rosyjskich nastrojów szykuje nam się coraz większy konflikt. Nawet jeśli coraz to sroższe sankcje przeciw Rosji spowodują wreszcie, ze Putin zacznie się wycofywać ze swojego poparcia dla separatystów to przecież oni nie złożą broni. Jest duże prawdopodobieństwo, ze będą wałczyć do upadłego tak zresztą jak na Majdanie chociaż to już inni ludzie. W konsekwencji coraz więcej ofiar, coraz więcej niewinnych ludzi skazanych na życie w zagrożeniu. Załóżmy jednak, ze armia ukraińska wreszcie zwycięży i przegoni wszystkich separatystów, czy aby na pewno ludzie którzy tam mieszkają zaakceptują rząd w Kijowie jako ich. Mam poważne wątpliwości. Ron Paul znany jest ze swoich poglądów, według których mieszanie się w wewnętrzne sprawy innych państw nie jest najlepszym pomysłem. Stany Zjednoczone są chyba tego najlepszym przykładem. Uwikłane w konflikty niemal wszędzie gdzie tylko to jest możliwe niczego się nie nauczyły. Niechęć do Stanów na całym świecie osiągnęła chyba najwyższy pułap w historii. Dziwić się zatem należy, ze Unia Europejska w dalszym ciągu ulega opiniom amerykańskich przywódców. Mamy przecież wystarczająco dużo problemów wewnątrz Unii, z możliwością wystąpienia z niej niektórych krajów,  żeby mieszać się w wewnętrzne sprawy kraju, który nie jest nawet jej częścią. Stanom oczywiście jest bardzo na rękę każdy konflikt, byle gdzie i byle o co, najważniejsze żeby jak najdalej od ich granic. Ukraina podobnie jak Polska będzie potrzebować dozbrojenia a gdzie najlepiej się w nie zaopatrzyć? Pytanie chyba retoryczne. Gdy Stany po raz pierwszy zaatakowały Irak za prezydentury Busha seniora w obronie Kuwejtu, wyzwoliły Kuwejt i wróciły do domu. Bush senior wiedział, ze Hussain to bydle ale tez wiedział ze to bydle trzymało sunitów, szyitów i kurdów na tyle krótko, ze kraj egzystował. Bush junior wykrył u Hussaina powiązania z diabłem wiec go usunął. Dzisiaj Irak stoi na krawędzi rozpadu. Może i Janukowycz to bydle ale była jedna Ukraina. Nikt o tym nie pomyślał bo ważniejsze są jakieś partykularne interesy. Prawie trzysta niewinnych ludzi przypłaciło to życiem. Ma racje Ron Paul, czas aby Unia i Stany spojrzały na swoje ręce.

Kelner – zawód przyszłości

Nie chcesz być zerem,

zostań kelnerem

u pana Sowy.

Polityk z odnowy

co dzień tu wpada

kasę wykłada,

płaci za wszystko,

takie panisko.

Ozorem miele

gdyż przyjacielem

jesteś dla niego

miły kolego.

Wymamla wszystko,

takie panisko.

Nagrać też się pozwoli,

rób to do woli,

do końca świata,

dla niego sałata

znaczy gotówka

to wizytówka.

Olewa wszystko,

takie panisko.

Nie chce się chwalić

on może walić

wszystkich i wszystko,

takie panisko.

Zjawi się czasem

z innym kutasem

albo wieloma

gdy spraw od groma.

Chuje z kurwami

są wyrazami

z najwyższej półki.

Wtedy do spółki

dzielą i rządzą

a tych co błądzą,

zwanych chujami

lub tez kurwami,

oskarży o wszystko

takie panisko.

Bądź więc gotowy

do z nim rozmowy

i nagraj to wszystko,

niech to panisko

na ziemię zejdzie

gdzie biedę przędzie

wielu rodaków.

Nagraj cwaniaków,

kupca znajdziemy

do ”Wprost” pójdziemy,

oni zamieszczą wszystko.

Prasa to tez panisko.

Kelnerem bycie,

sami widzicie

dać może wiele,

więc przyjaciele,

zawód przyszłości

kelner co gości

może wysłuchać

znaczy podsłuchać.

Zabawa Sylwestrowa

Sylwestra 2011 postanowiliśmy spędzić w Cuence. Byliśmy ciekawi jak jest on tam obchodzony a równocześnie chcieliśmy uciec od zimy i śniegu. Przy okazji chcieliśmy przetestować nasz apartament, który w styczniu zarezerwowaliśmy dla siebie, wykluczając go z wynajmu. Przybyliśmy do Cuenki na dzień przed sylwestrem 30 grudnia. Grudzień to jeden z najcieplejszych miesięcy, jeśli nie najcieplejszy. Udało nam się wiec uciec od śniegu i cieszyć słoneczkiem. Szczerze mówiąc to było dziwne uczucie w środku zimy nie widzieć śniegu i cieszyć się temperatura powyżej 20 stopni. Na centralnym placu Cuenki stała oczywiście choinka, jako ze Ekwadorczycy również świętują Boże Narodzenie. Widok choinki w pełnym słońcu to już dla nas cos kompletnie nowego, dodatkowo możliwość chodzenia z krótkim rękawkiem, no nic tylko świętować. Oczywiście ponownie zapomniałem o ochronie twarzy przed słońcem a zatem powtórka z rozrywki i ponowne grillowanie twarzy. Dzięki temu jednak przynajmniej po karnacji skóry na twarzy wyglądałem jak prawie tubylec. Po przyjeździe próbowaliśmy się załapać na jakąś noworoczna imprezę. Ot i następna niespodzianka. Okazało się, ze większość z naszych znajomych opuściła Cuenkę na czas noworocznych fajerwerków. Nowy rok w Cuence jest obchodzony zupełnie inaczej. W tym okresie włodarze miasta wynoszą się poza nie, oddając je do dyspozycji przeciętnym mieszkańcom. To wcale nie znaczy, że miasto jest bez jakichkolwiek służb porządkowych. Bardziej chodzi o zezwolenie ludziom na robienie rzeczy, które na codzień nie byłyby dopuszczalne. W tym jednym dniu otrzymują jednak dyspensę od władz miasta i wolno im więcej. Ulice miasta wypełniają się naprędce zmontowanymi scenami, na których odbywają się rożnego rodzaju pokazy czy przedstawienia. Większość z nich ma zabarwienie polityczne i wyśmiewa aktualnie będących u władzy. Aby wszystko było jasne każdy tworzy kukłę polityka, który mu zalazł za skore. Kukły te są ubrane czasami nawet całkiem przyzwoicie. Są one oczywiście wykorzystywane do przedstawień, w których ich pierwowzór jest na ogól ośmieszany. Ale to dopiero początek. Na krótko przed północą kończą się przedstawienia zaczyna się prawdziwa uczta. Kukły znowu odgrywają w niej główne role. Wreszcie można odpłacić naszym rządzącym. W tej zabawie oprócz kukieł najbardziej popularny jest kij do baseballa. Kto ile ma sił tłucze te biedne kukły do upadłego. Po twarzy, po nogach w miejsca intymne, gdzie się da i gdzie popadnie. Ludzie wykrzykują przy tym wszystkie swoje żale. Ot taka forma wywalenia z siebie całej tej agresji i frustracji, która obrzydza wszystkim dzień powszedni. Biedna kukła, wióry z niej fruwają na lewo i prawo ale najgorsze jeszcze przed nią. Kiedy już nie ma czego bić, wszyscy zbierają się i układają z kukieł stos. Oczywiście nie może on być zbyt wielki, dlatego kopców kukieł jest bardzo wiele wzdłuż i wszerz całego miasta. Zabawa kończy się ogniskiem z kukieł. Może to wszystko wyglądać trochę barbarzyńsko ale co tam, znam kilku, których kukły z chęcią bym najpierw obił kijem a potem spalił.

Canoa, Bahia del Caraquez, Montanita

Linia brzegowa Ekwadoru liczy mniej więcej 800 kilometrów od granicy z Kolumbią na pół­nocy do granicy z Peru na południu. Ekwadorskie wybrzeże jest bardzo zróżnicowane od skalistych zatok pełnych zielonych wzgórz sięgających aż do oceanu przez nieprzebrane ilości małych zatoczek po mniej lub bardziej odludne urokliwe plaże. Najbardziej zna­nym miastem na północy jest Esmeraldas. Północna cześć wybrzeża jest najmniej skomer­cjalizowana. Od Esmeraldas aż po Bahia del Caraquaz wybrzeże to oaza spokoju dla ludzi poszukujących ciszy. Po drodze spotkamy jedynie małe wioski rybackie oraz mniej lub bar­dziej dzikie plaże. W drodze na południe Bahia del Caraquaz jest pierwszym większym mia­stem. Zanim jednak do niego dotrzemy po drodze znajduje się małe miasteczko zwane Ca­noa. To właśnie tutaj udało nam się dotrzeć najdalej na północ. Podróżowanie wzdłuż wybrzeża Ekwadoru wymaga czasu a my byliśmy nim zlimitowani więc odwiedzaliśmy tylko te miejsca, o których coś wcześniej słyszeliśmy bądź były nam zarekomendowane. Na północy to była właśnie Bahia del Caraques oraz Canoa. Canoa to typowe miejsce turystyczne które swoje istnienie zawdzięcza urokliwej plaży. Bahia natomiast to pokaźnych rozmiarów miasto ze swoja zatoka, bulwarami wzdłuż oceanu oraz licznymi plażami. Oba miejsca nie są dla ludzi szukających komfortu ale dla kogoś kto walory krajoznawcze przedkłada ponad wygodę i wszystko to co niesie komercjalizacja. Oba miejsca zrobiły na nas korzystne wrażenie i na pewno tam wrócimy. Posuwając się dalej na południe kolejnym dużym ośrodkiem jest Portoviejo, które z braku czasu musieliśmy pominąć, Za Portoviejo jest już Manta. Manta jest jednym z największych miast w Ekwadorze i przeżywa bardzo dynamiczny rozwój. Jest tutaj jednak dosyć głośno bo miasto jest popularne wśród młodzieży. W trakcie naszego pierwszego pobytu w Ekwadorze organizatorka naszej wycieczki wynajęła w Mancie przewodnika, który jak się okazało był kiepski w angielskim i był zmuszony skorzystać z pomocy swojego kolegi, którym okazał się młody Anglik który przyjechał tutaj sfrustrowany sytuacją w Wielkiej Brytanii. Jednym z punktów programu była przejażdżka Ruta del Sol, Drogą Słońca, która wije się wzdłuż wybrzeża a widoki z niej zapierają dech w piersiach. Jechaliśmy w kierunku Montanity, która jest bardzo znanym miejscem wśród turystów ze względu na piękne plaże oraz dobra bazę turystyczną. Po drodze zatrzymaliśmy się w okolicznym parku przyrody, który ma również dostęp do oceanu a przepiękna plaża zachęca do pozostania tu dłużej. Ponieważ jest to park przyrody nie ma tutaj nic z wygód, żadnych hoteli, sklepów, pamiątek tylko plaża ale ona sama w sobie jest niezwykła. Po obu stronach plaży lekkie wzniesienia z których roztacza się zaskakujący widok na Pacyfik. Razem z nami podróżowali znajomi naszego tłumacza, młodzi ludzie niemal z całego świata. Była Chinka, Kolumbijka, dziewczyna z Islandii. Wśród tego towarzystwa i nam ubyło lat. Czas nie pozwalał nam na dłuższy pobyt tutaj ale i tu kiedyś wrócimy. Tereny te były najdalej położone na południe w trakcie naszej wycieczki. Nie udało nam się dotrzeć dalej w tym kierunku, aczkolwiek jest tam dużo do zobaczenia. Im dalej jednak na południe tym większa komercjalizacja a nam podczas naszego pobytu zależało bardziej na przyrodzie.

 

Walka o władzę przeczytać radzę

Było ich trzech

Jarek, Donald i Lech

Chcieli przejąć władzę

Ja wcale nie kadzę

Nie wiem czy pierwszy

O nich to wierszyk.

Najłatwiej miał Lechu,

Którego w pospiechu

Stoczniowcy wybrali

Związkiem rządzić kazali

A gdzieś tam w Warszawie

Przy malej kawie

Jarek w tym czasie

Przeczytał w prasie

Ze gdzieś na północy

Lud się jednoczył

Razem z Antonim

Tam więc pogonił

Donald wciąż młody

Słuchał pogody

Niewiele wiedział

Nad morzem siedział

Nie bardzo wierzył

Ze lud się zjeżył

Że idą zmiany

A system niechciany

Zostanie przegnany

Wreszcie się stało

Nowe nastało

Ale się okazało

Ze dla nich to mało

Lechu stoczniowiec

Teraz prezydent, już nie związkowiec

Japonię wszystkim obiecał

Choć nie bardzo wiedział

Jak dokonać tego

Nie wiedząc niczego.

Choć Jarka zżerało

Że nic tu nie grało

Stał wciąż na boku

Wróżąc z obłoków

Do walki posłał więc brata

Lepszego od niego chwata

Którym on mógł kierować

Dla siebie władzę szykować

Donald tez się rozbudził

Zaczął cos tam marudzić

Szukał jakiegoś poparcia

Dla idei swoich wsparcia

A łatwo nie było

Bo ludziom odbiło

Gdy przyszła pora

Lecha ze dwora

Do Japonii przegnali

Olkowi władze oddali

I tak Lechu stoczniowiec

Ani prezydent, ani związkowiec

Stracił poparcie

Co przyznał otwarcie

Zniknął ze sceny

Gdzie inne już hieny

Na zer wypadły

Koryt dopadły

A w sejmie wciąż wojna

Cześć bogobojna

Władzy też chciała

Swego lidera szukała

Partia Jarkowa

Była gotowa

Najpierw wiec brata

Jarek wyswatał

Na prezydenta

Tak wiec bliźnięta

Wreszcie zwycięscy

Hardzi i męscy

Chcą jednak więcej

I to czym prędzej

Premier się marzy

Widać po twarzy

Jarka szczególnie

Który potulnie

Aliantów szukał

Gdzie mógł to pukał

Romkowi z Andrzejem

Dał przywileje

Wreszcie mógł rządzić

Lecz zaczął błądzić

Aliantów spłukał

Sam się oszukał

Przebrała się miarka

Pognali i Jarka

Stoczniowiec Lechu

Pęka ze śmiechu

Coś gdzieś wykłada

Grosz za to wpada

Siedzi w chałupie

Wszystko ma w dupie

Jarek wciąż walczy

Na ludzi warczy

Coś im obieca

Co lud podnieca

Wciąż w opozycji

Bo w tej pozycji

Dobrze się czuje

Gdy lud buntuje

Donald nareszcie

Chcecie to wierzcie

Wygrał wybory

I jest do tej pory

Choć  nie wszyscy go lubią

To go hołubią

I chociaż błądzi

To niech tu rządzi

A rządzić będzie

Bo tu jak wszędzie

Liderów mało

Rzec można śmiało. 

New Jersey

New Jersey to jeden z najmniejszych stanów w USA ale równocześnie jeden z najbogatszych i najdroższych. Stan jest położony pomiędzy dwoma metropoliami amerykańskimi. Na północy po drugiej stronie rzeki Delaware znajduje się Philadelphia, na południu po drugiej stronie rzeki Hudson znajduje się Nowy Jork a zasadniczo Manhattan, serce Nowego Jorku. Dzięki temu położeniu i bliskości do obu miast wiele ludzi pracujących w tych metropoliach wybrało sobie New Jersey jako swoje miejsce zamieszkania. Dzięki silnie rozbudowanym drogom, z czego Stany są znane na świecie, z New Jersey można łatwo dostać się do kolejnych znanych miast jak choćby Washington, Baltimore czy Boston zaledwie w kilka godzin. Przez północne  New Jersey przebiega międzystanowa droga numer 80. Jest to najdłuższa droga w Stanach biegnie od Nowego Jorku na wschodzie aż do San Francisco na zachodzie. Popularna osiemdziesiątka przebiega na swej drodze przez Chicago i Denver, żeby wymienić bardziej znane inne miasta. Każdy stan w USA ma swoja oboczną nazwę a ta dla New Jersey brzmi Garden State czyli stan ogrodowy. Stan znany jest z olbrzymiej ilości parków, rożnego rodzaju ścieżek dla spacerowiczów, biegaczy czy nawet jeśli ktoś lubi się trochę powspinać na łonie natury tez jest to możliwe. Popularna droga numer osiemdziesiąt za zachodzie po opuszczeniu New Jersey wkracza do Pensylwanii. Ta cześć stanu to prawdopodobnie jedno z najładniejszych miejsc. Droga przecina bowiem Appalachy dzięki czemu po obu jej stronach mamy piękne góry a droga wije się miedzy nimi przez około 10 kilometrów po stronie New Jersey i następne 10 do 15 kilometrów w Pensylwanii. Właśnie w tym miejscu na granicy obu stanów znajduje się bardzo wiele ścieżek spacerowych a niektóre z nich wymagają malej wspinaczki. Jest to niewątpliwie jedno z najbardziej popularnych miejsc dla okolicznych mieszkańców. Trasy umożliwiają aktywny odpoczynek ale dookoła znajdują się tez wydzielone miejsca do grillowania a znajdująca się nieopodal rzeka Delaware umożliwia ochłodzenie się. Ta cześć New Jersey jest mi znana najlepiej ponieważ mieszkałem z rodzina raptem 5 minut od osiemdziesiątki 30 mil na wschód od Pensylwanii i 45 mil na zachód od Manhattanu. Stolicą stanu jest Trenton położone w centralnej części, zaś najbardziej znanymi miastami są Newark, jersey City, Atlantic City oraz Camden. Sława tego ostatniego wynika przede wszystkim z faktu, ze w plebiscycie na najniebezpieczniejsze miasta Stanów Camden już wygrał parokrotnie. Na szczęście dla mnie Camden jest położone na południu stanu bliżej Philadelphii czyli około trzech do czterech godzin jazdy samochodem. Atlantic City to znane na całym świecie miejsce hazardu a Newark to przede wszystkim lotnisko oraz dla wszystkich ubiegających się o stały pobyt w Stanach lub obywatelstwo, siedziba biur imigracyjnych, których nikt nie lubi. Jersey City znane jest natomiast z tunelu Holland, który łączy miasto z Manhattanem. Stan ma wiele do zaoferowania ale trzeba być przygotowanym na wysokie koszty utrzymania, ale o tym następnym razem.

Globalizacja

Globalizacja w swoich założeniach to był naprawdę bardzo dobry pomyśl. Postępujące dysproporcje miedzy krajami wysoko uprzemysłowionymi a reszta świata miały zostać zlikwidowane albo chociaż pomniejszone poprzez zachęcanie do inwestowania w tych krajach. Miało to poprawić nie tylko sytuacje gospodarcza tych krajów ale również wpłynąć na polepszenie warunków życia ich mieszkańców. Fantastyczny pomyśl, tylko przyklasnąć. Zmieniono zatem prawa podatkowe, wprowadzono ułatwienia dla inwestorów. Wszystko po to aby przeciw działać biedzie w krajach ubogich. Tak cały ten program został sprzedany szerokiej publiczności czyli mieszkańcom krojów rozwiniętych. Praktyka jak to często w życiu bywa okazała się inna. W Stanach przeniesiono wiele zakładów produkcyjnych gdzieś do krajów Ameryki Łacińskiej czy do Azji zamykając istniejące zakłady. Tam gdzie je przeniesiono wcale nie chodziło o pomoc. Bardziej inwestorzy zainteresowani byli tanią siłą roboczą, ubogim prawem pracy czy brakiem związków zawodowych.  Niska płaca minimalna to było właśnie to co wszystkim się podobało najbardziej. Udało się więc za jednym zamachem osiągnąć wszystko tylko nie to co obiecano. W Stanach coraz więcej przedsiębiorstw zamykano i przenoszono je gdzieś w świat. Ludzie tracili prace ale firmy miały się dobrze. Przecież w dalszym ciągu mogły sprzedawać swoje produkty tutaj w Stanach bo właśnie po to zniesiono niektóre bariery celne. Koszty siły roboczej zostały obniżone. Najgorsze albo raczej najlepsze w tym wszystkim było to, ze towary były sprzedawane po cenach amerykańskich. Pracownicy zatrudniani gdzieś tam w świecie na ogol zarabiali minimalne place na danym rynku, które nawet nie wystarczały na godne życie. Jest wiele zdjęć na Internecie pokazujących warunki w jakich ci ludzie pracowali. Praktycznie nie opuszczali zakładów pracy. Ceny detaliczne wcale jednak nie zostały pomniejszone. Okazało się zatem, ze głownie chodziło o powiększenie zysków a nie o jakąś tam pomoc dla krajów rozwijających się. Tradycyjnie to co miało służyć wielu ludziom przyniosło korzyści garstce spryciarzy. W Stanach pozamykano wiele przedsiębiorstw produkcyjnych. W ślad za zakładami przemysłowymi poszły również inne dziedziny życia jak chociażby obsługa klienta, programowanie oraz wiele innych zawodów związanych z komputerami. Doszło do paradoksów szczególnie w zakresie obsługi klienta. Szukając jakiejkolwiek telefonicznej pomocy związanej z obsługą jakiegoś urządzenia , ludzie byli przełączani i musieli rozmawiać z kimś kto ledwie co mówił po angielsku. Miałem przyjemność rozmawiać z kimś w sprawie mojego komputera. Osoba z która rozmawiałem znajdowała się gdzieś w Indiach. Problem z hindusami jest taki, ze oni maja bardzo silny akcent, który jest bardzo trudny do zrozumienia.  Rozmowa nasza nadawała się do kabaretu. On mówił o jednym a mnie chodziło o cos zupełnie innego. Musiałem go poprosić o kogoś innego ale efekt był ten sam. Pogadaliśmy sobie chwile on mi o pietruszce, ja mu o gruszce żeby wreszcie dojść do wniosku, ze to wina oprogramowania a w ogóle to mamy chyba złe polaczenie.  I tak właśnie wyglądała globalizacja po amerykańsku, wiele ludzi do dzisiaj nie mogą się po niej pozbierać.