Teoria kospiracyjna

Tak naprawdę kryzys w Stanach rozpoczął się już w 1989 roku. Dlaczego akurat w tym roku? Ano jest to rok, w którym rozpadł się były Układ Warszawski czyli system wrogich państw zagrażających demokracji. Sam rozpad systemu to przecież powinien być sukces tyle, że za jednym zamachem zniknął z mapy naturalny wróg Stanów. W czasach zimnej wojny wydatki na zbrojenia można było w jakiś sposób uargumentować potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa. Można było produkować na potrzeby NATO ile wlazło, zawsze przecież były jakieś manewry, ćwiczenia  a tam, hulaj dusza piekła niema . I tak się kręciło, aż tu nagle, nie ma wroga. Na dodatek to co zostało po wrogiej armii radzieckiej dostało się w łapy jakiejś starej nomenklatury rosyjskiej i zalało rynek handlu bronią. Firmom produkującym na potrzeby wojska w stanach strach spojrzał w oczy. No koniecznie jakiegoś wroga nam znaleźć. I wcale nie chodziło tu o jakieś miejscowe niesnaski jak na ten przykład rozpad Jugosławii, bo tam zapotrzebowanie na broń małe a i niechęć do Ameryki duża. Rynek mudżahedinów afrykańskich to tez nie ta wielkość i jakość. Jak wroga znaleźć nie można to trzeba go sobie stworzyć. W Stanach jest wiele teorii na temat września 2001, których by nawet sam Antoni Macierewicz  nie był w stanie ogarnąć a znając jego miłość  do braci Rosjan, na pewno by się dopatrzył ich udziału w tym spisku przeciw demokracji. W Stanach mają jednak swoją agencję, która nazywa się CIA (skrót od Cisi I Ambitni) no i im tam wyszło, że to terroryści arabscy (którym wcześniej Stany sprzedawały broń) są winni tym paskudnym aktom terroru. George W. junior, prezydent ówczesny,  dla pewności nakazał badania DNA dwóm podejrzanym i wyszło mu z nich, że jeden z nich niejaki Osama Bin Laden to wyjątkowo okrutny człowiek i przywódca organizacji zwanej Al  Qaida. Osama chciał podobno kupić Biały Dom razem z senatem i kongresem a potem wprowadzić szariat w Stanach ale niedogadali się co do ceny. To z lekka wkurzyło onego Bin Ladena i zaczął knować przeciwko Ameryce. Jeszcze gorsze wyniki badań DNA wyszły u drugiego z podejrzanych niejakiego Saddama Husseina. Wyszło bowiem, że ten ma powiązania z piekłem (George W. nazwał go diabłem). Po tych odkryciach słupki poparcia dla Georga W. wyskoczyły do samego nieba. Na to tylko czekał ten obrońca jedynie słusznej amerykańskiej recepty na życie. Terror i piekło mają to do siebie, że są wszędzie tak więc wrogów nam już nie zabraknie, zysków dla wybrańców wszystkich prezydentów również.  A że giną niewinni ludzie, toż świat przecież przeludniony to i korzyść dla świata z tych wojenek niewątpliwa. Ot i cała prawda o 11 września 2001 roku, a dla naszych polityków – naprawdę nie ma się na kim wzorować.