Jest już gdzie się zatrzymać

Cuenca1_052011_127Naszą trzecią wizytę zaplanowaliśmy tak aby zgrała nam się ona z terminem oddania naszego apartamentu do użytku. Oryginalnie termin ten został wyznaczony na marzec 2011. My jednak znając już realia zdecydowaliśmy się na przyjazd w maju sądząc, ze dwumiesięczny poślizg to wystarczająco dużo czasu na ewentualne opóźnienia. Ludzie w Ameryce Południowej żyją innym tempem. Słowo ‘’maniana’’, które znaczy dosłownie ‘’jutro’’ w ich rozumieniu znaczy’’ nie dzisiaj’’ czyli być może jutro być może za kilka dni na pewno nie dzisiaj. Należy się do tego przyzwyczaić bo traci się wtedy o wiele mniej nerwów.  Dla nich jest to normalne. Ogólnie jednak przy zamawianiu czegoś termin dostawy jest dotrzymywany. Gorzej jest z usługami tutaj obowiązuje wszechobecne ‘’maniana’’. Aczkolwiek muszę przyznać, że w tym temacie nastąpiła ostatnio spora poprawa jak ludzie zaczęli tracić zlecenia. Nasz apartament wciąż nie był gotowy w maju ale końcówka była zdecydowanie widoczna. Juan, z którym byliśmy w kontakcie, wiedząc że jest opóźniony zrefundował nam kilka dni pobytu w hotelu. W sumie wszystko złożyło się bardzo dobrze bo mogliśmy nadzorować prace wykończeniowe a te, jak się potem okazało, wykonywane w pospiechu pozostawiały wiele do życzenia. Nie można było odmówić nikomu braku zaangażowania niestety ich poczucie estetyki trochę odbiegało od naszego. Z drugiej strony był to pierwszy projekt Juana, następne wyglądały o wiele lepiej i nie popełniono tych samych błędów. Wszystko miało swoje złe i dobre strony, ponieważ Juan niejako uczył się na nas, wiec był gotów w wielu sprawach iść nam na rękę, dzięki czemu obie strony w sumie na samym końcu były w miarę zadowolone. Nasz apartament miał również parę drobnych mankamentów ale ogólnie rzecz biorąc większość była do przyjęcia. Ekwador pod wieloma względami jest bardzo zbliżony do nas kulturowo. Podobnie jak w Polsce tak i w Ekwadorze istnieje tak zwana ‘’wiecha’’, która się tam robi na zakończenie projektu. Ma to na celu podziękowanie robotnikom za praceę oraz odstraszenie złych mocy i przyciągnięcie dobrej energii. Nie jest to powszechny zwyczaj jednak znany przez starszą ludność. Nosi on nazwę’’ łasipaczana’’, ponieważ nie mam zielonego pojęcia jak się go pisze wieęc napisałem to w formie jak się słyszy.  Większość z nas, właścicieli apartamentów, nie znała tego zwyczaju. Ashley, jedyna osoba, która znała ten zwyczaj zaproponowała jego przeprowadzenie, na co wszyscy przystaliśmy z entuzjazmem bo polubiliśmy i ludzi, i kraj. Były race wystrzeliwane z dachu naszego budynku, było tradycyjne jedzenie ekwadorskie był też tradycyjny ekwadorski alkohol zwany Zukhir. Trochę to słodkie bo robione z trzciny cukrowej ale moc swoją ma i należy uważać bo zwala z nóg dość  niespodziewanie. I tu następna zbieżność kulturowa: Ekwadorczycy lubią się napić a polski alkohol bardzo przypadł im do gustu. Od tego pobytu ich ulubionym słowem na moje powitanie jest ‘’na zdrowie’’ . No to na zdrowie i do następnego.

Reklamy