Teoria kospiracyjna

Tak naprawdę kryzys w Stanach rozpoczął się już w 1989 roku. Dlaczego akurat w tym roku? Ano jest to rok, w którym rozpadł się były Układ Warszawski czyli system wrogich państw zagrażających demokracji. Sam rozpad systemu to przecież powinien być sukces tyle, że za jednym zamachem zniknął z mapy naturalny wróg Stanów. W czasach zimnej wojny wydatki na zbrojenia można było w jakiś sposób uargumentować potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa. Można było produkować na potrzeby NATO ile wlazło, zawsze przecież były jakieś manewry, ćwiczenia  a tam, hulaj dusza piekła niema . I tak się kręciło, aż tu nagle, nie ma wroga. Na dodatek to co zostało po wrogiej armii radzieckiej dostało się w łapy jakiejś starej nomenklatury rosyjskiej i zalało rynek handlu bronią. Firmom produkującym na potrzeby wojska w stanach strach spojrzał w oczy. No koniecznie jakiegoś wroga nam znaleźć. I wcale nie chodziło tu o jakieś miejscowe niesnaski jak na ten przykład rozpad Jugosławii, bo tam zapotrzebowanie na broń małe a i niechęć do Ameryki duża. Rynek mudżahedinów afrykańskich to tez nie ta wielkość i jakość. Jak wroga znaleźć nie można to trzeba go sobie stworzyć. W Stanach jest wiele teorii na temat września 2001, których by nawet sam Antoni Macierewicz  nie był w stanie ogarnąć a znając jego miłość  do braci Rosjan, na pewno by się dopatrzył ich udziału w tym spisku przeciw demokracji. W Stanach mają jednak swoją agencję, która nazywa się CIA (skrót od Cisi I Ambitni) no i im tam wyszło, że to terroryści arabscy (którym wcześniej Stany sprzedawały broń) są winni tym paskudnym aktom terroru. George W. junior, prezydent ówczesny,  dla pewności nakazał badania DNA dwóm podejrzanym i wyszło mu z nich, że jeden z nich niejaki Osama Bin Laden to wyjątkowo okrutny człowiek i przywódca organizacji zwanej Al  Qaida. Osama chciał podobno kupić Biały Dom razem z senatem i kongresem a potem wprowadzić szariat w Stanach ale niedogadali się co do ceny. To z lekka wkurzyło onego Bin Ladena i zaczął knować przeciwko Ameryce. Jeszcze gorsze wyniki badań DNA wyszły u drugiego z podejrzanych niejakiego Saddama Husseina. Wyszło bowiem, że ten ma powiązania z piekłem (George W. nazwał go diabłem). Po tych odkryciach słupki poparcia dla Georga W. wyskoczyły do samego nieba. Na to tylko czekał ten obrońca jedynie słusznej amerykańskiej recepty na życie. Terror i piekło mają to do siebie, że są wszędzie tak więc wrogów nam już nie zabraknie, zysków dla wybrańców wszystkich prezydentów również.  A że giną niewinni ludzie, toż świat przecież przeludniony to i korzyść dla świata z tych wojenek niewątpliwa. Ot i cała prawda o 11 września 2001 roku, a dla naszych polityków – naprawdę nie ma się na kim wzorować.

Jest już gdzie się zatrzymać

Cuenca1_052011_127Naszą trzecią wizytę zaplanowaliśmy tak aby zgrała nam się ona z terminem oddania naszego apartamentu do użytku. Oryginalnie termin ten został wyznaczony na marzec 2011. My jednak znając już realia zdecydowaliśmy się na przyjazd w maju sądząc, ze dwumiesięczny poślizg to wystarczająco dużo czasu na ewentualne opóźnienia. Ludzie w Ameryce Południowej żyją innym tempem. Słowo ‘’maniana’’, które znaczy dosłownie ‘’jutro’’ w ich rozumieniu znaczy’’ nie dzisiaj’’ czyli być może jutro być może za kilka dni na pewno nie dzisiaj. Należy się do tego przyzwyczaić bo traci się wtedy o wiele mniej nerwów.  Dla nich jest to normalne. Ogólnie jednak przy zamawianiu czegoś termin dostawy jest dotrzymywany. Gorzej jest z usługami tutaj obowiązuje wszechobecne ‘’maniana’’. Aczkolwiek muszę przyznać, że w tym temacie nastąpiła ostatnio spora poprawa jak ludzie zaczęli tracić zlecenia. Nasz apartament wciąż nie był gotowy w maju ale końcówka była zdecydowanie widoczna. Juan, z którym byliśmy w kontakcie, wiedząc że jest opóźniony zrefundował nam kilka dni pobytu w hotelu. W sumie wszystko złożyło się bardzo dobrze bo mogliśmy nadzorować prace wykończeniowe a te, jak się potem okazało, wykonywane w pospiechu pozostawiały wiele do życzenia. Nie można było odmówić nikomu braku zaangażowania niestety ich poczucie estetyki trochę odbiegało od naszego. Z drugiej strony był to pierwszy projekt Juana, następne wyglądały o wiele lepiej i nie popełniono tych samych błędów. Wszystko miało swoje złe i dobre strony, ponieważ Juan niejako uczył się na nas, wiec był gotów w wielu sprawach iść nam na rękę, dzięki czemu obie strony w sumie na samym końcu były w miarę zadowolone. Nasz apartament miał również parę drobnych mankamentów ale ogólnie rzecz biorąc większość była do przyjęcia. Ekwador pod wieloma względami jest bardzo zbliżony do nas kulturowo. Podobnie jak w Polsce tak i w Ekwadorze istnieje tak zwana ‘’wiecha’’, która się tam robi na zakończenie projektu. Ma to na celu podziękowanie robotnikom za praceę oraz odstraszenie złych mocy i przyciągnięcie dobrej energii. Nie jest to powszechny zwyczaj jednak znany przez starszą ludność. Nosi on nazwę’’ łasipaczana’’, ponieważ nie mam zielonego pojęcia jak się go pisze wieęc napisałem to w formie jak się słyszy.  Większość z nas, właścicieli apartamentów, nie znała tego zwyczaju. Ashley, jedyna osoba, która znała ten zwyczaj zaproponowała jego przeprowadzenie, na co wszyscy przystaliśmy z entuzjazmem bo polubiliśmy i ludzi, i kraj. Były race wystrzeliwane z dachu naszego budynku, było tradycyjne jedzenie ekwadorskie był też tradycyjny ekwadorski alkohol zwany Zukhir. Trochę to słodkie bo robione z trzciny cukrowej ale moc swoją ma i należy uważać bo zwala z nóg dość  niespodziewanie. I tu następna zbieżność kulturowa: Ekwadorczycy lubią się napić a polski alkohol bardzo przypadł im do gustu. Od tego pobytu ich ulubionym słowem na moje powitanie jest ‘’na zdrowie’’ . No to na zdrowie i do następnego.

Obama, Korwin-Mikke i monarchia

No wreszcie przywódca przywódców dostrzegł nasze starania w  walce o jedynie słuszną demokrację amerykańską, tfu na psa urok, szeroko pojęta demokrację i zaszczycił nas swoją wizytą. Ile podło słów pod adresem naszego rządu, jaki to on przewidujący w walce z putinizmem, jaką to wielką rolę odgrywamy w pomocy Ukrainie w walce o tą demokrację. Poklepywania, wielkich słów podziwu nie było końca. Nasi dzielni politycy prężyli piersi no bo tyle pochwał od lidera wolnego świata to niewątpliwie nobilituje nasz kraj. Premier Donald Obywatelski stroszył sie jak paw a Jarosław Prawy i Sprawiedliwy z tej zazdrości aż wylądował w szpitalu. No szkoda tylko ze lider liderów wolnego świata nie pojechał, wzorem naszego śp. Prezydenta, bezpośrednio na Ukrainę. Mógłby tam z pierwszej ręki zobaczyć co się dzieje a nawet pojechać do Doniecka czy innego Charkowa i swoją obecnością podnieść na duchu waleczny naród ukraiński w walce o jedynie słuszny system. Chyba jednak obleciał go strach i wolał skończyć na Polsce. Dlaczego nie gdzieś indziej w Europie. Ano reszta Europy bardziej dba o swoje interesy z Rosją niż o demokracje na Ukrainie. Nam te straty w handlu pokryją obietnice pana prezydenta Obamy o dozbrojeniu Polski i pomocy finansowej w walce o szerzenie jedynie słusznej demokracji. Ja już nawet bym to wszystko zaakceptował, gdybyśmy chociaż wytargowali od naszego gościa stanowisko przewodniczącego komisji do spraw 11 września dla naszego inspektora Clouseau. Teorii spiskowych tam tyle, że mielibyśmy gościa z głowy na parę ładnych lat. A tu nic i znowu przyjdzie nam dokładać sie do tych jego komisji w kraju nad Wisła. Ale idzie ku lepszemu. Oto nasz rząd sprzedał znanemu krezusowi cześć udziałów w spółkach z udziałem skarbu państwa. I tak już wkrótce pan Jan wykupi całą Polskę, ogłosi sie królem Janem IV Bogatym, rozgoni cały ten sejm razem z senatem na cztery strony świata. Następnie ułoży sie z carem Włodzimierzem pobierze odpowiednia daninę od swoich poddanych a oni w zamian będą mogli sobie handlować z Rosja i kimkolwiek im tam przyjdzie do głowy bez ograniczeń i do woli. Oto ziści się marzenie pana Janusza Korwin-Mikkego będziemy mieli monarchie. A co z prostym ludem? A kto by sie tym przejmował.

A może by tak w piłkę ręczną

No i znowu rozpętała się burza w polskim parlamencie. Donald Obywatelski dokopał znowu Jarosławowi Prawemu-Sprawiedliwemu i wygrał w zabawie pod tytułem ‘’votum nieufności’’. Pomyślałem sobie, jakby tutaj wprowadzić jakiś element rywalizacji sportowej może wreszcie i ludziska mogliby mieć trochę radości patrząc jak nasze chłopaki rywalizują ze sobą na boisku. Czas jest dobry bo mamy mistrzostwa świata w piłce nożnej a zatem można by wykorzystać te sportowe nastroje w narodzie, tylko w co grac. Piłka nożna zdecydowanie odpada bo przecież Donald Obywatelski trenuje ten sport zapamiętale i szanse na wygranie z jego drużyną raczej marne. Chociaż ostatnio z tej drużyny wyleciało z hukiem wielu podstawowych zawodników to jednak wciąż ryzyko kompromitacji zbyt duże  żeby na to dał się namówić Jarosław, chociaż wydaje mi się, ze to błąd. Można by przecież metodą Suareza ugryźć kogoś, podłożyć nogę i wreszcie skopać się nawzajem do woli i upadłego. Nie to jednak nie chwyci bo zasadniczo tylko obywatele i prawi i sprawiedliwi mieliby wystarczająco długą ławkę rezerwowych. Może zatem koszykówka…też nie bardzo, słabe wyniki na arenie międzynarodowej to i wydźwięk społeczny byłby kiepski a wzrost prezesa….zdecydowanie odpada. Hokej to dwudziesta piąta liga światowa a Polska to mocarstwo też zatem odpada. Hola, hola piłka ręczna. Toż to idealna dyscyplina. Trzeba tylko siedmiu w polu plus bramkarz no i w niej ostatnio odnosimy sukcesy. Boisko o wiele mniejsze, można by śmiało sejm zaadoptować dla celów spotkań w szczypiorniaka. Można by turniej rozegrać bo przecież w każdej partii jest więcej niż siedmiu nawiedzonych. Już widzę oczami wyobraźni jak Zbigniew Solidarny walczy na kole z Jarosławem Razem-Polskim a przy okazji wymieniają się poglądami na temat ministerstwa sprawiedliwości.  W drugiej parze Leszek Stronnik Ludowy broni strzały z dystansu Janusza Twój-Rucha zastanawiając się kto z nich jest bardziej lewicowy. Janusz Nowa-Prawica warunkowo dopuszczony do turnieju, puszcza karnego rzucanego przez równie antyeuropejskiego Jarosława Prawego-Sprawiedliwego. Donald Obywatelski miał szczęście w losowaniu bo trafił na Janusza Zjednoczonego-Ludowca. Ten mu się podłożył wierząc w końcowe zwycięstwo swojego koalicjanta. W półfinale Leszek Stronnik – Ludowy okazał się za slaby kondycyjnie i odpadł z turnieju po porażce z Donaldem Obywatelskim a Jarosław Prawy-Sprawiedliwy, wykorzystując tajną wiedzę Antoniego Komisja-Smolenska na temat Zbigniewa Solidarnego poradził sobie z jego drużyną bez większych problemów. Wszystko to mamy na żywo w telewizji. Oglądalność sięga zenitu bo oto w wielkim finale zagrają przeciw sobie Donald Obywatelski przeciw Jarosławowi Parwemu-Sprawiedliwemu. Emocje też sięgają zenitu. Na bramkach stoją szefowie swoich ugrupowań żeby nie zrobić sobie krzywdy w polu. Walka na parkiecie przechodzi najśmielsze oczekiwania. Bramka za bramkę a wynik do końca sprawą otwartą. Bramkarze są niestety najsłabszymi zawodnikami swoich drużyn ale to było do przewidzenia. Walka w polu może naprawdę zaimponować. No przecież byłoby to naprawdę wspaniale widowisko i niech wreszcie wygra najlepszy. Ale, ale Bogdan Wenta został ostatnio eurodeputowanym jako stronnik Donalda Obywatelskiego. Nic zatem z tego nie będzie. A szkoda.

Parę słów na temat Cuenki

Ecuador CuencaW ten oto sposób nasza druga wizyta zaowocowała zakupem apartamentu w Cuence. W trakcie tego pobytu nawiązaliśmy bardzo wiele kontaktów i znajomości.  Jedna z najważniejszych było poznanie Juana, który był i wciąż jest właścicielem biura podroży i agencji turystycznej w Cuence. Jest on również wspólnikiem i głównym wykonawca firmy budowlanej, która zajmuje się wykupem zaniedbanych budynków w centrum Cuenki i ich odbudową. Juan jest również przewodnikiem turystycznym i biegle włada językiem angielskim. Oczywiście jest również sprzedawcą i stara się zawsze lekko podkolorować to co widzimy. Nie zależnie od tego okazał się cennym bankiem informacji na temat Cuenki i okolic. Nasz pobyt skoncentrował się zatem na poznawaniu historii Cuenki oraz zwiedzaniu jej okolic.  Santa Ana de los cuatro ríos de Cuenca to pełna nazwa Cuenki i tak została nazwana przez hiszpańskich kolonizatorów na cześć miasta Cuenca w Hiszpanii. Oryginalnie te tereny zamieszkiwane były przez Indian zwanych Caniari, którzy założyli miasto mniej więcej w pięćsetnym roku. Nazwali je Guapondeleg to w wolnym tłumaczeniu znaczy ‘’ ziemia wielka jak niebo’’. Caniari zostali podbici przez Inków w około 1500 roku a w nieco ponad pięćdziesiąt lat później ci z kolei zostali podbici przez hiszpańskich kolonizatorów. Miasto ma nieprzebrane ilości zabytków i z czasów Indian jak również z czasów  kiedy rządzili tutaj Hiszpanie. Centrum starej Cuenki to praktycznie rzecz biorąc jeden wielki zabytek. Największe wrażenie oczywiście robi Bazylika na Calderon Plaza, której niebieskie kopuły są widoczne prawie z każdej części miasta. Jest ona również najbardziej rozpoznawalną  widokówką miasta. Chociaż Cuenca jest trzecim co do wielkości miastem w Ekwadorze przez długi okres nie cieszyła się zbytnia popularnością wśród turystów.  Związane to było z kiepskimi drogami w Ekwadorze oraz uciążliwym dojazdem do miasta. Cuenca nie posiada lotniska międzynarodowego tylko krajowe. Aby do niej dolecieć należy przesiąść się w Quito lub Guayaquil. Te utrudnienia spowodowały, ze tylko około 10% do 15% odwiedzających Ekwador wstępowało również do Cuenki. Dodatkowo większość turystów przylatujących do Ekwadoru ma w swoim programie Galapagos a te to już osobna i czasochłonna wyprawa. Tak wiec Cuenca pozostawała długo na uboczu. Dopiero w ostatnich latach została odkryta przez rożne strony internetowe zachęcające turystów. Dodatkowo Cuenca stała się popularna w Stanach Zjednoczonych dzięki publikacją internetowym na temat wygodnego życia na emeryturze. Coraz więcej Amerykanów, i nie tylko, zaczęło tu przyjeżdżać pod kontem osiedlenia się. Ekwador oferuje relatywnie niskie koszty utrzymania, dobra opiekę zdrowotną, różnorodny klimat a dla ludzi lubiących podróżować jest wspaniałym miejscem wypadowym w głąb Ameryki Południowej.  Póki co zapraszam do Cuenki.

Polityka dobra fucha, kto chce niech posłucha

Tak bardzo chciałbym zostać politykiem

Ja przecież lubię leżeć bykiem

I wcale nie mam ochoty

Co dzień chodzić do roboty

A jak już pracuję

To się wszystko we mnie gotuje

Że ta moja płaca

Ledwie starcza na leczenie kaca

Niech więc ci co pracują

Mnie tutaj nie trują

Że tylko ciężką pracą

Ludzie się bogacą

Ja tam wolę do parlamentu

Albo lepiej do senackiego regimentu

Tam powołam komisję

Co to załatwia sprawy wszystkie

Dla wszystkich znajdę etaty

Najpierw dla żony, mamy i taty

Potem coś się wymyśli

Zależy co mi się przyśni

Mogę na ten przykład

Dać gdzieś, komuś jakiś wykład

Mnie nie chodzi o te pieniądze

Bo jak ja rządzę to już rządzę

I nie ma takich cudów

Zrobię wszystko dla mojego ludu

Ja ten kraj nareszcie zmienię

Przysięgam na moją ciocię Gienię

A jak coś mi nie wyjdzie

Ktokolwiek do mnie przyjdzie

to ma łatwo wykaże

Że to opozycja mnie karze

Głosujcie więc na mnie

Inaczej zginiemy marnie

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale afera, Monika na premiera

No i mamy następną burze. Jakiś idiota podsłuchał polityków gawędzących sobie w jakiejś knajpie, nagrał to na taśmę i sprzedał żądnemu sensacji brukowcowi. Ot i w jednym zdaniu cały sens zamieszania, które spowodowało że niektórzy domagają się ustąpienia rządu. I słusznie. Nie mamy już w kim wybierać bo większość naszych polityków jest  już i tak mocno skompromitowana zatem proponuje Monikę nasza zdeterminowaną w dochodzeniu prawdy dziennikarkę na premiera. Ona to bowiem w imieniu całego środowiska dziennikarskiego potępiła premiera za nalot na brukowca. Trzeba jej będzie dołożyć coś do wynagrodzenia bo już dzisiaj dziennikarze zarabiają więcej niż jakiś premier. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć wszystkim o aferze w „News of the World” bardzo poczytnym piśmie na Wyspach Brytyjskich. Było ono własnością pana Ruperta Murdocha, gościa, który w mediach może „Wprost” zjeść na pierwsze śniadanie. Gazeta ta istniała od 1843 roku. W 2011 roku udowodniono im nielegalne zdobywanie informacji za pomocą właśnie podsłuchów i tym podobnych praktyk. Podsłuchiwano kogo się dało, polityków, celebrytów i innych z pierwszych stron gazet z rodziną królewska na czele. Kiedy wreszcie cała afera ujrzała światło dzienne nawet tak wpływowa osoba jak Rupert Murdoch nie był wstanie ochronić poczytnego brukowca. Gazeta oficjalnie po ponad 160 latach istnienia została zamknięta a na pana Ruperta posypały się grzywny i słowa potępienia. Bo w normalnym kraju tak być powinno. Informacje zdobyte w sposób nielegalny po prostu nie mogą być wykorzystywane w żaden sposób. To nie ma nic wspólnego z wolnością słowa. Naszym szanowny dziennikarzom wszystko się pomieszało. Chcą aby rząd był odpowiedzialny za swoje niezgodne z prawem działania, zresztą słusznie, ale tego samego typu aktywność wśród nich to nalot na ich konstytucyjna wolność słowa. To naprawdę nie ma znaczenia o czym sobie gawędzili nasi niezbyt mądrzy politycy w knajpie przy piwie, ich podsłuchiwanie było nielegalne i jako takie niezgodne z prawem. Mnie naprawdę wisi kto jest premierem i tak tutaj nie mieszkam, tyle że w tym wypadku po prostu nie można pozwolić aby ludzie bali się cokolwiek powiedzieć bo mogą być podsłuchiwani. Z drugiej strony to naprawdę żenujące, że w dobie kiedy wszyscy podsłuchują wszystkich, USA Niemców i Anglików, Niemcy USA, nie wspomnę tutaj o Chinach, które pewnie już same nie wiedzą kogo podsłuchują a kogo nie, a nasi politycy rozmawiają tak swobodnie na takie tematy w podrzędnej knajpie.

Ziemia obiecana

Kiedy w 1989 dotarłem do Stanów Zjednoczonych nigdy wtedy nie przypuszczałem, że po 25 latach pobytu będę się znowu przeprowadzał. w 1989 to był inny kraj. U władzy był George Bush senior a kraj był w bardzo dobrej kondycji ekonomicznej. Pracy nie brakowało i dla tych co mówili po angielsku i dla tych którzy mieli z nim problemy. Dolar miał wartość a minimalna płaca pozwalała nawet na odłożenie paru dolarów na tzw. zachcianki. Nikt wtedy nawet nie przypuszczał, ze kraj powoli zmierza ku kryzysowi. Kiedy w latach 30-tych Stany przechodziły przez wielki kryzys udało im się zdeterminować co go spowodowało i jak przeciwdziałać kryzysom w przyszłości. Wprowadzono szereg praw ograniczających szczególnie monopolistyczne zapędy wielkich korporacji w szczególności w sektorze bankowym. Dzięki temu większość korporacji i banków mogła prowadzić działalność na terenie jednego konkretnego stanu. To spowodowało, ze w każdym stanie operowały inne banki, inne kompanie telefoniczne, inne kompanie dostarczające energie. Istniały oczywiście ponadstanowe korporacje ale ich działalność była marginalna ze względu na utrudnienia prawne. Prezydent Reagan pod wpływem silnego lobby zaczął powoli te ograniczenia prawne likwidować. Zaczęły pomału pojawiać się coraz większe i prężniejsze korporacje ponadstanowe. Tendencje te zostały podtrzymane przez następnych prezydentów. Dodatkowo coraz większą popularność zdobywała globalizacja. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych o sile Stanów Zjednoczonych decydowała mocna klasa średnia. Nie wiem jakie powinny być idealne proporcje pomiędzy najbogatszą warstwą, klasą średnią a najuboższymi wiem jednak ze zachwianie tych proporcji w Stanach doprowadziło do kryzysu. Całkowita likwidacja ograniczeń monopolistycznych wraz z globalizacją doprowadziły do zaniknięcia małych przedsiębiorstw co oczywiście przełożyło się  na katastrofę dla średniej klasy. Dzisiaj w Stanach istnieją cztery główne banki dyktujące warunki. Żaden z banków, które istniały w stanie New Jersey w latach osiemdziesiątych już dzisiaj nie istnieje. Miało się to przełożyć na tańsza obsługę ale to była tylko propaganda. Konkurencja została praktycznie zminimalizowana a małe banki zostały wchłonięte przez ponadstanowe molochy. Tak stało się w praktycznie każdej dziedzinie gospodarki. Międzynarodowe korporacje rządzą dzisiaj w Stanach. Większość zakładów, które miały swoje fabryki produkcyjne w Stanach wyniosła się gdzieś indziej w świat w poszukiwaniu tańszej siły roboczej. Najbardziej uderzyło to w średnia klasę. Proporcje zostały zachwiane, większość średniej klasy została zepchnięta w dół. Wiele zawodów zniknęło z mapy profesji w stanach ze względu na globalizacje. Wiele osób dziwi się z powodu wyboru Obamy na prezydenta. Najuboższe warstwy zawsze głosowały na partie demokratyczną.  Republikanie na rządów Busha juniora dokończyli dzieła zniszczenia klasy średniej, która zawsze była pro-republikańska. Dzisiaj większość z tej klasy bardziej utożsamia się z demokratami bo partia w którą wierzyli odebrała im wiarę w lepsze jutro.

Parę słów na temat Ekwadoru

2013 312Ekwador jest położony na równiku. Stolicą Ekwadoru jest Quito. Sam równik przebiega na północ od stolicy i jest miejscem bardzo ważnym na mapie każdego turysty. Samo miejsce nie ma w sobie niczego nazbyt atrakcyjnego a dodatkowo sam równik przebiega w innym miejscu niż jest zaznaczony. Nie zmienia to faktu, ze miejsce przyciąga setki turystów. Ekwador dzieli się na prowincje a najwyższą władzę w państwie sprawuje prezydent. Aktualny prezydent Rafael Correa został wybrany na trzecią już kadencję. Językiem urzędowym jest hiszpański, większość Ekwadorczyków to chrześcijanie. Obowiązującą walutą jest dolar amerykański. Ekwador aktualnie nie posiada swojej waluty. Największym miastem Ekwadoru jest Guayaquil, miasto portowe położone nad Pacyfikiem. Andy, które przebiegają przez Ekwador, dzielą go na trzy charakterystyczne części: wybrzeże, góry oraz dżungla amazońska. W Ekwadorze mamy zasadniczo tylko dwie pory roku: suchą i deszczową. Na wybrzeżu i w dżungli z racji równikowego położenia zawsze jest ciepło lub nawet gorąco i duszno natomiast w górach jest o wiele chłodniej aczkolwiek temperatura w ciągu dnia przekracza przez większą część roku 20 stopni. Wybrzeże Ekwadoru zwłaszcza jego północna część jest narażona na rzadkie mniejsze lub większe trzęsienia ziemi. W Ekwadorze występuje wiele wulkanów. Większość z nich jest nieczynna ale są też wulkany czynne. Droga z Quito do Cuenci znana jest pod nazwą Alei Wulkanów. Leży na niej Cotopaxi najwyższy aktualnie czynny wulkan Ekwadoru. Miejsce to jest dostępne dla turystów a sam wulkan jest parkiem narodowym.
Ekwador słynie z ręcznej produkcji gitar klasycznych, wyrobów ze srebra oraz z kapelusza Panama, z którego produkcji słynie właśnie Cuenca. Ameryka Południowa miała i wciąż ma złą prasę jako region niestabilny politycznie. Dużo w tym niestety amerykańskiej propagandy. Amerykanie mieli tutaj za poprzedniego prezydenta bazę wojskową nad Pacyfikiem w Mancie. Kiedy jednak przyszło do wznowienia dzierżawy dla armii amerykańskiej aktualny prezydent Ekwadoru Rafael Correa wyraził zgodę pod warunkiem udostępnienia dla armii ekwadorskiej części wybrzeża amerykańskiego na Florydzie. Oczywiście spotkało się to z oburzeniem amerykańskiego establishmentu ale chcąc nie chcąc musieli się spakować i wyjechać z Ekwadoru. To się nazywa postawić się, co należało by polecić naszym sprawującym władzę. Niestety właśnie to powoduje złą prasę. Parę lat temu doszło do zamieszek w Quito, które były spowodowane przez służby mundurowe Ekwadoru. Prezydent chciał zmienić ich przywileje uważając, że są one nadmiernym obciążeniem dla budżetu państwa. Policja wyszła na ulice Quito. Doszło do starć i drobnych rozruchów. Internet amerykański i polski zresztą też wrzał od wiadomości, że Ekwador jest na krawędzi wojny domowej. Właśnie wtedy przebywaliśmy poza Ekwadorem i nie bardzo mogliśmy zweryfikować doniesienia internetowe. Po powrocie do Ekwadoru okazało się, że cała zawierucha trwała kilka dni i zasadniczo tylko w Quito miały miejsce zamieszki. W Cuence nawet policja była bierna. No cóż służby mundurowe to poniekąd aparat z którym musi liczyć się każdy rząd. Spróbujmy odebrać im ich przywileje w Polsce czy gdziekolwiek indziej na świecie i zobaczymy czy tak łatwo się na to zgodzą. Ale to już inna para kaloszy.

Cuenca czyli nasze nowe miejsce na ziemi

imageCuenca podobnie jak Kraków znajduje się na liście dziedzictwa kultury UNESCO. Jest trzecim co do wielkości miastem w Ekwadorze i liczy mniej więcej pół miliona mieszkańców. Klimat tutaj jest dość umiarkowany ze względu na wysokość na poziomem morza. Noce mogą być dość chłodne, w dzień natomiast temperatura na ogół waha się w okolicach 20 stopni. Po powrocie do Stanów znowu w ruch poszedł internet i poszukiwania nieruchomości. Z tym, ze teraz poszukiwania ograniczyły się do Cuenki. Udało nam się znaleźć parę interesujących ogłoszeń i nawiązaliśmy parę kontaktów za pomocą poczty elektronicznej. Ponownie udaliśmy się do Ekwadoru w maju 2010, tym razem tylko do Cuenki w celu zweryfikowania tego o czym dowiedzieliśmy się z internetu. Dwa tygodnie pobytu utwierdziło nas w przekonaniu, ze wybór Cuenki był słuszny. Poznaliśmy sporo ludzi w tym nasza krajankę z białostockiego, która wraz ze swoim mężem również zdecydowali się tutaj osiedlić. Udało nam się również znaleźć budowlańca, który właśnie adoptował starą kamienice w centrum starego miasta na cele mieszkaniowe. W ten oto sposób zostaliśmy właścicielami apartamentu w Cuence. Projekt był w trakcie realizacji ale nam się nigdzie nie spieszyło a cena była w naszym zasięgu. Zawarcie umowy kupna-sprzedaży wymaga w Ekwadorze prawnika lub notariusza, który zawsze sprawdza umowę pod katem jej zgodności z obowiązującym prawem. I tu pojawiły się pierwsze problemy. Umowa była w języku hiszpańskim, który dla nas był wciąż językiem nieznanym. Z pomocą przyszła nam nasza świeżo poznana krajanka. Elżbieta, znająca hiszpański okazała się wielka pomocą nie tylko w tym momencie ale również w przyszłości.